Legenda i człowiek Cz III: El Nino Viejo, rozdział 3

Autor/Author
Ograniczenie wiekowe/Rating
Fandom
New World 1990-1993,
Status
kompletny
Rodzaj/Genre
Romans, Przygoda,
Podsumowanie/Summary
Powiadają, że wróg twego wroga jest twoim przyjacielem. Lecz to zależy, kto dla kogo jest wrogiem. Trzecia część opowieści o i Victorii.
Postacie/Characters
, de la Vega, Escalante, Felipe, Jamie , Luis Ramon, ,

Ból. Zimno. Ciemność i zimno. Powietrze zmienione w pył, którym nie można oddychać. Dławi w gardle i dusi. Próbował odkaszlnąć, ale nie był w stanie. I cisza, cisza będąca szumem… Powoli z otępienia, jakie go ogarnęło, wypłynęło wspomnienie. Ogień, prochowa zasadzka, walka, uciekająca w głąb kopalni…

spróbował poruszyć ręką. W absolutnej ciemności, jaka go otaczała, nie potrafił stwierdzić, czy cokolwiek zrobił. Pod palcami nie czuł nic. Chłód narastał. Powoli, nieustępliwie. Ból cichł i słabł, zastępowany przez odrętwienie.

Dźwięk, jaki do niego dotarł, w pierwszej chwili wydawał się być złudzeniem.

– Zorro! – wołał ktoś. – Zorro! Diego!

Cichy, proszący głos.

!

Próbował krzyknąć, ale nie był w stanie wydobyć z siebie głosu.

Słaby blask, jaki zajarzył się nad jego głową, też zdawał mu się na początku złudzeniem, omamem zrodzonym w oszołomionej wybuchem głowie. Jednak gdzieś nad nim pojawiło się światło.

– To na nic, Escalante – usłyszał. Znał ten głos. Nie lubił człowieka, który mówił tym głosem. – Jeśli był gdzieś tutaj, leży pod głazami.

– Nie! Był tu, w tym korytarzu, widziałam. Mógł się schronić w jednym z bocznych tuneli… Zorro!

Blask nabrał na sile. To nie były już tylko słabe odblaski, migocące gdzieś wysoko nad nim, ale światło pochodni.

– Jest! – zawołała Victoria. – Widzicie! Jest tu na dole! Zorro!

– Zrzucę kawałek drewna, zobaczymy więcej…

Chciał się poruszyć, ale nie mógł. Płonąca szczapka wylądowała gdzieś nad jego głową. Teraz, gdy zrobiło się jaśniej, widział belkę, która go przygniatała i skąd bierze się uczucie wszechogarniającego chłodu – korytarz niższego poziomu, w którym leżał, szybko napełniał się wodą.

– Zorro! – zawołała znów Victoria. Tym razem zdołał poruszyć ręką. – On żyje! – krzyknęła. – Zorro! Diego!

– Nie pożyje zbyt długo – zauważył chłodno . – Dolny korytarz wypełnia się wodą, pewnie wybuch coś odblokował. Jeśli de la Vega też był gdzieś tam, to pewnie leży niżej i już jest po nim. Utopił się.

– Nie! Musimy tam zejść.

– Nie ma mowy! Tu wszystko wisi na włosku, !

– Ale Zorro… Diego…

– Zorro, słyszysz mnie? – Sądząc po głosie, nachylił się nad szybem. – Daj znać!

spróbował odepchnąć belkę, ale po chwili jego ręce opadły bezwładnie. Oszołomiony, potłuczony, nie był w stanie jej poruszyć. Zdołał jedynie obrócić głowę tak, że widział zwisające nad szybem potrzaskane oszalowanie i kilka metrów nad sobą dwie głowy. Victorii i .

– Musimy zejść do niego! – nachyliła się nad szybem, szukając punktu podparcia i krzyknęła, gdy Ramone złapał ją za ramię.

– Oszalałaś! Zaraz to wszystko się zarwie!

– Woda przybiera! On utonie, jeśli nie odciągniemy tej belki!

– Nie zdołamy się tam dostać.

– Ale…

Teraz nachylił się .

– Nie sądziłem, że kiedyś to zrobię, Zorro – powiedział z satysfakcją. – I nie sądziłem, że to będzie przysługa, ale pewnie wolisz to, niż się utopić. Obiecuję ci piękny pogrzeb.

zobaczył w wyciągniętej w dół ręce Luisa Ramone gotowy do strzału pistolet.

– Nie! – krzyknęła Victoria. – Nie! Diego!

Gdy przechylił się nad szybem z pistoletem w dłoni, przez moment nie rozumiała, co zamierza on zrobić, o czym właściwie mówi. W następnej chwili rzuciła się, by wytrącić mu broń. Ramone jednak odepchnął ją tak silnie, że upadła pod ścianą.

Huknął strzał.

– Nie! Zorro! Diego!

Płonąca szczapka, jaką Ramone zrzucił do szybu, wciąż się paliła. Mogła w jej słabym świetle dostrzec ciemną, połyskliwą taflę wody, zwalone belki szalunku i bezwładną sylwetkę w czarnym stroju. Nachyliła się, by dostrzec coś więcej, ale Ramone złapał ją za pasek spódnicy i szarpnął w górę, stawiając na nogi. Zaczęła się wyrywać, próbowała kopać, drapać, uderzyć pięściami, ale unieruchomił jej ręce i odciągnął w głąb korytarza.

– Idziemy!

– Nie!

– Mówię, że idziemy. Oni już nie żyją! Nie pomożesz im ginąc tutaj!

Ugryzła go w rękę. W odpowiedzi wymierzył jej policzek, dostatecznie silny, by przez chwilę dzwoniło jej w uszach. Potem złapał za ramię i tak wykręcił, że padła na kolana.

– Powiedziałem, , że idziemy. Musimy się stąd wydostać. – Ale coś z jej rozpaczy chyba dotarło do Ramone, bo dorzucił znacznie łagodniejszym tonem. – Nie ma pewności, że don Diego był w pobliżu wybuchu. Nie widziałem go. Może jest gdzieś głębiej w kopalni, ale szaleństwem byłoby iść teraz go szukać. Gdy dotrzemy do , przyślę żołnierzy. Wydostaną ciało i poszukają waszego narzeczonego. Wstań!

Podciągnął Victorię na nogi i poprowadził w stronę wejścia do głównego wyrobiska. Wielka komora była w ruinie. Wybuchy pozrywały belki podtrzymujące ściany, a zalegająca pod ścianami ciemność znikła, bo na potrzaskanym drewnie jarzyły się i tliły dziesiątki mniejszych i większych płomyczków, gdzieniegdzie tworzących niewielkie ogniska. W niektórych miejscach sama skała popękała i osypywała się rumowiskami odłamków. Większość tuneli była zasypana.

Ramone podszedł do jednego z nich. Tu pod rumoszem widać był jeszcze coś, co niewątpliwie było ludzkim ciałem. Juan, albo Diaz nie zdążył wybiec z okolic wybuchu. Dalej oberwane skały i drewno niemal blokowały korytarz, ale można było dostrzec ciasne przejście, dość duże, by człowiek mógł się przez nie przecisnąć.

puścił ramię Victorii. Osunęła się na kolana.

– Sądzę, że nie ma innej drogi na zewnątrz – powiedział w zamyśleniu. – Musimy iść, nim z tych zgliszcz wybuchnie pożar. Słyszysz, ?

Nie zareagowała.

– Powiedziałem, że musimy iść! – potrząsnął ją za ramię. Wywinęła się nagle i odczołgała na czworakach w głąb komory, kręcąc przecząco głową.

Ramone też się zawahał. Być może powinien ją zmusić, by weszła na rumowisko, ale nie miał zbytniej ochoty szarpać się z niewątpliwie oszalałą po wybuchu dziewczyną. Nie miał ochoty więcej ryzykować. I tak, jak się wydostanie, będzie dziękował Bogu, że uszedł z tej kopalni z życiem. Co więcej, udało mu się pozbyć i Ortegi, który zapewne leżał pod którymś z rumowisk, i Zorro. Uśmiechnął się z satysfakcją. Właściwie, po co ma ryzykować życiem dla Victorii. Skoro tak się upiera, by zostać… Gdy ogień wymiecie kopalnię, nikt się nie dowie, co się tu właściwie zdarzyło.

cofnęła się jeszcze o krok, gdy jej dłoń natrafiła na coś pomiędzy kamieniami. Zacisnęła na tym palce, jeszcze zanim rozpoznała, co to jest. Rękojeść pistoletu. Należał zapewne do Juana czy Diaza, może do samego Ortegi. Broń. Jej pistolet, ten który dostała od Zorro, pewnie leżał gdzieś w ciemności korytarza, tam gdzie go upuściła przewrócona wybuchem, ale teraz miał broń. Wstała.

– Stój, – uniosła pistolet.

– Co? – Szok na twarzy Ramone prawie sprawił jej przyjemność. Prawie, bo czuła się tak pusta, że wszystkie uczucia gdzieś odpłynęły. W pamięci miała tylko uśmiech, z jakim Ramone naciskał na spust, mierząc do unieruchomionego na dnie szybu Zorro.

– Powiedziałam kiedyś Zorro, że zabiję cię, jeśli mu coś zrobisz – stwierdziła spokojnie. Jakaś część jej umysłu obojętnie zauważyła, że mówi wciąż o swoim ukochanym Zorro, nie Diego.

– Ty… ty… – zająknął się Ramone.

– Powiedziałam…

Wycelowała starannie. Był o kilka kroków od niej, nie mogła spudłować.

– Nie rób tego – błagał, cofając się w stronę rumowiska. – Proszę, nie rób…

Zacisnęła zęby. Diego kiedyś pokazał jej, jak strzelać i wiedziała, że odrzut pistoletu może szarpnąć rękoma. Gdy naciskała na spust, czyjaś dłoń spadła na lufę, zbijając ją w dół. Kula z trzaskiem zrykoszetowała na kamieniach, a silne uderzenie rzuciło Victorią pod ścianę korytarza.

Manuel wyglądał, jakby przeszedł przez siedem piekieł. Zdarte wybuchem resztki ubrania zwisały na nim w strzępach, popalone i pokrwawione. Także widoczne spod tych resztek nagie ciało było usmarowane sadzą i krwią sączącą się z miejsc, gdzie zderzył się, zapewne nader gwałtownie, z ścianą. Jedno ramię sprawiało wrażenie przypalonego, także pół twarzy pokrywała wielka oparzelina. Musiał być znacznie bliżej wybuchu i choć przeżył, było jasne, że będzie potrzebował medycznej pomocy, jeśli zaś zdoła wyzdrowieć, pozostaną mu blizny do końca życia. Jednak w tej chwili napędzała go bezgraniczna wściekłość. Nadal miał swój nóż.

– Ramone! – zaryczał. – Ramone! Wypruję z ciebie flaki, Ramone!

Alcalde na ten widok cofnął się jeszcze dalej. Porwał kawał drewna, by się zasłonić, ale gdy się potknął i z mocno niemęskim okrzykiem strachu przewrócił na kamieniach, wypuścił go i dalej się czołgał w tył, odpychając rękoma i nogami, byle oddalić się od bandyty. Wreszcie, gdy był już tylko o dwa, czy trzy kroki od niego, odwrócił się i z desperackim pośpiechem wdrapał pomiędzy belki. Przez chwilę szamotał się, w trzasku dartego materiału i gruchocie kamieni, aż wreszcie przecisnął się na drugą stronę i zniknął w głębi korytarza. wrzasnął z furią na ten widok i ruszył za nim, także szarpiąc się z blokującymi przejście belkami, nim się przecisnął. Victoria, przez sapanie Manuela i własny szybki oddech słyszała jeszcze, jak alcalde biegnie dalej, do wyjścia, jęcząc i szlochając ze strachu. Po chwili jeszcze Ramone wrzasnął, ale jego krzyk i ryk Ortegi zagłuszył nagły łoskot kamieni. Obluzowany wybuchem strop korytarza nie wytrzymał i runął, odcinając dziewczynę od obu mężczyzn.

Mimo wszystko odsunęła się w stronę środka wyrobiska. Nie miała pewności, czy i Ramone przeżyli, ale jeśli tak, być może któryś z nich zdecyduje się wrócić do głównej komory, jeśli nie znajdą drogi wyjścia. Wolała być przygotowana na taką ewentualność. Pistolet Juana czy też Diaza był wystrzelony i nie potrafiła się zdobyć na to, by obszukać wpół zasypane zwłoki w poszukiwaniu prochu czy kul, ale gdzieś w tunelu za nią leżał jej pistolet i wiedziała, że był nabity. Prócz tego musiała wrócić do szybu, do Zorro, choć nie wiedziała w tej chwili, jak zdoła wydostać stamtąd jego ciało.

W komorze wyrobiska było coraz więcej światła. Zauważyła, że niektóre belki płoną coraz intensywniej. Czuła, że powinno to ją zaniepokoić, ale była zbyt zmęczona, taka zmęczona… Gdy dotarła do właściwego korytarza, podpierała się już o ścianę, prawie płacząc z rozpaczy i ze zmęczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *