Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 14 Powitanie nowego komendanta

Zgodnie z obietnicą Diego wznowił swoją pomoc padre w miejscowej szkole. Jego noga po kilku tygodniach bezczynności była wyraźnie słabsza, ale nie pozwalał sobie na użalanie się. Jechał właśnie wierzchem w kierunku misji, gdy jego oczom ukazała się elegancka dormeza, zakopana do połowy w ogromnej, błotnej kałuży. Wokół krzątali się żołnierze, próbując wyciągnąć ją na ubity trakt. Jeden z nich już z daleka wyglądał znajomo.

“Buenos dias, sierżancie. Widzę, że niedawne deszcze nadal zbierają swoje żniwo. Mogę pomóc?”

Garcia stojący po kolana w gęstej mazi wyprostował się i uśmiechnął. “Buenos dias, . Jeśli byłbyś tak uprzejmy i pokierował końmi, to szeregowy mógłby mi pomóc z pchaniem.”

Młody de la Vega zszedł ze swojej klaczy i przejął lejce od żołnierza, a ten z kwaśną miną udał się na tył pojazdu. Dwóch innych podpierało koła grubymi gałęziami i wspólnymi siłami udało im się wypchnąć w końcu karetę na suchy odcinek drogi.

zatrzymał konie, a sierżant zapukał w drzwi. “Komendancie wyjechaliśmy już z kałuży dzięki pomocy don Diego. Będziemy w za pół godziny.”

Drzwi się otworzyły i wyszedł przez nie ubrany w mundur kapitan. Był tak wysoki jak Garcia, miał ciemne blond włosy i krótkie wąsy. Jego ruchy były pewne i sprężyste. Od razu zauważył młodzieńca i wyciągnął do niego rękę z uśmiechem.

, senior. Jeszcze chwila i sam bym wyszedł nas wyciągnąć. Jestem kapitan Arturo .”

Caballero potrząsnął ręką na powitanie. ”De nada, cieszę się, że mogłem pomóc. Don . Jeśli się nie mylę, jesteś, senior, naszym nowym komendantem.”

“Tak, chociaż, jak widzisz, zanim dojechałem do garnizonu, miałem pecha. Mam nadzieję, że dalej już nie czekają na mnie takie niespodzianki.”

Obaj usłyszeli szelest sukni i odwrócili głowy w stronę dormezy. Ze środka wyszła piękna, kobieta, w wieku Diego, ale wyraźnie młodsza od kapitana. Gdyby don nie był tak zakochany w Rosaricie, na pewno mógłby pozazdrościć żony. Miała starannie ułożone, czarne włosy, delikatne brwi, wyraźnie zarysowane policzki i kształtne usta.

Podeszła do nich, a komendant kontynuował prezentację. “Pozwól senior, że przedstawię ci moją małżonkę, Raquelę. Querida, to jest don Diego de la Vega.”

Wyciągnęła dłoń, a caballero ujął ją i skłoniwszy głowę, pocałował. “Buenos dias, seniora. Witam w naszym skromnym .”

Jednak, gdy podniósł głowę, po plecach przeszły mu ciarki. Może i była klasycznie piękna jak grecka bogini, miała świetną figurę, uśmiechała się czarująco. Ale coś w jej oczach podpowiadało mu, że powinien się mieć na baczności. Patrzyła na niego jak na zdobycz, z zimnym wyrachowaniem i nutą drapieżności.

“Dziękuję senior. Czy przypadkiem nie jesteś spokrewniony z de la Vegą?”

, to mój ojciec. A teraz nie będę już więcej was zatrzymywał, macie za sobą na pewno długą i męczącą podróż. Con permiso.”

Diego dosiadł swojego konia i odjechał w stronę misji. “Może moja Ros przegrałaby z nią w konkursie piękności, ale dla mnie liczy się też wnętrze. jest serdeczna, w jej obecności słońce świeci jaśniej. Seniora jest zimna jak kamień. Współczuję kapitanowi, wydaje się być porządnym człowiekiem.”

xxx xxx

De la Vega wiedział jednak, że pierwsze wrażenie może czasem być mylące, dlatego po południu udał się z do gospody, posłuchać ploteczek i poznać opinię Garcii o przełożonym.

Sierżant nie byłby sobą, gdyby nie skorzystał z zaproszenia na wino, za które nie musiał płacić, szczególnie od ulubionego caballero.

“Jak ci się, sierżancie, podoba nasz nowy komendant? Już się chyba rozgościł, dał pierwsze rozkazy…”

“Si, si. Po poprzednich to naprawdę miła odmiana. Zanim się jeszcze rozpakował, zrobił przegląd garnizonu. Trochę się denerwowałem, bo był bardzo dokładny. No i znalazł kilka uchybień, ale takich maciupeńkich.” Dla potwierdzenia swoich słów zbliżył kciuk do palca wskazującego, zostawiając bardzo niewiele przestrzeni między nimi.

to zrobiłby nam karną musztrę przez tydzień albo gorzej, a komendant tylko powiedział, żeby to poprawić do wieczora. I poszedł. Wiesz, jakie to zrobiło na wszystkich wrażenie? Jeszcze nigdy nie widziałem szeregowego Gonzalesa, żeby tak uczciwie szczotkował swojego konia.”

Caballero uśmiechnął się. Gonzales nie przepadał za swoim rumakiem, co objawiało się tym, że opiekę nad zwierzęciem ograniczał do niezbędnego minimum.

“Nie zapowiedział żadnych kar, jeśli nie poprawicie tych…” Diego skopiował gest Garcii “…malutkich niedociągnięć?”

“Nie, w ogóle. Ale jest coś w nim, że nie śmiesz się sprzeciwić. Tak, jakbyś nie chciał go rozczarować. Ciężko mi to nazwać.”

De la Vega podniósł kubek w toaście. “W takim razie zdrowie naszego nowego komendanta. Salud.”

Sierżantowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. “Salud.”

Caballero odstawił naczynie i delikatnie badał teren dalej. “Senora także ma taką aurę? Coś mi się wydaje, że niejeden z żołnierzy będzie wzdychał tęsknie wieczorami.”

“Oj, nie sądzę. Kapitanowa to przepiękna kobieta, ale jest też opryskliwa i patrzy na nas z góry. Rozumiem, że lansjerzy nie pochodzą z rodów szlacheckich, ale też mają swoją dumę. Wyobrażasz sobie, don Diego, że stwierdziła, że nie będzie mieszkać w koszarach, razem z mężem? Kwatera komendanta jest przestronna i ma wszelkie wygody, ale jej jeszcze mało.”

Dalsze narzekania sierżanta przerwało pojawienie się pary, która była tematem rozmowy. Po rozpakowaniu się przyszedł przywitać się z miejscowymi caballeros. Z każdym starał się zamienić kilka zdań i poznać choć trochę ludzi, których zobowiązał się chronić.

Szybko jednak wychwycił w tłumie młodego de la Vegę i skierował się w jego stronę. Gdy podszedł do stolika, caballero i żołnierz wstali.

“Don Diego, jeszcze raz dziękuję za pomoc. Gdyby nie ty, inspekcję garnizonu musiałbym przeprowadzić w brudnym mundurze. A trudno wymagać od żołnierzy schludności, gdy samemu ocieka się błotem, prawda?”

Uścisnęli sobie ręce z uśmiechem. “Nie można się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Słyszałem, że garnizon jest we wzorowym stanie. Myślę, że duża zasługa w tym sierżanta Garcii” powiedział Diego, wskazując na przyjaciela, który spuścił skromnie wzrok, nienawykły do pochwał.

w mig zorientował się w sytuacji. Już wcześniej wyczuł, że największy z lansjerów ma też największe serce i bardzo poważnie podchodzi do obowiązków, ale brakuje mu pewności siebie wobec przełożonych. Być może poprzedni komendanci nie doceniali należycie jego starań. Pozornie niewinnym stwierdzeniem młody don próbował podpowiedzieć kapitanowi, jak najlepiej postępować z Garcią.

“Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, tym co zastałem. Z raportów, które czytałem wcześniej, wynikało, że jest tu brud, rozprężenie i gnuśni żołnierze. Nic z tego nie okazało się prawdą. Uważam, że sierżant pełnił obowiązki komendanta wręcz książkowo. Ale teraz przepraszam, chciałbym poznać pozostałych mieszkańców. Con permiso.”

Dyskretnie puścił oko do Diego i odszedł dalej. Zauważył jednak rozpromienionego podwładnego, który z lubością wychylił kubek z winem. “Tak, to było dobrze rozegrane. Młody de la Vega pomógł mi dzisiaj na więcej niż jeden sposób.”

To, na co nie zwrócił już uwagi, to jego żona, która oderwała się od kilku córek miejscowych caballeros i podeszła do Diego, zanim ten miał szansę usiąść z powrotem.

“Senior, znów się spotykamy, tym razem w dużo przyjemniejszych okolicznościach. Czy mogę się przysiąść?”

“Oczywiście, proszę.” Caballero szarmancko przysunął jej krzesło i zajął swoje. Sierżant bąknął pod nosem wymówkę i szybko znikł w tłumie.

Diego znalazł się sam na placu boju i od razu pod obstrzałem pytań i sugestywnych spojrzeń.

“Don Diego, senority opowiedziały mi właśnie o cudach przyrody w okolicy. Mam jednak wrażenie, że jako syn hacjendado znasz też inne, mniej popularne, ale równie ciekawe miejsca.”

Nie sposób było nie usłyszeć jej zamiarów. Jednak Lis był zbyt chytry, aby dać się zwabić w tak oczywistą pułapkę, dlatego udał, że nie zrozumiał aluzji.

“Tak, w dzieciństwie miałem kilka ulubionych miejsc, ale dawno tam nie byłem. Nie wiem, czy umiałbym tam teraz trafić. Poza tym kto chciałby jeździć w skwarze po prerii? Lepiej cieszyć się dobrą książką w domu.”

Raquela spróbowała podejść go od innej strony.

“Faktycznie, może masz rację. Ale kiedy słońce zachodzi macie tutaj chyba jakieś życie towarzyskie, prawda? Caballero wydają regularnie przyjęcia?”

Diego ostrożnie odpowiedział. “Tak, zdarzają się, jeśli jest dobra okazja. Chociaż zapewne nie tak często jak w Monterey.”

“Umiesz dobrze tańczyć, don Diego?”

“Wystarczająco, aby nikogo nie podeptać.”

Jego zdawkowe odpowiedzi spowodowały, że zaczęła tracić cierpliwość. Siedzieli przy dość odległym stoliku, zasłonięci plecami sąsiadów. Wciąż patrząc mu w oczy, położyła rękę na jego kolanie pod blatem. Młodzieniec spiął się, ale nie miał jak odsunąć.

“Koniecznie będę musiała niedługo zweryfikować te umiejętności.”

“Seniora, proszę…” Nie chciał przyciągać uwagi innych i wywoływać skandalu. Jednak, zamiast cofnąć rękę, Raquela powoli prowadziła ją coraz wyżej po jego udzie.

“Słyszałam, że zdolni tancerze są też sprawni przy innych aktywnościach.”

Diego przełknął głośno ślinę, ale nie widział drogi ucieczki, bez wzbudzania podejrzeń. Patrzył lekko spanikowany na jej dłoń. “Nie wiem, o czym, seniora mówisz.”

“Och, na pewno wiesz. Taki przystojny kawaler, pewnie nie raz miał okazję wykorzystać swoje… umiejętności.”

Gdyby to była dłoń Rosarity, Diego cieszyłby się z intymnego kontaktu i dwuznacznej rozmowy. Nawet obarczonych ryzykiem w miejscu publicznym. Ale to ręka Raqueli była niebezpiecznie blisko jego najwrażliwszego rejonu. W jej oczach widział głód i wyzwanie.

Nagle poczuł puknięcie w ramię, więc gwałtownie się odwrócił, ze strachem, że ktoś zauważy, co się dzieje pod stołem. Odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że to , który wyjął zegarek i w niego postukał. Ucisk na udzie zniknął. Caballero skinął służącemu głową i odwrócił się do kapitanowej.

“To była bardzo interesująca rozmowa, seniora, ale obiecałem ojcu, że wrócę dziś wcześniej. Życzę miłego wieczoru.”

Skłonił się i razem z Bernardem wyszli z tawerny.

“Widziałeś?”

pokiwał głową i wskazał na kieszeń z zegarkiem.

“Dziękuję, przyjacielu. Nie wiedziałem, jak to przerwać, żeby nikt inny nie zauważył. będzie dobrym komendantem i nie chcę, aby odniósł wrażenie, że chcę mu uwieść żonę. Chociaż ona widać wzięła mnie na cel. Ktoś inny widział?”

Niemowa zaprzeczył i odetchnął.

“To dobrze. Plotki też nie są mi potrzebne.” Nagle stanął w pół kroku. “Plotki to ostatnia rzecz, której potrzebuję. W oczach Ros straciłbym wszystko, gdyby pomyślała, że mam romans z mężatką.”

“Chodź, mam dzisiejszego wieczoru zaplanowaną jeszcze jedną wizytę.”

dyskretnie narysował małe “z” w powietrzu.

“Tak, ostatnio ten renegat spóźnił się z powitaniem nowego kapitana w i zobacz, jaki z tego powstał bałagan.”

xxx xxx

Gdy tłum w tawernie się przerzedził, odprowadził żonę do jej kwatery w tym samym budynku, w którym mieszkał . Po czułym pożegnaniu wrócił do biura, ale nie był jeszcze senny. Wyciągnął z szafki dokumenty zgromadzone przez jego poprzedników i zaczął je czytać.

Był zrelaksowany, pierwszy dzień udał się doskonale. Rozpiął kilka guzików munduru, a szpadę odwiesił w sypialni. Tak bardzo zagłębił się w lekturze, że nie usłyszał delikatnego szelestu w drugim pokoju.

Nagle poczuł szpic ostrza naciskający na jego plecy.

“Buenas tardes, senior Toledano. Przyszedłem tylko się przedstawić i porozmawiać, ale jeśli podniesiesz alarm, nie zawaham się użyć szpady.”

Kapitan odłożył kartkę na biurko i ostrożnie obrócił się na krześle. Jego oczom ukazał się wysoki mężczyzna w czerni i z maską. Na twarzy żołnierza nie było jednak widać strachu, a raczej ciekawość.

“Niech zgadnę, zwą cię ? Moje nazwisko już znasz, więc możemy chyba przejść do tej części z rozmową? Opuść broń, nie pozbawię się tej rzadkiej okazji spokojnego spotkania z osławionym Lisem.”

Bandyta uśmiechnął się, przysiadł swobodnie na skrzyni za sobą i skierował ostrze w stronę podłogi. Jednak był gotowy na natychmiastową reakcję i obaj o tym wiedzieli.

“Widzisz, senior, ostatnio nasze nie miało zbyt dużo szczęścia do uczciwych komendantów. Nie muszę chyba wspominać, że ich działania spotykały się z pewnym… oporem z mojej strony. Ostatecznie jeden został dyscyplinarnie odwołany w niełasce, a drugi salwował się ucieczką, bo skończyłby na stryczku.”

równie niedbale założył nogę na nogę i rozparł się w fotelu.

“To jest zawoalowana groźba?”

pokazał równy rząd białych zębów w szczerym uśmiechu.

“Ależ skąd. Nazwijmy to raczej przyjacielską przestrogą. Traktuj ludzi sprawiedliwie, a nie dasz mi powodu do interwencji. Spróbuj ich wykorzystać, niesłusznie więzić czy zbierać nadliczbowe podatki, a gwarantuję, że żona będzie ci nie raz cerować mundur.”

Komendant mierzył wzrokiem rozmówcę przez chwilę, starając się go ocenić.

“Mam pewien obraz sytuacji z raportów poprzedników oraz słuchałem uważnie, co mówili między sobą ludzie i żołnierze, gdy myśleli, że nikt ich nie słyszy. Potrafię też odsiać przechwałki Monastario. Według prawa jesteś, senior, bandytą jak każdy inny rzezimieszek, ale szczerze nie mogłem znaleźć jednego wykroczenia, które zasługiwałoby na list gończy. Oczywiście jest szansa, że nie wiem wszystkiego. Ale dobrze Ci z oczu patrzy i twoja… przestroga, tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Co powiesz na dżentelmeńską umowę?”

Nawet jeśli był zaskoczony, nie dał tego po sobie poznać.

“To zależy od jej warunków, ale zamieniam się w słuch.”

“Ja zrobię wszystko, abyś nie musiał się pojawiać. A ty będziesz omijał szerokim łukiem. Jeśli dla treningu chcesz pogonić jakichś złodziei po prerii, nie mam nic przeciwko, ale do Los się nie zbliżaj. Ludzie będą traktowani uczciwie, ty nie będziesz ryzykował złapania, a ja będę mógł wpisać w raport, że przestał grasować w okolicy. Skorzystają na tym wszyscy. Co ty na to?”

Teraz to renegat spoglądał na kapitana oceniającym wzrokiem. W końcu wstał i schował szpadę.

“Myślę, że to całkiem dobry układ. O ile wszyscy będą się go trzymać. Daję ci kredyt zaufania, ale miej świadomość, że będę obserwować uważnie twoje działania. Adios.”

Z furkotem peleryny wbiegł do sypialni i po sekundzie już go nie było.

“Adios, Zorro. Oby każdy bandyta miał tak dobre intencje jak twoje.”

Po czym wrócił do przerwanej lektury, ale jego myśli częściowo krążyły koło renegata. Był tajemniczy i fascynujący, a mógł przymknąć oko na jego przeszłość. Jednak w przypadku demaskacji musiał wykonywać swoje obowiązki. Dlatego bardzo nie chciał wiedzieć, kto kryje się za maską.

xxx xxx

Jeździec gnał przez czarną noc na równie czarnym rumaku, ale z lekkim sercem. Los w końcu dostało dobrego człowieka. Szanował ludzi i żołnierzy, poważnie podchodził do stanu garnizonu, ale też nie osądzał pochopnie człowieka tylko na podstawie plotek.

Pierwszy raz od czasu powrotu z Hiszpanii, Diego był spokojny o los pueblo. Czuł też, że przy Toledano, nie będzie już dłużej potrzebny. A to z kolei oznaczało, że mógł bez dodatkowych zmartwień powalczyć o rękę ukochanej.

xxx xxx

Niestety młody de la Vega nie wiedział jeszcze, jak bardzo się mylił. W tym samym czasie, gdy odwiedzał biuro komendanta, w pewnym budynku przy placu odbyło się też inne spotkanie. Do mieszkania zajmowanego przez sędziego weszła cicho Raquela.

“Seniora, czy coś się stało? Co sprowadza cię tutaj o tak późnej porze?” Galindo przywitał ją z niepokojem.

Kapitanowa wyjęła orle pióro i pokazała mężczyźnie. W jego oczach zauważyła błysk zrozumienia.

“Och, to wiele wyjaśnia. Jakie są twoje zadania w pueblo? Czy mogę jakoś pomóc?”

Raquela usiadła za biurkiem i zaczęła bawić się piórem. Gdy wyjaśniała swój przydział, sędzia nalał im po kieliszku wina i podał jej jeden.

“Jak najbardziej senior. Znasz na pewno młodego dziedzica de la Vegów. Potrzebuję o nim więcej informacji, w tym też osobistych, na przykład czy zaleca się do jakieś senority.”

“Don Diego? Ten dandys?” Konspirator nie potrafił ukryć zdziwienia.

“Tak, dokładnie ten. Jakby na to nie spojrzeć to najbogatszy kawaler w Kalifornii i pochodzi z bardzo wpływowej rodziny. Wystarczy, że wyjdę za niego za mąż, a cały majątek zasili kasę Orła. Nie mówiąc już o tym, że ich nazwisko pomoże poprzeć nową władzę, gdy nadejdzie czas.”

“Fakt, że jesteś aktualnie mężatką, nie przeszkadza w ogóle w całym tym planie?” Galindo wyszczerzył się ironicznie. Nie przepadał za kobietami w polityce, ale musiał przyznać, że ta jedna była wystarczająco zuchwała, aby pracować dla ich spisku.

“To, że wyszłam za tego idiotę to też była część planu. Dzięki temu mam dostęp do rozkazów, dokumentów, tras przejazdu zaopatrzenia. Ale gdy przestanie być potrzebny, będzie miał jakiś nieprzyjemny wypadek. Ty o to zadbasz. A wtedy ja będę wolna, aby poślubić Diego.”

“No to nie będzie łatwe. Jego ojciec próbuje go ożenić ponad dwa lata z okładem i to bez rezultatów.”

Tym razem to Raquela się roześmiała.

“Bo żadna senorita nie zabrała się za to, jak należy. Wszystkie są takie niewinne i grzeczne. Chłopak czerwienieje na samą myśl o czymś intymnym, sama dzisiaj sprawdziłam. Wystarczy, że zrobię z niego mężczyznę, a nie będzie miał innego wyjścia jak doprowadzić mnie do ołtarza. Poza tym jest dżentelmenem, który nie będzie mógł się oprzeć przed pocieszaniem nieszczęśliwej wdowy, prawda?”

Sędzie podniósł kieliszek w toaście. “W takim razie za nową donię de la Vega, salud.”

“Salud. A teraz opowiedz, co o nim wiesz.”

Pogrążyli się w długiej rozmowie i wymieniali się pomysłami na usidlenie don Diego, jeszcze długo w nocy.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *