Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 17 Pojednanie i nowe kłopoty

Wieczorem, w cieniu rzucanym przez budynki wokół placu Los , przemykały dwie męskie postacie. Weszli cicho po schodach na balkon ciągnący się wzdłuż piętra i stanęli przed drzwiami. Rozejrzeli się, ale wokół była cisza i spokój. Zapukali i po chwili weszli do środka.

“Buenos tardes senora, senior.” Przywitali kapitanową i sędziego.

Raquela od razu przeszła do rzeczy. “Buenos tardes, seniores. Czy sędzia wspomniał wam, na czym polega wasze zadanie?”

“Mniej więcej. Mamy obserwować hacjendę Cortezów i gdy nadarzy się okazja przepytać senoritę, gdzie ukrywa się .”

Kobieta pokiwała głową, a od jej zimnego spojrzenia, nawet tak zaprawionym w bojach zbirom, przeszły ciarki po plecach. “Dokładnie. Nie interesuje mnie, jak to zrobicie, liczy się tylko efekt końcowy.”

Teraz do rozmowy wtrącił się . “Przypominam, że jeśli zostaniecie złapani i będziecie próbowali zdradzić naszą sprawę, będziecie błagać o szybką i bezbolesną śmierć.”

xxx xxx

Bandyci obserwowali zabudowania, ale oprócz kucharki, nikt jeszcze nie wstał. Wciąż było bardzo wcześnie rano. Dlatego tylko jeden z całej grupy trzymał wartę, a reszta drzemała ukryta za skałami.

W końcu rozpoczęła się codzienna krzątanina, a gospodarze zeszli na śniadanie. Pół godziny później zbir cicho zaklął. Do hacjendy podjechał i wszedł do środka. “Tylko tego lalusia tutaj brakowało.”

Po krótkiej naradzie z pozostałymi postanowili na razie pozostać w ukryciu.

xxx xxx

Tymczasem młody otwierał furtkę z duszą na ramieniu. Wiedział, że dał ukochanej potrzebny czas i chciał, aby całe nieporozumienie zostało zapomniane. Domyślał się, co może go czekać, ale musiał przekonać się, czy został dla niego, choć promyk nadziei.

“Buenos dias, , senorita.” Skłonił się grzecznie i starał się wyglądać przyjaźnie. Patrzył z wyczekiwaniem na Rosaritę, ale ona tylko skinęła głową i nie podała mu ręki do pocałowania. Z kolei senior Cortez, ze zwyczajną serdecznością wstał, uścisnął mu dłoń i poklepał po ramieniu z pozdrowieniem.

“To zły znak, wciąż się na mnie gniewa. Ale widać nic nie powiedziała wujowi, bo powitałby mnie końcem szpady.”

“Chłopcze, nie odwiedzałeś nas od kilku dni, już myślałem, że znów jakaś poczciwa kobyła zrzuciła cię z grzbietu.”

Diego wcale nie poczuł się dotknięty uwagą, bo wiedział, że przyjaciel jego ojca żartował. Jednak spuścił nieśmiało oczy i odkaszlnął. “Nie, tym razem to nie upadek z konia. Coś mnie zatrzymało w domu. Ale to nieważne.” Podniósł głowę i zwrócił się do Rosarity.

“Czy uczynisz mi zaszczyt, senorita, i udasz się ze mną dzisiaj na piknik?”

Dziewczyna popatrzyła na niego przeciągle. Przez te kilka dni udało jej się poukładać swoje uczucia. Miała możliwość rozważyć jego prawdomówność oraz ich dotychczasową znajomość. A teraz widziała, jaki był spięty w oczekiwaniu na odpowiedź. W jego oczach czaił się strach, taki sam, jak wtedy, gdy wyznał jej miłość.

Jednak zanim zdążyła otworzyć usta, wtrącił się don . “Co tak oficjalnie? Oczywiście, że z tobą pojedzie. Dopilnuję, aby osiodłali jej konia. Con permiso.”

Wstał z zamiarem odejścia, ale Diego zaoponował. “Ale jeśli nie ma ochoty…”

Dziewczyna też się podniosła i odezwała neutralnym głosem. “Pójdę się przebrać w strój do jazdy.”

xxx xxx

Diego przez całą drogę zastanawiał się, czy to był dobry pomysł i czy dał jej wystarczająco czasu. Zerkał ukradkiem w jej kierunku, ale senorita patrzyła uparcie przed siebie. Wprawdzie zgodziła się na wycieczkę, ale jechali w niewygodnej ciszy.

Gdy dotarli do pięknego zakątka nad rzeczką, Diego rozłożył koc i postawił na nim kosz z jedzeniem. Od śniadania minęła godzina, więc żadne nie było jeszcze głodne. Siedzieli obok siebie i wpatrywali się w pluszczącą na kamieniach wodę.

wiercił się niespokojnie, aż w końcu zebrał się na odwagę. “Ros, przepraszam za to, że byłaś świadkiem nagabywań seniory . Wiele bym oddał, żeby cofnąć czas i uniknąć tej krępującej sytuacji. Proszę, uwierz mi, to jest jednostronne.“

Odwrócił się do niej i najbardziej szczerze jak umiał, oświadczył. “Straciłaś do mnie zaufanie i rozumiem, że moje dalsze zaloty będę ci niemiłe. Obiecuję, że nie zrobię nic, co sprawiłoby, że poczujesz się niekomfortowo. Ale cenię naszą przyjaźń bardzo wysoko i mam nadzieję, że będziemy mogli ją z czasem odbudować.”

Po raz pierwszy na niego spojrzała. Wyglądał, jak skruszony uczeń tuż przed delegowaniem ze szkoły, błagający o ostatnią szansę. I tak było w istocie. Był gotów poświęcić swoje uczucie, tylko po to, aby nie zniknęła z jego życia na dobre. Słyszała w jego głosie desperację, ale też głęboką rezygnację i pogodzenie z nieuchronnym. Widać nie ona jedna miała wiele przemyśleń w ostatnich dniach.

Zawstydziła się, że doprowadziła go do takiego stanu. Odwróciła głowę i wbiła wzrok w czubki butów.

“Nie, Diego, nie masz za co przepraszać. To raczej ja powinnam przeprosić.”

Spojrzała na niego, gdy już otwierał usta w proteście.

“Nie przerywaj, proszę. To, co zobaczyłam, było dla mnie szokiem i nie zareagowałam, jak powinnam. Skrzywdziłam cię, nie uwierzyłam w twoje zapewnienia. Ale gdy przemyślałam to sobie na spokojnie, było jasne, że jesteś niewinny, po prostu znalazłeś się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.”

Ucichła, układając sobie w głowie, to co zamierzała mu powiedzieć dalej. wykorzystał to, aby pocieszyć ją.

“Dziękuję, Ros, że mi wierzysz. To wiele dla mnie znaczy.”

“Nie rozumiesz. Gdy zobaczyłam cię z seniorą Toledano, uświadomiłam sobie, że nie jesteś mi obojętny. Że nie mogę znieść widoku ciebie w ramionach innej kobiety.”

Gdy to mówiła, na ustach młodego dona, wykwitał, z początku nieśmiały i niedowierzający, a z każdą sekundą coraz szerszy, uśmiech. Z ramion zniknęło napięcie, a do oczu wrócił zwyczajny blask.

westchnęła na ten widok. “To, co chcę powiedzieć, to że mam romantyczne uczucia do ciebie. Ale też do Zorro. I jestem rozdarta, bo do tej pory kochałam Zorro, a ty byłeś mi przyjacielem. A teraz…”

Teraz to senorita wyglądała z kolei na niepewną i zagubioną. Z drugiej strony Diego było lekko na duszy i miał ochotę przegalopować na grzbiecie pół Kalifornii z radości. Ostrożnie wziął ją za dłoń i złożył na niej pocałunek.

“…wszystko się skomplikowało?” Dodał usłużnie. Dziewczyna pokiwała głową, ale nie zabrała ręki z powrotem.

nie widziano od dawna w okolicy. Czy jesteś pewna, że podziela twój afekt?”

Myślami wróciła do nocy w szałasie, ich ostatniego pocałunku oraz jego prośby o wyjazd.

“Wcześniej byłam pewna, ale po takim czasie, już sama nie wiem.”

“Ros, obiecuję, że jeśli tylko mi pozwolisz, będę przy tobie każdego dnia. Jako przyjaciel. A jeśli któregoś dnia zapomnisz o Zorro, mam nadzieję, że także jako ktoś więcej. Rozumiem twoje wątpliwości i będę cierpliwie czekał. Kocham cię.”

Jego ostatnie słowa spowodowały nagły skurcz jej żołądka. Pragnęła, aby nie przestawał jej tego powtarzać, ale zawsze gdzieś obok przesuwała się wizja czarnego cienia w masce, dla którego jej serce zabiło mocniej po raz pierwszy.

“Nie chcę cię stracić, Diego. Zobaczymy, co los nam przyniesie, dobrze?”

To było więcej, niż młody don oczekiwał. Po oczyszczeniu atmosfery, szybko wrócili do zwyczajnego droczenia się i wesołych żartów, jak gdyby nic się nie zmieniło. W takim nastroju zjedli lekki posiłek, a potem położyli się na kocu na przedpołudniową sjestę.

xxx xxx

Właśnie na taką okazję czekali śledzący ich bandyci. Od początku debatowali, czy uderzyć od początku, ale przywódca wolał poczekać na rozwój wypadków i dogodny moment. Wprawdzie Diego znany był z tchórzostwa, ale atak z zaskoczenia zawsze dawał pewną przewagę.

Młody don leżał z zamkniętymi oczyma i opowiadał jedną ze swoich przygód, która nie wiązała się z Zorro, gdy usłyszał z boku poruszenie i szelest ubrania. Nie zaniepokoiło go to w pierwszej chwili. Dopiero gdy dobiegł go zduszony krzyk, otworzył oczy, tylko po to, aby dostrzec wielką pięść zmierzającą w jego stronę.

Zdążył zasłonić się ręką i poczuł w niej spory ból. Gwałtownie wstał i rozejrzał się. Po drugiej stronie koca stała unieruchomiona w mocnym uścisku , która szarpała się z dwoma zamaskowanymi bandytami. A wokół niego stało kolejnych kilku, którzy po kolei zaczęli wymierzać mu ciosy. W ułamku sekundy Diego zorientował się, że jest na straconej pozycji i jeśli zrobi coś niespodziewanego, może zagrozić to dziewczynie. Dlatego poddawał się ciosom, ale starał się wykręcać ciało oraz napinać i rozluźniać mięśnie, aby napastnicy nie zrobili mu prawdziwej krzywdy. Jednak dla postronnego obserwatora wyglądało to prawie jak lincz.

Po kilku długich jak wieczność minutach, wypełnionych przyspieszonymi oddechami oraz stłumionymi przez dłoń napastnika krzykami senority Cortez, przywódca przerwał bicie. “Wystarczy. To tylko ten tchórz, de la Vega, jeszcze parę ciosów, a go zabijecie. Jest niegroźny, a może się nam jeszcze przydać. Związać ich.”

Sprawnie nałożono im więzy i posadzono na ziemi obok siebie. Lider ukucnął przy Rosaricie i dłonią szarpnął ją za brodę, aby podniosła głowę.

“Dobrze, senorita, pewnie zastanawiasz się, dlaczego wprosiliśmy się na tak uroczy piknik, prawda? Widzisz, krąży plotka, że wiesz, kim jest i gdzie ma kryjówkę twój kochanek w czerni. A my chcielibyśmy mu złożyć wizytę.”

Nie musiał mówić, o kogo mu chodzi. Strach mieszał się z gniewem na twarzy dziewczyny, a Diego stężał. Nie uszło to uwadze przestępcy.

“Ups, czyżbym powiedział coś nie tak? Grasz senorita na dwa fronty? Jak bardzo śliczna buzia, tak bardzo nienasycona chuć. Jak już mi powiesz, co chcę wiedzieć, może pozwolę moim chłopcom cię zaspokoić. A mają spore doświadczenie i ciekawe pomysły.” Jego głos ociekał słodyczą.

“Czemu zawsze muszą robić takie insynuacje?” Jeńcy pomyśleli dokładnie o tym samym.

“Nic ci nie powiem, ty… ty… prostaku!”

Diego spuścił głowę, aby wyraz twarzy go nie zdradził. Byli związani, nie miał przy sobie broni, a przeciwników było zbyt wielu. Nawet jeśli przyzna się, że jest Zorro, miał pewność, że żadne z nich nie wyjdzie z tego żywe. Musiał grać niegroźnego i zastraszonego pacyfistę bez kręgosłupa, chociaż był rozdarty. Mógł mieć tylko nadzieję, że bandyci poprzestaną na groźbach.

Tymczasem wokół rozległo się głośne “uuuu”, a przesłuchujący mężczyzna zaśmiał się brzydko. “To się jeszcze okaże, senorita.”

kątem oka widział, że przywódca odwrócił się w stronę kamratów. Jednak jego ulga była krótkotrwała, gdy rozpędzona pięść bandyty spotkała się z twarzą Rosarity. Krzyknęła zaskoczona i przewróciła się, ale szybko silne ręce posadziły ją z powrotem na miejscu. Młody don zacisnął pięści za plecami, ale nie poruszył się.

“A teraz, może zmieniłaś zdanie? Gdzie jest Zorro?”

Mimo powagi sytuacji Diego zaśmiał się w duchu, gdy senorita napluła napastnikowi w oczy. “Co za werwa! Moja dziewczyna!”

Przywódca otarł twarz i wstał. “Zabieramy ich, widać muszą przemyśleć swoją sytuację.”

“Oboje?” Zapytał jeden z milczących dotąd zbirów.

“Oboje, ta marna namiastka mężczyzny może się jeszcze przydać.”

Diego i zostali bezceremonialnie przerzuceni brzuchami przez siodła ich koni. Aby nie pospadali w czasie jazdy, związano im dodatkowo ręce i nogi. Nie dość, że była to wysoce uwłaczająca pozycja dla damy, to także daleka od wygodnej.

Bandyci kluczyli nieco po wąwozach, zanim skierowali się do swojej kryjówki. Diego mniej więcej orientował się, gdzie są. Wciąż solidnie związani zostali zamknięci w starej szopie. Na odchodnym usłyszeli, że mają godzinę na to, aby zastanowili się nad swoim położeniem i zaczęli mówić.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *