Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 44 Stary znajomy i początek zemsty

Trzy tygodnie później sytuacja w , jak i w całej Kalifornii, ostatecznie ustabilizowała się. Diego kilkukrotnie odwiedzał tawernę lub garnizon. Miłe pogawędki z sierżantem przy szklance wina, były nie tylko powodowane ciekawością i chęcią pomocy, ale czasem też oderwaniem się od codziennych, domowych obowiązków.

Młody don i pełniący obowiązki komendanta Garcia rozmawiali właśnie w biurze.

“Demetrio, sprawy ucichły, bandyci zostali przy okazji poboru przetrzebieni albo pochowali się i nie za bardzo mają ochotę na starcia z licznymi patrolami. Areszt masz już pusty, schwytani spiskowcy są w Monterey i czekają na rozprawę. Czym się tak martwisz?”

“Diego, czekam wciąż na odpowiedź w sprawie raportu. Powinna nadejść już jakiś czas temu, a tu nic. Wiedziałbym, czy przygotować się na degradację na szeregowego…”

Garcia niepewnie zakołysał zawartością szklanki i upił łyk.

De la Vega roześmiał się. “, z plotek, które słyszałem w tawernie, wynika, że dzięki twojemu ostrzeżeniu udało się odeprzeć szczęśliwie wszystkie ataki w innych pueblach. Razem pisaliśmy raport. Nawet jeśli w Monterey siedzą sami głupcy, w najgorszym razie dostaniesz naganę za zgubienie rannego .”

“Możesz się śmiać Diego, ale żołd szeregowego jest o 20 pesos niższy niż sierżanta. Będę mógł zapomnieć o obiadach w tawernie.”

“Myślę, że nie będzie tak źle. Poza tym po maskarze brakuje rąk do pracy, a żołnierze pomagają na ranczach i na polach za darmo, od poboru. Słyszałem, że donowie dyskutowali ostatnio, aby przekazać stałą sumę dla garnizonu do podziału. Rodziny peonów nie mogą sobie na to pozwolić, ale caballeros chcą zrekompensować wysiłek.“

Garcia wciąż był w wisielczym nastroju. “Też o tym słyszałem. Tylko że cały czas tyle się działo, ustalałem grafiki i prowadziłem dokumentację… Po prostu nie miałem chwili, żeby samemu iść pomóc. Nawet jak rozdzielę rekompensatę od donów pomiędzy żołnierzy, to wciąż będę biedny jako szeregowy. Chociaż wtedy to kapral będzie musiał pisać wszystkie raporty i sprawozdania.”

Sierżant zachichotał i zmienił temat. “Będzie, co ma być. Powiedz lepiej, jak miewa się nasz najmłodszy obywatel? Ostatnio rzadko bywasz w .”

Młodemu ojcu zaiskrzyły się oczy i z humorem przyznał się. “Kocham go nad życie, ale przyznam, że po kolejnej nocy z pobudkami, chętnie wyskoczę czasem na wino z przyjacielem albo poćwiczyć z . Sebastian umie już podnosić główkę, leżąc na brzuchu i wyciąga ręce po zabawki. Zanim zacznie bardziej psocić miną jeszcze tygodnie, ale już dwa razy zmyła mi głowę, że zostawiłem świecznik na szafce, jej zdaniem zbyt blisko łóżeczka.”

Diego upił łyk i kontynuował. “Swoją drogą, jest już wystarczająco duży na gości, więc mam nadzieję, że uda ci się wyrwać z obowiązków komendanta i zjeść z nami niedzielny obiad w hacjendzie?”

Wizja pysznego posiłku znanej w okolicy kucharki de la Vegów oraz przedniego wina, od razu poprawiły żołnierzowi nastrój. “, si, jakże bym mógł odmówić!”

uśmiechnął się w duchu, bo wiedział jak najlepiej odegnać troski przyjaciela. Chciał jednak poruszyć z nim jeszcze jeden temat. Pochylił się i zapytał już poważniej. “Miałem cię zapytać w niedzielę wspólnie z Ros, ale co tam. Tylko niech to zostanie między nami na razie. Jeśli się zgodzisz, chcielibyśmy, abyś trzymał Sebastiana do chrztu.”

Oczy Garcii zrobiły się okrągłe i zaniemówił. Wskazał palcem na własną pierś i po chwili wydukał. “J…ja?”

Diego nerwowo podrapał się w głowę. “Przez zerwałem wszystkie bliższe kontakty z rówieśnikami. Jedynymi moimi przyjaciółmi jesteś ty i , a jego nie mogę poprosić, bo pracuje w hacjendzie. A nie chciałbym, aby padrino mojego syna został ktoś z przypadku. Już wystarczy, że matką chrzestną będzie Maria, córka don Estebana.”

Podczas tych wyjaśnień, oszołomiony Garcia zdążył ochłonąć z wrażenia. Rozpromieniony wypiął dumnie pierś. ”Diego, to wielki zaszczyt! Oczywiście, że możesz na mnie liczyć! Hmmm… a czy przypadkiem nie chciał cię swatać z donią Marią?”

“Chciał! Nawet postawił mi ultimatum. Na szczęście przez remont w posiadłości Cortezów, do Los przyjechała Rosarita.”

Sierżant sugestywnie poruszył brwiami. “I została na stałe!”

Wśród śmiechu wznieśli szklanki w cichym toaście. Nie zdążyli ich opróżnić, gdy rozległo się stanowcze pukanie do drzwi.

“Wejść!”

Do środka wmaszerował zakurzony, nieznany żołnierz. Wyprężył się na baczność, zasalutował i z torby przewieszonej przez pierś wyjął zapieczętowany dokument. Nieco zachrypłym głosem oznajmił. “Kapral Martinez melduje się z rozkazami dla komendanta Los Angeles.”

Sierżant wstał i odwzajemnił honory.

“Spocznij. Jakie to rozkazy, żołnierzu?”

Przybysz przekazał mu dokument i czekał na dalsze polecenia. Garcia rozpoznał pieczęć dowództwa i zerknął niepewnie na Diego. Odłożył list na biurko i zwrócił się do kuriera.

“Idź do kuchni, zjedz coś, umyj się i odpocznij. Wartownik pokaże ci drogę. Czy będziesz czekał na odpowiedź?”

Martinez zaprzeczył ruchem głowy. “Nie, mam wrócić po dostarczeniu rozkazów.”

“Dobrze, jeśli chcesz jechać wieczorem lub jutro, możesz przespać się w koszarach przed drogą. Mamy kilka wolnych prycz. To wszystko.”

Dopiero gdy zamknęły się za kurierem drzwi, pełniący obowiązki komendanta zwalił się ciężko na krzesło. Stojący dotąd z tyłu pokoju Diego zbliżył się do biurka. “Mam iść czy chcesz, żebym został?”

“Zostań. Przecież nie będę fatygował Zorro, żeby zakradał się do mojej kwatery, tylko po to, aby poznać treść tego rozkazu, prawda?”

Mały dowcip miał zamaskować zdenerwowanie Garcii, ale obaj wiedzieli, że to była słaba próba. Żołnierz złamał pieczęć i zaczął czytać. widział, że z każdą linijką, krew odpływa z twarzy przyjaciela.

“Aż tak źle?”

Sierżant przełknął głośno ślinę. “Garnizon ma być za dwa dni gotowy na generalną inspekcję i przybycie nowego komendanta. Nie podali żadnych szczegółów. To nie brzmi za dobrze.”

“Wiesz, że możesz liczyć na wsparcie moje i ojca, prawda? Inni też staną za tobą murem.”

“Wiem. Ale co jeśli nowy komendant będzie jak Monastario? Albo gorszy? Taki nie będzie słuchał tłumaczeń, czy zwracał uwagi na opinię donów.”

Diego położył rękę na ramieniu Garcii. “To musisz zrobić na nim dobre pierwsze wrażenie. Odwołaj żołnierzy z powrotem do garnizonu, przygotujcie się najlepiej jak umiecie. Nie przeszkadzam dłużej. A za dwa dni rano przyjadę z ojcem cię poprzeć.”

.” Bąknął nieprzekonany sierżant.

xxx xxx

Garcia od świtu był już na nogach. Fakt, że nie tknął nawet śniadania, dobitnie świadczył, jak bardzo przejmował się inspekcją. O ósmej rano ustawił żołnierzy w szeregu przed garnizonem i przeglądał jeszcze ich umundurowanie. Każdy z nich założył najlepszy uniform, a guziki, rękojeści szabli, muszkiety i czubki butów lśniły od długiego polerowania.

Mieszkańcy zaczęli się schodzić, aby wesprzeć lansjerów i sympatycznego sierżanta albo po prostu z ciekawości. Garcia zwerbował też do pomocy kilku muzyków, którzy zwykle przygrywali na przyjęciach w hacjendach. Nerwowo spoglądał też na powitalny transparent, który wymalował wieczorem poprzedniego dnia, oraz girlandy, które przygotowały dzieci pod przewodnictwem padre.

Z tłumu wyłapał też nadjeżdżających de la Vegów, ale nie dane mu było zamienić z nimi słowa. Kilku chłopców wypatrujących przybyszów wbiegło właśnie na plac z głośnymi okrzykami “Nadjeżdżają! Nadjeżdżają!”.

Garcia nie zdążył wydać rozkazu, a żołnierze sami stanęli na baczność w idealnie równym szeregu i zarzucili muszkiety na ramiona. Muzycy zaczęli grać, a tłum wiwatować. Każdy wyciągał szyję, aby zobaczyć kim będzie inspektor i czy przejmie obowiązki komendanta czy jedynie oceni pracę sierżanta.

Na plac wtoczyła się zakryta kareta wraz z kilkoma lansjerami obstawy. Garcia wyprężył się i zasalutował, a kapral szybko doskoczył, aby otworzyć drzwi. Z pojazdu wysiadł… “Kapitan !” krzyknął zaskoczony i ucieszony sierżant. Jednak jego radość nie trwała długo.

Oblicze don Arturo było poważne, a głos nie posiadał nuty sympatii. “Buenos dias, seniores i senioras. Doceniam przywitanie, ale na tym koniec przyjęcia. Proszę się rozejść. Morales zaprowadź eskortę do koszar i pomóż im się zadomowić, będą wsparciem dla garnizonu. Reyes zanieś bagaże do mojej kwatery. Garcia zdejmij z bramy to prześcieradło, a potem zamelduj się w biurze.”

Tłum zaczął się rozpraszać, ale kilku donów z i Diego na czele podeszli bliżej, zaniepokojeni obcesowym potraktowaniem żołnierzy. odwrócił się do nich. “Buenos dias, miło mi być z powrotem w Los Angeles.”

De la Vega zagadnął go w imieniu wszystkich. “Buenos dias, kapitanie. My również się cieszymy, chociaż Garcia wywiązywał się bardzo dobrze ze swoich obowiązków. Czy nie jest to dobry powód do małego święta? Dzieci przygotowały dekoracje…”

podniósł dłoń, zatrzymując wywód . “Doceniam wysiłek, ale nie tym razem. A tymczasem przepraszam, ale mam dużo pracy. Ostatecznie wciąż jestem komendantem pueblo, a do Monterey byłem oddelegowany tylko na szkolenie jednostek.”

Kurtuazyjnie skinął im głową i wszedł na teren garnizonu. Diego i wymienili zaniepokojone spojrzenia, ale nic nie mogli zrobić. Wraz z innymi poszli do tawerny na szklankę wina, modląc się w duchu w intencji puszystego przyjaciela.

xxx xxx

Kapitan usiadł za biurkiem i spojrzał na wyprężonego na baczność Garcię. Z wyrazu jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Z rozmachem wyjął z torby pergamin i rzucił go na blat. Sierżantowi wystarczył rzut oka, aby rozpoznać swój raport. Głośno przełknął ślinę.

“Spocznij”.

Żołnierz przyjął odpowiednią postawę, ale wciąż był spięty, tak, że nie było widać większej różnicy. “Cokolwiek by się nie stało, nie mogę wydać Diego.”

spojrzał na niego przeciągle z prawdziwie lodowatym spojrzeniem błękitnych oczu. “Czytałem twój raport, ale są w nim pewne niedopowiedzenia i braki w dokumentacji. Chcę je od razu uzupełnić.”

W napiętej atmosferze minęła im kolejna godzina. Kapitan żądał konkretnych zestawień, stanów magazynowych i rozkazów, a sierżant drżącymi rękami wyjmował z szafy wymagane dokumenty. Pocił się przy tym, a pusty żołądek dawał o sobie znać. bez słowa wczytywał się w każdą linijkę, porządkował kartki i porównywał je ze sobą. Zadawał też dociekliwe pytania, na które na szczęście biedny Garcia mógł w miarę uczciwie odpowiedzieć, bo dotyczyły decyzji między poborem, a przyjazdem Zorro.

“Dobrze, poproszę jeszcze listę werbunkową.”

Sierżant wbił wzrok w podłogę i zamruczał coś pod nosem.

“Garcia, lista werbunkowa.”

Lansjer odchrząknął i powtórzył nieco głośniej. “Nie mam.”

“Jak to nie masz?” Wycedził kapitan, a brew podjechała mu prawie pod linię włosów.

Zapytany przestąpił nerwowo z nogi na nogę i pomyślał. “Diego, robię to dla ciebie. No dobrze, dla doni Rosarity i małego Sebastiana też. Jak mnie wyleją z wojska, liczę, że nie zostawisz mnie głodnego i spragnionego.”

Odchrząknął i zaczął się tłumaczyć. “Lista była na biurku, przeglądałem ją, bo było na niej wielu ludzi, których znam. I myślałem, ilu z nich zginęło, i tak mi się łezka w oku kręciła nad ich losem. A… a potem było całe to zamieszanie z zasadzką, bitwa i wszędzie tyle żołnierzy, mieszkańców, spiskowców. Przez okno wpadło nawet kilka pomidorów… i ten, tego… jak już było po wszystkim… to nie mogłem jej znaleźć. Szukałem wszędzie, naprawdę!”

Toledano popatrzył na niego przeciągle, machnął ręką i zagłębił się w inne dokumenty. Po kwadransie zapytał. “Rozumiem, że oddelegowałeś żołnierzy do pomocy mieszkańcom. Czy w tym czasie przeprowadzałeś rutynowe patrole i ćwiczenia?”

“Si, si, może nie tak rygorystyczne, jak zwykle, ale były i patrole i codzienne ćwiczenia. No, może prawie codzienne…”

“Jednym słowem, żołnierze pracowali za darmo w hacjendach, zamiast dbać o bezpieczeństwo okolicy?”

“Nie, nie za darmo, donowie dali garnizonowi hojną zapłatę, nawet jeśli lansjerzy pracowali też u peonów. I patrole były jak zawsze, i w sumie nic złego się nie działo…”

Przesłuchanie zaczęło iść w bardzo niepokojącym kierunku.

“Dlaczego nie aresztowałeś Zorro, gdy był ranny?”

“Ależ, mi capitan! Ludzie uważają za bohatera, który właśnie chwilę wcześniej pokonał Orła. Byli uzbrojeni, żołnierze nie mieliby szans z nimi w tamtym momencie!”

“Jak dobrze zrozumiałem, przebywał w garnizonie, ranny i półprzytomny przez kilka dni, a potem uciekł? Jak to się stało, że nie aresztowałeś i nie powiesiłeś go wtedy? I jak udało mu się uciec, skoro podobno nie mógł stać o własnych siłach?”

“Nastroje nadal były wybuchowe, nie chciałem ryzykować bezpieczeństwa żołnierzy. Poza tym potrzebowałem pomocy oddziału ochotniczego do pilnowania i eskortowania spiskowców do Monterey. A Zorro… cóż… “ Garcia rozłożył bezradnie ręce. “ to Zorro. Chodzą pogłoski, że ma nadprzyrodzone siły i potrafi zmienić się w lisa. A lis łatwo się prześlizgnie między wartami.”

Kapitan prychnął z pogardą, ale nie komentował. Na dalsze pytania sierżant odpowiadał zgodnie z wysłanym wcześniej raportem. Cały czas zastanawiał się, gdzie podział się sympatyczny kapitan, który obiecał wystarać się o pardon i wydał cichy rozkaz, aby zostawić go w spokoju. “Czyżby seniora Raquela maczała w tym palce? Co się stało w Monterey?

Po trzech godzinach Toledano rozparł się wygodnie na krześle. “Idę się odświeżyć i przebrać po podróży, a potem zajrzę do tawerny. Jesteś wolny do końca dnia. Jutro w południe odbędzie się uroczysty apel na placu dla całej obsady. Możecie odejść, sierżancie.”

Garcia stanął na baczność i zasalutował. W duchu odetchnął, że trudna rozmowa dobiegła końca. Już miał nacisnąć klamkę, gdy następne pytanie zmroziło mu krew w żyłach.

“A nie wiesz przypadkiem, jak skontaktować się z Zorro?”

“Czyżby kapitan wiedział, że wiem? Testuje mnie czy puszczę farbę? Niedoczekanie!”

“Komendancie, nikt nie ma bladego pojęcia, jak skontaktować się z Zorro, ale on ma talent do wiedzenia o wszystkich bieżących wydarzeniach. Myślę, że może po prostu odwiedzić garnizon w najmniej oczekiwanym momencie.”

“Miałem nadzieję, że w czasie tak owocnej współpracy ustaliliście jakiś system komunikacji. Trudno. Odmaszerować.”

xxx xxx

Garcia poczuł, jak całe napięcie z niego schodzi. Miał nogi jak z waty, gdy przemierzył niedużą odległość między drzwiami biura a wejściem do tawerny. Na ganku odetchnął głęboko, dla uspokojenia, bo wiedział, że czeka go kolejna rozmowa, tym razem z przyjacielem, któremu chciał przekazać dyskretnie nowiny.

W tawernie było sporo osób, poruszonych przybyciem komendanta, ale żołnierz szybko zauważył, że Diego trzyma dla niego przy stoliku wolne miejsce. Na blacie czekała już butelka wina i jeden kubek.

“Sierżancie! W końcu się zjawiłeś! Strasznie długo ci zeszło w garnizonie. Opowiadaj, jakie są wieści z Monterey, wszyscy jesteśmy ciekawi.” Młody don jowialnie zawołał przez pół sali i zapraszająco poklepał krzesło koło siebie. Garcia przysiadł się i zaczął narzekać, aby zniechęcić kilku ciekawskich przysłuchujących się z sąsiednich stolików. Gdy opowiedział malowniczo o nowych lansjerach, górze papierkowej roboty i wyszczotkowanym wzorowo koniu Gonzalesa, nikt już nie nadstawiał ucha w jego kierunku.

, chętnie opowiem ci więcej, ale od tego mówienia strasznie zaschło mi w gardle.”

pacnął się w czoło. “Gdzie moje maniery? Wybacz.” Skinął na Marię, która szybko przyniosła drugi kubek. Gdy się oddaliła, nalał szczodrze przyjacielowi, a Garcia ze zwykłą dla niego werwą wypił od razu połowę.

Szum na sali wzrósł, a uwaga wszystkich skupiła się na karcianej partii między don Estebanem, i don .

Diego dyskretnie rozejrzał się i nachylił do sierżanta. Teraz mogli półgłosem bezpieczenie porozmawiać.

“Jeśli Gonzales tak dobrze wyszczotkował konia, to czemu Toledano trzymał cię tak długo?”

“Szczegółowo sprawdzał wszystkie dokumenty i przepytywał mnie o cały okres, gdy go zastępowałem. Z naciskiem na aferę z Orłem i ucieczkę wiesz kogo. A na jutro w południe zapowiedział apel.” Garcia wychylił kolejny łyk, a Diego pokiwał głową i dolał mu wina.

“Pytał się, czy wiem, jak się z NIM skontaktować, bo chce się spotkać.”

Diego stropił się. Jak dotąd kapitan był przyjazny Zorro, a teraz z miny i słów sierżanta wnioskował, że coś musiało się zmienić.

“Pytał o listę?”

“Bardzo dociekliwie. Cały czas był bardzo poważny i nie wyglądał na zachwyconego, gdy dowiedział się, że zaginęła.”

“Co o tym myślisz?”

“Nie wiem. To może być pułapka. Tylko przed wyjazdem…”

“…obiecał porozmawiać o pardonie, tak. Ale mógł mieć inny pogląd na całą sprawę.”

Rozmowę przerwały głośne brawa, gdy położył na stole ostatnią kartę. Przyjaciele uznali jego wyższość i bez urazy poklepali go po ramionach. Diego uznał to za doskonały moment na wyjście. Podniósł się i powiedział normalnym już tonem. “Gracias, sierżancie, za tak pouczającą historię. Na pewno nowi żołnierze szybko zaaklimatyzują się w koszarach. Niestety, ojcowskie obowiązki wzywają, więc do zobaczenia.”

Garcia z tęsknotą popatrzył na butelkę, zostawioną na stole. wiedział, że było to wyczerpujące przedpołudnie dla przyjaciela, więc zgodnie z wieloletnim już zwyczajem, podsunął ją pod nos lansjera. “Wygląda na to, że zamówiłem zbyt dużo wina tym razem. Czy zrobisz mi uprzejmość i je dokończysz, w moim imieniu?”

Żołnierz od razu się rozpromienił i jowialnie podziękował, wychylając potężny łyk. Tylko Diego zauważył, że uśmiech nie doszedł do jego oczu.

xxx xxx

Młody tata ledwo wszedł do małżeńskiej sypialni, od razu miał ochotę z niej zdezerterować. Niestety nie miał tyle szczęścia i Rosarita go zauważyła.

“Już wróciłeś? Jak sierżantowi poszła inspekcja?” Zapytała, rozpinając guziki ubranka małego Sebastiana.

Diego dość szybko po powrocie przestał być miłośnikiem zmieniania pieluch, głównie ze względu na specyficzny zapaszek. Jeśli tylko mógł, wymigiwał się od tej czynności, chociaż starał się, żeby nie było to zbyt ostentacyjne. Z drugiej strony robił wszystko, aby ulżyć żonie w opiece nad synem. Dlatego też teraz sięgnął po rozebranego potomka, z uśmiechem zdjął mu pieluchę i zaczął go myć w misce z ciepłą wodą.

“Jak poszła inspekcja, nie wiem, bo nowy komendant był bardzo skrupulatny i tajemniczy. Nasz drogi Garcia ma strasznego cykora, dlatego kupiłem mu butelkę wina dla rozluźnienia. Zgadnij, kto przejął garnizon?”

Rosarita czekała już z ręcznikiem i świeżą pieluchą. “Skąd mogę wiedzieć? Znam go?”

“Znasz, wrócił.”

“To nie będzie tak źle, on zawsze lubił sierżanta. Powiedziałabym, że Garcia wyolbrzymił całą sprawę, żeby napić się wina.” Dona de la Vega zachichotała.

Diego wziął przebranego syna na ręce i cmoknął go w nos, co wywołało u niego falę radości. “Nie byłbym taki pewien. Na jutro zapowiedział uroczysty apel. To może oznaczać tak samo awans, jak i degradację.”

“Po tym jak pokonał Orła, stawiam raczej na awans.” Rosarita ziewnęła, a mąż przytulił ją drugim ramieniem.

“Może pójdziesz się przespać? Przynajmniej dopóki nasz mały głodomór nie będzie wołał jeść.”

Donia objęła go w pasie i pocałowała w policzek. “To jest najlepsza propozycja, jaką słyszałam od tygodnia.”

xxx xxx

Przy wieczornym karmieniu Rosarita postanowiła wdrożyć swój plan małej zemsty. “Widzę wyraźnie, że Diego jest trochę zmęczony po całym popołudniu z synem, a ja z kolei odespałam nocne pobudki. Sebastian za chwilę też uśnie. Ciekawa jestem, czy będzie chciał dzisiaj wymknąć się do kapitana i wybadać grunt dla Garcii.”

Gdy leżeli już razem w łóżku, jej zręczne palce zaczęły rozpinać guziki przy mężowskiej koszuli nocnej. Chwilę zajęło Diego zorientowanie się w jej zamiarach. Delikatnie chwycił ją za nadgarstek i pocałował wnętrze dłoni. “, doktor kazał jeszcze poczekać, żebyś wydobrzała po porodzie.”

“Tak, ale to nie znaczy, że nie mogę dać ci przyjemności, dotykać cię…” Z niewinną miną obserwowała, jak wyraz jego twarzy zaczął zdradzać lekką panikę. Tak jak kiedyś jego dyskomfort i odmowy ją denerwowały, teraz lepiej je rozumiała i w pełni wykorzystywała zdobytą wiedzę.

“Ros, tyle razy już o tym rozmawialiśmy… To mąż jest od uszczęśliwiania żony, a nie odwrotnie.”

Donia dała mu buziaka w policzek. “Twoja strata”. Odwróciła się na drugi bok i zaczęła równo oddychać.

Diego leżał nieruchomo i czekał, aż żona zaśnie. Po godzinie cichutko wstał z łóżka. Już miał się zbliżyć do kominka, gdy z łóżka doszedł go zaspany głos Rosarity. “Dokąd się wybierasz o tak późnej porze?”

wymyślił wymówkę na poczekaniu. “Za potrzebą. Śpij.”

Teraz nie zostało mu już nic innego jak faktycznie skorzystać z nocnika i wrócić do łóżka. Po kolejnej godzinie był przekonany, że tym razem żona już głęboko śpi. Jakież było jego zdziwienie, gdy powtórnie został zapytany, co robi poza pieleszami. Niewiele myśląc, powtórzył wymówkę.

Zirytowany położył się i pomyślał. “Teraz muszę dłużej poczekać, żeby na pewno spała. Przecież trzeci raz z rzędu nie mogę tłumaczyć się nocnikiem! O ileż łatwiej by było, gdyby znała prawdę. Ale dopóki jestem przestępcą, nie mogę jej powiedzieć.”

Kolejne dwie godziny później oboje nie spali i uporczywie udawali, że właśnie to robią. Diego zaryzykował. Rosarita była usatysfakcjonowana i nie zareagowała.

Do jej uszu doszło ciche skrzypnięcie, gdzieś z okolicy kominka. Po chwili odważyła się odwrócić i zorientowała się, że jest w pokoju sama. “To tak się wymykałeś! Mogłam się domyślić, że w hacjendzie jest tajne przejście. Tylko gdzie? Pewnie do tej jaskini, gdzie przeczekaliśmy ostatni napad Ortegi. No nic, poszukam jutro, gdy będę sama w hacjendzie.”

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *