Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 47 Początek współpracy

Autor/Author
Ograniczenie wiekowe/Rating
Fandom
Walt Disney 1957-1959,
Status
w trakcie
Rodzaj/Genre
Przygoda, Lęk/Niepokój, Western,
Podsumowanie/Summary
Postacie/Characters
, Arturo , , Cortez, ,

Świętowanie przeciągnęło ę do późnej nocy. Wszystkim było to potrzebne. W końcu powoli ludzie zaczęli się rozjeżdżać do domów. Diego, Bernardo i także nieśpiesznie wracali. Dyskutowali bieżący obrót sprawy i konsekwencje pardonu dla Zorro.

“Hijo, teraz gdy nie masz już listu gończego wiszącego nad głową, powiesz Rosaricie prawdę?” Zapytał stary hidalgo.

Diego zamyślił się. “Nie wiem. A wy co o tym sądzicie?”

Bernardo energicznie zaczął kiwać głową. Alejandro uśmiechnął się na ten widok i zwrócił do syna. “Powodem, dla którego ukrywałeś podwójną tożsamość przed rodziną, było nasze bezpieczeństwo. Jednak w obecnych okolicznościach ma prawo wiedzieć, za kogo wyszła. Absolutnie nie namawiam cię, żebyś rozgłosił to wszem i wobec. Nie potrzebujesz żadnych narwańców wyzywających cię na pojedynek, tylko po to, aby móc potem pochwalić się, że skrzyżowali szpady z Zorro. Ale jej powinieneś powiedzieć.”

Diego nie wyglądał na przekonanego. “Pytanie, czy po tylu kłamstwach mi wybaczy?”

Bernardo pociągnął go za rękaw. Palcami narysował w powietrzu kształt kobiety, potem zaczął odliczać na palcach. Zakreślił szybkie “Z” i stworzył z kciuka i palca wskazującego małe kółko, które włożył na serdeczny palec drugiej dłoni. Następnie przybrał rozanieloną minę, zatrzepotał rzęsami i oparł wierzch dłoni na czole, trzymając drugą na sercu.

wybuchnęli śmiechem. “Tak, masz rację, niejedna senorita chciałaby mieć za męża.”

Resztę drogi spędzili na docinkach na temat renegata i jego domniemanych podbojów miłosnych, co poprawiło Diego humor, ale pozostawiało jego dylemat nierozstrzygniętym.

xxx xxx

Pięknie rozpoczęty wieczór nie miał jednak skończyć się równie przyjemnie. Planowali po cichu odprowadzić konie do stajni i położyć się spać, tak, aby nikogo nie obudzić. Prawie im się udało. Prawie.

Wymykając się ze stajni, musieli przejść przez patio. Na środku dziedzińca stała ponura jak chmura gradowa pani domu. Ręce położyła na biodrach, zmarszczyła brwi, a z oczu ciskała pioruny. Pierwszy zreflektował się Diego, który podszedł do niej z rozbrajająco niewinną miną i spróbował ją objąć. “, co robisz o takiej późnej godzinie? Nie powinnaś już spać?”

wyślizgnęła się z fuknięciem i stanęła krok dalej. “Może i powinnam. A o której to się wraca do domu? Wyjechaliście przed południem, miał się odbyć ważny apel, a wy zniknęliście jak woda na prerii. Żadnej informacji, nie wiem, aresztowali was, powiesili czy napadli po drodze rabusie.”

Skupiła wzrok na mężu, ale głupio zrobiło się wszystkim mężczyznom. Faktycznie nie pomyśleli, aby dać jej znać o wydarzeniach w . Przedłużająca się nieobecność Diego mogła napawać ją niepokojem, szczególnie po przygodzie z poborem.

Alejandro nie chciał jej denerwować przed nieuniknioną rozmową o tajemnicy Zorro, dlatego odchrząknął i zaczął jej tłumaczyć. “Masz absolutną rację, , to było bardzo nierozważne z naszej strony i miałaś pełne prawo się o nas martwić. Przyjmij, proszę, nasze najszczersze przeprosiny. Otóż całe pueblo świętowało awans sierżanta Garcii na podporucznika i coś jeszcze. Coś, co bardzo cię ucieszy…”

Widząc skruszone miny całej trójki oraz dobrą nowinę, złość nieco przeszła młodej doni. Weszła w objęcia męża i nieco złagodziła wyraz twarzy. Paliła ją też ciekawość, co mogło sprawić, że nawet szanowany senior rodu de la Vegów stracił głowę i … od każdego zalatywało alkoholem, chociaż żaden nie przesadził najwyraźniej z ilością trunków.

Podniosła pytająco jedną brew i czekała na ciąg dalszy.

Alejandro odchrząknął i zerknął znacząco na syna, co nie uszło jej uwagi. “Otóż, na apelu odczytał i wręczył ważny dokument. Pardon zupełny dla Zorro.”

Serce zabiło jej mocniej. “To znaczy, że nikt go nie będzie ścigał? Nie będzie musiał dłużej się ukrywać i ryzykować? Bez listów gończych? Jest wolnym człowiekiem?”

Nie śmiała nawet marzyć wcześniej o takim obrocie sprawy. Zrobiło jej się od razu gorąco i spłonęła rumieńcem. Po złości nie został nawet ślad i patrzyła na teścia wzrokiem przepełnionym szczęściem i nadzieją.

Alejandro patrzył na nią i kiwał głową przy każdym pytaniu, zezując kilka razy na syna w cichym ponagleniu. roześmiała się w myślach. “Alejandro chyba zna tajemnicę i próbuje wpłynąć na Diego, żeby się przyznał. Ciekawa jestem, ile czasu mu zajmie zebranie się do wyznania.”

Tymczasem humor młodego pogarszał się odwrotnie proporcjonalnie do jej entuzjazmu. Był zwyczajnie zazdrosny o swoje alter ego. “Wcześniej wygrałem jej względy z właśnie dlatego, że tamten był renegatem i nie mógł jej zapewnić bezpiecznej przyszłości. A teraz nie jestem pewien… Jak dodam do tego okłamanie jej…”

Pocałował żonę w czoło. “To bardzo szczęśliwa nowina. Teraz rozumiesz, dlaczego tak długo byliśmy w pueblo. To był długi dzień pełen wrażeń i chyba wszyscy jesteśmy zmęczeni. Nie wiem, jak wy, ale ja idę spać. .”

uśmiechnęła się szeroko do Alejandro i Bernardo. “Ma rację. Buenos noches.”

“Buenos noches”

Gdy małżonkowie zniknęli w swojej sypialni, starsi mężczyźni zachichotali. “Jak na mój gust jej reakcja była bardziej niż entuzjastyczna, szczególnie w obecności męża i teścia. Czyżby sama domyśliła się prawdy?”

Bernardo rozłożył bezradnie ręce i wzruszył ramionami.

xxx xxx

Diego szybko poradził sobie z toaletą wieczorną. Chciał wybadać grunt, ale położyła się do łóżka, cmoknęła go w policzek, odwróciła do niego plecami i zasnęła.

On zaś leżał i patrzył w sufit. Wciąż targały nim wątpliwości.

“Jeśli jej powiem i przyjmie to dobrze, to będziemy żyli długo i szczęśliwie bez sekretów. Z drugiej strony może nie być w stanie mi wybaczyć, zabierze Sebastiana i wyprowadzi się do don Corteza. Pal licho wstyd i docinki, jakie się na mnie posypią, ale ojciec też na tym ucierpi. Jeśli jej nie powiem, odejdzie w niepamięć i zachowam status quo. Będę się nieco frustrował w łóżku i będę musiał być dyskretny w pomocy kapitanowi, ale to da się zrobić.”

Przewrócił się na bok, potem na drugi, nie mógł znaleźć sobie miejsca. W końcu postanowił przełożyć podjęcie decyzji na później i przemyśleć w zamian za to warunki współpracy z Toledano. Zmęczony nie wiedział, kiedy usnął.

xxx xxx

Diego stał naprzeciwko Zorro, który trzymał go na końcu szpady.

“Przegrałeś de la Vega, jak zawsze jesteś gorszy ode mnie. Gorszy szermierz, gorszy jeździec, gorszy kochanek. Nawet twój syn, nie jest twój. Sebastian jest mój, tak samo jak . A ty jesteś jedynie żałosną namiastką mężczyzny i zakałą rodziny. Tchórz.”

splunął mu pod nogi, ale cofnął szpadę i schował ją. W tym momencie podeszła do niego trzymająca w ramionach niemowlę. objął ich i namiętnie pocałował senoritę, a Diego stał jak wmurowany. Zorro spojrzał na niego z wyższością i wsadził dziewczynę na . Sam wskoczył na siodło za nią i dzieckiem.

Wzrok de la Vegi przesłoniła mgła, która po chwili się rozwiała. Stał na ulicy. W pierwszej chwili nie rozpoznał budynków, ale dostrzegł na jednym z nich tabliczkę “Karczma Monterey”. Rozejrzał się wokół zdezorientowany. Nagle ktoś na niego wpadł. Z osłupieniem patrzył na czarnowłosego dziecięciolatka, którego widział wielokrotnie na jednym z obrazów w domu.

“Pardon, senior, nie chciałem na pana wpaść. Hmm… nie widziałem pana nigdy wcześniej… Czy jesteś senior nowym nauczycielem?”

Za nimi rozległo się kobiece wołanie. “Sebastian, ile razy mówiłam, żebyś nie rozmawiał z nieznajomymi? Chodź tu szybko!”

Chłopak uśmiechnął się przepraszająco, rzucił “Miłego dnia!” i biegiem wrócił do matki.

Diego podniósł wzrok. Dzieciak podszedł do… Rosarity i Zorro. Widać było, że jest kilka lat starsza. Gdy się obróciła, od razu w oczy rzucała się zaawansowana ciąża. uśmiechał się złośliwie do rywala, objął jej ramiona i rodzina odeszła. Diego chciał za nimi krzyknąć, ale nic nie wydobyło się ze ściśniętego gardła…

xxx xxx

Następnego dnia śniadanie jedli w wesołej atmosferze. Tylko młody de la Vega był spięty i milczący. W końcu włączył się do rozmowy.

“Wczoraj zapomniałem o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Miałem zaprosić po apelu sierżanta… to znaczy podporucznika na niedzielny obiad. Ale z tego wszystkiego zupełnie wypadło mi to z głowy. Od razu po śniadaniu pojadę do pueblo.”

Oświadczenie zostało przyjęte ze spokojem. Alejandro w końcu mógł zacząć jeść, zamiast opowiadać, a skorzystała z okazji, aby teraz podpytać męża o poprzedni dzień.

“Oczywiście, jedź, nie ma co odkładać tego na ostatnią chwilę. A swoją drogą, na czym ma polegać ta współpraca między żołnierzami i Zorro?”

Diego odpowiedział niepewnie pytaniem “A skąd niby ja mam to wiedzieć?”

Donia z zalotnym uśmiechem odparła “Wcześniej mu przecież pomagałeś, na pewno wiesz, jak działa i co planuje. Może nawet wiesz, gdzie teraz może być?”

Alejandro zakrztusił się pitą właśnie herbatą. odwróciła się z troską do niego i uderzyła go delikatnie w plecy. “Czy powiedziałam coś nie tak?”

Senior rodu machnął tylko ręką, że nic mu nie jest i jeszcze chwilę kaszlał. W tym czasie Diego gromił wzrokiem Bernardo, który stał za krzesłem dziewczyny z dzbankiem wody. Nie dość, że mozo dusił się ze śmiechu, to jego niewinna mina dawała jasny przekaz “Sam sobie to zrobiłeś!”.

xxx xxx

W paskudnym nastroju caballero wjechał do jaskini i zaczął się przebierać. “…wiesz, jak działa… wiesz, co planuje… oczywiście, że wiem! W końcu jestem Zorro!”

Nocny koszmar gnębił go przez całą drogę do pueblo.

Z przyzwyczajenia włamał się przez okno do sypialni komendanta. Toledano podskoczył na krześle zaskoczony, gdy ciemna figura stanęła koło niego. Uśmiechnął się i wstał, wyciągając rękę na powitanie.

“Buenos dias. Powinienem się już przyzwyczaić, że pojawiasz się znikąd i giniesz w mroku nocy. Ale wiesz, że teraz nie musisz się zakradać? Możesz wchodzić normalnie bramą.”

rozluźnił się i potrząsnął prawicą kapitana. “Wybacz, siła przyzwyczajenia.”

Komendant wskazał mu drugie krzesło. “Proszę, siadaj. Napijesz się czegoś?”

“Nie, dziękuję, dopiero co skończyłem śniadanie. Jak mogę pomóc garnizonowi?”

“Czyli jednak zdecydowałeś się zaangażować? Bardzo mnie to cieszy. Mam wstępny plan, ale jestem otwarty na sugestie.”

zdjął kapelusz i powiesił go na oparciu. “Zamieniam się w słuch.”

“Myślałem o systemie rotacyjnym. Przed południem połowa będzie miała trening szermierczy z tobą, strzelecki ze mną lub patrol, a druga będzie pomagać mieszkańcom. Po sjeście grupy zamienią się. Dzięki temu będziesz mógł wybrać, ile czasu chcesz poświęcić i którego dnia. Co o tym sądzisz?”

Lis zamyślił się na chwilę “Łatwiej mi będzie wyrwać się częściej, ale na krócej.”

“Podoba mi się pomysł z pracą w podgrupach, ale jeśli żołnierze mają podnieść umiejętności, to lepiej, żeby ćwiczyli codziennie, nawet krócej. Co powiesz na to, żebym trenował wszystkich rano lub wieczorem? Gdy nie będę mógł, przeprowadzisz strzelanie, a cały dzień będzie można przeznaczyć na patrole oraz pracę na polach i pastwiskach.”

“To brzmi rozsądnie. Od kiedy możemy zacząć?”

“Od jutra. Będę o świcie, więc lepiej niech nie zaśpią.” rzucił z uśmiechem, ale szybko spoważniał.

“A co z patrolami?  Teraz wszelkie szumowiny jeszcze się kryją, ale za chwilę zaczną wypełzywać z nor. Czy będę mógł nadal pomagać w terenie?” Wolał się upewnić, na ile zmieniła się dynamika w relacjach z wojskiem.

“Proszę, proszę, nigdy bym nie przypuszczał, że dożyję dnia, gdzie pyta o pozwolenie na patrol.” Toledano klepnął się z uciechy w udo. “Przepraszam, to był oczywiście żart. Jeśli chcesz podjąć się dodatkowych wypraw, masz moje pełne błogosławieństwo. Na początku tygodnia dostaniesz kopię tras i dat, żebyś wiedział, gdzie już są lansjerzy. Czy w razie nagłej potrzeby mogę się jakoś z tobą skomunikować?”

Mężczyzna w czerni przytaknął. “Wystarczy, że postawisz doniczkę z kwiatkiem w oknie sypialni. Nie możemy przecież opuszczać flagi za każdym razem.”

Następną godzinę spędzili na ustalaniu szczegółów. Zorro zebrał się już do wyjścia, tym razem kierując się w stronę drzwi, gdy kapitan zatrzymał go.

“Jeszcze jedna sprawa. Od gubernatora otrzymałem pozwolenie na wciągnięcie cię na listę płac i przyznanie stopnia oficerskiego. Jednocześnie nie będziesz podlegał wojskowym procedurom i strukturom.”

Zamaskowany mężczyzna pokręcił głową i skrzywił się, zniesmaczony propozycją. “Ja to robię dla Kalifornii, a nie dla kariery. A pieniądze daj najbardziej potrzebującym. Nic mi po nich.”

Komendant uśmiechnął się szeroko. “Przewidziałem, że to powiesz. Uprzedziłem gubernatora, żeby nie liczył na entuzjastyczną odpowiedź. Ale wiesz, musiałem ci przekazać.”

Obaj uścisnęli sobie dłonie, a Zorro odparł. “Cieszę się, że się dobrze rozumiemy. Do jutra.”

xxx Zorro xxx

To, że Lis wyszedł drzwiami, nie oznaczało, że ktokolwiek go zauważył. Mimo że był dzień, a w jaskini bezpiecznie leżał pardon, Diego uznał, że warto nie wychodzić z wprawy. Niepostrzeżenie zakradł się do kwatery Garcii, gdzie żołnierz odpoczywał po wczorajszym świętowaniu. Kapitan już wcześniej dał mu dzień wolnego.

Tym razem jednak Zorro nie wyciągnął szpady, aby zbudzić sierżanta… podporucznika zimną stalą na szyi, jak mu się kiedyś zdarzyło. Z kieszeni wyjął chustkę i zaczął nią delikatnie łaskotać przyjaciela pod nosem. Lansjer powoli zaczął się odganiać, jak od natrętnej muchy i mamrotać przez sen.

“Mamusiu, jeszcze 5 minutek… przecież nie muszę w niedzielę… iść do szkoły…”

Diego nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem, co skutecznie ocuciło Garcię. Gwałtownie usiadł na łóżku i z rozbrajającą szczerością stwierdził. “Ty nie jesteś mamusią!”

“Jak widać, zdecydowanie, nie jestem.”

Podporucznik przetarł oczy kułakami i spojrzał nieco przytomniej. “Czy coś się stało?”

Zorro zaprzeczył. “Przyjechałem ustalić z komendantem szczegóły współpracy i treningu dla garnizonu. I prosić cię o potwierdzenie wymówki. Gdyby pytała, to zaprosiłem cię na niedzielny obiad.”

Zdziwiony żołnierz przetarł oczy jeszcze raz, dla upewnienia się, czy przypadkiem wciąż nie śpi. “Ale przecież już mnie zaprosiłeś.”

Caballero westchnął. “Zaprosiłem cię dzisiaj jako Diego. Ona nie wie, że ja i Zorro to ta sama osoba.”

“Ale przecież jest twoją żoną i dostałeś pardon…”

“To nie takie proste. Powiem jej, ale czekam na dobry moment.” Diego wzruszył ramionami.

“Jak uważasz, ale na twoim miejscu bym za długo nie zwlekał. Dobrze, jak ktoś mnie zapyta, to potwierdzę oficjalną wersję.”

.”

xxx Zorro xxx

Młody de la Vega wrócił do domu, zahaczając ponownie o jaskinię. W salonie natknął się na Rosaritę i Sebastiana, którzy szykowali się powoli do obiadu.

“O już jesteś! I co, widziałeś się z naszym nowym podporucznikiem?”

Diego pocałował żonę w głowę i wziął od niej na ręce syna. Stroił do niego miny, a maluch z radością machał rączkami. “Tak, potwierdził, że przyjedzie w niedzielę.”

Po czym zwrócił się do dziecka. “Wiesz, hijo, kogo wybraliśmy na twojego padrino? Garcię! Ma taaaaki wielki brzuch, że będziesz mógł na nim leżeć, jak na najwygodniejszej poduszce…”

zaprotestowała. “Diego! Tak nie można, przecież Garcia to przyjaciel! I co za głupoty opowiadasz, jeszcze się tak chłopak nauczy!”

Caballero wcale się nie przejął oburzeniem małżonki. “Przecież mówię z sympatii. Poza tym nasz drogi podporucznik naprawdę ma duży brzuch, co w przypadku zostania ojcem chrzestnym, uważam za zaletę, przynajmniej w wieku dziecięcym. I zanim Sebastian zacznie mówić, to dawno dzisiejszych żartów nie będzie pamiętał.”

“Niech ci będzie. Idę przypilnować kuchni, a wy się panowie możecie trochę pobawić.”

Obiad minął w wesołej rodzinnej atmosferze, a najmłodszy de la Vega zgłodniał, dopiero gdy wstała od stołu. Diego nie czekał na nich i udał się na sjestę do sypialni.

Gdy wszedł do pokoju, poczuł ukłucie niepokoju. Coś nie pasowało. Przesunął uważnie wzrokiem naokoło i zatrzymał się na łóżku. Na środku poduszki doni leżały trzy róże układające się w kształt litery “Z”. Krew mu się zagotowała w żyłach.

“Ja tego nie zostawiłem! Kto i dlaczego?!”

Nie zobaczył nic innego podejrzanego, więc zaczął spacerować po pokoju.

“A jeśli ktoś, kto wierzył plotkom o Ros i Zorro, dał im wiarę? Teraz usłyszał o pardonie, więc ubranie czarnej maski jest w pełni bezpieczne. Ros jest piękną kobietą i urodziła syna, stanowi łakomy kąsek. Co jeśli ktoś nabrał odwagi i postanowił się pode mnie podszyć?”

Z odruchu sprawdził przejście, ale okazało się nietknięte.

“Ktoś musiał wejść przez okno, więc nie wie, że ja to ja. To znaczy ja to Zorro.”

Im dłużej o tym myślał, tym bardziej wpadał w lekką panikę.

“Jeśli ten ktoś zdemaskuje się przed Ros, to ona uzna go za prawdziwego Zorro, nie przebierańca. To byłaby katastrofa. Ja byłem drugim, bezpiecznym wyborem. Co jeśli Ros jednak zdecyduje się żyć w grzechu, ale z ukochanym, a mnie, męża rzuci?”

Diego nie miał czasu dłużej zastanawiać się nad konsekwencjami nieoczekiwanego obrotu sprawy, bo usłyszał kroki na balkonie. Szybko wyrzucił róże za okno. W tym momencie drzwi otworzyły się i weszła donia. Przeciągnęła się, ziewając, cmoknęła go w policzek i położyła się na swojej połowie łóżka.

“Ale jestem śpiąca, jeszcze nie odespałam wczorajszego czekania na was. A ty się nie kładziesz?”

Młody de la Vega dawno nie był już w sytuacji, że nie wiedział co powiedzieć. Z jednej strony chciał to mieć już za sobą i wszystko wyznać, z drugiej strach go przytłaczał, a nie przemyślał jeszcze kwestii nieoczekiwanego konkurenta. Otworzył i zamknął kilka razy usta, ale ostatecznie nie zdecydował się na żaden poważny krok.

“Nie jestem aż tak zmęczony. Wiesz, nie będę ci tutaj hałasował, pójdę do biblioteki poczytać.”

xxx Zorro xxx

Faktycznie myślał, że lektura pozwoli mu nieco zapanować nad emocjami. Postanowił wybrać coś lekkiego.

“Sen nocy letniej… przecież pamiętam, że odkładałem go na tę półkę, razem ze wszystkimi dziełami Szekspira…”

Bernardo zastał go wodzącego po wszystkich grzbietach książek.

“Widziałeś może “Sen nocy letniej”?”

Niemowa zaprzeczył, więc Diego westchnął zrezygnowany.

“Skoro nie mogę poczytać, to chociaż poćwiczę. Chodźmy do jaskini, nic tak nie poprawia humoru jak sparing na szpady.”

Był to bardzo dobry pomysł, ponieważ caballero uspokoił myśli i zrelaksował się na tyle, aby położyć nieco perspektywy do całej sprawy. Jednak, gdy podszedł do stołu po ręcznik, zauważył leżący tam wolumin. Podniósł go i pokazał przyjacielowi.

“Popatrz, znalazła się nasza zguba. Ale ja jej nie przynosiłem…”

Bernardo wskazał na siebie i pokręcił głową.

“Dziwne… hmm… może ojciec chciał sobie poczytać w ciszy i zapomniał odnieść. Chociaż biblioteka jest świetnym miejscem, tam nie słychać wielu dźwięków z domu. No nic, najważniejsze, że teraz mogę ja się nią zająć.”

Related posts

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenuję jujitsu japońskie i kiedyś miałam krótką przygodę z kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :) ----------------------------------- Mother of two Zorro cubs. I train Japanese jujitsu and once had a short adventure with kendo. I like RPGs, board games, geography, history, soccer and books. Wait, come back, I love books. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.