Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 46 Pardon i awans

Autor/Author
Ograniczenie wiekowe/Rating
Fandom
Walt Disney -1959,
Status
w trakcie
Rodzaj/Genre
Przygoda, Lęk/Niepokój, Western,
Podsumowanie/Summary
Postacie/Characters
, , , Cortez, ,

Rano Diego leżał przebrany z powrotem w koszulę nocną i myślał. Ręce splótł za głową i wyciągnięty na łóżku rozważał opcje. Raz wpatrywał się w obraz, który dał Rosaricie po zaręczynach, aby zaraz potem zerknąć na portret matki wiszący koło kominka. Nawet gdy zamykał oczy, z boku dochodził do niego dźwięk równego oddechu żony, który odmierzał uciekające minuty i godziny.

“Czy gdybym miał więcej czasu do namysłu, coś by to zmieniło? Hmm… Prawdopodobnie nie…”

Dylemat nie pozwalał mu zasnąć, chociaż powoli przychylał się do jednej z opcji. Chciał jednak przewidzieć wszystkie jej konsekwencje.

Pianie koguta przebiło się przez senne marzenia młodej doni. Po raz pierwszy od dawna czuła się wypoczęta i wyspana. Zamruczała i przeciągnęła się z gracją kocicy. Otworzyła jedno oko, chcąc sprawdzić, czy jej carino też już się obudził. Zmarszczone brwi, głębokie zamyślenie i zmęczenie wyryte na jego twarzy od razu przywołały ją do rzeczywistości.

“Wczoraj opóźniłam jego wyjazd… Czyżby nie spał od… wczoraj rana? Madre Dios, chyba przesadziłam! Ale przecież Sebastian by mnie obudził na nocne karmienie…”

Gwałtownie usiadła i zawołała “Sebastian!”

Diego delikatnie pociągnął ją z powrotem na dół, przytulił i pocałował. “Spokojnie, śpi. A w nocy tak słodko drzemałaś, że nie chciałem Ci przerywać. Jakoś we dwóch daliśmy radę zjeść nocną przekąskę.”

zrobiła tak zdziwioną minę, że tylko się roześmiał. Uwielbiała jego dołeczki w policzkach, ale w tym momencie bardziej intrygowało ją, co mąż miał na myśli.

“Ale jak to zrobiliście? Przecież karmię piersią….”

“Niech to pozostanie tajemnicą między ojcem a synem. Zjadł, przewinąłem go i ululałem do snu. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.” Przy ostatnim zdaniu głos mu lekko zadrżał. Mimo żartobliwego tonu wiedziała, że nie jest to do końca prawda. I nie chodziło tutaj o najmłodszego de la Vegę.

“Coś się wydarzyło. Jasne, że mi nie powie, musiałby przyznać się do bycia Zorro. Czyżby zastawił pułapkę i próbował go złapać? Diego miał zawsze o nim dobre zdanie. A dzisiaj jest w południe ten apel! Musi na nim być jako de la Vega. Jeśli nie spał całą noc, to muszę mu, chociaż w tym, pomóc. Nie wolno mu popełnić błędu ze zmęczenia.”

Przeczesała dłonią jego włosy w pieszczotliwym ruchu, a Diego przymknął na chwilę z lubością oczy. “Jedna rzecz nie jest w porządku. Dałeś mi odpocząć całą noc, ale sam wyglądasz, jakby przydałoby ci się kilka godzin snu. Pozwól, że zaparzę ci zioła nasenne. Nie możesz snuć się po domu jak półtora nieszczęścia. Jeszcze gotów znów z nas żartować w temacie kolejnego wnuka.”

wyszczerzył zęby. “Oh, nie! Ojciec i jego drażnienie się. Zgadzam się na wszystko, nawet na te gorzkie zioła. Masz rację, jakoś nie udało mi się zasnąć przez całą noc. To chyba ta ekscytacja dzisiejszym tajemniczym apelem. Nie wpadłem na to, żeby wspomóc się naparem. I co ja bym bez ciebie zrobił, mi reina?”

wstała, zarzuciła szlafrok i wygięła wargi, jakby w zamyśleniu. “Pomyślmy? Pewnie chodziłbyś półprzytomny i znosił żarty ojca.”

Oboje uśmiechnęli się z czułością do siebie. Donia już naciskała klamkę, gdy Diego poprosił ją, żeby z miksturą przysłała Bernardo. Jeszcze jakiś czas temu seniora de la Vega pewnie pomyślała, że jest to dziwne, że preferuje służącego nad żonę. Teraz jednak rozumiała doskonale, że niemowa nie tylko pracował jako mozo, ale również był cichym sojusznikiem Zorro.

xxx xxx

Poinstruowawszy Bernardo, że ma go obudzić na tyle wcześnie, żeby zdążyli na apel, Diego oddał się w ramiona Morfeusza. Drzemka była zbawienna dla jego sił fizycznych i psychicznych. Wstał z gotową decyzją, którą jednak nie chciał się dzielić, nawet z przyjacielem.

Do wyjechali z hacjendy we trzech, z . Gdy tylko za zakrętem drogi zniknęły zabudowania, młody zatrzymał konia.

“Dzisiaj jadę jako Zorro. Wymyślcie jakąś wymówkę dla Diego, gdyby ktoś się pytał o moją nieobecność.”

Starszy de la Vega był nieco zaskoczony zaciętością w głosie syna oraz samym pomysłem. “Hijo, przewidujesz kłopoty? Wczoraj kapitan długo siedział z Garcią, potem prosił o spotkanie. Pojechałeś w nocy?”

“Tak, ojcze. Nie macie się czym martwić. Powiedziałbym, że to będzie raczej, ekhm, szczęśliwa okazja do świętowania. Zobaczymy się w pueblo.”

Zawrócił konia w stronę jaskini i pogalopował. Zmiana stroju i rumaka zajęła chwilę. Godzinę przed południem schował się na jednym z dachów i oczekiwał na zbierający się tłum i rozwój wydarzeń.

xxx xxx

Podekscytowanie mieszkańców i narastającą ciekawość wprost czuć było w powietrzu. Do przyjechali wszyscy donowie z rodzinami, ale ginęli w tłumie peonów w odświętnych ponczach. Wśród niezbyt cichych rozmów słychać było wyraźnie dyskusje na temat celu apelu. Żołnierze założyli najlepsze mundury i ustawili się karnie w dwuszeregu w pełnej gali. Dobosz nerwowo poprawiał jeszcze instrument przed sobą.

Równo o 12 w południe wartownik kiwnął koledze, a Garcia dał głośny rozkaz “Baczność!”. Tłum natychmiast ucichł. Przy akompaniamencie werbla na plac wszedł , który zasalutował żołnierzom i wspiął się po kilku stopniach podwyższenia naprędce zbitego z okazji uroczystości. Na nieskazitelnym mundurze błyszczało kilka medali, w tym przynajmniej jeden nowy.

“Spocznij!” Rozkazał i zwrócił się do zebranych mieszkańców, zaplatając dłonie na plecach.

“Seniores i senioras, pod moją nieobecność w Los wiele się wydarzyło. Zdecydowana większość rodzin została dotknięta niepowetowaną stratą. Wiem, że żadne słowa nie mogą uśmierzyć waszego bólu. Proszę, przyjmijcie moje najszczersze kondolencje. Wiedzcie jednak, że nie jesteście osamotnieni w żałobie. Podobny los spotkał całą Kalifornię, wszystkie puebla, misje i hacjendy. Jestem pełen podziwu, że tak makabryczne wieści nie złamały was, potrafiliście zjednoczyć siły i odważnie przeciwstawić się spiskowcom.”

“Krótko, zwięźle i na temat kapitanie! To właśnie w tobie lubię najbardziej.” Pomyślał Zorro, opuszczając swoją dotychczasową kryjówkę. Dyskretnie okrążył plac, chowając się w dalszych uliczkach. Bez problemu włamał się do garnizonu przez gabinet i zaczaił w cieniu bramy. Ominęła go końcówka przemówienia, nagrodzonego serdecznym aplauzem.

“Teraz chciałbym przejść do rozkazów gubernatora. Żołnierze, baczność! Garcia wystąp!” Kontynuował dowódca. uśmiechnął się, widząc, jak przyjacielowi drgają nieco kolana, a strużka potu moczy obficie kołnierz munduru. wyjął z pochwy lśniącą szpadę i kazał sierżantowi uklęknąć. Przez tłum przeszedł szmer, chociaż starsi donowie, którzy mieli za sobą karierę wojskową w młodości, przypuszczali, co się święci. Puszysty lansjer zwalił się na podest, aż zatrzeszczały deski, pewny, że są to jego ostatnie chwile.

Kapitan uniósł szpadę i kontynuował. “Za sprawne zarządzanie garnizonem w moim zastępstwie, przytomność umysłu i talenty dowódcze, na mocy rozkazu gubernatora, mam przyjemność nadać ci patent oficerski i stopień podporucznika.” W czasie wypowiadania ostatnich słów dotknął lekko płazem szabli obu ramion Garcii. Caballeros, którzy spodziewali się promocji, zaczęli klaskać. Pozostali mieszkańcy szybko dołączyli się do gratulacji i głośnego aplauzu.

Biedny, były już sierżant, był tak oszołomiony obrotem sprawy, że patrzył tępo na . Bez słowa wskazał palcem na siebie, szukając potwierdzenia, że to na pewno chodzi o niego. Kapitan złagodził w końcu poważną minę i ze zwykłą sobie serdecznością pomógł mu wstać. Schował szpadę i z przewieszonej przez ramię raportówki wyjął potrzebne przedmioty. Sprawnie zmienił oznaczenia na naramiennikach i wręczył patent z listem gratulacyjnym. Uścisnął prawicę Garcii, po czym wyprostował się na baczność i zasalutował. Nowy podporucznik oddał honory i zaczął się cieszyć, zupełnie nie jak przystało na oficera. Nikomu to nie przeszkadzało, bo awans był zasłużony, a puszysty żołnierz powszechnie lubiany. Po chwili Garcia jednak zreflektował się, spoważniał i wstąpił do szeregu. Stojący obok szturchnął go lekko i puścił oko.

Oklaski i skandowania też z wolna cichły, więc mógł mówić dalej. “Nie jest dla nikogo tajemnicą, że nasz drogi podporucznik to nie jedyna osoba, która odpowiada za sukces odparcia Orła i jego ludzi. W całej Kalifornii.”  Dodał z naciskiem.

Uważnie lustrował obrzeża placu w poszukiwaniu ciemno ubranej sylwetki. Zaskoczone sapnięcia kilku peonów skierowały jego wzrok na garnizonową bramę, którą podpierał w niedbałej pozie. Kapitan porozumiewawczo skinął mu głową. Zamaskowany mężczyzna uniósł palce do ronda sombrero, ale nadal tkwił w miejscu. Przez tłum przeszedł zaintrygowany szept, wszyscy zastanawiali się, co stanie się z lokalnym bohaterem.

ponownie wyjął z raportówki urzędowy dokument, rozwinął go i zaczął czytać, zwracając się w stronę mieszkańców. Poruszenie było spore, więc do osób w ostatnich rzędach docierały tylko urywki “… pardon zupełny… przy współpracy z wojskiem również na przyszłe czyny… bez warun…”.

W końcu złożył pergamin i dodał od siebie, patrząc nieco wyzywająco na Zorro. “Pardon obowiązuje, nawet jeśli go senior nie odbierzesz. Jesteś wolnym człowiekiem.” Po czym wyciągnął rulon w stronę byłego renegata.

Przez pełną napięcia chwilę nikt, nawet sam kapitan, nie był pewny, czy Lis odbierze amnestię. Wszyscy wstrzymali oddech. jeszcze moment podpierał bramę, ale ostatecznie podszedł do wojskowego. Wziął dokument i po przyjacielsku, ze szczerym  uśmiechem, uścisnęli sobie ręce.

Wśród otaczającej ich kolejnej fali wiwatów, obrońca Los powiedział cicho do Toledano. “O szczegółach porozmawiamy później. Teraz lepiej zaproś wszystkich na imprezę sierżanta… Przepraszam, podporucznika.” Dodał z szelmowskim błyskiem w oku. Zagwizdał na palcach, pogratulował Garcii i zanim ktokolwiek pomyślał, o tym, żeby go zatrzymać, odjechał na grzbiecie w kłębie kurzu.

xxx xxx

Odprężony Diego przybył do jaskini. Trasę pokonał galopem, ale w końcu czuł lekkość w sercu, nieprzytłoczony zmartwieniami całego świata, albo chociaż najbliższej okolicy. Sprawnie zmienił ubranie i odwiesił strój Lisa na miejsce. Oporządził czarnego rumaka i osiodłał drugiego. Wyjechał uśmiechnięty od ucha do ucha z pieczary, aby dołączyć do fety w tawernie.

I tutaj popełnił błąd. Pozwolił sobie na opuszczenie gardy, na brak czujności, prawdopodobnie pierwszy raz od kilku lat. Powinien zauważyć, że na biurku, w sekretnej jaskini, leżała książka z biblioteki, której ani on, ani tam nie kładł. Powinien, ale nie zauważył.

xxx xxx

Gdy Diego wślizgnął się do tawerny, świętowanie trwało w najlepsze. wraz z caballeros zobowiązali się pokryć karczmarzowi koszty, więc wino lało się obficie, a kelnerki nie nadążały z roznoszeniem jedzenia. W środku było tak ciasno, że kilku muzyków wyszło na plac i tam przygrywali wirującym parom. Wszyscy bawili się i rozmawiali. Radosna okazja awansu sierżanta oraz pardon dla były katalizatorem do pozostawienia przeszłości za sobą i spojrzenia z nadzieją w przyszłość.

Garcia odciągnął w pewnej chwili przyjaciela na bok i nieco oskarżycielsko zapytał bez słowa wstępu. “Wiedziałeś, prawda?” Diego wzruszył ramionami i przepraszająco odparł. “Wybacz, dopiero od dzisiejszej nocy. Nie gniewaj się, przecież wiesz, że gdyby to było coś groźnego, to bym cię uprzedził. Swoją drogą gratuluję awansu! Naprawdę na niego zasłużyłeś.”

Demetrio nie potrafił się długo boczyć, więc rozpromieniony odparł. “Dziękuję, chociaż obaj wiemy, jak to z tymi zasługami było. Ale ty jak zwykle się wykręcisz, więc nie będę drążył tematu. Niemniej jednak dzisiaj to ja mam przyjemność zaprosić cię na szklankę wina!”

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenuję jujitsu japońskie i kiedyś miałam krótką przygodę z kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :) ----------------------------------- Mother of two Zorro cubs. I train Japanese jujitsu and once had a short adventure with kendo. I like RPGs, board games, geography, history, soccer and books. Wait, come back, I love books. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *