Legenda i człowiek Cz I: Zmylić wrogów, rozdział 5 epilog

Autor/Author
Ograniczenie wiekowe/Rating
Fandom
New World 1990-1993,
Status
kompletny
Rodzaj/Genre
Romans, Przygoda,
Podsumowanie/Summary
Kiedy traci nadzieję na ocalenie, ciągle ją ma. Tylko czy to wystarczy, żeby go uratować? Pierwsza część opowieści o i Victorii.
Postacie/Characters
, de la Vega, Escalante, Felipe, Luis Ramon, ,

Don zajrzał do pokoju syna. Diego szybko wracał do zdrowia i od kilku dni przebywali już w hacjendzie, więc uznał, że jest to najwłaściwsza pora i miejsce, by odbyć tę rozmowę. Zwłaszcza że właśnie przyjechała z wizytą.

Diego siedział przy stole, oparty o ramię Victorii, a chyba zdecydował, że będzie ich przyzwoitką, bo starannie czytał książkę. Przez chwilę don stał i przyglądał się swojemu synowi. Rana i choroba zdawały się go odmienić, bo choć jeszcze był wyraźnie osłabiony, zniknęły gdzieś senność i roztargnienie, jakie do tej pory cechowały Diego. Teraz z ożywieniem rozmawiał z Victorią, pokazując jej coś w swoich zapiskach.

– Wybaczcie mi to wtargnięcie… – zaczął don . – Wiem, że nie powinienem przeszkadzać narzeczonym, ale chciałem was o coś zapytać. A raczej coś powiedzieć, co jest zapewne ważne dla nas wszystkich. Zwlekałem z tym, bo chciałem rozmawiać z wami bez przeszkód.

– Ojcze…

– Chwileczkę, Diego. Zaraz mi powiesz, jak chciałeś mnie powiadomić o zaręczynach. I kiedy się oświadczyłeś.

– No cóż, ojcze…

– Jak powiedziałem, Diego, poczekaj chwileczkę. Chcę, byś najpierw coś wiedział. Gdy byłem w wieku Felipe, nie raz dochodziłem do wniosku, że zamiast tracić czas nad księgami, lepiej spędzę go w siodle, na wzgórzach. Wymykałem się więc z domu. Mój ojciec pewnie nie raz żałował, że pokazał mi sekretne przejście pradziadka. Tak, Diego, to przejście przez kominek.

zamarła, otworzył szeroko przerażone oczy, a Diego… Diego tylko przechylił lekko głowę i uśmiechnął się.

– Mogłem się tego spodziewać – oświadczył. Don zauważył, że głos jego syna jest spokojny i zdecydowany, tak jak zwykle mówił Zorro. Lekki uśmieszek też raczej należał do zamaskowanego jeźdźca. – Od dawna wiesz?

– Zajrzałem tam niedługo po twoim powrocie – westchnął don Alejandro. – Miałem pewne podejrzenia od pierwszej chwili, gdy ujrzałem Zorro, a to, jak się zmieniłeś, nie dawało mi spokoju. Znam cię, synu, do szpiku kości. Jesteś dumny, odważny, prawy, czasami porywczy. Kochasz wiedzę, ale równie kochasz sprawiedliwość. Więc wiedziałem, że studia nie były w stanie tak cię odmienić, jak to się by mogło wydawać, ale mogło to uczynić coś innego. Coś, co było dla ciebie tak ważne, że zgadzałeś się na zaprzeczanie samemu sobie. Co, zauważ, nie zawsze ci wychodziło.

– Więc wiedziałeś i udawałeś – westchnął Diego.

– Właśnie tak. Gdybyś wiedział, ile razy drżałem, czy wrócisz, gdy widziałem, jak ściga się z żołnierzami… Nie mogę sobie wybaczyć, że tym razem nie pojechałem zaraz sprawdzić, czy wróciłeś. Znalazłbym cię wcześniej.

– To nie miałoby takiego znaczenia, ojcze. Tak czy inaczej, musielibyśmy ukryć fakt, że zostałam postrzelony – odparł Diego.– Uwierz mi, ojcze, że nie było aż tak źle.

– Nie było?

– Nie. Tak naprawdę, to wcześniej tylko raz znalazłem się w sytuacji, gdy sądziłem, że przegrałem i że to już mój koniec. Tyle że wtedy uratował mnie upór i .

– Kiedy? – zapytała Victoria.

– Pamiętasz mój pogrzeb? – spytał ze śmiechem. Słysząc jego słowa, don nie miał teraz wątpliwości, że to jest jego prawdziwym synem i nie tyle Diego przybiera maskę, co Zorro ukrywa się pod postacią Diego.

– Pamiętam! – poderwała się dziewczyna. – Ale przecież… Powiedziałeś, że spadłeś z konia! Śmiałam się z ciebie, że zleciałeś z tej starej, ospałej kobyły! Jak mogłeś!

– Przecież nie mogłem ci się wtedy przyznać, gdzie naprawdę spadłem – uspokajająco dotknął jej ręki. – A twoje drwiny z Diego dobrze mnie chroniły.

– A tym razem… – wtrącił się ojciec.

– A tym razem mnie uratowała. – Diego– uśmiechnął się z czułością. – Jednak, ojcze, cieszę się, że znasz już prawdę. Szczerze mówiąc, to od dawna chciałem ci o tym powiedzieć i wciąż się wahałem. A teraz jest mi lżej na sercu, że oboje już to wiecie, bo to, co miało być utarciem nosa alcalde i po trosze zabawą, już dawno wymknęło mi się spod kontroli i stało walką na śmierć i życie.

– Na śmierć i życie? Nie dramatyzujesz zbytnio, synu?

Diego rozśmiał się lekko.

– Możliwe, że tak, ojcze. Jednak kiedy jest się przekonanym, że to właśnie są ostatnie chwile życia, ma się ochotę trochę podramatyzować. Bałem się o was, o to, co się stanie, gdy alcalde domyśli się, że Diego de la Vega to Zorro.

– O nas, czyli już wie?

energicznie pokiwał głową.

– Wie od początku. Bez niego wiele rzeczy by mi się nie udało.

– Takich jak odjeżdżający z pueblo i jak ta strzała nad głową sierżanta?

– Dokładnie takich.

– Nie ryzykowaliście za bardzo? Skąd wiedział, kiedy strzelić? Na twój znak?

– Owszem.

spojrzała czujnie na Diego. Chciała powiedzieć o czymś, co sobie w tej chwili przypomniała, ale ścisnął lekko jej dłoń. Zrozumiała. Pewne tajemnice powinny pozostać tajemnicami. Nawet kiedy Zorro zrezygnował z części swoich. Don pokiwał głową. Wiele rzeczy nabrało teraz sensu.

– Zostało mi więc jeszcze jedno pytanie.

– O oświadczyny? – spytała Victoria.

– Nie, o tym to porozmawiamy innym razem – odparł don Alejandro. – Ale chcę was zapytać o przyszłość. Co będzie teraz, gdy już wszyscy znamy twoją tajemnicę, Diego.

– Nie wiem – młody de la Vega sposępniał. – Nic nie sprawiłoby mi większej radości, niż zdjęcie maski przed Victorią w ślubnej sukni, ale…

Alcalde – to słowo bardziej parsknęła niż wypowiedziała.

– Nie, z alcalde kiedyś sobie poradzi. I to prędzej, niż później – stal zabrzmiała w głosie Diego. – Ale powiedziałem ci, ojcze, że Zorro wymknął mi się już spod kontroli. Nie mogę odrzucić maski.

– On ma rację, don Alejandro – wtrąciła się Victoria. – Ludzie liczą, bardzo liczą na Zorro.

– Właśnie. Zorro może być potrzebny także później. I jeśli będzie wiadomo, że Diego to Zorro, każdy, kto będzie chciał uderzyć w Zorro, uderzy w moją rodzinę.

– A więc Zorro będzie musiał pozostać w masce…

– Tak – przytaknął Diego, już bez zwykłej wesołości, głosem, w którym w miejsce rozbawienia brzmiała stal. – Zorro musi pozostać w masce.

THE END OF STORY

Wrocław,16- 20 marca 2011.

No tags for this post.No tags for this post.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *