Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 20 Odnalezione muszkiety

Po powrocie do hacjendy Diego przespał się jeszcze kilka godzin, a potem udali się z na padok, gdzie zwykle trenowali. nie przyznał się do wpadki, ale brak zwykłej finezji i furia, z jaką zadawał kolejne sztychy, mówiły same za siebie. Przyjaciel ze spokojem parował ciosy i pozwolił mu wyrzucić z siebie nagromadzoną frustrację. Znali się w końcu nie od wczoraj.

Po zasłużonej kąpieli i lekkim posiłku pojechali do w nadziei, że może usłyszą albo zobaczą coś, co naprowadzi ich na zaginioną broń. Niestety, mimo że bardzo się starali, nie udało się im dostrzec niczego podejrzanego.

W końcu Bernardo odwołał go na stronę, przy koniach i zaczął pokazywać. Przystawił niewidzialny muszkiet do ramienia i strzelił. Po czym zawinął pięści tak, aby w ich środku było nieco wolnego miejsca. Jedną  ułożył pionowo, a drugą pod skosem, jakby coś nasypywał. Zrobił zdziwioną minę, potrząsnął drugą dłonią, zajrzał do środka i ponownie ustawił ją pod skosem. Spojrzał na przyjaciela, rozłożył ręce i wzruszył ramionami. Wskazał palcem bramę garnizonu.

“Spiskowcy mają muszkiety, ale nie proch, którego potrzebują. A proch jest w garnizonowym składzie. Chyba tym razem musimy poczekać na ruch z ich strony i improwizować. Tylko że nie jest już mile widziany przez kapitana w mieście. Potrzebny nam dobry i dyskretny punkt obserwacyjny.”

Bernardo uśmiechnął się i dotknął palcem głowy. Ułożył palce w krzyż, a potem zaczął ciągnąć mocno niewidzialny sznur.

“Dzwonnica? Dobry pomysł. Tylko jak wyjaśnimy, co tam robimy?”

Niemowa wyciągnął otwartą dłoń w jego stronę, uciszając przyjaciela. Narysował pacami duży kwadrat w powietrzu i odsunął się pół kroku. Jedno ramię zgiął, jakby trzymał tacę, a palce drugiej dłoni ułożył jak do trzymania pióra. Dotknął nią przedramienia, a następnie zaczął wywijać przed sobą. Jego ekspresyjny wyraz twarzy i wysunięty koniec języka były aż nadto oczywiste.

“Hej, ja tak nie wyglądam, jak maluję.” Diego dał mu kuksańca w ramię.

“Ale alibi jest dobre, chodź, zapytamy padre czy nie ma nic przeciwko.”

xxx xxx

Zakonnik nie widział problemu i chętnie się zgodził. Diego i Bernardo wrócili do hacjendy po przybory do malowania, kostium oraz . Niepostrzeżenie przemknęli się do pueblo i ukryli konie w pewnej opuszczonej szopie, z której już kilka razy korzystali.

Wspięli się na dzwonnicę, prawie zupełnie niewidoczni z dołu. Zresztą, kto w biały dzień miałby patrzyć tak wysoko w górę? Bernardo usiadł wygodnie i rozglądał się uważnie po rynku, garnizonie i przyległych uliczkach, niekiedy pomagając sobie lunetą. Tymczasem Diego rozłożył sztalugę i tworzył pejzaż i okolic. W razie czego musieli mieć alibi, a uwielbiał malować.

Czas mijał leniwie, a jedynym odgłosem było miarowe pocieranie pędzla o płótno. Jednak niemowa nie tracił czujności, chociaż zaczynał być lekko znudzony. Zmienił zdanie, gdy w oknie jednego z budynków coś mu mignęło. Przyłożył lunetę, aby się lepiej przyjrzeć. Zachichotał i dyskretnie obejrzał się na przyjaciela. Młody don nadal wytrwale pracował nad obrazem. Wzruszył ramionami i znów spojrzał przez lunetę. Tak się zapatrzył, że nie poczuł lekkiego puknięcia w ramię. Zauważył przyjaciela, dopiero gdy Diego wyjął mu urządzenie z rąk i sam spojrzał w tak wielce interesujący punkt.

“Bernardo! Miałeś wypatrywać złodziei, a nie podglądać senoritę Marię! I to podobno ja tracę głowę na widok Rosarity? Mamy zadanie do wykonania.” oddał mu lunetę, z niedowierzaniem pokręcił głową i wrócił do swojej pracy.

Starszy mężczyzna machnął na niego ręką. Może nie miał już 20 lat, ale to nie znaczy, że nie lubił zawiesić oka na ładnej kobiecie. Szczególnie nieco rozebranej. Diego miał jednak rację, więc zajął się obserwacją całego terenu.

xxx xxx

Obraz wysychał i młody don dołączył do przyjaciela. Ich cierpliwość w końcu została nagrodzona. Wieczorem wjechał na plac nieznany im człowiek z wymownym “z” na całej szerokości pleców. Zsiadł z konia i podszedł do wartowników. Wymienili kilka słów i jeden z nich udał się do środka.

Diego i Bernardo spojrzeli na siebie. “Ja tego nie zrobiłem. To jest podejrzane. Zobacz czy uda ci się dowiedzieć czegoś więcej.”

Niemowa przyłożył lunetę i skierował ją na twarz nieznajomego. W tym momencie wyszedł z koszar ze strażnikiem. Na szczęście umiejętność czytania z ruchu warg nie była tym razem potrzebna, bo rozmowa prowadzona nieco podniesionym głosem dolatywała na dzwonnicę wraz z wieczornym wiatrem.

“Senior comendante, chciałem zgłosić napaść i rabunek. Jechałem drogą do Santa Paula, gdy znienacka zaatakował mnie bandyta ubrany na czarno. Zabrał mi wszystkie pieniądze, 100 peso! I jeszcze kurtkę zniszczył.” Na dowód obrócił się i pokazał plecy.

Nikt nie miał wątpliwości, czyja to sprawka. Chociaż, gdyby nie był tak rozgoryczony ostatnią porażką, być może zastanowiłby się, że taka prostacka kradzież pieniędzy niewinnemu podróżnemu, była zupełnie nie w stylu . Jednak złość i obawa o podwładnych zmąciła mu umysł.

“Odzyskamy pańską własność, a przestępcę przykładnie ukarzemy. Szeregowy, ogłoś alarm, dla tych którzy już doszli do siebie. Niech siodłają konie. Jedziemy zapolować na Zorro. A pan pojedzie z nami i wskaże miejsce rabunku.”

Dziesięć minut później kapitan na czele oddziału jechał już za pueblo, a Diego kręcił z niedowierzaniem głową, jak tak inteligentny człowiek jak , dał się tak łatwo wywieść w pole. Chyba to nie był dobry dzień dla nich obu.

“Teraz czekamy na ich dalszy ruch. Oczyścili garnizon z żołnierzy, uderzą albo siłą, albo podstępem.”

Bernardo narysował szybko “z” w powietrzu.

“Tak, to chyba już pora, żebym się przebrał. Obserwuj dalej.”

xxx xxx

W garnizonie pozostało tylko trzech wartowników, jeden zajął pozycję przed bramą, a dwóch tradycyjnie na wewnętrznym dziedzińcu. W koszarach było jeszcze kilku, ale byli na tyle ciężko ranni, że pozwolił im nie wziąć udziału w ściganiu Zorro.

Godzinę od wyjazdu patrolu do zamkniętej bramy i strażnika podeszło kilku wyraźnie podchmielonych vaqueros z napoczętym antałkiem i pełną beczką. Nalali do jednego, wspólnego kubka wino i poczęstowali lansjera. Początkowo żołnierz odmawiał, ale za którymś razem rozejrzał się po placu. Było cicho i spokojnie, tylko z tawerny dolatywał gwar rozmów. Mieszkańcy albo jedli kolację w zaciszu domów, albo spotkali się z przyjaciółmi w gospodzie. Przegląd okolicy wypadł pomyślnie, więc wartownik skusił się na wychylenie jednego toastu.

pokiwał głową. Bandyci byli tacy bezpośredni. “Pewnie teraz odwołają się do poczucia jego koleżeńskości i przekonają, że strażnicy w środku nie powinni być stratni…”

Nie pomylił się. Żołnierz uchylił bramę i wszyscy weszli do środka. Na szczęście z dzwonnicy dobrze było widać dziedziniec garnizonu. Jeden z vaqueros opowiadał kawały przy beczce i kuflach, które szybko się znalazły w wojskowym wyposażeniu. Wartownicy zupełnie nie zwracali uwagi na pozostałych gości. A ci przestawili wóz, który stał koło stajni, wyjęli pęk kluczy i otworzyli składzik.

“Mają klucze! Wcale się nie włamali. Będziemy musieli to później zbadać, Bernardo.” Diego szepnął do przyjaciela.

Złodzieje, zasłonięci przez wóz wynosili beczki z prochem i dyskretnie je stawiali koło bramy. Jeden z nich podszedł do wesołej kompanii przy winie, zaproponował coś, co uzyskało powszechną akceptację i udał się w stronę tawerny. Jednak nigdy tam nie dotarł, ale z ganku gospody wziął wcześniej przygotowaną beczkę i zaniósł ją do pijących.

Diego musiał przyznać, że byli dyskretni. Żołnierze byli przekonani, że stająca sztuka lub dwie przy bramie są zapasem trunku. W tym samym czasie bandyci kursowali i ogołocili garnizonowy skład z całego zapasu prochu.

Bernardo trącił , wskazał na plac i narysował szybkie “z” w powietrzu.

“Nie, jeszcze nie. Muszą mieć skrytkę gdzieś w pueblo. Poczekamy, aż nas do niej zaprowadzą.”

Po kwadransie ze zdziwieniem zauważył, że beczki były teraz noszone już nie za mur, ale do piwnicznego okienka jednego z domów.

“To dom, w którym mieszka seniora Toledano. Czyżby zbieg okoliczności? Zostań tu i miej na nich oko, a ja zbadam tę piwnicę.”

Sprawnie zsunął się po linie zaczepionej do filara wieży i już po chwili był na ziemi. Ostrożnie wyczuł moment, gdy vaquero wrócił się po kolejną beczkę i zajrzał do piwnicy. W środku paliła się świeczka, więc wszystko dokładnie widział. Młody mężczyzna ustawiał kolejne pakunki, aby zrobić miejsce na następne. Jedna ze ścian zastawiona była muszkietami i bezładną kupą pistoletów. Z drugiej strony ustawiony był kopczyk kul armatnich, nad którymi wisiała kolekcja szpad, kordelasów i innej broni białej. Środek zajmowały beczki. nie musiał do nich zajrzeć, aby potwierdzić ich zawartość. W powietrzu unosił się specyficzny zapach prochu.

Usłyszał zbliżające się kroki, więc cofnął się i ukrył za krzakiem.

“Dużo jeszcze?” Doleciał przytłumiony głos z piwnicy.

“Oprócz tej, zostały trzy.” Odpowiedział vaquero i poszedł po kolejną beczkę.

wspiął się sprawnie na dzwonnicę. Bernardo spojrzał pytająco, ale został uciszony ruchem ręki. Wzruszył ramionami i obserwował dalej. Bandyci przestawili wóz na miejsce i wylewnie pożegnali się z żołnierzami. Brama została zamknięta i rozeszli się w kilku różnych kierunkach.

xxx xxx

Dwaj mężczyźni nadal tkwili na wieży i zastanawiali się jak postąpić. To była zbyt poważna sprawa, aby podejść do niej nieprzygotowanym.

“Kapitan pokazał, że nie czuje się dłużej zobowiązany naszą cichą umową. Będzie chciał mnie złapać i powiesić, a nie słuchać informacji o kradzieży. Szczególnie jeśli zamieszana jest w to jego żona. Bo niby skąd indziej vaqueros mieli klucze do składu? Chyba po prostu zostawię mu notatkę na biurku.”

Bernardo najpierw pokiwał głową na znak zgody, ale po chwili pokręcił z zaprzeczeniem.

“Nie notatka? W takim razie jak chcesz zwrócić proch i muszkiety do garnizonu?”

Niemowa otworzył płasko dłoń, a palce drugiej złożył jak do pisania i wodził po wnętrzu ręki. Uniósł palec, po czym nadął policzki, a rękoma pokazał obszerny brzuch przed sobą. Złożył dłonie razem, a potem je otworzył i udał, że czyta. Zapukał w niewidzialne drzwi, po czym cofnął łokieć, jakby je otwierał. Zrobił przesadzony krok naprzód, rozejrzał się dookoła z rozdziawionymi ustami i okrągłymi oczyma.

“To świetny pomysł! Garnizon odzyska skradzione rzeczy, a nasz drogi sierżant będzie miał możliwość wykazania się. Brawo, Bernardo.”

xxx xxx

Następnego dnia, koło południa, Diego ze służącym przyjechali do pueblo. Nie zdążyli jeszcze dobrze przywiązać koni, jak usłyszeli za plecami znajomy głos.

, jak miło cię widzieć. I ciebie też, Malutki.” Sierżant pomachał z sympatią do Bernardo. Niemowa odmachał mu i uśmiechnął się. Garcia, jako jeden z niewielu go zauważał, ale jako jedyny odnosił się do niego przyjaźnie i bez uprzedzeń.

“Buenos dias, sierżancie. Jesteś w świetnym humorze, czyżbyś w końcu złapał i dostał tę ogromną nagrodę?” Młody był strasznie ciekawy, czy żołnierze odzyskali proch i broń, ale wiedział, że przy kuflu wina na pewno się tego dowie.

“Ależ skąd! jest nieuchwytny jak wiatr na prerii. Ale chodźcie do tawerny. Dzisiaj ja stawiam wino! I wszystko opowiem.” Diego zrobił zdziwioną minę i machnął na Bernardo, po czym cała trójka udała się do gospody.

Gdy już zajęli stolik i Maria przyniosła butelkę i kufle, Garcia zaczął streszczać wydarzenia, choć w newralgicznych miejscach zniżał głos.

“Wczoraj jakiś podróżny przyjechał ze skargą, że go napadł i okradł. Miał nawet “z” na plecach. Komendant jest ostatnio strasznie cięty na niego, więc kazał nam natychmiast siodłać konie. Pojechali wszyscy oprócz strażników i tych, którzy jeszcze liżą rany. Dotarcie na miejsce zajęło nam chyba z godzinę. Potem jechaliśmy po śladach, ale doprowadziły nas do rumowiska skalnego, gdzie trop się urwał. Objechaliśmy okolicę, ale jak kamień w wodę. Tak po prawdzie to ja nie wierzę, że to naprawdę był Zorro.”

złodziejem? Faktycznie wiele można mu zarzucić, ale nigdy nie kradł. Ale skoro ten podróżny tak twierdził…” Teraz Diego wiedział, co zajęło patrolowi tak dużo czasu.

Garcia energicznie zaprzeczył. “Nie, nie o to chodzi. Jak wróciliśmy to wartownicy byli pijani, a ze składu zniknął proch. Jeśli chciałby ukraść proch, miał świetną okazję, podczas przewożenia go do pueblo, a on nam pomógł go obronić.”

Diego wybałuszył oczy i drążącym szeptem zapytał. “Ależ sierżancie, to przecież straszne! To znaczy, że nie dość, że ktoś podszył się pod Zorro, to jeszcze był w zmowie z tym złodziejami! I teraz mają i broń i proch! Sterroryzują pueblo i całą okolicę.”

“Spokojnie don Diego, nie masz się czego obawiać. Bo widzisz, jak wróciłem z tego patrolu, to po wewnętrznej stronie drzwi w mojej kwaterze znalazłem przytwierdzoną notatkę. Było tam napisane, gdzie dokładnie jest proch i broń. Autor nie zostawił podpisu, ale ja wiem, że to od Zorro. Bo któż by inny wiedział takie rzeczy? A on wie wszystko.”

Młody ukrył uśmiech za kuflem, wychylając łyk wina. Do tej pory Lis był tak dobrze poinformowany, często właśnie dzięki dobrodusznemu żołnierzowi.

“No i co było dalej? Czy ta notatka mówiła prawdę?” Chociaż znał odpowiedź, przyjemnie było patrzeć na ekscytację Garcii.

“Wziąłem nad ranem kilku lansjerów i faktycznie znalazłem wszystkie skradzione rzeczy. Wprawdzie miałem problem, jak wytłumaczyć kapitanowi, skąd o tym wiedziałem, ale nie drążył tematu. Ostatnio złości się na naszego Anioła Stróża, przecież nie mogłem mu powiedzieć, że mi pomógł.” Wcześnie wypięta dumnie pierś sierżanta nieco opadła i już mniej pewnym głosem zaczął się tłumaczyć.

“Jednak wiedz, że gdyby nie to, na pewno bym mu o tym zameldował. W końcu to jest w pełni jego zasługa, ja tylko to dokończyłem. Dostałem pochwałę od komendanta, ale ona należy się Zorro.” Garcia zmarkotniał i napił się wina.

Diego uśmiechnął się przyjaźnie. “Sierżancie, jestem pewien, że o tym wie i wcale nie ma ci za złe, że cały splendor spadł na ciebie. Przecież gdyby nie chciał zrobić ci uprzejmości, zostawiłby notatkę na przykład kapralowi, prawda?”

Garcia rozluźnił się i poweselał. “, don Diego. W takim razie wznieśmy toast za Zorro.” Zanim jednak wychylił kufel, schylił się i odgrodził usta od sali dłonią. “I oby nigdy nie został złapany.”

Mrugnął porozumiewawczo i napił się z lubością trunku, który smakował mu dzisiaj wyśmienicie.

xxx xxx

Po kolejce wina przyszła kolej na porcję lub dwie enchiladas, a czas mijał im na wesołym przekomarzaniu. Nagle drzwi do tawerny otworzyły się i weszła przez nie . Dla przeciętnego patrona była opanowana jak zwykle, ale Diego był uważnym obserwatorem. Kapitanowa była wściekła. Omiotła wzrokiem wnętrze w poszukiwaniu wolnego stolika. Jednak, gdy dostrzegła sierżanta, odwróciła się gwałtownie i wyszła bez słowa.

Nie uszło to uwadze Garcii. “Don Diego, to chyba także twój szczęśliwy dzień. Na twój widok seniora raczej promiennie się uśmiechała i przysiadała się, nieważne czy miałeś na to ochotę czy nie. A dzisiaj nie dość, że nie narzucała ci się, to na sam widok uciekła! Może w końcu da ci spokój.”

Młody don potarł w zamyśleniu brodę, myśląc, dlaczego Raquela była wściekła i co miał z tym wspólnego sierżant. Nic innego nie przychodziło mu do głowy, jak tylko to, że piękna kobieta była zamieszana w cały spisek i to ona dała klucze do składu złodziejom.

Nachylił się do przyjaciela i po cichu mu się pochwalił. “Mam nadzieję, że to nie tylko dzisiaj, ale na dobre zaniecha zaczepiania mnie. Ojciec dał mi ostatnio swoje błogosławieństwo i pierścionek zaręczynowy mojej matki.”

Nie zdążył dokończyć, bo sierżant głośno zawołał. “Don Diego, moje gratulacje!”

Jednak szybko machnął ręką i go uciszył. Kontynuował szeptem. “Jeszcze nie ma czego gratulować. Ostatnio miała wiele przygód, chcę poczekać trochę, aż ochłonie. I nie mów nikomu, dopóki mnie nie przyjmie, dobrze?”

Garcia również dyskretnie odpowiedział, chociaż z szerokim uśmiechem. “Nikomu ani słówka. Wcale nie jesteś pewny jej odpowiedzi?”

Młody don spoważniał i zaprzeczył. “Kocham ją, ale nie wiem, czy jej uczucia są na tyle mocne, aby związać się ze mną do końca życia. Gdyby mój ojciec i jej wuj się uparli, mogliby zmusić nas do ślubu prawem opiekunów. Ale prędzej zostanę wiecznym kawalerem, niż unieszczęśliwię ją takim małżeństwem. Dlatego, zanim pójdę prosić o jej rękę, chcę się oświadczyć najpierw Ros.”

Sierżant był wzruszony i aż otarł łzę, która zakręciła mu się w oku. “To bardzo szlachetne z twojej strony. Niektórzy pewnie skorzystaliby z okazji i nie zwracali uwagi na uczucia wybranki. Jestem zaszczycony, że powiedziałeś mi o tym, don Diego, i obiecuję na honor królewskiego lansjera, że nikt się ode mnie nic nie dowie.”

uśmiechnął się. “Sierżancie, jesteśmy przyjaciółmi, komu innemu miałbym się zwierzyć z tak ważnych spraw?”

Unieśli kufle i stuknęli się nimi w toaście. “Za przyjaźń”.

Tymczasem siedzący przy barze Bernardo także uśmiechnął się do siebie. “Drogi Garcia nie jest tylko świetnym źródłem informacji, ale faktycznie druhem dla Diego. Przy jego życiu pełnym tajemnic i niebezpieczeństwa, dobrze, że ma kogoś oprócz mnie, żeby porozmawiać.”  On również wypił za tą niecodzienną przyjaźń.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *