Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 13 Misja: kuszenie

siedział z książką na patio swojego domu. Ranna noga, wciąż uwięziona w łupkach i bandażach leżała podparta na drugim krześle. Świeciło ciepłe słońce, wiał lekki wietrzyk, a okoliczne ptaki nawoływały się w codziennej wrzawie. Lektura nie była bardzo wciągająca, a myśli młodzieńca cały czas odpływały w stronę pięknej senority. W końcu poddał się, położył otworzony tom na brzuchu i rozparł się wygodnie. Zamknął oczy i pogrążył się we wspomnieniach i marzeniach. Mimowolnie uśmiechnął się szeroko.

Podczas gdy leczył skręcenie, a tak naprawdę postrzał, nie wychodził z hacjendy. W tym czasie odwiedziła go kilkukrotnie. Martwiła się zdrowiem przyjaciela i dotrzymywała mu towarzystwa tak samo, jak on opiekował się nią, gdy kurowała ranę ręki.

Jedyne co go martwiło to fakt, że nie posłuchała rady jego alter ego i nie miała zamiaru wrócić do domu. Co więcej, pewnego dnia jej zwierzenia sprawiły, że poczuł się szczególnie niekomfortowo.

“Diego, czy zawsze znika na tak długo? To już prawie trzy tygodnie, gdy nikt go nie widział.” Jej wielkie piwne oczy patrzyły na niego jak na wyrocznię.

“Ros, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy widziano dwa razy — przy twoim porwaniu oraz tej całej sprawie z Ortegą. On naprawdę działa tylko, jak jest potrzebny i garnizon nie daje rady. Jeśli pokazywałby się zbyt często, to za każdym razem ryzykuje pochwycenie.” Oboje doskonale wiedzieli, że słynny bandyta odwiedził ją też jednej nocy po porwaniu, ale z całkiem różnych perspektyw. Dlatego Diego udał, że nie widzi rumieńca, którym spłonęła przyjaciółka.

“Wiem, ale… nic nie poradzę, że mnie fascynuje. Umiesz dochować tajemnicy?” Zapytała nieoczekiwanie. Zastanawiała się od kilku dni, czy i w jaki sposób poruszyć temat. Nie chciała go zranić, a jednocześnie był jedyną osobą, której mogła się zwierzyć.

“Oczywiście, że tak. Jesteśmy w końcu przyjaciółmi.” Diego miał niejasne poczucie, że wie, jakie zdania padną dalej i intuicja go nie zawiodła.

“Widzisz, gdy odjechaliśmy razem i mnie ukrył, mieliśmy okazję porozmawiać.” Senorita patrzyła teraz na swoje ręce i trochę nerwowo bawiła się frędzlem szala.

“Może nie dużo, ale odkryłam, że mam w stosunku do niego pewną słabość. Podejrzewam, że ja też nie jestem mu całkiem obojętna. Oczywiście nic niestosownego się między nami nie stało, był prawdziwym dżentelmenem.” Podniosła oczy z lekkich przestrachem, że młody de la Vega będzie zdegustowany jej zachowaniem. Gdyby tylko wiedział!

Diego wziął jej drżące ręce w swoje i lekko ścisnął dla dodania jej odwagi. Uśmiech i łagodny ton głosu ułatwił jej rozluźnienie się. “Spokojnie, może jest wyjęty spod prawa, ale nikt nie podważa jego moralności. A jeśli nawet ktoś miał wątpliwości, to ja wierzę ci na słowo.” Za wyrozumiałością ukrył swój smutek.

“Wiem, że jest poszukiwany, ale liczyłam, że może… może mnie odwiedzi. Chciałabym go lepiej poznać, dowiedzieć się co lubi, jakie ma marzenia…”

odpowiedział bardzo poważnie. “Ros, on jest bandytą, kryminalistą z nagrodą za jego głowę. Walczy o sprawiedliwość, nigdy nie zrobił niczego, co zasługiwałoby na karę czy bardziej srogą pokutę po spowiedzi, ale nadal jest ścigany. Chyba zdajesz sobie sprawę, że gdybyś się z nim związała, to w razie odkrycia waszej relacji poniesiesz takie same konsekwencje? Czy zauroczenie jest warte szubienicy?”

“Martwisz się o mnie?”

“Oczywiście. Ostatnie czego chcę to, żeby stała ci się krzywda.” To mówiąc, odgarnął jej niesforny kosmyk włosów za ucho i pogładził po policzku. “Jeśli będzie cię nachodził, osobiście wyzwę go na pojedynek.”

dała mu delikatnego kuksańca w ramię i z ulgą się uśmiechnęła. Widocznie nie wziął jej wyznania do siebie. “Przecież nie umiesz posługiwać się szpadą, a on jest mistrzem.”

Diego pokiwał głową i wesoło odpowiedział. “Dlatego też nic mi się nie stanie. jest zbyt honorowy, aby przyjąć moją rękawicę przy takiej dysproporcji umiejętności.”

Chwilę śmiali się serdecznie i powróciła swobodna atmosfera. Jednak zanim poszli na obiad, ostrzegł ją. “Ros, nikomu nie mów o waszych uczuciach.”

Przerwała mu. “Wiem, powiedziałam tylko tobie, bo jesteś moim przyjacielem. Zresztą sam kazał mi o sobie zapomnieć i wyjechać.” Dodała ze smutkiem.

“W takim razie, dlaczego nie wróciłaś do Monterey?” Od ostatniego pocałunku, nie dawało mu to spokoju.

“Nie chcę wracać. W Los się wychowałam, czuję, że tutaj jest moje miejsce, tu jest mój dom.” Młodzieniec rozpromienił się. To dawało mu nadzieję, że może dziewczyna kiedyś odwzajemni jego, , afekt.

xxx xxx

Niedawna rozmowa niepostrzeżenie zmieniła się w jego głowie w bardziej intymne wspomnienia, czy też raczej marzenia. Znów leżeli w szałasie, tym razem jednak namiętnie się całowali. W końcu Ros położyła głowę na jego ramieniu, a on z góry się jej przyglądał. czuł ciepło jej ciała, po którym leniwie błądziły jego ręce. Jej chaotyczne ruchy też zwolniły tempo, a palec wskazujący rysował nieśpieszne wzory na jego nagiej piersi. Gdy przeniósł się na brzuch i zaczął boleśnie powoli sunąć w dół, Diego poczuł gorący oddech na swoim policzku.

Nagle usłyszał pstryknięcie i otworzył oczy.

Tuż nad jego twarzą pochylał się rozbawiony , chuchał mu w nos i policzek oraz pstrykał palcami. Diego otrząsnął się ze snu, usiadł prosto w fotelu, a zapomniana książka zsunęła mu się do końca z brzucha na kolana. Spojrzał ze złością na przyjaciela.

“No, z czego się tak cieszysz?”

Niezrażony pokazał kształt kobiety, wskazał na młodzieńca, przymknął oczy i zrobił dziubek, jakby chciał cmoknąć buziaka. Po tym nastąpiła cała seria westchnięć i przewracania oczyma.

Po takiej pantomimie, Diego nie mógł długo się gniewać.

“Już dobrze, dobrze, przepraszam, nie powinienem na ciebie tak warczeć. Ale przerwałeś mi bardzo… podkreślam, bardzo przyjemny sen.”

Służący posłał w powietrze jeszcze kilka całusów, ale potem spoważniał. Rozejrzał się i ostrożnie wyrysował “z”, a potem kształt kobiety. Na twarzy miał wyryty niepokój i pytanie.

“Ja też nie wiem co zrobić. Nie mogę jej zdradzić, kim jestem, bo nie chcę, żeby była zamieszana w naszą maskaradę. Chociaż wtedy na pewno rzuciłaby mi się w ramiona bez chwili zastanowienia.”

wskazał na przyjaciela i palcami wyrysował symetrycznie dwie połówki serca, po czym pokiwał głową w zaprzeczeniu i wzruszył ramionami.

“Jako Diego, na razie jestem z nią na stopie przyjacielskiej i nie uśmiecha mi się tego zaprzepaścić, jeśli zbyt mocno ją będę naciskał. Ale z drugiej strony to jedyne wyjście, jeśli chcę mieć z nią jakąkolwiek przyszłość. Poza tym jej wujek i mój ojciec pochwalają nasze ewentualne małżeństwo.”

Przerwał, bo niemowa pogłaskał się po niewidzialnej brodzie, co zawsze oznaczało don , a potem z łobuzerskim uśmiechem zaczął kołysać i zabawiać równie niewidzialne dziecko.

roześmiał się serdecznie. “Pamiętasz ultimatum ojca? Ostatnio jakoś dziwnie w ogóle o tym nie wspomina. Masz rację, byłby bardzo podekscytowany, gdybym ożenił się z Ros i dostarczył mu tych upragnionych wnuków. Spróbuję ją wygrać dla siebie. I lepiej niech nie wchodzi mi w paradę.”

Dźwignął się z krzesła i przy pomocy kul ruszył w stronę jadalni, skąd dochodziły już smakowite zapachy obiadu. W połowie drogi odwrócił się jednak do przyjaciela.

“Czy wiesz, że gdy ja zostanę ojcem, to ty zostaniesz wujkiem?” Obaj lubili dzieci, a najmłodsi przepadali za magicznymi sztuczkami Bernardo. Dlatego służący pokiwał gorliwie głową z szerokim uśmiechem.

Ledwo powstrzymując się przed parsknięciem, młody don postanowił odegrać się za niespodziewaną pobudkę. “To oznacza zmianę brudnych pieluch, bycie oplutym kaszką, ulewanie się, nocne płacze przy ząbkowaniu…”

Wszedł do hacjendy, a starszemu mężczyźnie powoli zrzedła mina.

xxx Zorro xxx

Okolice Los były spokojne, więc nie było potrzeby interwencji tajemniczego anioła stróża. Jednak przy następnej wizycie piękna senorita przypomniała Diego o innych jego normalnych aktywnościach.

Siedzieli w ogrodzie na ławce w cieniu i wymieniali najnowsze plotki z puebla. Młodzieniec, pamiętając ich pierwszy prawie-pocałunek w tym samym miejscu, postanowił wprowadzić w życie swój plan rozkochania w sobie przyjaciółki.

Słuchając jej opowieści, sięgnął za siebie i zerwał niedaleką różę. Uważnie oberwał kolce z krótkiej łodygi i wplótł jej we włosy. “Poprzednio to zadziałało, może i tym razem się uda.”

Głośno zaś powiedział “Piękna róża dla pięknej senority.”

poprawiła kwiat i z sympatią pogłaskała go po ramieniu. “Dziękuję Diego, zawsze jesteś dla mnie taki miły. A wracając do misji…”

Młodzieniec nie dał po sobie znać niezadowolenia z tak przyjacielskiej reakcji. “Cierpliwa kropla drąży skałę, muszę próbować dalej.” Zwrócił ponownie uwagę na temat rozmowy.

“Dzieci się za tobą bardzo stęskniły i wypytywały mnie kiedy wrócisz. Zresztą padre też kilka razy o to zagadnął. Nie mam tak wszechstronnego wykształcenia jak ty, mogę je uczyć podstaw jak czytanie, pisanie i rachunki. Wiesz, że przeczytał ostatnio całą stronę bez zająknięcia?”

ujął jej dłoń w swoją i skrycie podziwiał entuzjazm swojej muzy. Iskierki w jej oczach mówiły jasno, jak bardzo lubiła podopiecznych i pracę z nimi.

“To zapewne sukces ucznia, ale też oddanej nauczycielki. Nie pamiętam, żeby dzieci robiły tak szybkie postępy ze mną.” Nie spuszczając wzroku, podniósł jej rękę i pocałował.

uśmiechnęła się, słysząc komplement. Zdawała sobie sprawę, że ostatnio młody de la Vega coraz bardziej zachowywał się jak zalotnik, chociaż słowa i czyny wciąż były ostrożne i subtelne. “Znając moje uczucia względem Zorro, pewnie nie chce deklarować nic otwarcie, bojąc się odrzucenia.” Nie chciała go skrzywdzić ani zepsuć istniejącej przyjaźni, więc udawała, że nie zauważa jego wysiłków.

“Myślę, że jesteś zbyt skromny, Diego. Ja je uczę tylko podstaw, a ty pokazujesz im różne doświadczenia, budujecie razem urządzenia, pokazujesz im jak poznawać świat kompleksowo. Ja tak nie umiem, więc więcej czasu poświęciliśmy na czytanie. I stąd taki efekt.”

“To ty jesteś zbyt skromna, moja droga. Dzieci cię uwielbiają. Ale skoro moja obecność jest tak pożądana, to za kilka dni jadę do doktora, więc na poniedziałek przygotuję coś specjalnego.”

“Powiesz mi co?”

“Niespodzianka.” Odpowiedział Diego i puścił jej zawadiacko oko. Widać to nie był najlepszy dzień na romansowanie, ale całkiem dobry na przekomarzanie.

xxx Zorro xxx

Kilka dni później Diego razem z udali się do po raz pierwszy od feralnych wydarzeń. Tydzień wcześniej zdjęli szwy, a zaczerwieniona skóra zdążyła trochę zblednąć. Zatrzymali powóz przed domem doktora i weszli do środka.

“Buenos dias, don Diego, czyżbyś przyszedł na zdjęcie łupków?”

“Buenos dias, doktorze. Tak, już mam dość tych kul i kuśtykania. Noga mnie już nie boli i mam nadzieję, że jest z nią w porządku.”

Młody don usiadł na krześle i zaczął podwijać nogawkę. “Jak to dobrze, że spodnie są szerokie, w czarnym komplecie Zorro musiałbym je rozciąć, żeby zmieścić usztywnienie.”

Ku jego przerażeniu lekarz zaprotestował. “Ależ chłopcze muszę cię dokładnie zbadać, nie chcesz chyba przez zaniedbanie pogorszyć swojego stanu, prawda? A teraz zdejmij spodnie i połóż się na łóżku.”

Diego obawiał się, co senior Avila może odkryć, ale z doświadczenia wiedział, że protesty są bezcelowe. Doktor słynął z cierpliwości i łagodności, ale także ze stanowczości. Spojrzał spłoszony na Bernardo, który tylko wzruszył ramionami.

Młodzieniec usiadł na posłaniu obok, rozebrał i położył na plecach. Medyk pochylił się, zdjął opatrunek i drewienka, a potem zaczął poruszać stopą i oglądać kończynę ze wszystkich stron. Mruczał coś do siebie pod nosem, a Diego stresował się coraz mocniej i próbował wykręcać tak, aby zakryć newralgiczny obszar.

W końcu doktor poklepał go po łydce. “Byłeś chyba grzecznym pacjentem, bo noga wygląda prawie jak nowa. Oszczędzaj ją jeszcze kilka dni. Miłego dnia Diego i przekaż, proszę ojcu pozdrowienia. Mam nadzieję, że w sobotę znów ogram go w karty.” Mrugnął okiem i wyszedł do części mieszkalnej.

Gdy tylko zniknął za drzwiami, ekspresyjnie wypuścił wstrzymywane powietrze i otarł rękawem czoło. Młody de la Vega ubrał się i położył na stole kilka pesos. Ściszonym głosem powiedział, “Tak, to dobrze, że senior Avila nie przypatrzył się bliźnie zbyt dobrze. Mógłby zadawać bardzo niewygodne pytania. Chociaż czasem mam wrażenie, że on o wszystkim wie i tylko nie chce niektórych rzeczy widzieć.”

Służący był zdziwiony, więc Diego wyjaśnił. “W innym wypadku, dlaczego kazał mi ściągnąć spodnie? Ale zna mnie od dziecka i myślę, że mogę mu ufać. W końcu jeszcze mnie nie wydał, prawda?”

xxx Zorro xxx

Obaj udali się na obiad do tawerny, chociaż Diego wciąż ostrożnie obciążał nogę, w wyniku czego lekko utykał. Nie spodziewał się tak ciepłego przyjęcia, gdy przekroczył próg szynku. Wielu poklepywało go po plecach i serdecznie pytało o zdrowie. Może pierwszy entuzjazm po pozbyciu się Monastario i Ortegi z puebla już przeszedł, ale ludzie nadal zachowywali się dużo swobodniej i byli bardziej otwarci niż w czasie ostatnich lat. Z dobrodusznym Garcią u steru nikt nie czuł się zagrożony.

Skoro o wilku mowa, sierżant siedział przy stoliku z kapralem i tęsknie patrzył, jak ten sączy wino. Tawerna była zatłoczona i nigdzie nie było wolnego miejsca. Gdy tylko zobaczył zbliżających się przyjaciół, szybko zwrócił się do kompana z niewinnym uśmiechem.

“Kapralu, czy sprawdziłeś dzisiaj stan podków i rzędów naszych koni?”

, z samego rana.” Odpowiedział niezrażony , pociągając kolejny łyk z kufla.

“Kapralu, a czy zrobiłeś inwentaryzację zbrojowni?” Nie dawał za wygraną Garcia.

“Si, zaraz przed tym jak poszedłem do stajni na inspekcję koni.”

Sierżant z coraz większym niepokojem patrzył na młodego dona, który był już tylko trzy stoliki dalej. Dlatego przybrał surowy wyraz twarzy i spojrzał na Reyesa.

“Doskonale kapralu. W takim razie idź i zrób to jeszcze raz.”

Podwładny spróbował flegmatycznie zaprotestować. “Ależ sierżancie, od rana nic się nie zmieniło…”

Diego był już przy sąsiednim stoliku, gdy usłyszał stanowczy ton. “Baczność kapralu! Odmaszerować do wykonania rozkazu. Teraz baboso.” Odwrócił głowę w tym kierunku i ze skrytym ubawem zauważył, jak biedny żołnierz wstał gwałtownie, przewracając krzesło, zasalutował i ze smutną miną powlókł się do garnizonu. Wzajemne relacje tej dwójki zawsze poprawiały mu humor.

“Don Diego, jak dobrze cię znowu widzieć. Proszę, spocznij, jak twoja noga?” Garcia jowialnym tonem zaprosił go, wskazując krzesło, dopiero co opuszczone przez kaprala.

uśmiechnął się serdecznie, usiadł i wskazał bar. Gdy służący odszedł i zamówił wino dla siebie i swojego pracodawcy, młody de la Vega skupił się na swoim rozmówcy. “Buenos dias, sierżancie. Noga prawie jako nowa, tylko muszę ją trochę oszczędzać. Mnie również brakowało naszych wspólnych obiadów i wina. Swoją drogą, mam nadzieję, że jeszcze senior nie jadłeś i dotrzymasz mi towarzystwa?”

Garcia rozpromienił się jeszcze bardziej. “Si, don Diego, omawiałem właśnie z kapralem sprawy garnizonu i nie pomyślałem, żeby zjeść.”

W tym momencie podeszła Maria, dziewczyna pracująca w tawernie, z zamówioną butelką wina i dwoma kubkami. Już dawno przyzwyczaiła się, że młody zawsze częstuje swojego przyjaciela. “Czy przynieść coś jeszcze, seniores?”

“Si, poprosimy dwie porcje enchiladas. I nie zapomnij dać też coś pysznego Bernardo, por favor.”

Diego był zawsze bardzo uprzejmy w stosunku do każdej senority, ale jako jeden z nielicznych patronów zamówienie kończył czarującym uśmiechem. Na widok dołeczków w jego policzkach Marii zawsze robiło się cieplej. Mimo tego, że wiedziała, że był dla niej bardziej niż nieosiągalny, podobał jej się jego przyjazny i pacyfistyczny sposób bycia. “Nie to, co ten łobuz Zorro, po nim zawsze muszę sprzątać porozbijane meble i naczynia”. 

Odwzajemniła uśmiech i dodała, “Przyniosę, jak tylko będą gotowe.”

.”

Gdy odeszła, Diego zwrócił się do Garcii. “Ojciec chwalił cię, sierżancie, że doskonale sprawdzasz się w roli pełniącego obowiązki komendanta. Może zamiast nowego oficera, doceni twoje wysiłki i da ci awans?”

Puszysty żołnierz zdążył w międzyczasie napełnić swój kufel i wychylić całkiem spory łyk. Skromnie pokiwał głową i odpowiedział. “Nie, don Diego, wątpię, żebym dostał szlify. Poza tym bycie komendantem oznacza całą masę obowiązków i dokumentów do wypełnienia, pisanie raportów i rejestrów, inwentaryzacje, a ja robię to bardzo wolno. Poza tym przez ostatnie tygodnie nic złego się nie działo. Gdyby było odwrotnie…” Westchnął głośno. “To wielka odpowiedzialność prowadzić garnizon i dbać o podwładnych.”

De la Vega klepnął przyjaciela po ramieniu. “Ależ sierżancie, chyba się nie doceniasz. Droga jest już naprawiona i w lepszym stanie niż poprzednio.” Zaczął wyliczać na palcach, akcentując zasługi. “Mieszkańcy są szczęśliwi i w lepszych nastrojach niż przez ostatnie dwa lata. Żołnierze codziennie mają ćwiczenia i są w coraz lepszej formie. Przynajmniej tak mówił mój ojciec, a jako staremu oficerowi muszę mu uwierzyć na słowo, bo na takich rzeczach się nie znam.”

Nachylił się i zakończył szeptem. “A w razie kłopotów chyba Zorro nie pozostanie obojętny, prawda?” Mrugnął porozumiewawczo.

Garcia także się zbliżył i takim samym cichym tonem dodał. “On nas nigdy nie zawiódł. I powiem ci, don Diego, w tajemnicy, że uważam go za przyjaciela i wcale nie chcę go złapać. Niestety, pardon może dostać tylko od gubernatora.”

Wyprostował się, pociągnął kolejny łyk wina i już normalnym tonem kontynuował. “Tak czy siak, dostałem list, że za kilka dni ma przyjechać nowy kapitan z żoną. Mam tylko nadzieję, że będzie lepszy niż …” zmieszał się i przerwał.

Diego dokończył jego myśl “… niż poprzednicy. Ale jako żołnierz nie możesz senior otwarcie krytykować przełożonych? Nie martw się, to pozostanie między nami. Ale też liczę na uczciwszego komendanta.”

Chwilę później Maria przyniosła obiad i dwaj przyjaciele kontynuowali rozmowę już na mniej poważne tematy.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *