Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 3 Wycieczka, piknik i cień w raju

Następny dzień okazał się idealny na wyprawę za miasto. Słońce nie przypiekało zbytnio, wiał za to lekki wietrzyk. Diego wstał skoro świt, co mocno ucieszyło . Jego jedynak często spał do 10 albo nawet 11. Może dawnej przyjaciółce uda się wyrwać go z jego porannego lenistwa.

xxx xxx

Diego i , oboje jadąc wierzchem, objeżdżali bliższe i dalsze okolice. Odwiedzili misję, kilka rozrzuconych po prerii przysiółków oraz ich kryjówki z dzieciństwa. Po kilku godzinach poprowadził ich do urokliwej dolinki, gdzie cicho szumiał potok. Wilgoć umożliwiała wzrost trawie i kwiatom, które tworzyły istny kobierzec. Rozłożyli koc w cieniu drzewa, które rosło tuż nad brzegiem i skutecznie chroniło przed południowym skwarem.

“Ros, a pamiętasz, jak zwabiłaś nas do stodoły twojego wuja, a potem zamknęłaś na cztery spusty na cały dzień?” Diego wspomniał kolejną ich dawną przygodę.

“Tak, jak w końcu zostaliście wypuszczeni wieczorem, myślałam, że mnie zbijecie na kwaśne jabłko.” przytaknęła senorita.

“Gdzieżbym śmiał, podnieść rękę na dziewczynę. Ale miałem na myśli kilka rodzajów słodkiej zemsty. Wytarzanie w błocie i kaczym pierzu, podrzucenie szczypawek do łóżka, dolanie znikającego atramentu do kałamarza…” Diego wyliczał kolejne sposoby, wspomagając się palcami.

Ros przerwała mu, chwytając za rękę. “I tak ze wszystkich naszych przygód najmilej wspominałam zawsze dzień, w którym przyjechałeś wystrojony po niedzielnej mszy z bukietem kwiatów.”

Diego spojrzał na nią trochę zdziwiony, a trochę mile połechtany.

“I śmiałem prosić twojego ojca o rękę jedynej córki, a jako pierścionka użyłem wyszlifowanego kamienia. Naprawdę?” zapytał z lekkim niedowierzaniem. “Wygłupiłem się wtedy strasznie.”

“Może, ale było to słodkie. A pamiętaj, że mój ojciec potraktował cię całkiem poważnie.”

Diego uśmiechnął się i pokiwał głową. “Potraktował mnie poważnie jak na moje 12 lat. A niedługo potem wyjechaliście, więc nic nie wyszło z tych naszych dziecinnych zaręczyn.”

Rozmowa o przeszłości i wspólnych perypetiach umiliła im posiłek. Podczas sjesty temat zszedł raczej na teraźniejszość. zapamiętała część domów inaczej. Obejścia były większe, w stodołach więcej bydła, a na podwórkach wałęsało się rozgdakane ptactwo. Obecnie część budynków stała nieużywana, a przed wieloma domami dostrzegła zaledwie kilka kur czy gęsi.

Diego zaczął jej tłumaczyć skąd ta zmiana. “Kilka lat temu Hiszpania podniosła podatki we wszystkich koloniach. Nie była to wielka zmiana, ale jednocześnie lokalni komendanci dostali dużo szersze uprawnienia. Los miało pecha, aby garnizon przejął . Znasz takie rzymskie przysłowie o owcach?” zapytał. zaprzeczyła, więc kontynuował.

““Owce się strzyże, a nie obdziera ze skóry.” Monastario nie baczy, czy kogoś stać na dany podatek, czy nie, zabiera chłopom nieraz ostatnią krowę czy kurę, licząc ją po absurdalnie niskiej cenie. Rodzina, która straci inwentarz, zwykle przymiera głodem lub stara się wyprzedać zbędne rzeczy, ubrania czy sprzęty domowe. Część wyprowadza się, stąd opuszczone domy.” Na twarzy Rosarity z każdą chwilą widać było coraz większe oburzenie, ale też niedowierzanie.

“Diego to, co mówisz, brzmi zbyt nierealnie. Jak żołnierze, którzy mają pilnować porządku i sprawiedliwości, mogą jednocześnie uciskać ludność. Przecież, gdyby wszyscy stąd uciekli, kto uprawiałby ziemię?

“Niektóre dzieci z misji ojca nie są sierotami. Ich rodzice oddali je, bo sami nie mieli ich jak utrzymać.” westchnął cicho Diego.

xxx xxx

Największy południowy skwar minął, a przyjaciele udali się w drogę powrotną. Przejeżdżali szczytem wzgórza w pobliżu jednego z przysiółków, gdy z drugiej strony nadjechał patrol żołnierzy. Diego i byli w dość znacznej odległości, ale oboje doskonale widzieli reakcje mieszkańców.

“Patrz, te dzieci uciekły i ukryły się w domu, gdy zobaczyły kawalerzystów. Co z nimi jest nie tak? Przecież chłopcy zwykle bili się o to, który z nich zadba o konia lancerów.“ zapytała dziewczyna. Diego westchnął i zaczął tłumaczyć.

“Czasy, gdy żołnierze byli idolami każdego dziecka w okolicy, minęły. Teraz kojarzą się z zabieraniem chleba od ust, chłostą i więzieniem. Większość z nich to porządni ludzie, ale muszą wykonywać rozkazy.”

“Chyba zaczynam ci wierzyć. Te twoje opowieści nie były aż tak nieprawdopodobne. Ale czemu nikt nic z tym nie robi? Czy caballeros nie leży na sercu los ich dzierżawców albo całej społeczności?” Diego spojrzał na nią wyrozumiale. On coś robił w tej sprawie, ale nie mógł się przecież z tym zdradzić.

“Nasz sąsiad, Ignacio Torres, został oskarżony o zdradę i był ścigany tylko dlatego, że chciał pojechać do gubernatora na skargę. Zresztą cała jego rodzina mocno odczuła całą sytuację. Listy są przechwytywane, a nawet jeśli jakieś słowo dociera do jego uszu, jest ignorowane. Jesteśmy zdani na siebie, a raczej na kapitana i jego humory.”

Rosaricie wciąż nie mieściło się w głowie, jak można było doprowadzić do takiego obrotu sprawy. Diego kontynuował “Nawet zbrojne wystąpienie wszystkich donów z okolicy, zostałoby odebrane jako rewolta i prawdopodobnie krwawo stłumione.”

“A pojedynek? Nie wierzę, że kapitana Monastario nie można pokonać w honorowej walce.” dziewczyna popatrzyła na przyjaciela ze zmarszczonym czołem. “Diego zawsze byłeś taki waleczny, gdy byliśmy dziećmi. Broniłeś słabszych przed starszymi chłopakami, którzy im dokuczali. Nawet jeśli było ich więcej i byli dobrą głowę więksi. Nigdy nie spróbowałeś ukrócić tę niesprawiedliwość?”

Serce młodego zabiło mocniej na te pochwały, ale wiedział, że musi grać swoją rolę najlepiej, jak potrafi. Gdyby tylko wiedziała…

“Ros, młodzi chłopcy robią różne głupie i porywcze rzeczy, które kończą się mniejszą lub większą ilością guzów i siniaków. Dawno wyrosłem z lat dziecinnych, a już tym bardziej z pojedynków. Po pierwsze mój ojciec potrzebuje mnie na gospodarstwie, po drugie bardziej zajmują mnie zagadnienia gospodarcze i literatura, a po trzecie jest jeszcze , który trzyma zwykle Monastario w cuglach.”

“Zorro?” zapytała zaintrygowana dziewczyna.

“Tak, Zorro. Lis, zamaskowany bandyta, który odwraca uwagę garnizonu od głupich pomysłów kapitana. Jednak on nie rani i nie zabija bez powodu, więc pojedynek, o jakim myślisz, raczej nie wchodzi w rachubę. Za każdym razem cierpi żołnierska duma i garderoba, ale część rozporządzeń zostaje cofnięta lub złagodzona.”

Zaintrygowana dziewczyna wypytywała o nieznajomego przez całą dalszą drogę powrotną. Diego opowiedział jej kilka przygód, o których miał prawo wiedzieć jako don. Z każdym zdaniem widział zmianę w przyjaciółce, a jej ciekawość rosła. Przy pożegnaniu usłyszał jeszcze jej życzenie. “Wiesz, Diego, chciałabym spotkać tego waszego Lisa. Jako jedyny coś robi dla puebla i jego mieszkańców, gdy reszta bardziej obawia się o własne majątki, żeby działać.”

Wracając do domu, młodzieniec po raz pierwszy był naprawdę zazdrosny o swojego alter ego.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *