Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 10 Zamach i zagadka

Jeszcze chyba nigdy w życiu , a raczej , nie przebył drogi tak szybko. Koń doskonale wyczuwał emocje swojego jeźdźca i gnał, jakby go gonił wiatr. Wszystko po to, aby uspokoić zdenerwowanego pana. Wcześniej to działało, prawda?

nie był zwykłym koniem. Przeszedł gruntowne szkolenie i nabył niezwykłych umiejętności, aby być równym partnerem dla czarnego Lisa. Dlatego, gdy zwolnili niedaleko hacjendy Cortezów, zaczął stąpać prawie bezszelestnie. zsunął mu się z grzbietu równie cicho i zaczął skradać do bramy. Musiał najpierw ocenić sytuację.

Jednak, gdy podszedł do furtki, usłyszał damski krzyk i odgłosy szamotaniny. Jednym płynnym ruchem otworzył drzwi i wyjął szpadę. Jego oczom ukazała się niecodzienna scena.

Mając za plecami filar tarasu i dwoje przerażonych dzieci, prawdopodobnie służących lub vaqueros, dzielnie odpierała ataki dwóch napastników uzbrojonych w noże i szable. W prawej wciąż osłabionej ręce trzymała długi kuchenny nóż, którym dziarsko wymachiwała. Chyba tylko dlatego jeszcze żyła, bo za każdym ciosem mężczyźni nieco się odsuwali. Ataki odpierała za to patelnią, którą miała w lewej dłoni.

Była jednak z góry na straconej pozycji. Napastnicy okrążali ją z dwóch stron z drapieżnymi uśmiechami. Nagle za plecami usłyszeli wściekły głos. “Tchórze, we dwóch na bezbronną kobietę? Co powiecie na równą walkę?”

Chwilowy brak koncentracji, gdy odwracali się w stronę niespodziewanego przybysza, dał szansę senoricie na zranienie w ramię bliższego z atakujących. Uderzył ją na odlew w twarz na tyle, że się zatoczyła i upadła.

W tym czasie już toczył pojedynek z drugim z nich. Musiał przyznać, że jego przeciwnik był dużo lepiej wyszkolony niż reszta żołnierzy z garnizonu. Ostrza błyskały w słońcu, a szala zwycięstwa przechylała się nieubłaganie na stronę renegata.

Jednak do walki szybko dołączył jego zraniony towarzysz, który równie dobrze fechtował. Nawet we dwójkę nie stanowili zagrożenia, ale zaczął się męczyć, musząc dzielić uwagę pomiędzy nich. Prażące słońce stojące w zenicie, w połączeniu z jego czarnym strojem, też nie działało na jego korzyść. Pamiętając lekcje z Hiszpanii, starał się ustawić ich w jednej linii, tak aby walczyć tylko z jednym na raz, ale mieć drugiego na oku.

Pomogło mu w tym drzewo rosnące na podwórzu — nie dość, że mógł się za nim schować, to nie zaangażowany w walkę przeciwnik musiał je okrążać w próbie zaskoczenia go. Huśtając się na wystającej gałęzi, kilka razy kopnął jednego z oponentów, co wybijało ich z rytmu.

Podwórze wypełniały pochlipywania dzieci i szczęk oręża, wszyscy skupieni byli na pojedynku. W tym czasie nikt nie zwrócił uwagi na Rosaritę. Przy upadku uderzyła się w głowę i miała lekkie zawroty. Teraz przemogła je i udało jej się wstać. Może nie była mistrzem szermierki, ale widziała, że tym razem nie rozbroił napastników w pierwszych kilku ruchach.

“Są lepsi niż lancierzy. Muszę mu pomóc”

Cicho podeszła do mężczyzny, który był bliżej niej, odwrócony plecami. Niezauważona zamachnęła się oburącz patelnią i zdzieliła go z całej siły w głowę. Nieprzytomny osunął się na ziemię.

Widząc to, saltem wycofał się na bezpieczną odległość. Uśmiechnął się szczerze i zasalutował jej szpadą. Ten niespodziewany gest wybił z rytmu drugiego napastnika, który odruchowo obejrzał się za siebie. Tyle było potrzeba obrońcy Los , aby szybko do niego doskoczyć i ogłuszyć pięścią, zanim ten w ogóle pojął całą sytuację.

Gdy bezpośrednie zagrożenie minęło, senorita Cortez upuściła patelnię i podbiegła do wybawcy. Teraz nie liczyła się dla niej przyzwoitość, potrzebowała schronienia i bliskości. Mocno wtuliła się w jego pierś, a on niewiele myśląc, objął ją czule ramionami. Po chwili dziewczyna zaczęła drżeć na całym ciele. Tak, jak schodziły z niej emocje walki, tak do głosu zaczął dochodzić rozsądek i wszystkie zmysły. Mając twarz pogrzebaną w czarnej, jedwabnej i przepoconej po wysiłku koszuli, wdychała z lubością jego męski i charakterystyczny zapach. Mogłaby tak stać długo, czując się bezpiecznie i spokojnie.

Po chwili usłyszała jednak pytanie i poczuła, że odsuwa ją na odległość ramion. “Senorita, czy nic ci nie jest? Czy nie zrobili ci nic złego? Jak twoja poprzednia rana?”

Spojrzała w jego czekoladowe oczy ukryte w cieniu sombrera. Mogłaby w nich utonąć, ale troska z nich wyzierająca, spowodowała, że odpowiedziała.

“Nic mi nie jest, nie zdążyli nic zrobić. Senior, znów przybyłeś mi na ratunek w ostatniej chwili. Czy jesteś jasnowidzem?”

Renegat obejrzał jej sylwetkę od stóp do głowy, chwilę dłużej niż powinien, zatrzymując wzrok na wysokości biustu i ust. Nie znalazł żadnych oczywistych ran, więc pokiwał z aprobatą głową. Jednak jego wędrówka wywołała na policzkach Rosarity delikatny rumieniec.

“Zorro, skup się, zachowaj dystans. Zadała ci pytanie.”

“Nie, nie mam nadprzyrodzonych mocy. To po prostu intuicja, trochę szczęścia i umiejętność podsłuchiwania właściwych rozmów. Chociaż przyznaję, że powtarzane czasem niestworzone historie na mój temat kilka razy ułatwiły mi zadanie.”

Rozmowę przerwały dzieci, które nieco nieśmiało podeszły bliżej. ukucnął, tak aby być z nimi na jednej wysokości.

“A wy? Nic wam się nie stało?” Łagodny głos i sympatyczny uśmiech przełamał lody.

Chłopiec odezwał się pierwszy. “Wszystko w porządku. Senior Zorro, byłeś niesamowity! Najpierw go tak, a potem tak i tak.” Zaczął wymachiwać w powietrzu wyimaginowaną szpadą, wywołując śmiech wśród dorosłych.

“Zanim wyzwiesz mnie na pojedynek, może najpierw ich zwiążemy, co? Pomożesz mi?”

Odpowiedziało mu skwapliwe kiwanie, “Już biegnę po linę, jest w kuchni.”

Po tym jak jej starszy brat się oddalił, dziewczynka również nabrała śmiałości. Zarzuciła małe rączki na szyję mężczyzny i dała mu soczystego całusa w policzek. “Senior Zorro, jesteś prawdziwym bohaterem. Dziękuję za uratowanie nas wszystkich.”

Kiedy go puściła, renegat pogłaskał ją po głowie. “De nada, mi nina. Po prostu przejeżdżałem obok i usłyszałem, że macie kłopoty.”

“Jak dorosnę, to się z tobą ożenię.” Zaskoczony dostał jeszcze jednego całusa i nieco speszona własną śmiałością dziewczynka, uciekła do kuchni w ślad za swoim bratem.

Rosarita przygląda się całej scenie z ciekawością i czułością. “Dzieci cię lubią, umiesz z nimi postępować. Mimo tego czarnego stroju nie boją się ciebie i wzbudzasz w nich zaufanie. Przyjmiesz takie oświadczyny?”

Bandyta spojrzał w górę i podniósł się na nogi. Cała jego postawa była zrelaksowana — uratował ukochanej życie, złapał dwóch zabójców i w końcu miał jakąś zahaczkę w tym całym spisku. W jego żyłach już nie buzowała adrenalina. Podrapał się z wahaniem w głowę. “No nie wiem, nie chcę jej złamać serca, ale jest nieco za młoda dla mnie. A ty co o tym sądzisz, senorita? Powinienem poczekać, aż dorośnie?” Kącik ust drgał mu w hamowanym uśmiechu.

“Nie, zdecydowanie jest za młoda.” To była dobra okazja dla Ros, aby dowiedzieć się o nim nieco więcej. Teraz jego garda była opuszczona. “Pewnie tak dobrze ci idzie z dziećmi, bo masz doświadczenie ze swoimi, co senior?” Jej twarz wyrażała czystą niewinność, ale Lis był Lisem i zawsze miał się na baczności.

“Szukamy wskazówek? Przykro mi, ale nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć.”

Z budynku wyszedł chłopiec z kilkoma kawałkami konopnego sznura i obaj związali mocno napastników. Bandyta sprawdził więzy swojego młodego pomocnika i pochwalił jego umiejętności. Mały nino promieniał z dumy, co nie uszło uwadze senority.

“Ma rękę do dzieci. Musi mieć z nimi duże doświadczenie, nie może być inaczej. Mam tylko nadzieję, że nie ma jeszcze swoich. Może jest wujkiem?”

xxx xxx

Gdy jeńcy byli już solidnie związani, Rosarita zauważyła, że dzieci są zmęczone ekscytującą przygodą. Odprowadziła je na sjestę do łóżek. Oboje z usiedli w cieniu tarasu i pili przyniesioną z kuchni lemoniadę. Rozmawiali ściszonymi głosami, nie spuszczając napastników z oka.

“Senorita, wiem, że znów znalazłaś się w bardzo niebezpiecznej sytuacji i na pewno chciałabyś o wszystkim jak najszybciej zapomnieć. Ale czy możesz opowiedzieć mi po kolei, co się stało i co mówili?” Zamaskowany bandyta znów stał się w pełni profesjonalny i starał rozwiązać całą zagadkę.

“Tym razem na szczęście miałam się jak bronić i nie zostałam ranna. I oczywiście senior, znów przybyłeś mi na ratunek w odpowiednim momencie. Nie wiem jak ci dziękować.” Rosarita nie była w szoku, ale kolejne spotkanie z obiektem jej westchnień nieco ją rozpraszało. Podobnie jak wspomnienie jego uścisku i bliskości. Niedawna walka to był ostatni temat, na jaki miała ochotę z nim rozmawiać.

“De nada. Ale wróćmy do sprawy. Mam pewne nowe informacje, ale chciałbym najpierw usłyszeć przebieg zdarzeń tutaj. Nie lubię wyciągać pochopnych wniosków”. dystansował się, chociaż ukryty pod maską Diego miał pokusę, aby odroczyć przesłuchanie. Chciał wziąć ją w ramiona i pocałunkami sprawić, aby zapomniała o traumatycznych przeżyciach i o całym świecie.

“No dobrze. Rano wyjechała duża część służby na prace przy naprawie drogi, razem z moim wujem. Po śniadaniu pojechała reszta. Mnie wydał zaświadczenie, że mogę zostać w domu, choć podejrzewam, że po prostu chciał mi oszczędzić wysiłku. Zostałam z tymi dwoma ninos i razem jedliśmy w kuchni drugie śniadanie, kiedy usłyszałam pokrzykiwania na podwórzu. Chwilę później wpadli dwaj bandyci z wyciągniętą bronią. Chwyciłam, co było najbliżej i próbowałam się bronić. Na początku chłopiec pomagał i rzucał w nich, co mu wpadło w ręce. Udało się ich odeprzeć z powrotem na podwórze. Ale na otwartej przestrzeni zaczęli mnie atakować już we dwóch, a dzieci były chyba coraz bardziej przerażone. No i wtedy pojawiłeś się ty. Resztę znasz.” Dziewczyna wzdrygnęła się, odtwarzając w pamięci te nieprzyjemne chwile.

sięgnął po jej dłoń i lekko ścisnął. “Już po wszystkim. Dlaczego nie zabarykadowaliście się w kuchni? W ciasnym pomieszczeniu mieliście większe szanse.”

“Nie wiem sama, co myślałam, chyba wcale. Kiedy teraz patrzę na to z perspektywy, to faktycznie nie był to najlepszy manewr. Najbardziej to chciałam walnąć ich obu tą patelnią.” Uśmiechnęła się nieśmiało, ciesząc dotykiem czarnej rękawicy i ciepłem dłoni w niej ukrytej.

Renegat ścisnął jej rękę jeszcze raz i puścił. “I jednego całkiem sprawnie ogłuszyłaś. Byłaś bardzo dzielna. Przepraszam za komentarz. Trzeba nieco treningu, aby wykorzystywać otoczenie do walki.” Dodał z półuśmiechem.

”Tak jak ty?”, zapytała, wskazując na drzewo.

nie odpowiedział, tylko pokiwał głową i wrócił do głównego wątku. “Czy w trakcie walki coś mówili? Grozili albo przechwalali się? Może wspomnieli jakieś nazwisko albo odnosili się do poprzedniego porwania?”

Jej policzki spłonęły rumieńcem, gdy spuściła wzrok na kolana. “To, co mówili, było mało przystojne, więc nie powtórzę dokładnie. Insynuowali też, że w trakcie poprzedniego porwania… cóż, że straciłam przez ciebie, senior, reputację i nie tylko. Oczywiście to nieprawda. Przepraszam, to było tak zawstydzające…”

Po policzku spłynęła jej samotna łza i od razu poczuła, jak ciepła dłoń, już bez rękawicy, z czułością ją ściera. Dopiero wtedy miała śmiałość podnieść oczy. Renegat opuścił rękę i pocieszającym tonem kontynuował, choć cała jego sylwetka stała się napięta.

“Rozumiem, że nie były to miłe docinki, ale miały one na celu tylko rozproszenie twojej uwagi, senorita. Czy mówili coś oprócz tego?”

Dziewczyna pokiwała głową. “Jedyne co powiedzieli konkretnego to, że tym razem im się uda i nie okażą się takimi nieudacznikami jak ich koledzy. Byli tacy pewni siebie i tego, że nikt im nie przeszkodzi, nawet ty, senior. Jeden z nich zaczął coś jak ort, ale drugi go zaraz uciszył. Nie wiem, czy jest to pomocne.”

“Tak, nawet bardzo. Zobaczymy, co nasze ptaszki jeszcze nam wyśpiewają.”

Dość gwałtownie wstał i skierował się tam, gdzie leżeli związani napastnicy. Podciągnął pierwszego do pozycji siedzącej i kilka razy spoliczkował, tak, aby ten odzyskał przytomność. Nie bawił się w delikatność, usłyszawszy, jakie komentarze dali Rosaricie.

“Kto was wynajął, dla kogo pracujecie?” Stal w jego głosie mogłaby ich na miejscu poszatkować. Jednak zamiast strachu i współpracy, spotkał się w nadmierną pewnością siebie, czy wręcz zuchwałością.

“Nie twój interes bandyto. Możesz nas pobić, ale i tak nic nie powiemy. A jak cię złapią, to twoja panienka zadynda razem z tobą. A my będziemy na to patrzeć”. Szyderczy rechot tylko rozgniewał bardziej, chociaż starał się kontrolować.

“Zapominasz, że mówisz o damie. Radzę ci ją szybko przeprosić! A dyndać będziesz ty i to niedługo, po tym jak oddam cię w ręce jej rodziny”. Trzymając go za poły kurtki, obrócił w stronę Rosarity i cichu szepnął rozkazująco, “Przeproś!”

Napastnik popatrzył na senoritę łakomym wzrokiem. “Ciekawy jestem, jak szeroko ta dziwka rozłożyła przed tobą nogi, Zorro. Po tym jak ją uratowałeś, to może nawet zrobiła coś ekstra? Ile nocy ci obiecała za ratunek?” Zanim otworzył usta do kolejnego zdania, pogrążył się w ciemności, po dobrze wymierzonym sierpowym.

Mężczyzna w czerni trząsł się z wściekłości, ale może drugi z zabójców mógł okazać się bardziej współpracujący. Niestety wynik drugiego przesłuchania okazał się identyczny — brak odpowiedzi i jednoznaczne insynuacje.

nie miał odwagi podnieść głowy, szczególnie że przez cały czas Rosarita dumnie nie odpowiadała na uszczypliwości. Jednak na pewno uwagi były bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące, nigdy nie powinna spotkać się z nimi żadna dobrze wychowana senorita. Nie wiedział też, co jej powiedzieć.

Miał szczerą ochotę zrobić tym nikczemnikom krzywdę. Bardzo bolesną i bardzo długą. Nie był sadystą, ale miał poczucie, że dla nich mógłby zrobić wyjątek.

Dopiero gdy poczuł na ramieniu jej dłoń, spojrzał jej w oczy i zaczął przepraszać, a gniew szybko się ulotnił. “Przepraszam, gdyby wiedział, że nic z nich nie wyciągnę, nigdy bym ich nie budził. Albo przynajmniej poprosiłbym, abyś senorita skryła się poza zasięgiem słuchu…”

Ścisnęła go za ramię uspokajająco, chociaż po minie było widać, że uwagi ją bolały. “Już wcześniej mówili w taki sposób. Nic się nie stało. Chodź, napijemy się jeszcze lemoniady, a ich zostawmy tu w skwarze. Niech to będzie taka moja mała zemsta.” Mrugnęła mu okiem z zawadiackim uśmiechem, aby rozładować atmosferę.

Spojrzał na nią z podziwem i wdzięcznością. Jak on kochał tą odważną i mądrą senoritę.

xxx xxx

Rosarita stanęła w cieniu tarasu, ale zaczął chodzić w pobliżu w tą i z powrotem. Już wcześniej zauważyła, że miał taki nawyk. Jednocześnie głośno rozważał opcje.

“Napastnikami są żołnierze z garnizonu, którzy tu ostatnio przyjechali. Nawet jak ich odstawię do , to nic nie da, bo zostaną uwolnieni. Mówiłaś, że wymsknęło im się ort i to by się zgadzało z moimi informacjami, że w cały spisek zamieszany jest . Ale dlaczego dybie na Twoje życie, senorita? Spotkałaś go może wcześniej?”

Dziewczyna zamyśliła się, ale w końcu pokiwała głową. “Nie. I jak teraz o tym myślę, to w pueblo też go nie spotkałam do tej pory.”

wznowił przerwaną wędrówkę. “To jest coraz dziwniejsze. Dopóki nie poznamy motywu, Twoje życie jest nadal zagrożone. Najlepiej będzie, jak wrócisz do Monterey, tam będziesz bezpieczna, a ja w tym czasie dowiem się więcej.”

Odwrócił się do Rosarity, oczekując, że się zgodzi. Pomysł rozstania z ukochaną nie przypadł mu wcale do gustu, ale nie widział innego rozwiązania. Aby osłodzić nieco gorycz, dodał z zawadiackim uśmiechem. “Mogę cię eskortować do samej hacjendy. Jeśli pojedziemy prerią, a nie drogą, twoja reputacja nie ucierpi. I obiecuję być dżentelmenem.”

Nie przewidział, że senorita Cortez może mieć na ten temat inne zdanie. Nabrała głośno powietrza i gwałtownie zaprotestowała. “Jak śmiesz senior proponować mi ucieczkę! Nie dam się zaszczuć, jakikolwiek ma motyw.”

Odetchnęła głęboko kilka razy, aby się uspokoić. Chciał ją chronić, miał na uwadze jej bezpieczeństwo. Także perspektywa tygodniowej podróży z Zorro, sam na sam, była kusząca, ale prawda była taka, że nie chciała wyjeżdżać z , zwłaszcza z nierozwiązanymi sprawami. Podeszła bliżej i stanęła przed nim.

“Przepraszam za wybuch. Ale wolę już skonfrontować się publicznie z naszym kapitanem i raz na zawsze dowiedzieć się, czego ode mnie chce. Przecież na oczach innych ludzi mnie nie zaatakuje, prawda?” Dodała już spokojniej, patrząc na niego błagalnie.

Wizja Rosarity i Ortegi w jednym pomieszczeniu, gdy ten już dwukrotnie próbował ją zgładzić, wstrząsnęła renegatem. “Nie mogę się na to zgodzić. Nie ma takiej opcji, żebyś ryzykowała jeszcze bardziej. Spak…” Nie dokończył zdania, bo usta zamknął mu nieoczekiwany pocałunek.

Jej gorące wargi pieściły jego, były słodkie i smakowały lemoniadą. Od niespodziewanych wrażeń zakręciło mu się w głowie i zamknął oczy. Ros jedną rękę trzymała łagodnie na jego piersi, gdzie serce biło przyspieszonym rytmem, który czuła wyraźnie przez czarny materiał. Drugą pewnie oparła na jego szyi, aby nie pozwolić mu na przerwanie tej słodkiej chwili.

instynktownie objął ją i przyciągnął do siebie. Ponownie czuł ciepło jej ciała przy swoim oraz miękkość biustu opierającego się na jego klatce piersiowej. Jej język domagał się wstępu dalej. Otworzył usta i odpowiedział na pocałunek z równą namiętnością, skrywaną już od jakiegoś czasu.

Jego dłoń rozpoczęła wędrówkę po jej plecach, odkrywając powoli każdą krzywiznę, a ona wtuliła się w niego jeszcze mocniej. Druga ręka, z której wcześniej już zdjął rękawicę, zatrzymała się na jej policzku. Ile razy wcześniej chciał dotknąć jej aksamitnej skóry, gdzie już kilka razy udało mu się wywołać rumieniec?

Gdy minęło pierwsze zaskoczenie, renegat zaczął, nieco chaotycznie, ale jednak myśleć. “Całuję Rosaritę! Ona całuje mnie! !

Tak długo czekał na taką chwilę, marzył o niej wieczorami, że teraz miał wrażenie, że jego sny się spełniają. Czuł się lekko, jakby zaraz miał pofrunąć. Gdy delikatnie zaczęła wodzić palcami po karku i linii włosów, każdy jej dotyk znaczył palący ślad na jego skórze. Wszelki rozsądek ponownie go opuścił, a on rejestrował jedynie jej smak, oszałamiającą bliskość i ich rosnącą namiętność.

Już nie kontrolował swojego ciała, a ona poczuła to na wysokości swojego łona. Nie przestraszyła się, ale wsunęła dłoń, uwięzioną pomiędzy nimi, między guziki jego jedwabnej koszuli. Musiała go dotknąć więcej niż tylko na wąskim pasie między kołnierzykiem i maską. Dreszcz, który go przeszedł, spowodował, że cicho jęknęła mu w usta “Zorro”.

Czar prysł w jednej chwili. szybko zorientował się w sytuacji i otworzył oczy. “Ona całuje Zorro, nie Diego.

Senorita Cortez chciała go rozproszyć, aby porzucił pomysł ucieczki. Pod wpływem impulsu zdecydowała się na najskuteczniejszą metodę, która gwarantowała, że jakakolwiek jego rozsądna myśl szybko odejdzie w zapomnienie.

delikatnie zakończył pocałunek i odsunął ukochaną, mając ręce oparte na jej ramionach. Oboje dyszeli, a w ich żyłach wciąż buzowała krew. Zauważył, że jej wargi były spuchnięte, a policzki zaróżowione. “Senorita, najmocniej przepraszam, moje zachowanie było niestosowne. Nie chciałbym, abyś odniosła wrażenie, że nie mam dla ciebie szacunku albo próbuję cię wykorzystać po tak stresujących wydarzeniach.”

Patrzył jej prosto w oczy i dziewczyna z łatwością zauważyła, że oprócz żalu, była tam też tęsknota. Zamiar ochrony mógł pochodzić ze szlachetnych pobudek, ale jego reakcja na pocałunek utwierdziła ją w przekonaniu, że nie była całkiem obojętna dla słynnego bandyty. Jej zachowanie było impulsywne i zuchwałe, ale nie żałowała ani sekundy.

“Przeprosiny nie są konieczne. W końcu to ja ciebie pocałowałam, senior Zorro. I nigdzie nie jadę, żeby była jasność.”

Lis westchnął, wiedząc, że tym razem nie wygra. “Dobrze, poczekamy, aż senior Cortez wróci. Może on będzie w stanie przemówić ci do rozsądku. Albo ja wymyślę w tym czasie, jak przeprowadzić bezpiecznie konfrontację.“ Jego próba ugody została nagrodzona promiennym uśmiechem.

Byli tak zajęci sobą, że nie zauważyli, że jeden z żołnierzy widział ukradkiem całą scenę, chociaż wciąż udawał nieprzytomnego. Jeszcze nie widział, w jaki sposób wykorzystać związek senority z poszukiwanym bandytą, ale na pewno będzie zadowolony z takiej informacji.

Rosarita usiadła cicho, a wznowił swoją wędrówkę, zatopiony w myślach.

xxx xxx

Po kilku godzinach pracy w kalifornijskim słońcu wracał wraz z częścią służby i vaqueros. Pozostali mieli przed sobą jeszcze sporo noszenia kamieni i kopania. Wszyscy byli zmęczeni, zakurzeni i marzyli o zimnych napojach, nawet jeśli miałaby to być zwykła woda.

Senior Cortez nigdy nie korzystał nadmiernie z przywilejów, jakie dawała mu wysoka pozycja społeczna. Wszyscy byli tak samo zmordowani, dlatego osobiście zajął się oporządzeniem swojego konia, aby nie fatygować dodatkowo stajennego.

Po skończeniu tego zadania otworzył furtkę hacjendy i wszedł na podwórko. Zastał tak niespotykany widok, że w pierwszej chwili zapomniał języka w gębie. Rosarita siedziała przy stoliku, na którym leżała patelnia, duży kuchenny nóż i taca z lemoniadą. Obok niej stał nie kto inny jak osławiony obrońca Los Angeles we własnej osobie. A pod drzewem wpółleżeli dwaj nieznani mu mężczyźni, mocno związani i nieprzytomni.

zauważył go jako pierwszy. “Buenos dias, senior Cortez. Bardzo przepraszam za te kilka rozbitych doniczek i cięć na drzewie, ale mieliśmy tu mały problem do rozwiązania i nie przebierałem w środkach.” To mówiąc, wskazał na leżący na ziemi problem.

Zanim don zdołał odpowiedzieć, wtrąciła się Rosarita, która do niego podeszła. “Wujku, uratował mi znów życie. Tamto porwanie to nie był przypadek. Czy możesz porozmawiać z nami na osobności, w gabinecie?”

nie wiedział, na co odpowiedzieć najpierw. “Chcecie powiedzieć, że ci mężczyźni znów na ciebie napadli? Chyba jestem Ci ponownie senior winny wdzięczność za ocalenie Rosarity. Dobrze, zawołam Juana, aby przypilnował tych gagatków, a porozmawiamy w spokoju w środku.”

xxx Zorro xxx

Podczas gdy don Fernando słuchał ich opowieści, całe zmęczenie szybko go opuściło. Wyrzucał sobie na początku, że nie był na miejscu, aby bronić Rosarity, ale wyraźnie było widać, że celowo wywabił wszystkich z hacjendy. Mimo wzburzenia nie uszło jego uwadze kilka przelotnych spojrzeń, którymi dziewczyna obdarzyła Zorro.

Zraniona duma oraz podejrzliwość w stosunku do jej uczuć, spowodowały, że zgodził się na plan konfrontacji zamiast ucieczki. Ostatnie czego chciał dla ulubionej bratanicy to złamane serce, gdyby zakochała się w człowieku wyjętym spod prawa. Nawet tak szlachetnym i o wysokich zasadach moralnych, jakim był Zorro. Poza tym to bardziej Diego de la Vegę widział z nią razem na ślubnym kobiercu, szczególnie że młodzieniec nie krył się, że darzy ją afektem.

Poza tym podobał mu się plan wymyślony przez renegata, bo zapewniał bezpieczeństwo senoricie. Miała ona pojechać z wujkiem ukradkiem do pueblo i skryć się za kuchenną zasłoną. Publiczne zwabienie Ortegi do tawerny nie stanowiło większego wyzwania. Zorro podejrzewał, że może gdy będzie miała sposobność go zobaczyć, coś się wyjaśni. Jeśli nie, nadal nie groziło jej bezpośrednie zagrożenie, miała po cichu się wycofać. Tymczasem mężczyzna w czerni miał zająć się jeńcami i ukryty czuwać nad pomyślnym przebiegiem.

Co mogło pójść nie tak?

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *