Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 2 Kłótnia z ojcem i dawna przyjaciółka

de la Vega wracał właśnie od swojego przyjaciela don Estebana. Ciepłe, kalifornijskie słońce przygrzewało łagodnie, a w oddali rozciągały się pachnące pomarańczami sady, zielone pastwiska i łąki. Starszy nie mógł narzekać. Miał świetnie wyszkolonych pracowników, liczne stada, uznaną stadninę, żyzną ziemię i reputację dobrego gospodarza i dzielnego żołnierza. Jednak była wciąż jedna rzecz, która spędzała mu sen z powiek.

Jedyny syn i dziedzic. Ukochany Diego. Po śmierci żony zbliżyli się bardzo do siebie. Diego był żywym i charakternym dzieckiem, a przy okazji miał wiele wrażliwości. Gdy osiągnął wiek 18 lat, z ciężkim sercem wysłał go na studia do Hiszpanii. Młodzieniec miał prawo zdobyć edukację lepszą niż on sam, a także wyszaleć się i otrzeć o hiszpański dwór.

korespondował z synem i informował o zmianach, jakie zaszły w tym czasie w Kalifornii. Miał nadzieję, że po pięciu latach wróci do niego odważny i waleczny mężczyzna, być może z wybranką serca. Nadzieje zostały srogo rozwiane. Diego wyrósł wprawdzie na dobrze zbudowanego i postawnego młodzieńca, jednak bardziej pociągały go książki, technika i zajęcia artystyczne. Wprawdzie szybko wdrażał się w prowadzenie hacjendy i wprowadził kilka pomysłowych udogodnień, ale dnie spędzał raczej z książką. Szpady nie nosił w ogóle i unikał konfrontacji. miał cały czas poczucie, że zamiast wrócić do bliskiej relacji z jedynakiem, oddalili się od siebie.

Na szczęście jedna cecha charakteru się nie zmieniła. W dzieciństwie Diego zawsze służył pomocą innym, a teraz regularnie odwiedzał . Uczył dzieci z sierocińca i okolic czytania, pisania i rachunków. Zaglądało też do niego kilku dorosłych peonów. Tak samo nieortodoksyjnie, jak do walki, młodzian podchodził do kwestii ożenku i dzieci. Był dżentelmenem w każdym calu, pięknie śpiewał pannom, zabawiał je, dotrzymywał towarzystwa, ale żadnej nie zaszczycił głębszą uwagą.

Zadumany, nawet nie zauważył, że dojechał do domu. Oddał konia służącemu i udał się w stronę salonu, skąd dochodziła muzyka. Diego siedział przy pianinie i grał. “Gdyby mój syn choć trochę przypominał , ech…” – pomyślał .

“Witaj ojcze.” Diego zauważył go, uśmiechnął się i przestał grać. “Co słychać u don Estebana?” , zachęcany przez przyjaciela, musiał odbyć z synem kolejną poważną rozmowę, niekoniecznie przyjemną.

“Don Esteban chciał wiedzieć, jak zapatruję się na ewentualny Twój ożenek z jego córką.”

“I jak się zapatrujesz?” zapytał niezrażony Diego. Starszy don uderzył pięścią w stół. Miał dość, że na przedłużeniu rodu zależało tylko jemu.

“Diego, masz 25 lat, najwyższy czas się ożenić. Tymczasem ty przebierasz w senoritach jak w rękawiczkach, ale nie masz zamiaru się ustatkować!”

Diego spoglądał na ojca niewzruszony i tylko kącik ust drgał mu w hamowanym uśmiechu.

“Ojcze, po pierwsze nie przebieram w senoritach, to one mnie gromadnie obsiadają. Dla każdej staram się być grzeczny i uprzejmy, ale żadna nie przyprawia mnie o szybsze bicie serca.” spróbował innej taktyki.

“Córka don Estebana, Maria?”

“Nie umie jeździć konno i nie wychyla nosa z domu.”

“Córki don Alfredo, Margarita i Rosalia?”

“Jedna mdleje na zawołanie, a druga jest złośliwa i rozsiewa plotki.”

“Senorita Rodriquez?”

“Brzydka i za stara dla mnie.”

“No dobrze, tu akurat masz rację. Ale jej siostrzenica Magdalena?”

“Ojcze, ona jest jeszcze dzieckiem!” zawołał oburzony Diego.

“Jakbyś się lepiej przyjrzał, już nie jest, skończyła niedawno 18 lat.”

“Może, ale jest chorobliwie nieśmiała.”

“I ty twierdzisz, że nie przebierasz w nich jak w rękawiczkach! Każdej pannie na wydaniu przypniesz jakąś łatkę! Ile razy mieliśmy już tę rozmowę!” podniósł nieznacznie głos. “A jaka według ciebie powinna być kobieta, którą poślubisz?”

“No cóż..“ zaczął już poważniej młodzieniec. “Powinna być w miarę ładna, mądra, dowcipna, rezolutna, odważna, wrażliwa…” ojciec przerwał mu w pół słowa “ … i nosić spodnie, bo ktoś w rodzinie musi je mieć, tak?”

Diego zaczął się tłumaczyć. “Ojcze, przede wszystkim ja muszą ją kochać, inaczej oboje będziemy nieszczęśliwi.”

był jednak niewzruszony. “Małżeństwo z twoją matką było zaaranżowane przez naszych rodziców. Najpierw wypełniliśmy nasze obowiązki wobec rodziny i kraju, a dopiero potem pojawiło się uczucie. I nie możesz powiedzieć, że byliśmy nieszczęśliwą parą. Jeśli do następnego spędu bydła nie zdecydujesz się na którąś dziewczynę, poślubisz Marie, czy tego chcesz, czy nie.” ostatnie zdanie wypowiedział podniesionym głosem. Odwrócił się na pięcie i zamaszystym krokiem udał się do gabinetu. Każda ich rozmowa na ten temat kończyła się kłótnią, ale teraz starszy don dał ultimatum i zamierzał się go trzymać.

Do salonu zaś przekradł się z mocną zmartwioną miną. Wskazał kciukiem drzwi do biblioteki i gabinetu, za którymi zniknął starszy don. Diego pokiwał mu z rezygnacją. “Tak, , tym razem ojciec dał mi ultimatum i nie da się odwieść od tego pomysłu. Nie podoba mi się to, ale mamy jeszcze parę miesięcy, aby znaleźć rozwiązanie.”

pokazał kształty kobiece, a potem położył obie ręce na sercu. “Rozwiązanie albo kobietę.” zaśmiał się Diego.

“Nie wolno mi się ożenić, bo przy wpadce Zorro, pociągnę jakąś niewinną dziewczynę ze sobą na szubienicę. A dzieląc z kimś łóżko, jak ukryję nocne wypady albo te wszystkie blizny, które nie pasują do pokojowo nastawionego erudyty?” rozłożył ręce i zaprzeczył głową.

“Chodź, pojedziemy do miasta, zobaczymy co nowego i czy Enrique już pojechał.”

xxx xxx

Diego z Bernardem wjechali na rynek i o włos minęli się z odjeżdżającym dyliżansem komendanta Monastario. Jak co roku kapitan wybierał się w dwu- lub trzytygodniową podróż do Monterey, zdać okresowy raport i zaopatrzyć się w nowe rozkazy. W tym czasie jego obowiązki pełnił najstarszy stopniem żołnierz w garnizonie. A skoro już o nim mowa, przez bramę koszar wyszedł bardzo zadowolony z siebie i podążył w stronę gospody.

“Buenos dias, sierżancie!” zawołał młody don. “Czemu to nasz kapitan odjechał w takim pośpiechu? I czy nie miał wyruszyć dopiero jutro?” zagadnął, zsiadając z konia i wiążąc go do drąga.

“Buenos dias, .” odpowiedział żołnierz i cały się rozpromienił. “Nie wiem, ale cieszę się, że już pojechał. Nie uważasz, że jest to dobra okazja, aby napić się nieco wina?”

“Oczywiście przyjacielu, dwa albo trzy tygodnie spokoju to dobry powód do świętowania. Chodź, ja stawiam!” powiedział Diego, dokładnie wiedząc, na co liczył jego rozmówca. Klepnął go po ramieniu i razem weszli do gospody.

Diego z sierżantem zajęli jeden ze stolików przy oknie i Diego zamówił dla nich wino. Uśmiechnięta Maria postawiła im butelkę i dwie szklanki i poszła obsługiwać pozostałych gości. “Za co wypijemy sierżancie?” zapytał don.

“Jak to za co?” obruszył się żołnierz. “Za urlop dla Zorro.” odpowiedział i wychylił toast jednym haustem. Otarł wargi ręką i dodał “W końcu on się przy komendancie najbardziej zawsze napracuje, a i jemu należą się wakacje.” Diego uśmiechnął się i nalał przyjacielowi kolejną szklankę.

Na wesołej rozmowie zeszła im dłuższa chwila, a butelka wina zmieniła się w pełnoprawny obiad, ku wielkiej uciesze puszystego sierżanta.

W pewnej chwili zobaczyli przez okno, że na plac wjechał dyliżans podróżny. Garcia westchnął, wstał i poprawił mundur. “Wybacz don Diego, ale obowiązki wzywają.”

“Nie ma sprawy sierżancie, zresztą zaraz pójdę z Tobą i zobaczę, kto przyjechał.” odpowiedział i poszedł uregulować rachunek.

Na Garcię czekała już przy powozie nieznajoma kobieta. Uśmiechnęła się i przywitała “Buenos dias, czy pan tu jest komendantem, senior?”

“Buenos dias senorita. Niestety jestem zwykłym sierżantem, ale pod nieobecność komendanta to ja pilnuję porządku w tym . Poproszę o dokumenty podróżne, cel wizyty i bagaż do rewizji.”  odpowiedział grzecznie. Nieznajoma wręczyła mu złożony równo pergamin.

“Przyjechałam z Monterey do hacjendy wuja. Po pierwsze na wakacje, a po drugie zaczął się właśnie remont naszego domu i ojciec postanowił, że u wuja będzie mi wygodniej mieszkać w tym czasie. Czy naprawdę rewizja jest konieczna?” zapytała zaniepokojona.

“Senorita…” tu Garcia spojrzał szybko w trzymany w ręku papier “ …. Cortez rewizja jest obowiązkowa dla wszystkich, to zarządzenie komendanta. Ale proszę się nie martwić, przebiegnie szybko i bezproblemowo, to tylko formalność.”

Garcia otworzył kufry należące do podróżnej i pobieżnie je przeglądał. Wtem zza jego pleców wychylił się Diego. Zaczął przypatrywać się kobiecie. Ciemne, lekko kręcone włosy, duże piwne oczy, skądś ją znał, ale nie potrafił sobie skojarzyć. Nie zwrócił uwagi, że się jawnie gapi od dłuższej chwili. Tymczasem dziewczyna przypatrywała się mu z równą uwagą i lekkim uśmiechem. W końcu odezwała się. “Diego, nie poznajesz mnie?”

“Wybacz senorita, wydaje mi się, że się znamy, ale za nic nie mogę przypomnieć sobie Twojego imienia.”

W tym momencie Garcia zamknął ostatni kufer i podszedł. “Podpowiem Ci, przyjacielu — … “ Na twarzy Diega pojawił się błysk zrozumienia i dokończył zamiast sierżanta “ … Cortez. Ros, to naprawdę Ty!”

Diego złapał jej wyciągniętą rękę i szarmancko ucałował. Nie puszczając dłoni, mówił dalej “Ros, co cię sprowadza do ? Co się z Tobą działo przez te wszystkie lata?”

“Jak już wspomniałam sierżantowi, ojciec remontuje naszą hacjendę i uznał, że wakacje u wujka to świetny pomysł. A co się ze mną działo? Myślę, że znajdziemy okazję, aby porozmawiać, przyjechałam na trzy miesiące.”

“Wspaniały pomysł. Nie wiesz nawet, jak się cieszę. Zapraszam cię na kolację dziś wieczorem. Będziemy mieć sposobność do opowieści. Oczywiście razem z don Cortezem.” dodał pośpiesznie. Odwrócił się do Garcii “Czy to już wszystko sierżancie?”

“Tak, jak najbardziej, wszystko w porządku. Dziękuję za cierpliwość i życzę miłego pobytu w Los .”

Diego ścisnął rękę Rosartity i puścił ją. Nawet przez chwilę nie przestawał się uśmiechać, gdy wsiadała do dyliżansu. “Do wieczora, Diego.”

“Do wieczora Ros.” Powóz odjechał odprowadzany wzrokiem przez młodego i żołnierza.

Zaciekawiony Garcia zapytał. “Diego skąd znasz senoritę? Bo niewątpliwie ją znasz. Piękna kobieta.”

Młodzieniec odpowiedział, nie spuszczając wzroku z oddalającego się powozu. “ Cortez była moją przyjaciółką w dzieciństwie. Razem psociliśmy, włóczyliśmy się po prerii, chodziliśmy po drzewach, jak to dzieciaki. Ros umiała dotrzymać kroku kilka lat starszym chłopakom, jako jedna z nielicznych. Gdy miała 12 lat, jej ojciec okazyjnie kupił rancho pod Monterey i przenieśli się tam na stałe. Od tamtej pory jej nie widziałem. Istotnie wyrosła na przepiękną pannę.” Diego w końcu spojrzał na sierżanta. “Wybacz, ale mam kolację do przygotowania na wieczór. Do zobaczenia.”

“Do zobaczenia.” odpowiedział Garcia.

xxx xxx

Po przyjechaniu do hacjendy Diego wpadł do salonu, gdzie spodziewał się zastać ojca. Zgodnie z jego przewidywaniami, nadal był na niego lekko zagniewany, ale większość złości na szczęście już mu przeszła.

“Ojcze, będziemy mieć dzisiaj na kolacji dwoje gości. Ubierz, proszę, coś odpowiedniego, a ja idę uprzedzić Marię w kuchni.”

“Diego zaskakujesz mnie, kto nas dzisiaj odwiedzi? Czyżbyś zmienił zdanie tak szybko?” zapytał z niedowierzaniem, wspominając poprzednią rozmowę.

“Nie, ojcze, nie zmieniłem zdania co do ożenku, ale masz rację. Jednym z naszych dzisiejszych gości będzie piękna senorita. Nic więcej nie powiem, nie pytaj. To będzie niespodzianka.” i pobiegł do kuchni.

pokręcił z niedowierzaniem głową. Z każdym miesiącem coraz mniej rozumiał swojego jedynaka.

xxx xxx

Przygotowania poszły sprawnie, stół czekał już nakryty, a panowie de la Vega czekali na przybycie gości. Za murem zaturkotały koła powozu, więc wyszli na powitanie. był szczerze zaintrygowany, kim jest owa tajemnicza senorita i jej towarzysz. Jakie było jego zdziwienie, gdy zobaczył jednego z dalszych sąsiadów don Corteza, na którego ramieniu opierała się piękna, młoda senorita.

“Alejandro, witaj, dziękujemy bardzo za zaproszenie, z radością przyjechaliśmy.” zaczął gość.

“Witaj przyjacielu. Ale kimże jest ta urocza dama?” starszy don ujął jej rękę i złożył grzeczny pocałunek.

“Ależ ojcze, nie poznajesz Rosarity Cortez?” zaśmiał się Diego. “Witaj . Dziękuję, że przyjęliście zaproszenie. Wejdźcie.” Diego zaproponował ramię, które dziewczyna z chęcią przyjęła. Za nimi weszli też starsi mężczyźni.

Wieczór minął w bardzo przyjemnej atmosferze. opowiadała o domu w Monterey i jej losach od czasu przeprowadzki, w zamian wysłuchała o studiach w Madrycie. postanowił troszeczkę podokuczać synowi i przytoczył też kilka ostatnich przygód, o których Diego wolałby nie wspominać. Szczególnie że wszystkie dotyczyły jego niezdarności i braku waleczności, które były jego alibi podczas akcji Zorro. Wszyscy jednak wiedzieli, że są to niewinne żarty i nieco zawstydzona mina młodzieńca tylko prowokowała do uśmiechu.

Trzeba też wspomnieć, że Diego bardzo przejął się obecnością dawnej przyjaciółki i cały czas dbał, aby nic jej nie brakowało przy stole. Taka dworność ucieszyła jego ojca, który dyskretnie zaprosił do biblioteki pod pretekstem pokazania nowej mapy okolic pueblo.

“Chcesz się przejść po ogrodzie?” zaproponował Diego.

“Z przyjemnością. Czy nadal rośnie ta stara jabłonka, z której spadłam, bo jakiś urwis pomylił mnie z kotem i strzelił do mnie z procy?” zapytała. Wstali i udali się do ogrodu, gdzie na ciemnym niebie widać było już pierwsze gwiazdy.

“Jabłonkę musieliśmy wyciąć kilka lat temu, ale przeszczepiliśmy ją na kilka nowych drzewek. A ten urwis już dawno rozstał się z procą, więc możesz czuć się już bezpieczna. O ile nie będziesz chodzić po cudzych drzewach oczywiście.” odpowiedział Diego, udając, że celuje z procy. Oboje roześmiali się, ale nie kontynuowali rozmowy. Cisza między nimi nie przeszkadzała. Gdy ich śmiechy ucichły, do głosu doszły cykady, które dawały przepiękny koncert.

“Co Ty idioto robisz? Jeszcze rano przyrzekałeś sobie żadnej senority, a Ros wystarczyło, że raz spojrzała na ciebie i już straciłeś dla niej głowę. Nie mogę pozwolić sobie na żaden związek, a ona niedługo wyjedzie. Trzy miesiące. Ale… w międzyczasie chcę z nią spędzić więcej czasu, przynajmniej po jej powrocie będę miał co wspominać.”

Diego odwrócił się i zaproponował “Ros, wiele się zmieniło od Twojego wyjazdu, może wybralibyśmy się jutro na wycieczkę? Pokażę Ci stare kąty i kilka nowych miejsc.”

Dziewczyna także odwróciła się i odpowiedziała “Z przyjemnością. Jeśli weźmiemy prowiant ze sobą, możemy pojechać nawet dalej, do Wąwozu Czaszki albo Zatoki Dębów. A zjemy po drodze. Będę na ciebie czekała o 8, może być?”

“Świetnie. W takim razie jesteśmy umówieni.”

“Diego, Rosarita! Wracamy już do naszej hacjendy, dulce. Po tak długiej podróży na pewno jesteś zmęczona.” usłyszeli głos don Fernanda. Gospodarze odprowadzili gości do powozu, Diego pomógł przyjaciółce wsiąść i jeszcze chwilę patrzył, jak pojazd powoli toczył się w noc.

xxx xxx

w pokoju pomagał Diego przebrać się do spania. Miał przy tym najniewinniejszą minę na świecie. W końcu de la Vega nie wytrzymał i się spytał

“Bernardo, o co chodzi? Masz minę, jakbyś połknął kanarka i nie chciał go wypuścić.”

pokazał kształty kobiety, położył ręce na sercu, westchnął i wskazał na młodzieńca. Diego przewrócił oczyma i skomentował “Bernardo, daj spokój. To tylko dobra przyjaciółka z dzieciństwa. Jest śliczna jak obrazek, przyznaję. Ale po pierwsze nie mam jej nic do zaproponowania, a poza tym przyjechała tutaj tylko na trochę. Wyjedzie i zapomnimy o całej sprawie.”

pokiwał głową w geście “i kogo chcesz oszukać?.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *