Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 24 Ucieczka i powrót do normy

Następnego dnia Diego z przyjechali do , sprawdzić jak potoczyła się sprawa z Raquelą. wierzył w honor i uczciwość komendanta, ale zawsze lepiej wiedzieć więcej niż być nieprzyjemnie zaskoczonym.

De la Vega nie zdążył jeszcze dobrze zsiąść z konia, gdy już podbiegł do niego kapral z prośbą, aby młody don udał się niezwłocznie do gabinetu kapitana. Diego wymienił z przyjacielem zaniepokojone spojrzenia, ale nie miał innego wyjścia, jak podążyć za żołnierzem.

Dowódca garnizonu siedział nad stosem dokumentów i ksiąg. Nieogolone policzki, niedopięty mundur i talerz z resztkami jedzenia zdradzały, że prawdopodobnie nie opuszczał pomieszczenia od wczorajszego wieczoru. Był wyraźnie załamany, na co wskazywały lekko skulone ramiona.

“Buenos dias, komendancie. W jakiej sprawie chcieliście mnie widzieć?” Zapytał przyjacielskim tonem , chcąc wysondować nastrój rozmówcy.

uśmiechnął się nieznacznie, odchylił się w krześle i wskazał siedzisko po drugiej stronie biurka. “Buenos dias, . Liczyłem, że przyjedziesz dzisiaj do pueblo, bo nurtuje mnie jedna sprawa.”

De la Vega usiadł i chociaż sprawiał wrażenie rozluźnionego, nerwy miał napięte jak postronki. Przeczucie mówiło mu, że dotyczy to .

“Co to za sprawa? Czy ktoś inny badał oba dokumenty i wysnuł inny wniosek? Chętnie to przedyskutuję.”

Arturo machnął ręką i skrzywił się nieprzyjemnie. “Nie o to chodzi. Twoja ekspertyza nie zostawiła mi złudzeń, a rozmowa z Raquelą i listy, jakie znalazłem w jej sypialni, raczej potwierdziły moje najgorsze obawy. Nie chcę, aby ktokolwiek posądzał mnie o stronniczość, więc jutro odsyłam ją wraz z dowodami do Monterey.”

Diego ze współczuciem próbował go pocieszyć, choć był już pewny, że są to tylko puste słowa. “Może po prostu ktoś ją szantażował albo… no nie wiem…”

Kapitan tylko pokręcił głową. “Nie, nie było żadnego szantażu. Zastanawiam się tylko, od kiedy współpracowała ze spiskowcami, czy już po ślubie czy jeszcze przed.” Zamyślił się na moment, a z szacunku nie przerywał. Jeśli Arturo wymsknął się tak osobisty komentarz, faktycznie nie był w najlepszej kondycji psychicznej.

Po chwili podjął wątek. “Ale to teraz już nieważne. Poprosiłem cię tutaj, bo chciałbym wyjaśnić oskarżenia Raqueli, co do twojej osoby. jest poszukiwany listem gończym. Myślę, że zdajesz sobie sprawę, że pomaganie bandycie też jest przestępstwem.”

Diego udał oburzenie. “Chyba nie oskarżasz mnie, senior, o kolaborację z tym renegatem?”

Tym razem kapitan uśmiechnął się bardziej szczerze niż przy powitaniu. “Nie, nie oskarżam cię o nic. Ale mam obowiązek zweryfikować to pomówienie. Czy możesz mi dać słowo caballero, że nie pomagasz Zorro?”

Młodemu de la Vedze ulżyło. Już dawno nauczył się jak formułować takie przysięgi, żeby brzmiały zgodnie z intencją rozmówcy, ale nie plamiły kłamstwem honoru rodziny.

“Oczywiście. Daję słowo, że nie pomagam Zorro. I mogę też wyjaśnić, skąd wzięła się plotka.”

też wyraźnie ulżyło. Dość miał przejść z własną żoną, żeby dodawać do tego oskarżanie powszechnie lubianego, choć ekscentrycznego dona.

“Zamieniam się w słuch.”

“Poprzedni komendant został zabity w drodze do pueblo. Jego miejsce zastąpił inny człowiek, który szybko zorientował się, że stanowi dla niego zagrożenie. Wcześniej podróżowali razem i znała go pod prawdziwym nazwiskiem. Ten fałszywy zorganizował na nią dwa zamachy, które udaremnił Zorro. Postanowili skonfrontować przebierańca, ale wtedy sytuacja wymknęła się spod kontroli. został ranny, a uciekł. Dla bezpieczeństwa ukrywała się razem z Zorro przez cały następny dzień.” Diego poprawił się w fotelu, co komendant odebrał jako reakcję na dość nieprzyjemne wspomnienie. W końcu dziewczyna była teraz jego narzeczoną.

“Czy senorita Cortez ma wiedzę, kim jest Zorro?”

Zgodnie z oczekiwaniem komendanta, się spiął. “Nie sądzę. Czy będzie miała z tego powodu kłopoty?”

odpowiedział uspokajająco. “Bandyta uratował jej właśnie życie i mam ją osądzać, że nie zdarła mu maski w takich okolicznościach? Czy uważasz, że jestem bez serca? Ale mów dalej, bo mam wrażenie, że to nie koniec.”

“Jestem niemal pewny, że nie zna jego tożsamości. Sam chyba pamiętasz, kapitanie, jak na podstawie właśnie tych plotek zostaliśmy razem porwani i pobici. Była przesłuchiwana przy mnie i zaprzeczyła wszystkiemu.”

Jednak komendant nie odpuszczał tematu, a Diego czuł, że zaczyna się pocić. “Z raportów wynika, że inne senority też były od czasu do czasu ratowane przez Zorro, ale plotka przetrwała tylko o Rosaricie. Przepraszam, ale muszę zadać to pytanie, choć jest osobiste, więc proszę, nie oburzaj się. Czy masz przypuszczenia, że twoja narzeczona wpadła w oko temu bandycie?”

gwałtownie wstał, ponieważ Toledano uderzył bardzo blisko prawdy, zbyt blisko. Strużka potu pociekła mu po kręgosłupie. Na szczęście dla niego, reakcja została odczytana jako obrona honoru ukochanej dziewczyny.

“Spokojnie don Diego. Nie mam zamiaru uwięzić jej jako przynęty, jak miał to w zwyczaju mój poprzednik, Monastario. Ale mam obowiązek ścigania Zorro, a tym samym zbierania wszystkich użytecznych informacji. Więc?”

Chwilę mierzyli się wzrokiem, ale nie dostrzegł fałszu w tym oświadczeniu. Dlatego uspokojony usiadł z powrotem.

wyprowadziła się z ojcem z dekadę temu i przyjechała tu na wakacje pół roku temu z powodu remontu ich hacjendy pod Monterey. Mimo że z wieloma osobami zna się z dzieciństwa i dobrze zaaklimatyzowała się przez ostatnie miesiące, niektórzy wciąż traktują ją jak obcą.”

Komendant pokiwał głową i dokończył myśl. “O obcych się lepiej plotkuje, a jak najlepsza partia w okolicy poprosiła o jej rękę, doszła do tego pewnie zazdrość, co poniektórych senorit.”

Diego nie odezwał się, tylko potaknął głową. Miał nadzieję, że ten argument wystarczy do porzucenia tropu przez kapitana. I widocznie wystarczył, bo Arturo dodał z goryczą.

“Może chociaż tobie poszczęści się w małżeństwie. W takim razie sprawę uważam za zamkniętą i dziękuję za wyjaśnienia. Możesz przekazać , że dzisiaj ogłoszę poprawną kwotę podatku, ale nie rozpowiadaj jeszcze tego szerzej.”

Pożegnali się i Diego wrócił do koni. Już z daleka uśmiechnął się na widok obgryzającego paznokcie i nerwowo wędrującego koło rumaków przyjaciela. “Wszystko w porządku, . Kapitan chciał tylko dowiedzieć się, skąd wzięła się plotka o Ros i Zorro. Udało mi się racjonalnie mu to wytłumaczyć, ale niewiele brakowało. Seniora Toledano odjedzie wraz z dowodami do Monterey, więc chociaż ten epizod skończył się dobrze. Może teraz będzie spokój. W nie mam już czego dzisiaj szukać, pojedziemy do hacjendy Cortezów. W końcu muszę dbać o narzeczoną, żeby mi żaden nie porwał przyszłej panny młodej.”

xxx xxx

Po uporządkowaniu dokumentów i ksiąg, przygotowaniu raportu dla gubernatora i toalecie, Toledano w końcu opuścił zacisze gabinetu. Zbliżała się pora obiadu i żołnierze, byli albo w koszarach, albo w tawernie.

Jednak zdążył tylko przekroczyć próg, gdy coś twardego uderzyło go w głowę. Nawet nie zarejestrował, kim jest atakujący, bo pogrążył się w ciemności. Dwaj żołnierze przenieśli go do łóżka i przykryli.

Jeden z nich otworzył celę, ale zamiast podziękowania usłyszał tylko “Nie śpieszyło się wam zbytnio.”

Mężczyzna nie odpowiedział na zaczepkę, ale wskazał przygotowany wcześniej wóz z sianem. Raquela przewróciła oczyma, ale zagrzebała się w słomie. Drugi z żołnierzy wskoczył na kozioł i bez pośpiechu wyjechał przez bramę, niezaczepiany przez nikogo.

Zatrzymali się dopiero kilka kilometrów za pueblo. Tam czekał już sędzia z dwoma końmi. Raquela wygrzebała się z wozu, chociaż złorzeczyła na wspólników, którzy ją uwolnili, a raczej na sposób, w jaki to zrobili. Tyradę przerwał Galindo.

“Seniora, w jesteś spalona. Podziękowałabyś raczej za ratunek. Teraz musisz uciec i się ukryć.”

“Ratujecie mnie, tylko żebym nikogo nie wsypała. Próżny trud i tak niczego by się nie dowiedzieli. Najbardziej newralgiczne dowody zdążyłam zniszczyć, zanim przeszukano mój pokój. Wszystko przygotowane?”

Sędzia skinął głową. “Tutaj jest mapa do kryjówki pod Santa Barbara, znajduje się tam zapas jedzenia i wody na dwa miesiące. Jak sprawa przycichnie, oddeleguje cię, gdzie indziej. Szczerze powiedziawszy, ta kryjówka miała być dla mnie, gdyby coś poszło źle, ale mogę ją odstąpić.”

Raquela odjechała w stronę Santa Barbara nawet bez pożegnania. Wciąż wyrzucała sobie, jak mogła tak głupio wpaść. Marzenia o władzy mogły się jeszcze ziścić, ale przystojny i łatwy do zmanipulowania był poza jej zasięgiem. “Szkoda, całkiem nieźle całował, jak na takie niewiniątko.

xxx xxx

Cios musiał być silny, bo Toledano odzyskał przytomność dopiero pod koniec sjesty. Tknięty złym przeczuciem, najpierw sprawdził cele. Oczywiście okazały się puste, a żołnierze, którzy mieli pełnić wartę, zniknęli. Od razu zarządził pościg za zbiegami. Po kilku godzinach wrócili z pustymi rękoma, bo ślad prowadził gościńcem i znikł wśród innych tropów.

Nagły alarm i wyjazd patrolu został zauważony wśród mieszkańców, więc kiedy wracali, na placu zebrał się ciekawy tłumek.

“Równie dobrze mogę im powiedzieć teraz.” pomyślał kapitan.

“Seniores i senioras, wczoraj odkryłem dzięki pomocy i jego służącego, że list z kwotą podatku był sfałszowany.”

Przez tłum przeszedł zaniepokojony szmer. Czyżby do zapłacenia było jeszcze więcej?

“Poprawna kwota to 25 tys. pesos. Jednak jeśli ktoś ma życzenie płacić w ratach, proszę bardzo, nie cofam tego ułatwienia.”

Wokół zaczęły się szczęśliwe wiwaty i tłum zaczął się przerzedzać, aby uczcić dobrą nowinę szklaneczką wina w tawernie. Nikt nie zwrócił uwagi na smutną minę komendanta, który wprowadził bez zwykłej werwy konia na teren garnizonu.

xxx xxx

Diego siedział na podwórzu hacjendy Cortezów. Trzymali się z Rosaritą za ręce i rozmawiali. W kącie, na ławce zajął miejsce Bernardo, czytający książkę. Bardzo starał się być tak głuchy, jak tego od niego oczekiwano.

Furtka otworzyła się i wszedł zadowolony don . “Dzieci, mam dobre nowiny. List z podatkiem okazał się sfałszowany, a poprawna kwota to 25 tys. pesos. Nie musicie odwlekać ślubu.”

Diego wcześniej słowem się nie zająknął, ale wystarczyło jedno spojrzenie na jego ledwo powstrzymywany uśmiech, żeby narzeczona trzepnęła go w ramię. “Wiedziałeś o tym! I nic nie powiedziałeś!”

podniósł ręce w geście poddania. “Mea culpa, wiedziałem. Ale obiecałem kapitanowi, że nic przedwcześnie nie zdradzę. Ale mam nadzieję, że za tą drobną przewinę nie każesz mi czekać na siebie kolejnych miesięcy?”

Podniósł jej dłoń i pocałował, wciąż patrząc jej w twarz. odchrząknął.

“Padre wymaga trzech zapowiedzi.”

wciąż patrzyła w piwne oczy młodzieńca. “No nie wiem, nie wiem… może za 3 miesiące?”

Diego jęknął teatralnie i ukląkł przed nią. “Senorita, litości! Chcesz, żebym uschnął wzdychając do ciebie w tym czasie? Toż to wieczność!”

“2 miesiące? I dzbanek wody do podlewania?”

Senior Cortez przewrócił oczyma, słysząc ich przekomarzanie. “Jak już ustalicie datę, to proszę, poinformujcie mnie i don , żebyśmy zaczęli przygotowania.” Odszedł do wnętrza budynku, odprowadzany psotnymi uśmiechami.

Szybko jednak Diego spoważniał. “Ros, nie chcę cię naciskać, ale im szybciej się pobierzemy, tym szybciej plotki się skończą. Dzisiaj komendant przesłuchiwał mnie w związku z nimi. Nic ci nie grozi z jego strony, ale wolałbym je uciąć.”

Dziewczyna pokiwała głową. “Dobrze, za miesiąc. Tyle wystarczy na zapowiedzi i powysyłanie zaproszeń do rodziny.”

Jej mina nie była szczęśliwa, więc się zaniepokoił. “Czyżby miała wątpliwości?

Głośno zapytał. “Querida, o co chodzi?”

Jednak jej zmartwienie było zupełnie innej natury. Spuściła wzrok i zaczęła miętosić nerwowo końcówkę szala. Nie poganiał jej, chociaż nie czuł się komfortowo. W końcu zaczęła cicho.

“Chciałabym przed ślubem pożegnać się z Zorro. Obiecał, że przyjedzie. Diego, wiesz, że cię kocham…” Spojrzała na niego z poczuciem winy, ale przerwał jej, kładąc palec na ustach.

“Wiem. I wiem, że on też nie jest ci obojętny. Nie widzę powodu, dla którego miałabyś się z nim nie spotkać i pożegnać. Ros, już tyle razy ci mówiłem. Chcę, żebyś była szczęśliwa. W porządku?”

Pokiwała głową i wtuliła się w jego ramię. Odetchnęła z ulgą. A de la Vega jeszcze długo ganił się w duchu za złożenie tej niefortunnej obietnicy jako Zorro.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

3 komentarze do “Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 24 Ucieczka i powrót do normy

  • 18 lipca 2020 o 18:36
    Permalink

    Bardzo ciekawe to wieczne rozdarcie Diego i Zorro. W każdej wersji Zorro jest nieco inny, a zarazem wiecznie taki sam, rozdarty między prawdziwym z krwi i kości Diego a legendą postaci w czarnej masce.
    Podoba mnie się, że pokazałaś bohaterów w sposób bardziej dorosły niż w serialu, bo w serialu Rosarita nie wzbudzała mojej sympatii, wydawała się taką naiwną trzpiotką, tu jest bardziej kobietą z krwi i kości.

    Odpowiedz
    • 19 lipca 2020 o 06:48
      Permalink

      Ze zmianą charakteru Rosarity taki był dokładnie zamysł, żeby zachowała swoje “coś byś Diego zrobił”, ale była bardziej trzeźwo patrząca na rzeczywistość.

      Rozdarty, jak rozdarty, ale jak on się musiał na co dzień pilnować, żeby nie wyjść poza granego przez siebie Diego! A ile razy go musiał Bernardo powstrzymać przed działaniem 😀

      Odpowiedz
      • 19 lipca 2020 o 07:55
        Permalink

        To prawda, bo Diego jest jak by to powiedzieć, porywczy ?
        Ma w sobie taki ogień i chęć działania, j pod pozorami leniwego wdzięku. Taka jak w twoim opowiadaniu jest bardziej realna, w serialu strasznie była dziecinna, pretensje, że Diego jest inny niż parę lat temu zwyczajnie głupie, przecież to normalne, że ludzie, dorastając się, zmieniają, co innego zaczyna ich interesować.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *