Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 23 Niewierna żona

Sącząc leniwie wino w tawernie, Diego i uważnie obserwowali poczynania seniory przez kolejne dni. Stała się bardziej ostrożna, uważnie się rozglądała wokół i podejrzliwie spoglądała na każdego . No może oprócz młodego de la Vegi, do którego wciąż przymilnie się uśmiechała z daleka. Nigdy też nie poruszała się sama, pilnowała, aby być w tłumie.

był traktowany nieco jak niewidzialny, więc miał okazję podsłuchać kilka rozmów, spostrzeżeń innych mieszkańców i podejrzeć nieco więcej. Kapitan nocował w mieszkaniu żony i delegował żołnierza albo dwóch, aby mieli na nią oko. Jednak zakochany komendant wciąż obsypywał ją komplementami i czułymi spojrzeniami, ślepy na jej obojętność. Być może w małżeńskiej sypialni jej stosunek się ocieplał, ale w nikt nie miał już wątpliwości, że ten związek jest mocno jednostronny. Nikt oprócz . Ale to była ich prywatna sprawa i nikt nie zamierzał się w to wtrącać.

Na to właśnie niemowa zwrócił uwagę Diego. Jednak młodzieniec pokręcił głową i wyjaśnił. “Gdybym zastawił pułapkę na Raquelę, aby przekonać kapitana do jej niewierności, on mi uwierzy albo nie. Przecież ostrzeżeń nie wziął do serca. A plotki na pewno doszłyby do uszu Ros, nie wątpię, że seniora byłaby pierwsza, żeby jej dokuczyć.”

zrobił kółko z palców i włożył do środka serdeczny palec. Ściągnął ten prowizoryczny pierścionek i podał go przyjacielowi.

“Tak, Ros już mi raz wybaczyła starcie z Raquelą, nie wiem, czy zrobiłaby to po raz drugi. Poza tym nabieram przekonania, że nasza słodka i niewinna kapitanowa, potrafi kąsać równie jadowicie jak żmija. Jeśli ma w planach usidlenie mnie, może zrobić krzywdę Ros, żeby ją wyeliminować. Musimy wymyślić coś innego.”

Stali przy koniach i patrzyli na plac . Handlarze rozstawili swoje stragany i nawoływali klientów. Słychać było gdakanie kur i gęsi z pobliskich zabudowań, z dala zamuczała jakaś krowa. Żołnierze stali na warcie przy bramie, a kilka grupek vaqueros i peonów wymieniało ploteczki i nowiny. Wokół fontanny wesoło dokazywały dzieci.

Diego uśmiechnął się, bo najmłodsi bawili się w swoją ulubioną grę. Jedno z nich przywdziewało czarną maskę i uciekało, a pozostali je gonili wokół wodopoju. Po skończeniu śpiewania przyśpiewki o dzielnym Lisie i głupim Monastario, mały stawał do pojedynku na patyki z jednym z rówieśników. Czarna maska zmieniała właściciela, a cała pogoń rozpoczynała się od nowa.

“Niech żyje lis, gdziekolwiek jest,

kimkolwiek jest, niech żyje.

Był sobie lis o puszystym ogonie,

mądry i sprytny był z niego zwierz.

Niech żyje lis, gdziekolwiek jest,

kimkolwiek jest, niech żyje nam.

 

Był sobie kojot, chudy i paskudny.

Miał ostre żółte kły, w skałach się krył.

Czychał tam na lisa,

który zawsze wyprowadził go w pole.

Niech żyje lis, gdziekolwiek jest,

kimkolwiek jest, niech żyje nam.”

Ta beztroska zabawa nasunęła mu pewną myśl. Trącił przyjaciela. “Dzieci uwielbiają twoje magiczne sztuczki. Wiesz, te z wyciąganiem monet lub słodyczy zza ucha czy kołnierza. A często do kręgu gapiów dołączają też dorośli. Państwo niedługo będą kończyć obiad w tawernie.”

w lot pojął zamysł. Uformował dłonie w półmiski i przytknął sobie na wysokości piersi, potrząsnął, po czym jedną z nich złożył jak szczypce, złapał coś sprzed siebie i podniósł do góry w triumfującym geście.

“Dokładnie, niczym nie ryzykujemy, ale jeśli Raquela wciąż ma oryginał ukryty w tym samym miejscu, to jest szansa na jej zdemaskowanie. Swoją drogą… ciekawe gdzie chowa rozkaz, jak wieczorem przychodzi do niej mąż…”

Spojrzał z niewinnym wyrazem twarzy i łobuzerskim błyskiem w oku, a służący machnął obydwiema rękami w powietrzu, uśmiechnięty od ucha do ucha.

xxx xxx

Tak, jak przewidzieli, gdy tylko rozpoczął swój magiczny pokaz, od razu wzbudził zainteresowanie zaciekawionych dzieci. Niedługo dołączyli do nich także rodzice oraz inni dorośli, którzy ciasnym kręgiem otoczyli sztukmistrza. Widząc takie zbiegowisko państwo przepchęli się do pierwszego rzędu. Arturo po pierwotnym zaniepokojeniu, że coś złego się stało, odetchnął z ulgą i przypatrywał się z rozbawieniem, jak niemowa wyciąga lub ukrywa zręcznie kolejne fanty.

Wszyscy śmiali się z kolejnych trików i lekkiego błaznowania , który oprócz dzieci zapraszał gestami do zabawy również dorosłych. Jego figle były niewinne i nikogo nie ośmieszały, więc nie brakowało ochotników.

W pewnej chwili ukłonił się grzecznie Raqueli i pociągnął ją lekko za rękę. Kobieta może by się i oparła zaproszeniu, ale rozluźniony popchnął ją delikatnie na środek. Jeśli nie chciała wywołać małego skandalu, musiała, choć niechętnie, ustąpić. Jednak nie miała zamiaru ułatwiać magikowi pracy. Gdy podał jej monetę, że by ją schowała, ta bez namysłu wsunęła ją w dekolt sukni i z naburmuszoną miną skomentowała. “I co teraz zrobisz?”

Wokół rozległo się buczenie gapiów, bo ewidentnie chciała zepsuć sztuczkę i dobrą zabawę. Bernardo zmarszczył brew i podparł brodę w zamyśleniu. Tupał chwilę nogą, a wszyscy wstrzymali oddechy, ciekawi jak wybrnie z tej sytuacji.

Wtedy jakby olśnienie spłynęło na niemowę, bo szeroko się uśmiechnął i podniósł palec wskazujący do góry. Zbliżył się do Raqueli i wydłubał jej monetę zza ucha. Publiczność odetchnęła i z głośnym aplauzem wyraziła uznanie. Jednak Bernardo uniósł jeszcze raz palec do góry, chcąc zwrócić ich uwagę.

Kciuk i palec wskazujący zetknął razem w małe szczypczyki i zanurzył w staniku seniory. Jednak zrobił to w taki sposób, że nawet kapitan nie mógł posądzić go o niemoralne zamiary i zaśmiewał się wraz z innymi, gdy niemowa zaczął wyciągać spod ubrania kawałek papieru. Wywołało to jeszcze większe brawa, a magik oddał kartkę komendantowi.

Raquela zbladła i zaczęła protestować. ”To jest jakiś spisek, Arturo. Co on tam podłożył?”

Jak gdyby nic się niezwykłego nie stało, niemowa odwrócił się w stronę Garcii i zaczął wykonywać kolejną sztuczkę, tym razem z jajkiem. Tymczasem Arturo odwinął zwitek i z niedowierzaniem rozpoznał podpis i pieczęć gubernatora pod listem z wysokością podatku. Pierwsze co mu się nasunęło na myśl, że jest to kiepski żart. Potem przyszła chwila otrząśnięcia się, skąd służący de la Vegów to wytrzasnął, bo suma podatku była taka jak rok wcześniej, 25 tys. pesos, a list wyglądał na autentyczny. Tylko data była aktualna.

Ze zmarszczonym czołem stuknął Bernardo w ramię, a gdy ten się odwrócił, zasypał go pytaniami. “Skąd to masz? Kto ci to dał? Czemu nie pokazałeś tego wcześniej?”

Nieco przestraszony niemowa pokazał na uszy i zaprzeczył głową. Wesołe śmiechy ucichły, a ludzie patrzyli w napięciu na komendanta. Przecież nie mógł być zazdrosny o dużo starszego służącego, szczególnie że nawet nie dotknął seniory. Wszyscy mogli służyć za świadków.

W tym momencie nadszedł Diego i machnął na przyjaciela i narysował w powietrzu kształt budynku. “Chodź, pora wracać do domu.”

“Chwileczkę , chciałbym porozmawiać z tobą i twoim służącym. Zapraszam do gabinetu.” powiedział to nie znoszącym sprzeciwu głosem, wskazując ramieniem w stronę garnizonu. wzruszył ramionami i udał się tam, a za nim podążył Bernardo.

Arturo odwrócił się do żony. “A ciebie poproszę, żebyś udała się do swojego mieszkania i nie opuszczała go.”

Seniora fuknęła jak dzika kotka, ale posłusznie skierowała się do domu przy placu. Przy wodopoju pozostali zaciekawieni i rozplotkowani mieszkańcy.

xxx xxx

Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi gabinetu, wskazał gościom krzesła, ale sam usiadł na brzegu biurka. W ręku trzymał rozłożony list. Zaczął mówić powoli do Bernardo. “Skąd to masz?”

Niemowa popatrzył bezradnie na swojego patrona. Diego powtórzył pytanie, posiłkując się gestami. Wtedy na twarzy zapytanego błysnęło zrozumienie.

Tak jak wcześniej odegrał pantomimę przed przyjacielem, podsuwając mu pomysł, teraz powtórzył ją przed komendantem.

“No dobrze, ale jak on się tam znalazł?” Mimo całej sytuacji musiał przyznać, że zachowuje wyjątkowe opanowanie i z cierpliwością próbuje rozszyfrować gesty.

Jednak Bernardo rozłożył ręce i pokiwał głową. Potem pokazał, jak chowa w rękawie lub między palcami monetę i na czym polegają jego sztuczki. Ze stanika Raqueli miał zamiar wyciągnąć małą tasiemkę i nie spodziewał się, że będzie tam coś jeszcze.

De la Vega pomagał w tej rozmowie i interpretacji gestów. Gdy kapitan głęboko się zamyślił i umilkł, zapytał. “Dlaczego ten kawałek papieru jest taki ważny? Słyszałem, że kobiety często chowają za dekoltem różne cenne rzeczy, ponieważ ich suknie są pozbawione kieszeni, a torebkę łatwo wyrwać z ręki.”

Komendant bez słowa położył list na stole i wyjął z szuflady drugi, który umieścił obok. “Choć i zobacz sam don Diego. Może twoje wykształcenie przyda się w tej sprawie.”

podszedł bliżej i uważnie studiował oba dokumenty, chociaż doskonale wiedział, co zobaczy. Udał też zdziwienie i oburzenie, obracając się gwałtownie do Toledano. “Ależ kapitanie te rozkazy są identyczne, ale na jednym jest połowa kwoty!”

Zamyślony Arturo wyjął z szafki jeszcze kilka innych listów od gubernatora i rozłożył na całej powierzchni biurka. “Czy uda ci się stwierdzić, który jest oryginałem, a który podróbką?”

“Na zajęciach z chemii przerabiałem kilka sposobów na fałszowanie, chociaż były to zajęcia fakultatywne i raczej miały pokazać możliwości niż nauczyć nas oszukiwać, ale zobaczmy…”

Diego uważnie badał oba rozkazy, przyglądał się im pod światło. Pokręcił z powątpiewaniem głową i zabrał się za inne dokumenty. Bernardo i zachowali pełną napięcia ciszę, nie chcąc przeszkadzać.

W pewnym momencie de la Vega z ulgą się wyprostował w krześle i wskazał list z niższą kwotą. “Ten jest autentyczny.”

“Skąd wiesz?”

“To fałszerstwo niemal doskonałe. Podejrzewam, że pieczęć może być oryginalna. Ale widzicie tutaj i tutaj…” wskazał takie same litery w kilku miejscach “… inaczej prowadzi rękę. Stawia literę jednym pociągnięciem, czasem jej nie domykając. A tutaj… “ postukał w fałszywy rozkaz “wszystkie, ale to absolutnie wszystkie litery są domknięte. Nikt przy naturalnym piśmie nie jest aż tak dokładny.”

Kapitan uważnie przyjrzał się kartkom w miejscach wskazanych przez i z aprobatą pokiwał głową. “Dziękuję ci, don Diego. Właśnie uratowałeś wiele rodzin przed utratą całego dobytku. Ale mam prośbę. Na razie nikomu nic nie mówicie. Im mniej osób o tym wie, tym łatwiej będzie mi prowadzić śledztwo. A zacząć będę musiał od własnej żony.” dodał kwaśno.

Diego odetchnął w myślach z ulgą. Protesty Raqueli i umiejętnie sfałszowany rozkaz okazały się skuteczniejsze niż przestrogi . Ostatecznie liczył się efekt finalny, a mina kapitana wskazywała, że tym razem nie da się ugłaskać małżonce.

xxx xxx

Po wyjściu z garnizonu zostali otoczeni i zasypani pytaniami przez ciekawskich, ale uparcie odmawiał komentarzy. Ten lekki rozgardiasz był im na rękę, bo opóźniał zapowiedziany powrót do domu, a obaj chcieli być świadkami kolejnych wydarzeń. W końcu plotkujący odstąpili i koło nich zostało tylko dwóch donów, którzy zagadnęli o wymianę byków do zapładniania.

Rozmowa o przyszłości stad de la Vegów i ich sąsiadów została przerwana. Z domu na placu wyłonił się z zaciśniętą szczęką, prowadzący wyrywającą się Raquelę. Nawet z tej odległości było widać, że chwyt na jej ramieniu był na tyle mocny, że mógł zostawić siniaki, ale udaremniał oswobodzenie się.

Gdy doszli do Diego i Bernardo, seniora przystanęła i wysyczała do młodzieńca.

“Ofiarowałam ci senior przyjaźń i sympatię, a ty je odrzuciłeś na rzecz dziwki Zorro. Naprawdę jesteś tak zdesperowany, że zadowalasz się zużytym towarem z drugiej ręki? A teraz śmiesz się na mnie mścić i szczuć na mnie własnego męża?”

Bernardo spojrzał z niepokojem na przyjaciela. była jego słabym punktem, a Raquela nie przebierała w słowach. zacisnął dłonie w pięści i zacisnął szczękę. Na szczęście nie dał się sprowokować i uprzejmie, aczkolwiek stanowczo odpowiedział.

“Jestem zaręczony z honorową senoritą o nieposzlakowanej opinii i nie pozwolę szargać jej dobrego imienia. Na twoim miejscu seniora myślałbym raczej nad dobrym wytłumaczeniem dla kapitana.”

Skinął głową Toledano, a ten ze smutkiem pociągnął wiarołomną żonę do garnizonu. Dotąd nie chciał wierzyć złośliwym plotkom, że młody był wzięty przez nią na cel. Jednak ta wymiana zdań oraz zdegustowana mina młodzieńca, powiedziały mu więcej, niżby chciał wiedzieć.

“Ciekawe co ci zrobiła, skoro chcesz kryć ją i Zorro.” Rzuciła jeszcze na odchodnym. Bernardo położył rękę na ramieniu przyjaciela i ledwo zauważalnie pokręcił głową. De la Vega rozluźnił mięśnie. Wspięli się na konie i odjechali. Pożegnał ich szczęk zamykanej kraty od celi aresztu.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *