Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 27 Przepęd bydła i odwiedziny u kuzyna

Kilka dni później wszyscy ranczerzy w okolicy przygotowywali się do przepędu bydła i aukcji w Santa Barbara. Diego jechał zwykle z ojcem we wcześniejszych latach, ale na ślubie otrzymali zaproszenie od ich kuzyna, który mieszkał właśnie w tym mieście. Dlatego tym razem postanowił pozostać w domu. Był spokojny, że syn dobrze poradzi sobie ze sprzedażą zwierząt, a wyprawa miała być okazją dla nowożeńców na wspólnie spędzony czas, bez teścia nad głową.

Rzeczywiście, była to daleka droga, zajmowała około 12 dni ze stadem oraz około 8 dni konno. Jednak mimo niewygód, uparła się, że pojedzie wierzchem, a nie powozem. Diego nie mógł odmówić jej życzeniu, ale poprosił, aby zabrał dla niej namiot. Sam zaś przytroczył do siodła dodatkowe koce.

Droga do Santa Barbara była nieco monotonna. Seniora jechała razem z na końcu i patrzyła z podziwem na vaqueros. Trzeba przyznać, że byli bardzo zgraną ekipą, mieli wysokie umiejętności i żadna krowa czy byk nie uciekła w bok dalej niż długość lassa. Diego pracował na takich samych zasadach jak wszyscy, chociaż kilka razy pozwolił sobie podjechać, aby skraść jej całusa.

Chwila wytchnienia pojawiała się wieczorem. Rozbijali obóz w takich miejscach, gdzie naturalne ukształtowanie terenu pozwalało na to, aby zwierząt pilnowali tylko dwaj vaqueros, którzy się zmieniali podczas nocy. Jednak trzeba je było najpierw tam zagonić, dlatego zaczynał rozbijać namiot wcześniej. On i Diego spali, tak jak pozostali, z głową na siodle, a miała wymoszczone wygodne posłanie z koców.

Niemowa świetnie dogadywał się też z vaquero, który był odpowiedzialny za gotowanie posiłków dla wszystkich w zamian za zwolnienie z wart. Gdy zmęczeni całodziennym wysiłkiem mężczyźni schodzili się do ogniska, rozdzielał porcje.

z zaskoczeniem zauważyła, że jej mąż był jednym z ostatnich, którzy dołączali do jedzących. Podawała mu mokry materiał, żeby otarł się z kurzu i nieco odświeżył. Ku uciesze vaqueros zawsze zdołał skraść jej buziaka. Trzepała go wtedy ręcznikiem i protestowała, chociaż bez gniewu.

“Idź sobie, śmierdzisz koniem, doprowadź się do porządku, zanim się do mnie dotkniesz.”

Po posiłku wszyscy siedzieli jeszcze godzinę i snuli opowieści przy ognisku, ale potem każdy rozchodził się na swoje miejsce. Na dłuższy wieczorny relaks będzie czas w drodze powrotnej.

Nowożeńcy mieli zapewnione nieco prywatności, bo jej namiot stał na uboczu. Szli ręka w rękę, wdychając chłodne powietrze, które przynosiło ulgę po dniu w kurzu i spiekocie. Czasem Diego pokazywał jej konstelacje na niebie i dodawał mitologiczne historie z nimi związane.

Nie przejmując się jej wcześniejszymi protestami, obejmował ją w talii i przyciągał blisko do siebie. Drugą ręką głaskał delikatnie jej policzek i usta. Cały dzień czekała, spragniona jego dotyku i pocałunku, który nie był tylko szybkim buziakiem. Na bok odchodziły wszystkie jej podejrzenia i niepewność. Liczył się tylko Diego, jego bliskość i czułe pieszczoty. Na coś więcej musieli poczekać aż do Santa Barbara.

To wieczorne pożegnanie było też ważne dla . Od ślubu zawsze budził się z jej ciepłym ciałem wtulonym w niego, a teraz nie miał takiej możliwości. Gdyby uparła się w swoich protestach, chyba by zwariował, mając ją na wyciągnięcie ręki i nie mogąc jej przytulić. Jej palce wplecione w jego włosy sprawiały, że z trudnością przerywał pocałunek i odprowadzał ją do namiotu.

“Możesz spać spokojnie, obiecuję, że będę cię strzegł. Dobrej nocy, querida.”

“Od razu czuję się bezpieczniej. Śpij dobrze, Diego.”

xxx xxx

Siódmego dnia podróży, po południu vaqueros jadący z przodu zaczęli wydawać szczęśliwe okrzyki. Chwilę potem także oczom seniory ukazało się jezioro West Lake niedaleko Thousand Oaks. Oznaczało to nie tylko wcześniejszy postój, ale też możliwość kąpieli.

Vaqueros szybko podzielili się na tych, którzy mieli pilnować zwierząt oraz tych, którzy rozsiodłali i oporządzili konie, a potem na wyścigi ściągali koszule i wskakiwali do wody, chlapiąc się nawzajem i parskając jak młode źrebaki.

Diego zaopiekował się koniem swoim i żony, po czym podszedł do miejsca, gdzie wspólnie z seniora de la Vega rozkładała namiot.

“Masz ochotę się odświeżyć? W nieco mniej hałaśliwym miejscu?” Dodał, wskazując na dwóch vaqueros prowadzących właśnie wodne zapasy wśród dopingu kolegów.

“Nie masz pojęcia jak bardzo. Jeszcze parę dni i ich obecność przestałaby mi przeszkadzać nawet w kąpieli.” Odpowiedziała żartobliwie.

“Ale mi by przeszkadzał widok mojej żony pośród innych mężczyzn w takich okolicznościach. I to bardzo przeszkadzał.” przyciągnął ją i lekko pocałował. “Chodź, mam tu swoje prywatne miejsce. Tylko ty i ja.”

Mrugnął do niej i poprowadził za rękę między skały z dala od rozbrykanej hałastry. Odszukał znajomą zatoczkę, którą upatrzył sobie już dwa lata wcześniej. Była całkiem zasłonięta zarówno od strony szlaku, jak i miejsca postoju.

“Idziesz się ochłodzić?” Diego wskazał na błękitną taflę jeziorka, niezmąconej nawet wiatrem. Piaszczysta plaża była wąska, ale zachęcała do odpoczynku.

“O nie, nie wykręcisz się od kąpieli, brudasie! Jak mam wejść do jeziora to tylko z tobą. Zresztą, ostatni raz, gdy byliśmy nad wodą, to nie miałeś oporów, żeby nie zostawić na mnie suchej nitki.” Odwróciła się do niego z figlarnym uśmiechem i zaczęła zostawiać drobne pocałunki na jego szyi.

Młody de la Vega wiedział, że jak tak dalej pójdzie, to będzie potrzebował bardzo zimnej kąpieli. I to wcale nie z powodu upału czy przebytej w kurzu drogi.

“I teraz też nie mam najmniejszych.” Jednak zanim zdążył ją złapać, wykręciła mu się pod ramieniem i uciekła kilka kroków. Zręcznie wymykała mu się, rzucając w niego kolejne części garderoby, dla spowolnienia pościgu. W końcu pozbyła się ostatniej i kompletnie naga wskoczyła do wody i odpłynęła kawałek.

Diego aż sapnął z wrażenia. Tak skupił się na ściganiu jej i unikaniu latających mu w twarz ubrań, że dopiero na koniec zdał sobie sprawę z sytuacji. Doskonale znał jej ciało, ale czym innym było zobaczenie jej w świetle dnia, na łonie natury. Z otwartymi ustami chłonął widok jej idealnej figury oraz rozbryzgujących się naokoło kropel. Jak nimfa z gracją pogrążyła się w toni, po to, by wynurzyć się kilka metrów dalej. Pomachała do niego, znacząco patrząc się na nagle uwierające go spodnie.

“Idziesz czy nie?”

nie czekał dłużej. Szybko zrzucił buty i przyciasne spodnie, ale zostawił na sobie koszulę i sięgającą kolan bieliznę. Spotkało się to ze słusznym protestem.

“Tak ci do mnie śpieszno, że zapomniałeś się rozebrać?”

De la Vega podpłynął bliżej. “To też, ale nie mam tylu ubrań na zmianę jak ty, więc przy okazji się wypiorą.” Nie pozwolił jej na dalsze przekomarzanie, skutecznie zamykając jej usta pocałunkiem.

Korzystając z pięknej pogody i prywatności, pływali na wyścigi, chlapali się i dokazywali. W końcu oboje mieli dość i wyszli na brzeg. leżała tylko w założonej chwilę temu bluzce, wyciągnięta na boku na piasku i dokuczała mężowi, którego mokre ubranie przylegało ściśle do skóry we wszystkich właściwych miejscach.

Jednak Diego zręcznie odpowiadał na jej insynuacje, czekając, aż bielizna mu wyschnie i będzie mógł z powrotem się ubrać. Nie chciał ryzykować w nocy, tym bardziej nie powinien stąpać po kruchym lodzie w dzień. Udało mu się nawet wywołać na twarzy rumieniec zawstydzenia, który rozbawił seniorę do łez.

Mimo ciepłej pogody przeszły go ciarki, gdy odwrócił się, aby podnieść pozostałe części swojej garderoby. “Diego, co to za blizna, na łydce, pod kolanem? W nocy nie zwróciłam na nią uwagi.”

“Idioto, nie możesz być tak nieostrożny, zwłaszcza z Ros!” pomyślał w panice. Błyskawicznie odwrócił się, tak, aby rzeczony ślad nie był dłużej w zasięgu jej wzroku. Z udawaną nonszalancją wzruszył ramionami i odpowiedział.

“To stara blizna, jeszcze jak byłem chłopcem. Spadłem z konia i nadziałem się niefortunnie na ogrodzenie.” Szybko włożył spodnie i nie patrzył jej w oczy, żeby nie zorientowała się w kłamstwie.

“A to ciekawe. Dorastaliśmy razem, a jakoś nie pamiętam takiego zdarzenia. Chociaż może chłopięca duma nie pozwoliła ci się wtedy do tego przyznać?” Pomyślała , ale głośno nie komentowała. W dobrych humorach, odświeżeni i przyjemnie ochłodzeni wrócili do obozowiska.

xxx Zorro xxx

W końcu po prawie dwóch tygodniach podróży dotarli do Santa Barbara. Stada umieścili w zagrodach, w pobliżu miejsca licytacji, gdzie mieli ich pilnować vaqueros. Diego z żoną i udali się w gościnę do domu kuzyna, don Rafaela de la Vegi.

Odświeżeni, przebrani w bardziej reprezentacyjne ubrania, spędzili beztroski wieczór z gospodarzami na wymianie lokalnych plotek i wspomnieniach z dziecięcych przygód. Wprawdzie od wyjazdu Diego do Hiszpanii, relacje rodzinne nieco się rozluźniły, ale zaproszenie kuzyna z żoną na ślub był świetną sposobnością na ponowne nawiązanie stosunków.

Wszyscy udali się dość wcześnie na spoczynek. Od samego rana Diego i Rafael mieli pilnować przebiegu licytacji, być może dokupić rozpłodowe sztuki, gdyby nadarzyła się okazja. Za to z Isabellą zamierzały zrobić bardziej kobiece zakupy i spędzić dzień na myszkowaniu po straganach, których w Santa Barbara nie brakowało.

xxx Zorro xxx

Miasto nie było tak duże jak Monterey, gdzie do niedawna mieszkała na stałe, ale było sporo większe niż . Dlatego na spacerze i zakupach zeszło obu seniorom aż do południa. Sprawunki niósł , który miał także zadbać o bezpieczeństwo, na wszelki wypadek. Już po pierwszej godzinie walczył ze sobą, aby nie pokazać cierpiętniczej miny. “Kobiety! Chyba nigdy ich nie zrozumiem. Cały dzień i kupiły tylko kilka rzeczy. Jakby mi powiedziały, co chcą, załatwiłbym to w godzinę.

Koło obiadu Isabella zaproponowała przerwę.

“Rosarita, jesteśmy niedaleko gospody, gdzie podają wyśmienite tamales, ale może lepiej wrócimy już do domu? Zrobiłaś się taka blada, dobrze się czujesz?”

“Nie to nic, ostatnie dwa tygodnie były po prostu intensywne, a dzisiaj jest upał. Ale faktycznie warto, żebyśmy już wróciły, jeśli nie masz nic przeciwko.”

Isabella opiekuńczo wzięła ją pod rękę i skierowała w stronę domu. “Intensywne! Jakie dyplomatyczne wyrażenie. Moja droga 12 dni w siodle i poniewierce, wśród vaqueros to nie jest zajęcie dla damy. Nie dziwię się, że jesteś zmęczona. Dlaczego nie wzięłaś chociaż powozu? Byłoby ci o niebo wygodniej.”

nie miała jej za złe takiego przygadywania, bo wynikało ono z troski. Sama wychowała się jako córka ranczera, znała trudy życia w koloniach. Isabella pochodziła z  Hiszpanii, a jej ojciec był wysoko postawionym urzędnikiem królewskim. Dzieciństwo i okres dorastania spędziła na haftowaniu, uczestniczeniu w balach i wizytach towarzyskich, a przede wszystkim szukaniu męża. Rafael także pracował w administracji, więc styl życia jego żony niewiele się zmienił.

“Jeśli mam wybierać między koniem a powozem, wolę jazdę wierzchem. Robię to od dzieciństwa i naprawdę lubię. A nasi vaqueros są dobrze wychowani i często pytali się mnie po drodze, czy nie potrzebuję dodatkowego odpoczynku.”

Isabella pokręciła z powątpiewaniem głową. “Jak nie powozem, to mogłaś przecież przyjechać dyliżansem. To by skróciło czas podróży o prawie połowę i na pewno byłoby wygodniejsze.”

“Powóz, dyliżans, co za różnica? Chciałam jechać z …” nie skończyła zdania, bo w słowo wpadła jej nowa kuzynka.

“… z Diego. No tak, mogłam się tego domyślić! Ile jesteście po ślubie? 6 tygodni, dobrze liczę? To absolutnie wyjaśnia, czemu zdecydowałaś się na niewygody.”

zarumieniła się, a przewrócił za nimi oczyma. Czasami naprawdę chciałby być głuchy.

xxx Zorro xxx

Licytacje przeciągały się, więc kuzyni de la Vega wrócili dopiero na kolację. Do tej pory Diego był zadowolony z ich przebiegu, a na konto w banku wpłacił dzisiaj całkiem sowitą sumę pieniędzy. Seniory również odpoczęły w czasie sjesty.

Po kolacji przenieśli się do salonu, gdzie Diego z Isabellą na zmianę przygrywali na pianinie. Potem wszyscy usiedli do popularnego wista, który z każdym kolejnym rozdaniem stawał się coraz bardziej zaciętą rozgrywką. nie mogła przeoczyć skupionej miny ukochanego i lekko zmarszczonych brwi, gdy rozważał kolejne ruchy. Ale okazało się, że pod lekkim sposobem bycia znajduje się genialny umysł. De la Vedzy z Santa Barbara przegrali większość  rozdań. Jednak Diego, lekko zawstydzony, zbył gratulacje gospodarzy.

Niestety dzień pełen wrażeń odbił się w końcu na samopoczuciu Rosarity. Wstała i położyła dłoń na ramieniu męża. “Wybaczcie, proszę, ale położę się już spać. Dzisiaj dużo się działo i jestem zmęczona.”

Diego chciał wstać, zaniepokojony, ale przytrzymała go na miejscu. “Nic mi nie jest, naprawdę. Ciesz się wieczorem i spotkaniem z rodziną.”

Jednak, gdy wyszła odprowadzana jego zatroskanym spojrzeniem, Isabella nachyliła się do kuzyna i cicho powiedziała. “Nie jestem przekonana, czy to jest prawda. Pod koniec spaceru była bardzo blada i od razu po obiedzie się położyła. Po sjeście wydawało mi się, że była to chwilowa niedyspozycja i wszystko jest w porządku. Ale może lepiej, żeby doktor ją zbadał?”

skinął jej głową w podziękowaniu. “Dobrze, że mi o tym mówisz, . W takim razie ja także was pożegnam na dzisiaj. Buenas noches.”

Poszedł do ich pokoju i cicho wślizgnął się do środka. Na szafce paliła się świeca, a blada dziewczyna leżała przebrana pod kołdrą. Diego usiadł na łóżku i odgarnął jej kosmyk z czoła. “Querida, rozumiem, że nie chciałaś narzekać przy Rafaelu i Isabelli, ale mi możesz powiedzieć. Jesteś blada, podobno na zakupach też nie czułaś się najlepiej. Czy mam posłać po doktora?”

Mówił cichym, pełnym troski głosem, który rozgrzał jej serce. Nie chciała go martwić, w końcu każdej kobiecie może zdarzyć się gorszy czas. Dlatego przytrzymała jego dłoń przy swoim policzku i wtuliła się w jej ciepło. “To był po prostu długi i męczący dzień. Porządna kąpiel po podróży, dobre jedzenie, długi spacer i szum miasta, zakupy. Jutro będę jak nowa, obiecuję. Zresztą, czy mam wskazać palcem, kto nie dał mi się wczoraj wyspać? Przebierz się szybko i chodź do mnie.”

Diego uśmiechnął się promiennie na wspomnienie poprzedniej nocy, chociaż zdawał sobie sprawę, że dzisiaj, powinien jej dać odpocząć. Nachylił się i musnął delikatnie jej wargi.

Wstał i szybko przebrał się za parawanem. To, że nie wytknęła mu tego stroju, dało mu jasno do zrozumienia, jak bardzo nie jest sobą. Dlatego wszedł pod kołdrę i objął ją bez słowa. położyła mu głowę i ramię na klatce piersiowej, a jego rytmiczne bicie serca ukołysało ją do snu.

xxx Zorro xxx

Diego spał mocnym snem, więc nie zarejestrował, kiedy jego ukochana wstała z łóżka. Po prostu obrócił się na drugi bok. To, co wyrwało go z mocy Morfeusza, to niepokojące dźwięki dochodzące z przyległej do pokoju łazienki. Na wpół rozbudzony usiadł na posłaniu i zobaczył, że jest sam. Momentalnie otrzeźwiał i udało się w stronę umywalni.

Jego oczom ukazała się żona pochylona nad naczyniem nocnym, męczona nudnościami. Podszedł do niej i pomógł przytrzymać lecące do przodu włosy, a drugą ręką masował uspokajająco jej plecy.

“Querida, nie podoba mi się to. Wczoraj byłaś zmęczona, dzisiaj… “

Przerwała mu machnięciem ręki i wyprostowała się. “Nie martw się, pewnie wczoraj rano zjadłam coś, co mi zaszkodziło i tyle. Po prostu dłużej mnie trzyma.”

Diego nie wyglądał na przekonanego, ale nie naciskał. potrafiła być czasem równie uparta jak on. “Poczekaj, przyniosę ci wodę.”

Pokiwała głową na znak zgody. Nudności przeszły, a z pomocą męża doprowadziła się do porządku. Jednak młody de la Vega nalegał, aby śniadanie zjadła w pokoju.

Diego niechętnie, ale udał się na ciąg dalszy licytacji. Rafael lekko dokuczał mu, że piękna panna młoda owinęła go sobie wokół małego paluszka. Ale skupił się na sprawnej sprzedaży przyprowadzonego bydła, aby jak najszybciej wrócić do domu. Musiał przyznać z zadowoleniem, że jego ojciec nie powinien narzekać na tegoroczny dochód za stado.

Ku jego uldze, nabrała kolorów i nic nie wskazywało jej niedyspozycji. Uparła się także, że w drogę powrotną ruszą zgodnie z planem następnego ranka. Wieczór znów spędzili w serdecznej atmosferze muzyki, anegdot i karcianego pojedynku, gdzie Diego ponownie niemiłosiernie ograł kuzyna.

xxx Zorro xxx

Z powrotem jechali już bez bydła, więc też w dużo szybszym tempie. Tym razem patroni zajęli wspólnie miejsce na końcu kolumny. Vaqueros od czasu do czasu ukradkiem odwracali się i po cichu żartowali z młodego dziedzica, który świata nie widział poza żoną, gdy nie miał dłużej obowiązków na głowie. Dowcipy nie były jednak złośliwe, bo lubili sympatycznego i szanowali za jego zaangażowanie w pracę na ranchu.

Gdy byli na ostatnim noclegu przed Los , rano Diego kazał im ruszać bez nich, z zapewnieniem, że na prostej drodze nie powinien się już zgubić. Gdy za jeźdźcami opadł już kurz, zdziwiona podeszła do męża.

“Dlaczego na nas nie poczekali?”

Młody odwrócił się do niej i oparł dłonie na jej ramionach. Popatrzył na nią z powagą. “Powiedziałem, żeby pojechali przodem. Chcę z tobą porozmawiać bez świadków.”

Oparła ręce na jego piersi, zaniepokojona jego zmarszczonym czołem. “Diego, co cię martwi? Przecież sam powiedziałeś, że aukcje poszły bardzo dobrze, chyba nie boisz się, że ojciec cię za nie zgani? Jakby co, wiesz, że będę cię bronić.”

“Nie o to chodzi. Mówisz, że dobrze się czujesz, a wczoraj i dzisiaj o świcie słyszałem, że poszłaś na stronę i znów chorowałaś.”

Seniora roześmiała się. “To nic takiego, pewnie znów zjadłam coś mniej świeżego i tyle. Poza tym to zdarzyło się rano, potem już było w porządku.”

Jednak to wcale nie poprawiło mu humoru. Szybko policzył, ile czasu minęło od ślubu. “Querida, czy jest szansa, że jesteś w ciąży? Wiesz, na studiach miałem zajęcia z podstawowej medycyny i omawialiśmy objawy w ramach ciekawostki… “

zastanowiła się. “Nie wiem, ale obiecuję pójść do doktora, jak tylko wrócimy. Ale wydaje mi się, że musimy się liczyć z taką możliwością. Czy… czy bardzo byś się gniewał, gdyby tak było?” Zapytała niepewnie. Do tej pory jakoś omijali ten temat.

Twarz wypogodziła się. Podniósł ją do góry i okręcił wokół. “Gniewał? Byłbym wniebowzięty!” Żeby ją przekonać, stwierdzenie poparł długim i jak na niego całkiem namiętnym pocałunkiem.

Gdy w końcu ruszyli w drogę, oboje się uśmiechali. Diego wręcz szczerzył się jak idiota. I chyba po raz pierwszy w życiu, jego zmysł obserwacji był przytępiony szczęśliwą nowiną. Gdyby nie był tak zajęty prawieniem komplementów żonie i planowaniem urządzenia pokoju dziecięcego, może zauważyłby, jak wymuszony był jej uśmiech.

policzyła sobie tygodnie, tak jak nauczyła ją kucharka wuja. Uzmysłowiła sobie, że to nie jej mąż zostanie ojcem. “Jest taki szczęśliwy, jak mam mu to powiedzieć? Jeśli się dowie, będzie zdewastowany. Co jeśli nie będzie mi umiał wybaczyć i odwróci się? Nie chcę go zranić. Dlaczego to wszystko tak się skomplikowało?

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *