Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 43 Powrót męża i spostrzegawcza żona

stał na środku jaskini i podpierał ręce o boki. Patrzył z dezaprobatą na przyjaciela i kręcił głową. Diego uśmiechnął się tylko. Od kilku dni przygotowywał się do swojego powrotu do domu. Nie jadł, pił minimalnie aż jego skóra stała się wysuszona, a wargi spierzchnięte i popękane. Jednak to inna kwestia budziła zgorszenie niemowy. ostentacyjnie zatkał nos palcami.

, nie mogę wparadować do hacjendy, pachnąc fiołkami! Chyba przeżyjesz trochę smrodu?”

Niższy mężczyzna westchnął ciężko z rezygnacją. miał rację, ale połączenie zapachów dwóch koni i niemytego Diego w niewielkiej przestrzeni tworzyło specyficzną atmosferę.

“Już się nie bocz, lepiej zrób mi to rozcięcie na głowie. Musi wyglądać na starą ranę, a nie mam ochoty, aby wdało się w nią zakażenie.”

Siedział cierpliwie na krześle i zaciskał zęby, gdy przyjaciel z wprawą godną zawodowego chirurga nacinał mu skórę na skroni i preparował strupy za pomocą alkoholu i własnej mikstury na bazie rozcieńczonego roztworu jodu w etanolu. Wynalazł ją najzupełniej przypadkiem jeszcze w Hiszpanii. Chciał sięgnąć po książkę z półki stojącej nad stołem z odczynnikami Diego, które przygotowywał na zajęcia na uczelni. Pech chciał, że książka wyślizgnęła mu się z ręki i trafiła prosto na szkło laboratoryjne. zaczął sprzątać bałagan, ale skaleczył się kawałkiem probówki. Nie przejął się tym, aż nie zanurzył palca w pomieszanych odczynnikach i… po krótkim pieczeniu rana się zasklepiła. Obaj odtworzyli miksturę i odtąd używali jej do dezynfekcji. Działała lepiej niż sam alkohol. Miała jednak jedną wadę: zostawiała ciemnobrązowe ślady, które teraz były jak znalazł, imitując stare siniaki.

Niemowa odsunął się i podziwiał swoje dzieło. Wydął usta, wypiął z dumą pierś i pokiwał z aprobatą głową.

“Jak to wygląda? Sam mówiłeś, że wszyscy już wrócili, nawet te parę osób, które grzebało zmarłych. Jutro rano zaczynamy przedstawienie.”

uniósł kciuk w górę, a potem pocałował końce złożonych trzech palców.

xxx xxx

Rano Diego przebrał się w ubrania, w których przyjechał. Specjalnie ich nie prał, bo nie byli pewni czy się nie przydadzą. Osiodłali dwa czarne konie i wyjechali w prerię. Tak wcześnie po świcie nikt raczej nie wychodził jeszcze z domu, więc mogli bezpiecznie dotrzeć do punktu, skąd caballero miał zacząć dzisiejszą wędrówkę.

Diego zsiadł z i podał wodze przyjacielowi. zawrócił Lunę i odjechał z powrotem, rzucając jeszcze ostatni raz spojrzenie na zszarganego dona. Ten westchnął i spokojnie podjął marsz w stronę hacjendy.

xxx xxx

sączył właśnie wyborne wino po obiedzie, gdy do sali wpadł syn jednego ze stajennych. Już miał go zbesztać za niewłaściwe zachowanie, gdy podekscytowany chłopiec krzyknął.

“Patron! wrócił! Patron! Chodź szybko!”

Caballero wstał i dał się poprowadzić brzdącowi, chociaż w duchu uśmiechnął się, gdy zauważył uradowane twarze służby. Jego syn był lubiany wśród pracowników, a już szczególnie tych, którzy znali go od dziecka. Do tej pory nikt nie wiedział, co się z nim stało, a niepewność bywa zwykle najgorsza. Wszyscy wylegli przed mur hacjendy, a podskakujący Paco ciągnął patrona za rękaw, pokazując sylwetkę w oddali.

Wlokąc nogę za nogą, ze spuszczoną ze zmęczenia głową, przygarbiony, szedł Diego. Gdyby Alejandro nie widział go poprzedniego dnia, serce by mu się złamało na widok potomka. Młodzieniec chwiał się i lekko zataczał, jego ubranie było poplamione i miejscami podarte.

Mieszkańcy hacjendy podbiegli mu na spotkanie. Alejandro ledwo zdążył go złapać, gdy podniósł na chwilę głowę i zatoczył się mocniej. Półprzytomnym wzrokiem powiódł po znajomych twarzach. Z drugiej strony szybko znalazł się niezawodny i zarzucił sobie na plecy ramię przyjaciela. We dwóch zaczęli prowadzić, a raczej wlec, Diego do domu.

Zgodnie z umową, ojciec zaczął zasypywać syna bezładnymi pytaniami. “Diego, mi , jesteś z powrotem! Tak się o ciebie martwiliśmy! Nikt nic nie wiedział, wszyscy wrócili, ale bez ciebie.” I tak aż do bramy hacjendy. Wtedy nieco się opamiętał.

“Maria, przynieś wody! I zrób coś lekkiego do jedzenia. Tylko szybko!”

W tym momencie z pokoju na pierwszym piętrze wyszła na balkon , która wcześniej drzemała, a tumult ją wybudził. Gdy tylko zobaczyła Diego prawie bezwładnie zwisającego pomiędzy służącym i teściem, natychmiast zbiegła na parter.

Delikatnie uniosła głowę męża i chaotycznie głaskała go po twarzy. Łzy ulgi leciały cienkimi strumieniami i minęła dobra chwila, zanim była w stanie wydusić z siebie słowo. Diego spojrzał na nią nieco przytomniej i uśmiechnął się. “Ros…”

“Carino, wróciłeś, nawet nie wiesz, jak się martwiłam. Czy jesteś cały? , twoja głowa!”

“Jestem cały, tylko…” Przerwał dla przełknięcia śliny. “… zmęczony. Pić.”

Młoda donia miała ogromną ochotę pocałować go do utraty tchu, ale wokół nadal znajdowali się służący. W tym momencie podeszła też Maria z dzbankiem wody i kubkiem. Diego zdjął ramię z i nie przejmując się zupełnie kubkiem, sięgnął po dzbanek. Przechylił go i długo pił, rozlewając część zawartości na siebie. To go wyraźnie orzeźwiło, bo stanął samodzielnie, nie podpierając się więcej na ojcu. Wytarł usta rękawem, rozmazując pył z ubrania na połowie twarzy. Oddał dzbanek Marii, która dygnęła i wróciła do kuchni.

Teraz caballero baczniej przyjrzał się żonie. Marszcząc brwi, wolno zapytał. “Urodziłaś? Jakoś tak szczuplej wyglądasz?”

Rosarita pokiwała głową. “Tak, mamy pięknego syna. Jest zdrowy i ma naprawdę parę silnych płuc. Sebastian, tak jak było ustalone.”

xxx xxx

Alejandro pomógł Diego dojść do salonu, gdzie młodzieniec ciężko zwalił się na sofie. Czekał już tam na niego pożywny rosół. Rosarita usiadła koło męża i sięgnęła po talerz, ale Diego wziął naczynie pierwszy. Uśmiechnął się do niej promiennie, a serce zabiło jej szybciej. “Jestem zmordowany, ale wciąż samodzielny. Ta woda mnie orzeźwiła.”

Ujął ją za rękę i pocałował, patrząc z czułością w oczy. Potem wziął łyżkę i zaczął powoli jeść. Rosarita siedziała jak na szpilkach, a Alejandro udawał zaciekawienie, chociaż doskonale wiedział, jaką historię za chwilę usłyszy.

Gdy młody don dotarł do dna, odstawił talerz. Seniora wtuliła się w niego, jakby szukała namacalnego dowodu, że jest obok, żywy. Zaczęła wypytywać o jego przygodę. W najgorszych momentach, gdy spinała się zaniepokojona, Diego całował ją w czubek głowy i uspokajająco rysował małe kółka na jej plecach. Widać było, że czuł się lepiej, ale nadal dość wolno myślał i mówił nieśpiesznie.

“… i wtedy znalazłem ludzi z naszego . Od nich dowiedziałem się, że część wróciła się do pogrzebania zmarłych. Gdy wszyscy spali, obudziłem się, bo musiałem iść na stronę. Niestety poślizgnąłem się i straciłem przytomność. Jak już się ocknąłem, okazało się, że uderzyłem głową o kamień. Nie wiem, ile tak leżałem, ale gdy wróciłem do obozowiska, nikogo tam nie było.”

Alejandro dobrze wiedział, że historia jest głównie na użytek wyraźnie podsłuchującej służby oraz synowej, chociaż miał nadzieję, że Diego powierzy jej niedługo swoją tajemnicę. W duchu podziwiał jego zdolności aktorskie.

“Hijo, ale wszyscy wrócili już dobre kilka dni temu. Co cię opóźniło? Wysłałem nawet vaqueros na poszukiwania, ale jak widać ich nie spotkałeś.”

Ros odchyliła się w ramionach męża i popatrzyła mu w oczy. Na jego policzki wypełzł rumieniec wstydu.

“Jak on to robi? Ja bym się nie potrafił zarumienić na zawołanie!” Pomyślał Alejandro.

Diego podrapał się nerwowo w tył głowy. “Eee, jakby to powiedzieć… zabłądziłem… parę razy.”

Z gardła zarówno Rosarity, jak i Marii, która przyniosła właśnie drugie danie, wydobył się cichutki chichot. Alejandro kątem oka zauważył, że Juan i drugi ze stajennych ukrytych w korytarzu do kuchni, również zasłaniają usta, aby nie zdradzić swojej obecności. Normalnie nie szwendali się po hacjendzie, ale powrót młodego patrona to było wielkie wydarzenie. Tymczasem Diego kontynuował.

“Eee, poza tym, nie wiedziałem, komu mogę ufać, czy ci żołnierze będą się wracać do , dlaczego w ogóle do nas strzelali… Dlatego omijałem osady z daleka, jak widziałem zbliżających się ludzi, to chowałem się. I… cóż, nie miałem przecież ze sobą zapasów wody i żywności, więc musiałem też zbaczać z drogi, żeby poszukać jakiegoś kaktusa…i czasem nie mogłem wrócić na gościniec… Trochę mi to zajęło, jednym słowem.”

Aby ukryć zażenowanie, zajął się jedzeniem. “Lepiej opowiedz mi o Sebastianie, nie mogę się doczekać, aby go poznać!”

Donia pogładziła go z czułością po włosach sterczących na wszystkie strony i usztywnionych pyłem. “Nie tak szybko senior! Najpierw się wykąpiesz, bo śmierdzisz jak stado krów i doprowadzisz do porządku. Tę ranę też trzeba opatrzeć, chociaż po takim czasie nie wygląda na groźną.”

“Co tylko każesz, .”

W tej właśnie chwili weszła ponownie Maria z informacją, że kąpiel już czeka gotowa. Diego wstał, ale kolana się pod nim ugięły i zachwiał się. Alejandro szybko go podtrzymał.

“Diego, pomogę ci się umyć.” Zaofiarowała się seniora.

“Rosarita, idź do mego wnuka, bo chyba niedługo będzie wołał jeść, to jego pora. A ja zajmę się Diego.” Alejandro szybko znalazł wymówkę, a dziewczyna z rezygnacją skinęła głową.

xxx xxx

Gdy Alejandro zaryglował drzwi do pokoju kąpielowego, zmordowany Diego z miejsca się wyprostował. Zmęczona twarz wypogodziła się, jak ręką odjął. Szybko i bez pomocy zrzucił z siebie łachmany i z westchnieniem ulgi zanurzył się w gorącej wodzie z pachnącą pianą na powierzchni.

Alejandro przysiadł koło wanny, aby mogli dyskretnie porozmawiać.

“Udało się, wszyscy uwierzyli w moją historię. Juan jest strasznym plotkarzem, do wieczora całe pueblo będzie wiedziało, dlaczego jestem później.”

“Muszę przyznać, że jestem dla ciebie pełen podziwu. Miejscami miałem wątpliwości, czy tylko udajesz, czy naprawdę doprowadziłeś się na skraj wyczerpania. Swoją drogą, czy ta rana na głowie to musiała być tak realistyczna? próbował mnie uspokoić, ale nie zrozumiałem do końca jego znaków. Przecież on ci rozciął skórę!”

“Spokojnie, ojcze, nic mi nie będzie. Użyliśmy takiej specjalnej mikstury. Wygląda paskudnie, ale dezynfekuje lepiej niż alkohol.”

Alejandro uśmiechnął się szelmowsko i z całej siły wcisnął głowę, razem z raną, swojego niesfornego syna pod wodę. Chwilę potem parskający wesoło Diego wynurzył się cały pokryty pianą.

“Dobrze, dobrze, obiecuję, następnym razem, rany będą mniej realistyczne!”

Młodzieniec sprawnie się umył i przebrał w świeże ubrania. Jednak gdy sięgnął po brzytwę, stary hidalgo wyjął mu ją z ręki.

“Zrób mi przyjemność i pozwól mi cię ogolić. Potem jeszcze zobaczę to rozcięcie.”

Diego nie protestował, bo wiedział, jak bardzo ojciec martwił się o niego w ostatnim czasie. Po latach kłamstw cenił sobie też te specjalne chwile, które spędzali tylko we dwóch.

xxx xxx

Czysty i przebrany de la Vega stanął w drzwiach swojego pokoju i oparł się o futrynę. Z lubością chłonął widok żony karmiącej małego Sebastiana. Chwilę później podniosła go i oparła na ramieniu. Po kilku klepnięciach w plecy rozległo się donośne beknięcie.

Diego powolnym i zmęczonym krokiem podszedł i wziął dziecko na ręce. “Witaj, maluchu. Jestem twoim tatą, wiesz? Śliczny jak mama.”

W tym momencie niemowlak złapał głaszczący go palec w małą piąstkę. “O widzę, że jesteś też całkiem silny.”

Rosarita poprawiła ubranie i z ulgą patrzyła na gaworzącego męża. Wprawdzie do tej pory zapewniał ją, że uzna dziecko za swoje, ale zawsze mógł zmienić zdanie po zobaczeniu go. Gdy oczy Sebastiana zaczęły się już kleić, Diego odłożył go do kołyski i przykrył kocykiem.

Poczuł obejmujące go od tyłu ramiona. “Powiedzieć jej dzisiaj? Jednak zmęczony jestem, przygotowanie i pół dnia w skwarze… Jutro jej powiem na spokojnie. Albo może pojutrze?”

Odwrócił się i przyciągnął żonę. Teraz w końcu czuł się jak w domu. Objął dłonią jej policzek, a kciukiem pieścił wargi. Gdy z lubością przymknęła powieki, schylił się do pocałunku. Delektował się miękkością jej warg i gorliwą odpowiedzią na jego awanse, aż zakołowało mu się w głowie. Rosarita wtuliła się w jego pierś, gdy oboje próbowali złapać oddech. “Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam cię pocałować, gdy tylko zobaczyłam, że wróciłeś. Ale przy służbie…”

“Tak, nie wypadało. Nie masz za co przepraszać. To raczej ja powinienem cię przeprosić. Dałaś mi wspaniałego syna, a ja zgubiłem wisiorek, który mi wręczyłaś z tej okazji.”

W duchu zaś się zbeształ. “Po co w ogóle wspomniałeś o wisiorku? Podnieś gardę albo jej powiedz!”

Rosarita z figlarnym błyskiem sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła zgubę. “Czyżby ten?”

Diego udał zdziwienie. “Tak, skąd go masz? Myślałem, że przepadł!”

Zakładając mu łańcuszek na szyję, donia odpowiedziała. “Jeden ze zbirów, którzy przebrali się za żołnierzy… To oni do was strzelali… Jeden z nich ukradł go, gdy byłeś nieprzytomny. Ale na szczęście go odzyskał i przekazał ojcu.”

Zdawała sobie sprawę, że musi mu powiedzieć całą prawdę, zanim dowie się o niej od innych. Znów schowała twarz w jego koszuli, wydychając tak kochany i znajomy zapach, dzięki któremu czuła się bezpiecznie.

“Nie wiem jakim cudem, ale przybył tutaj na długo przed innymi. To on ostrzegł garnizon i oddział ochotniczy o całym spisku. Ojciec pewnie powie ci więcej szczegółów. Gdy ci bandyci przyszli do hacjendy, zdenerwowali mnie. Zemdlałam, a gdy ocknęłam się, zaczęły się skurcze. Byłam przestraszona i… poprosiłam , że został. Zrozum, chciałam mieć przy sobie kogoś… bliskiego.”

Diego był na granicy wyznania jej prawdy. Jednak coś podkusiło go, aby powiedzieć. “, to całkiem naturalne. Szczerze żałuję, że nie mogłem być przy tobie, ale cieszę się, że nie przechodziłaś przez to sama. Czy doktor był obecny?”

“Tchórz” pomyślał z rezygnacją.

Rosarita podniosła głowę i spojrzała w jego piwne oczy. “Tak, odbierał poród, ale..”

“Nie ma żadnego “ale”. Mamy wspaniałego syna. Wierz mi, wracałem do pueblo myśląc o tobie i dziecku z nadzieją, że zdążę wcześniej. Nie liczyłem dni, ale ty i ten mały cud pozwoliliście mi przeżyć na pustkowiu.”

“No to przynajmniej nie jest kłamstwem.” pomyślał gorzko.

xxx xxx

Popołudnie spędzili we trójkę na opowieściach o Orle. Rosarita w międzyczasie wyszła jeszcze dwa razy na karmienie, ale chciała jak najwięcej czasu spędzić blisko męża, więc najmłodszy członek rodziny musiał zadowolić się tymczasem nianią.

Diego zaoferował się z pomocą, ale donia usadziła go na miejscu. “Jeszcze zdążysz się nim nacieszyć, nabierz najpierw sił. Jutro też jest dzień.”

xxx xxx

Alejandro wstał z fotela niedługo po zachodzie słońca. “Moi drodzy, nie wiem, jak wy, ale to był emocjonujący dzień i idę spać. Dobrze cię mieć z powrotem, hijo. Dobranoc.”

Poklepał syna po ramieniu i wyszedł.

Rosarita i Diego zostali sami. Tym razem naprawdę sami, bo wstająca ze świtem służba też była już w swoich kwaterach. W pokoju palił się tylko jeden świecznik, tworząc kameralną atmosferę.

Jednak młodemu donowi wcale nie romantyczna sceneria zaprzątała myśli. Rozważał pójście w ślady ojca. Już od jakiegoś czasu czuł nadciągający ból głowy, który teraz uderzył z pełną siłą. Ostatecznie dopiero co pozbierał się po wstrząśnieniu mózgu, głodował i odwodnił się przez poprzednie dni, a do tego od świtu do sjesty szedł w spiekocie. Mógł oczywiście wybrać bliższy punkt, ale gdyby ktoś akurat jechał tą samą drogą, powinien go na niej spotkać. Nikt nie mógł mieć grama podejrzeń. Chociaż musiał sam przed sobą przyznać, że jego siły nadwątliły najbardziej emocje, napięcie i konieczność grania swojej roli przez drugie pół dnia.

Pulsujące dudnienie w czaszce przypominało mu nieco to, którego doświadczał w łóżku Garcii. Zakrył dłonią oczy, masując skronie. Rosarita wstała po szal i dopiero wracając na sofę, zauważyła jego zaciśnięte zęby i skrzywioną minę.

Zatroskana uklękła przy mężu. “Carino, co ci jest? Ojciec zapewniał, że to rozcięcie nie jest groźne.”

Diego westchnął ciężko i rozsunął palce, aby na nią spojrzeć, ale nie zdjął ręki z twarzy. “Wybacz, ale od upału boli mnie głowa. Daj mi chwilę, przejdzie za moment.”

Dziewczyna jednak nie słyszała do końca tego, co powiedział. Bardzo uważnie wpatrywała się w jego oczy, jakby je widziała po raz pierwszy w życiu. “Czekoladowe oczy… ale Diego ma piwne… czekoladowe oczy… takie same, jak… Zorro.”

Zadrżała, bo zrobiło jej się nagle bardzo zimno. Poczuła dzwonienie w uszach, ale głęboko odetchnęła i dźwięk ustał. Spróbowała się uśmiechnąć i zaproponowała.

“To był intensywny dzień i potrzebujesz porządnie wypocząć. Chodź, przygotowałam ci pokój gościnny.”

Gdyby Diego był w lepszej formie, prawdopodobnie spostrzegłby jej wymuszony uśmiech i delikatne drżenie w głosie. Jednak zdołał tylko zapytać, zawiedziony.

“Dlaczego w gościnnym? Czy to jakieś zalecenie lekarza?”

Tym razem jej śmiech był bardziej szczery. “Nie, głuptasie. Sebastian budzi się w nocy na jedzenie i dość głośno o tym oznajmia. A ja chcę, żebyś dobrze wypoczął, wyspał się, bez pobudki co 3 godziny.”

“Chyba masz rację, położę się.”

Gdy dotarli do jego pokoju, Rosarita zaczęła rozpinać mu bezceremonialnie koszulę. “Jeśli to prawda, to ma bliznę na ramieniu po postrzale.”

Diego ujął ją jednak delikatnie za dłonie, pocałował ich wierzch i z uśmiechem, który tak kochała, powiedział. “To był męczący dzień dla wszystkich. Dam sobie radę, naprawdę. I to nie mnie będą budzić w nocy.”

“W takim razie śpij dobrze.” Seniora wspięła się na palce, cmoknęła go w policzek i odeszła.

xxx xxx

Rosarita nie miała jednak szans na choćby zmrużenie oczu. Napływ myśli i emocji przytłaczał ją. Usiadła w bujanym fotelu i zaczęła zastanawiać się nad konkretnymi wspomnieniami. Monotonny ruch nieco ją uspokajał.

“Diego miał zawsze piwne oczy, niezależnie czy był to dzień, czy noc. A miał zawsze czekoladowe…”

W końcu podeszła do lustra stającego nad toaletką i zapaliła świeczkę tak, aby światło nie docierało do kołyski. Jej oczy też miały piwny odcień. Zakryła dłonią górną połowę twarzy i rozchyliła palce. Z zaskoczeniem stwierdziła, że to bardziej oddalone od źródła światła i zacienione przez rękę, jest … “Czekoladowe!”. Zaintrygowana powtórzyła eksperyment, odsuwając świeczkę dalej i używając swojego szala. Wniosek nasuwał się sam. “Maska lub dłoń daje dodatkowy cień przy słabym oświetleniu, stąd ciemniejszy odcień tęczówek. Ale przecież widziałam też w dzień! Hmm… no tak! Sombrero. Diego nosi kapelusz tak, że prawie nie zakrywa mu twarzy, a Zorro ma je głębiej nasunięte. Ale gdy był postrzelony w bark, nie miał sombrero… no tak… leżał w cieniu drzewa. To wiele wyjaśnia.”

Rosarita miała jeszcze nieco wątpliwości. Kolor oczu mógł być zbiegiem okoliczności. Przymknęła powieki i zastanowiła się nad innymi podobieństwami. “Są tego samego wzrostu, mają taki sam wąsik, Diego jest całkiem muskularny jak na jego tryb życia, a zapach… Diego używa wody sandałowej i czasem pachnie koniem tak jak wtedy na spędzie albo w czasie ulew. A Zorro… chwila, pachnie tak samo, ale bardziej koniem, a mniej sandałem.”

Gwałtownie otworzyła oczy. Ich unikalny zapach był ten sam, różnica była tylko w wodzie kolońskiej! To przez nią nigdy nie połączyła faktów!

Rozdygotana usiadła na fotelu i bujała się, przypominając wszystkie swoje spotkania z Zorro. Najpierw nie wiedziała nawet co czuła, była nieco oszołomiona odkryciem.

“Gdy mnie porwali po raz pierwszy, od razu o tym wiedział. Diego wyruszył na poszukiwania, ale się zgubił. Czy na pewno? Zorro wspominał, że ma tutaj rodzinę i obowiązki, zawsze sprawiał wrażenie, że pochodzi spośród donów, ale bronił zarówno peonów jak i caballeros. Tak samo jak Diego nie robił różnic klasowych na lekcjach.”

był postrzelony w łydkę, osobiście ją opatrywałam. A Diego tego samego dnia podobno skręcił kostkę tej samej nogi. Co jeśli ona wcale nie była skręcona? W czasie przepędu widziałam bliznę… dokładnie w tym samym miejscu, z którego wyjmowałam kulę. A bark? jest postrzelony, a Diego spada z konia i tłucze sobie ten sam bark. Jak wygodnie! A potem nadwyrężenie ramienia zwalił na gaszenie pożaru!”

Wstała w krzesła i nerwowo chodziła po pokoju, bo wśród wszystkich emocji, na wierzch ostatecznie wyforsował się gniew.

“Okłamywał mnie od samego początku! Drań! Pewnie dobrze się bawił, wodząc mnie za nos! Ha, a ja głupia, dałam się nabrać na tę jego maskaradę! Nie wierzę, że nie zobaczyłam podobieństw wcześniej! Łotr! I ja oddałam mu serce i za niego wyszłam!”

“No tak, Diego znika po nocach, ja się zwierzam z moich obaw, a on mi z czystym sumieniem mówi, że Diego jest mi wierny! Mój mąż nie miał romansu, gorzej! Szlajał się nocami po prerii i narażał życie. Ciekawe czy pomyślał o mnie, o Alejandro, gdyby kiedyś nie wrócił z jakieś eskapady! Teraz to oczywiste, dlaczego zupełnie nie był zazdrosny o Zorro. W końcu to on jest ojcem Sebastiana. Kłamca! Wystarczyło powiedzieć mi wcześniej, a nie żyłabym miesiącami z wyrzutami sumienia, że urodzę bękarta! Wrrr… Jakbym dała zachowaniu Zorro przy porodzie baczniejszą uwagę, domyśliłabym się wcześniej. I jeszcze nasze pożycie! Mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby tylko mi powiedział! Nieśmiały Diego w koszuli, ha! Jakoś w noc przed ślubem nie był nieśmiały!”

Po pierwszym wybuchu zrozumiała, że w całej sytuacji najbardziej bolał ją brak zaufania z jego strony. I… że dla jej ukochanego też mogło nie być to łatwe. Ostatecznie musiał się pilnować na każdym kroku, nie mógł popełnić najmniejszego błędu, bo czekała go szubienica. Ciągnął to przez lata. Złość ustąpiła miejsca zamyśleniu i współczuciu.

“Dał wierzyć wszystkim, że jest rogaczem, niezdarą i tchórzem. A przecież nie jest pozbawiony dumy. Nawet własny ojciec i ja, nie raz wbijaliśmy mu szpilki, które były tak dalekie od prawdy. Ile razy wytykałam mu, jaki jest wspaniały i powinien brać z niego przykład? Zorro nie mógł nam przybyć na ratunek, gdy nas porwano, a Diego nie mógł pokazać za dużo przy tych bandytach i przy mnie, bo by się zdradził. Wolał zostać i dać się pobić czy nawet zabić. Och, a jego plan z Ortegą? Był tak sprytny, tak przemyślany!”

“Gdy był ranny, kto o niego dbał? Czy był w tym wszystkim sam? Czy miał się komu wyżalić? Wszyscy uważają za prawie nieśmiertelnego bohatera, a tymczasem on jest mężczyzną z krwi i kości, który nie raz był ranny, nawet poważnie. Nikt tego nie zauważał…”

Zagłębiając się we wspomnienia, w końcu zrozumiała, dlaczego Diego nigdy jej nie powiedział.

“Dzień po dniu musiał udawać, że jest kimś innym. Nie chciał, żebym też musiała tak żyć. Czy gdybym wiedziała, gdy sędzia go postrzelił, nie krzyknęłabym złego imienia? Teraz nie mam wyjścia. Niewiedza miała też mnie chronić. Przecież moją pierwszą reakcją był gniew. Jakbym ociosała mu kołki na głowie publicznie, nikt nie miałby wątpliwości, że nie byłam jego wspólnikiem. Och Diego! Nie chciałeś mnie zniechęcić do na swoją korzyść, tylko przestrzegałeś przed konsekwencjami!”

“Szczerze powiedziawszy… nie… a jednak… od początku był bardzo powściągliwy w okazywaniu uczuć, nie bawił się moimi, wycofywał się, dystansował. Przy porwaniu nawet zasugerował wprost, że powinnam o nim zapomnieć i wyjść za Diego! Ech… czyli jednak nie jest takim draniem. To zawsze ja inicjowałam coś więcej między nami… A w noc przed ślubem nie dałam mu szansy na odwrót, uwiodłam go bezwstydnie, a on nie mógł się oprzeć.”

Policzki zapiekły ją z wrażenia, a klatkę piersiową wypełniło błogie ciepło.

“No tak, teraz już wszystko jasne! Jego nieśmiałość w łóżku miała ukryć podobieństwa! Jak on to robił? Jak się powstrzymywał, przecież wiem, ile pasji w nim drzemie?! Gdybym go wtedy nie skusiła, nie musiałby udawać przez całe nasze małżeństwo… “

Chociaż jeden element nie pasował jej do całego obrazu. “Ale po ślubie Diego był tuż przy mnie, gdy wszyscy widzieli Zorro w tym samym czasie…”

Jednak puzzle powoli zaczęły wskakiwać na właściwe miejsca. “Do hacjendy odprowadził mnie cichy pomocnik… myślałam, że to Diego, który nic nie mówił, aby się nie zdradzić… Zorro ma pomocnika i skoro Diego to Zorro, to musi istnieć ktoś, kto mnie wtedy odprowadził, bo Diego był ranny… Cichy pomocnik… Bernardo! To oczywiste, oni od zawsze byli ze sobą blisko, bardziej jako przyjaciele niż jak patron i mozo. Na ślubie z daleka nie widać było różnicy wzrostu, a dało to Diego mocne alibi przy jakiś poszlakach!

Rosarita rozebrała się i położyła z poczuciem dużej ulgi do łóżka. Wprawdzie nadal złościła się na męża za jego oszustwo, ale teraz wiedziała, że kocha tylko jednego mężczyznę. Nie była już więcej rozdarta między Diego i Zorro, zrozumiała też jego motywację do zachowania tajemnicy. Zasypiając, pomyślała jeszcze o małej zemście.

“Kocham cię, ty przystojny draniu i wybaczam ci. Ale nie myśl sobie, że ułatwię ci życie! Co to, to nie! Będę miała słodką tajemnicę, że wiem o twojej maskaradzie. Skoro zwodziłeś mnie przez prawie półtora roku, nie zostanę ci dłużna. Och, nie, nic niebezpiecznego, w końcu nie chcę, żebyś zawisł na szubienicy. Ale upewnię się, że odczujesz dyskomfort i wątpliwości, jakie przechodziłam w ciąży z twoim-nie-twoim dzieckiem! I poczekam, aż sam mi się przyznasz! Uwielbiam cię, ale zasłużyłeś na mały rewanż, carino.”

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *