Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 40 Gra w szachy

Zmęczony wydarzeniami poprzedniego dnia oraz nocnym dopominaniem się małego Sebastiana o kolejny posiłek, nie wyspał się zbyt dobrze. Dlatego skoro świt postanowił zejść do jaskini i poczekać na przebudzenie syna. Poruszał się cicho, bo zdawał sobie sprawę, że Diego potrzebuje odpoczynku, nawet jeśli nie znał wszystkich okoliczności jego nagłego powrotu.

Jednak, gdy tylko spojrzał na polowe łóżko, zorientował się, że młodzieniec już nie spał. Leżał nieruchomo i wpatrywał się intensywnie w sklepienie groty.

“Buenos dias, hijo. Nad czym tak myślisz?”

“Buenos dias, ojcze. Mam poważny problem, intrygę, ale nie wpadłem jeszcze jak go rozwiązać.”

“Może opowiedz mi o tym od początku? Wczoraj nie było za bardzo okazji spokojnie porozmawiać. Ostatecznie byłem oficerem w wojsku, więc może ten stary lis raz na coś ci się przyda?”

Diego uśmiechnął się, usiadł na posłaniu i zaczął opowiadać, już po raz trzeci, wszystkie wydarzenia. Starszy był równie przerażony ogromem intrygi i brutalnością rebeliantów jak i Garcia. Jedynym pocieszeniem było dla niego to, że jego syn siedział naprzeciwko cały i zdrowy.

“Obiecałem sierżantowi, że coś wymyślę. Ale jest naprawdę sprytny, ma więcej ludzi, nie wspominając o tym, że nie wiemy, kim jest. Póki co, naszą jedyną przewagą jest to, że wszystkie garnizony są uprzedzone o zagrożeniu. Jestem w kropce.”

Młodzieniec rozłożył bezradnie ręce. Czuł się bezsilny. Zwykle podchody z Monastario nie były tak misternie uknute, a plan na pokonanie Ortegi też przyszedł mu naturalnie. Teraz miał pustkę w głowie.

“Hmm… faktycznie ten cały Orzeł trzyma wszystkie karty w ręku.”

Siedzieli zamyśleni w milczeniu, dopóki pół godziny później Bernardo nie przyniósł przyjacielowi śniadania.

“Wiesz co Diego, jak ktoś za dużo myśli to czasem nic z tego nie wychodzi. Zjedz i może zagramy w szachy?”

“Masz rację, ojcze. A jak się czuje Ros i Sebastian? Przez tę całą sytuację nawet o nich nie spytałem.”

“Nie martw się, twoja żona promienieje, chociaż widać, że jeszcze jest zmęczona. Maria wzięła Sebastiana po śniadaniu, żeby nasza młoda mama miała okazję się trochę przespać.”

Diego zmarszczył brwi i zamarł z widelcem w pół drogi. “Ros nie spała? Przecież jak zniosłem…”

Caballero roześmiał się i przerwał mu w połowie zdania. “Hijo, mężczyzna w twoim wieku może żyć tydzień na soku z kaktusa i korzonkach, ale noworodek wymaga pełnego posiłku co trzy godziny. I wierz mi, głośno o tym oznajmia całej hacjendzie!”

“Ach, teraz rozumiem. Faktycznie czytałem, że maluchy jedzą często, ale myślałem, że tylko w dzień. Chciałbym być w domu i pomóc w opiece nad nim.”

“Nie miej takiej markotnej miny. Twoja rodzina jest w dobrych rękach, a Sebastian z miejsca podbił serca całej służby. I z doświadczenia powiem, że lepiej, żebyś jako Diego zbyt wcześnie nie wrócił. Masz już wystarczająco zmartwień na głowie, żeby dokładać do tego nieprzespane noce.”

Młody don włożył pusty talerz z powrotem do koszyka i rozłożył na stole szachownicę.

“Jak się urodziłem, to też nie dawałem wam spać? Białe?”

“Białe. W końcu to ty jesteś czarnym lisem. Oj, nie dawałeś. I dodam, że całkiem długo, w porównaniu na przykład z Eleną Torres czy Monetą. Im wystarczyły chyba 3 czy 4 miesiące i spały grzecznie jak aniołki. A ty, nicponiu, przez okrągły rok robiłeś drzemkę w dzień, a potem przez pół nocy wyczyniałeś dzikie harce w swoim łóżeczku.”

przestawił pierwszego pionka na planszy, a rzeczony nicpoń zachichotał i ruszył się swoim.

“I co ze mnie wyrosło? Teraz też urządzam dzikie harce po nocach, pogonie z żołnierzami, skakanie przez wąwozy, pojedynki…”

“Ale na szczęście nie budzisz przy okazji całego domu. I nie ciesz się tak. Małe dzieci, małe problemy, duże dzieci…”

“… tak, tak, duże problemy. Na razie chyba skorzystam z rady i nie wrócę do domu. Jeśli będę mógł wrócić do niego w ogóle…”

Ojciec z synem grali dalej w milczeniu. W międzyczasie Bernardo zdążył odnieść koszyk i wrócić. Przypatrywał się pojedynkowi. Na początku Diego był skupiony, ale w połowie partii zaczął popełniać szkolne błędy, a jego myśli znów powędrowały do męczącego go problemu. Gdy głupio stracił skoczka, nie wytrzymał i odezwał się.

“Zaproponowałem grę, żeby cię oderwać od zmartwień, ale widzę, że poniosłem porażkę. Rozgrywasz to jak nowicjusz, skup się. Zapomniałeś już, na czym polegają szachy?”

Zamyślony caballero pokręcił głową i przestawił wieżę w nieco lepszym ruchu niż poprzedni. Jednak pominął tym samym dwa dużo lepsze ustawienia.

“Diego! Szachy polegają na przewidywaniu ruchów przeciwnika i takim ustawieniu swoich pionków, żeby zagrożenie zniwelować, a potem wyprowadzić własny kontratak. Popatrz, gdybyś przesunął się tutaj, mógłbyś zbić mojego gońca i zablokować ten fragment planszy. Druga opcja to przesunięcie się jeszcze dwa pola dalej, wtedy ja musiałbym zbić ci wieżę, ale straciłbym królową. A potem ty…”

Zniecierpliwiony dopiero zaczynał długi wykład o niewykorzystanych szansach i możliwościach. Przerwał, jednak gdy Diego coś tknęło i bacznie spojrzał na rodzica, unosząc palec wskazujący ku górze.

“Czy możesz powtórzyć?”

“Gdybyś przesunął tę wieżę tutaj…”

“Nie, nie to. Na czym polegają szachy?”

spojrzał się na równie zdziwionego Bernardo, który wzruszył ramionami.

“Cóż, esencją szachów jest przewidywanie ruchów przeciwnika, poruszanie się w taki sposób, żeby je zablokować, a potem stworzenie własnego ataku. Diego jesteś doświadczonym szachistą, przecież doskonale o tym wiesz.”

Szeroki uśmiech na twarzy młodzieńca wyraźnie kontrastował z jego poprzednią miną. Bez słowa wstał, założył ręce za plecami i zaczął energicznie chodzić po jaskini. Intensywnie myślał, raz uśmiechał się, raz poważniał. W końcu stanął i zwrócił się do ojca i przyjaciela.

“Chyba mam pewien plan. Jednak zanim przejdę do szczegółów, to muszę ostrzec, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanę zdemaskowany. Początkowo myślałem, że wrócę do , zrobię porządek z Orłem, a potem dyskretnie cofnę się i odnajdę ocalałych. Wtedy do domu przyszedłbym razem z nimi i nikt nie kwestionowałby, gdzie byłem w międzyczasie.”

nie spodobał się ten wstęp. “Diego, dopiero co zostałeś ojcem! Jak w ogóle możesz rozważać scenariusz, gdzie zostaniesz powieszony?”

Bernardo zmartwiony gorliwie kiwał głową. On również niepokoił się o młodego de la Vegę.

“Najpierw mnie wysłuchaj. Nie twierdzę, że plan jest idealny, ale nie mamy zbyt dużo czasu i możliwości. Jeśli wymyślisz coś lepszego, nie będę się upierał. I chcę, żebyście mi obiecali, że zaopiekujecie się Ros i dzieckiem, gdyby coś poszło nie tak. Już jakiś czas temu kupiłem ranczo w Stanach i odłożyłem kapitał. Bernardo zna szczegóły, wtajemniczy cię ojcze. Mówię o tym na wszelki wypadek.”

widział determinację w postawie syna. Od kiedy poznał jego sekret, nauczył się też, że warto wysłuchać go do końca i nie wysuwać pochopnych wniosków. Ostatecznie nie bez powodu Diego przybrał przydomek Lisa. Dlatego z westchnięciem odparł.

“Dobrze, obiecuję. Ale lepiej, żeby to był porządny plan! I co mają wspólnego z tym szachy?”

“Co wiemy o Orle i jego ludziach? Jak jego pionki są rozstawione na szachownicy?”

“Cóż… Orzeł musi mieć dużo ludzi, bo skoro chce przejąć całą Kalifornię, to nie może być garstka. Do tego uzbrojonych, sądząc z plotek o tych okradanych od miesięcy transportach…”

Starszy caballero przerwał, bo Bernardo zaczął pokazywać. Najpierw rozcapierzył wszystkie palce, potem obrysował w powietrzu zarys Kalifornii. Dotykał pojedynczych palców i wskazywał nimi różne części okolicy. Diego podjął wątek.

“Dokładnie. Orzeł ma dużo ludzi, ale rozproszonych po pueblach. Podejrzewam, że to był również jeden z powodów tego ludobójstwa. Dlatego w pojedynczych miejscowościach nie może zaatakować frontalnie, bo jest więcej żołnierzy w garnizonach niż spiskowców. Dodatkowo ludzie go nie znają, więc obcemu nie zaufają. Ale gdy wrócą niedobitki i zaczną opowiadać rodzinom i sąsiadom, kto do nich strzelał…”

Młodzieniec zawiesił głos, a jego ojciec podjął rozważania. “…to mieszkańcy, zarówno donowie, jak i zwykli peoni będą wściekli na żołnierzy. Rozemocjonowanym tłumem jest łatwo sterować, nawet gdy jest się obcym. Kilka dobrze wymierzonych zdań spowoduje, że ludzie zaatakują garnizon i zniwelują zagrożenie wojskowe dla rebeliantów.”

Bernardo wstał i zaczął boksować w powietrze, po czym zmienił miejsce, i zaczął oddawać ciosy, jakby był drugą osobą. Po chwili odsunął się o krok w bok, zatarł ręce i zachichotał.

“Tak, , gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Na placu boju zostanie Orzeł ze swoimi uzbrojonymi ludźmi i rozgoryczony tłum. Przejmie władzę rękami samych mieszkańców.”

“Na razie brzmi to logicznie. Ale co jeśli ci sami mieszkańcy po samosądzie na żołnierzach ochłoną i zbuntują się także przeciwko niemu? On jest inteligentny, na pewno wziął to pod uwagę.” próbował przeanalizować wszystkie możliwości.

“Myślę, że ma jakiegoś asa w rękawie, w przypadku buntu go wyciągnie. Ale najpierw będzie ich chciał przekonać do siebie. Może im coś obieca, zemstę na żołnierzach, niskie podatki, nie wiem.”

“A jeśli go nie posłuchają?”

“To jest właśnie ten element, którego mogę się tylko domyślać. Armata? Strzelcy na dachach? Zakładnik? Zanim zaczniemy działać, trzeba będzie to zbadać, ale na razie pominiemy tę kwestię. Mamy rozłożone pionki Orła na szachownicy. Teraz czas na ustawienie własnych, żeby mu przeszkodzić.”

Bernardo wskazał na Diego, potem przesunął dłonią po oczach i postukał się w usta.

“Tak, mógłby spróbować uspokoić tłum i przemówić mu do rozsądku. Jednak nie wiemy jaką niespodziankę przygotował Orzeł na opornych. Poza tym mimo mojej reputacji mógłbym nie być w stanie ich przekonać.”

zaprzeczył. “Ale mamy przecież dowód, że Orzeł maczał palce w masakrze. Jak ludzie zobaczą prawdę, to nie tkną żołnierzy, a zwrócą się przeciwko rebeliantom.”

Młodzieniec zmarszczył brwi, bo nie wziął wcześniej pod uwagę takiego scenariusza.

“Jaki dowód? Wszystko, co widzieliśmy to mundury lansjerów strzelających do nas jak do kaczek.”

“Twój naszyjnik, oczywiście! Teraz ma go jeden z ludzi Orła.”

Diego machnął ręką. “Tak, to prawda, ale nie wiemy, czy ten bandyta będzie brał udział w ataku, czy będzie miał naszyjnik na sobie, i czy jego jefe nie zastrzeli go, aby pozbyć się niewygodnego świadka. Za dużo niewiadomych. A jestem przekonany, że Orzeł spróbowałby odkręcić to na swoją korzyść. Naszyjnik zostawimy w zanadrzu, ale nie jest to nasza najmocniejsza strona.”

Starszy de la Vega rozłożył ręce. “To, co nią jest? Wszyscy będą przekonani, że wojsko zabiło ich bliskich. Jeśli twierdzisz, że może nie udać się ich przekonać…”

Diego uśmiechnął się łobuzersko. “I dochodzimy do trzeciego szachowego manewru – kontrataku. Plan Orła opiera się na rozgoryczeniu tłumu i ataku cywili na garnizon. Co gdyby ludzie wcześniej dowiedzieli się na spokojnie o całej intrydze i zgodzili się współpracować przy własnej? Jeśli będą świadomi tego, że są manipulowani, nie ulegną, cokolwiek Orzeł im powie.”

“To ma sens… Jeśli rodziny dowiedzą się prawdy wcześniej, cały plan Orła się posypie. Ale wtedy on się nie ujawni i nadal może snuć intrygi. Przejmie władzę w innych pueblach, zbierze większy oddział i wtedy uderzy na nasz garnizon.  To tylko odsunie w czasie nieuniknione. Poza tym jeśli w jakikolwiek sposób dowie się, że stracił przewagę, może brać odwet na mieszkańcach.” początkowo widział iskierkę nadziei, ale teraz ona zgasła.

“Tak, zgadza się. Żeby się nam udało, wymagać to będzie głębokiej konspiracji i wsparcia Garcii, ale uważam, że mamy szanse. Gdy wrócą ocalali, ludzie będą udawać wzburzenie i zaatakują garnizon. Żołnierze się poddadzą, ale oprócz paru pomidorów i szturchańców nie stanie się im krzywda. Wtedy ujawnią się ludzie Orła, a tłum zwróci się przeciw nim.”

Niemowa pomachał ręką, aby zwrócić na siebie uwagę. Przeplótł przed sobą dłonie kilka razy i wyciągnął kartę do gry z rękawa marynarki. Pokazał go reszcie.

“Tak, pozostaje kwestia tego asa. musi wcześniej przeszukać gospodę i budynki w . Osobiście wydaje mi się, że będą to strzelcy na dachach. Przed atakiem trzeba ich zneutralizować. W ostateczności spróbuję wziąć Orła jako zakładnika, może jego ludzie opuszczą broń. Zobaczymy.”

Diego zaczął rozpinać koszulę, więc zapytał go. “Gdzie się wybierasz? Nie chcesz jeszcze tego przemyśleć?”

“Ojcze myślę nad tym już prawie drugi tydzień. Dziękuję, że dzisiaj natchnąłeś mnie tymi szachami. Poborowi niedługo wrócą, nie mamy czasu na rozważania.”

“Poczekaj, ale co z tobą? Mówiłeś na początku, że prawdopodobnie zostaniesz zdemaskowany…”

Młodzieniec już zakładał czarną koszulę. Przerwał na moment i spojrzał ze smutkiem na rodzica. “Diego de la Vegi nie będzie wśród powracających. , i inni wiedzą, że przeżyłem. Nie będę miał alibi. ”

xxx xxx

Tak samo jak poprzednio, niepostrzeżenie włamał się do biura dowódcy. Czekał w sypialni na powrót sympatycznego sierżanta. Z garnizonowego podwórza dały się słyszeć komendy porannej musztry i gimnastyki. Gdy ucichły, a żołnierze rozeszli się do swoich zajęć, Garcia nieco spocony i zdyszany wczłapał się do pomieszczenia.

“Buenos dias. Widzę, że wzięliście sobie do serca rekomendacje kapitana na temat kondycji lansjerów.”

Sierżant podskoczył zaskoczony i położył sobie rękę na sercu, które już wcześniej biło jak szalone po wysiłku. Kiwnął tylko w kierunku renegata na przywitanie, otworzył drzwi i rozejrzał się po podwórzu. Zamknął je i zaryglował.

“Buenos dias, senior . Nie udaje się przeprowadzać musztry codziennie, ale staram się robić ją jak najczęściej. A po naszej ostatniej rozmowie stwierdziłem, że chyba się przyda.”

“Usiądź, amigo i odsapnij. Proszę, tu masz wodę.”

“Gracias.” Sierżant wypił duszkiem całą szklankę i przypomniał sobie dopiero wtedy o manierach. Jednak odmówił machnięciem ręki i od razu przeszedł do sedna.

“Mam plan, ale zanim go przedstawię, muszę cię o czymś uprzedzić. Po całej akcji bez problemu domyślisz się, kim jestem. Masz listę werbunkową, wykreślisz zabitych, wielu na niej nie zostanie. Jako jedyny nie mam alibi, więc wybór będzie oczywisty. Wiem, że kapitan Toledano dał wam nieoficjalne rozkazy zostawienia mnie w spokoju, ale według prawa nadal jestem przestępcą. ma większe zmartwienia i nie będzie miał sentymentów dla pospolitych bandytów. Na pardon nie mam co liczyć.

Dlatego daję ci słowo caballero, że po rozwiązaniu problemu Orła, sam przyjdę i się poddam. Nie będę przeszkadzał w wykonywaniu twoich obowiązków, czyli aresztowaniu mnie i powieszeniu. Jedyne, o co proszę, to żebyś mi obiecał, że moja rodzina nie poniesie konsekwencji. Daj mi słowo honoru królewskiego lansjera.”

miał zdeterminowaną minę. Zacisnął mocniej szczękę i każdy, kto spotkałby go nocą na prerii, przestraszyłby się go na śmierć. Ale Garcia dobrze go znał i widział w oczach ciche błaganie.

Sierżant poruszył się niespokojnie w fotelu, rozważając w sercu opcje. W końcu zdecydował się i nieco nieśmiałym głosem odpowiedział.

“To nie będzie konieczne.” Odchrząknął dla dodania sobie odwagi. “.”

Mężczyźni patrzyli na siebie w ciszy, jaka nastała w pokoju. Brwi podjechały z zaskoczenia aż na skraj maski. Garcia wiercił się niepewny reakcji przyjaciela. W końcu Zorro wykrztusił. “Skąd wiesz?” W innych okolicznościach być może zaprzeczałby, ale teraz nie miało to sensu.

“Eeee… domyśliłem się po kradzieży podatku. Jako opatrywałeś żołnierzy i pocieszałeś biednego Moralesa, który myślał, że straci nogę. Kilka dni wcześniej, jako Diego, w ten sam sposób uspokajałeś jakiegoś chłopca przed domem doktora. Wtedy nie rozpoznałem manieryzmów i tembru głosu, ale nie dawało mi to spokoju. Zajęło mi to chyba z tydzień, ale w końcu skojarzyłem oba wydarzenia. Potem już tylko zwracałem uwagę na szczegóły, które zwykle pomijałem.”

“Tyle miesięcy… mogłeś mnie wydać w dowolnym momencie i zgarnąć nagrodę. Dlaczego tego nie zrobiłeś? Przecież marzyłeś o własnej tawernie?”

Garcia wypiął dumnie pierś. “Może jestem prostym żołnierzem, ale nie jestem zdrajcą. A przyjaciół się nie zdradza.” Po czym spuścił wzrok i skulił się. Kręcąc nerwowego młynka palcami, zapytał niepewnie. “Mam tylko nadzieję, że zapraszałeś mnie na obiad i wino, nie tylko dlatego, aby wyciągnąć ode mnie informacje dla Zorro.”

Renegat roześmiał się serdecznie i klepnął sierżanta w ramię. “Faktycznie czasem taki był cel moich zaproszeń. Ale przede wszystkim również uważam cię za przyjaciela i lubię spędzać z tobą czas. Jakbym chciał tylko informacji, mógłbym przecież stawiać wino kapralowi, prawda?”

Garcia wypogodził się i humor mu wrócił. “Nikomu o tym nie mówiłem, żaden z żołnierzy nic nie zauważył, słowo lansjera. I lepiej, żeby tak pozostało. A lista werbunkowa może przecież w tym całym zamieszaniu zniknąć, prawda?”

Z uśmiechem przymknął jedno oko. Z łatwością spostrzegł, jak bardzo spięty był do tej pory i jak wyraźnie opadły mu z ulgą ramiona. Jednak renegat nie był do końca przekonany.

“Nie myśl, że nie doceniam lojalności, ale czy nie będziesz miał kłopotów? Gdyby wyszło na jaw, że mnie nie wydałeś, a potem zgubiłeś kluczowy dowód, wyrzucenie z wojska to byłaby najłagodniejsza kara.”

“Oh, nie don Diego. Ty przez lata narażałeś życie, aby zaprowadzić w Los sprawiedliwość. Chroniąc twoją tożsamość, chcę się, chociaż odrobinę za to odwdzięczyć.”

“Nie wiem, co powiedzieć. Tyle razy pociąłem twój mundur czy zrzuciłem z siodła…”

“Akurat za spadaniem z konia nie tęsknię, ale cerowanie munduru kilka razy uratowało mnie przed służbą w latrynie, więc nie narzekam.”

Młodzieniec kręcił jeszcze chwilę głową z rozbawieniem. Jednak przypomniał sobie, po co przyjechał do garnizonu. Krótko streścił swój plan, a sierżant nie miał do niego zastrzeżeń. Ustalili, że Garcia będzie rozmawiał z caballeros w biurze, a objedzie rolników i vaqueros. Donowie powinni szybciej uwierzyć wojskowemu, ale niższe klasy społeczne mogły być nieufne. Peoni mogliby zarzucić sierżantowi, że chce się zawczasu wybielić. Zorro, jako bezpośredniemu świadkowi masakry, powinni uwierzyć.

xxx xxx

Następne dni były bardzo pracowite. Sierżant wezwał kilku donów do biura pod pretekstem zakupów jedzenia dla garnizonu. Tam wyjaśnił im całą sytuację, a oni obiecali przekazać wieści wśród przyjaciół i służby, tak, aby nikt nie został pominięty. Napisał także drugą paczkę listów do wszystkich posterunków, jak można bezkrwawo rozprawić się ze spiskowcami.

Niestety, miał przed sobą trudniejsze zadanie. Nie dość, że musiał dotrzeć do wszystkich chat i luźno rozrzuconych w okolicy przysiółków, które były czasem oddalone od siebie o kilka kilometrów, to jeszcze z każdą rodziną rozmawiał praktycznie osobno. To wszystko zabierało sporo czasu. Na szczęście, dzięki jego reputacji obrońcy biednych i pokrzywdzonych, nie musiał nikogo długo przekonywać do pomocy. Fakt, że był osobiście na miejscu masakry, również przemawiał na jego korzyść.

Tak schodził cały dzień od świtu do późnego wieczora. Zaś w nocy zakradli się razem z Bernardo do pueblo i przeszukali gospodę i okoliczne budynki. Bez problemu zlokalizowali przygotowane miejsca strzeleckie i zbrojownię rebeliantów, usytuowaną dokładnie w tym samym miejscu, gdzie poprzednio. Renegat z niedowierzaniem pokręcił głową i wyszeptał.

“Nie możemy ukraść czy zniszczyć muszkietów. Wtedy stracimy szansę dowiedzenia się, kim jest Orzeł. Ale nikt nie powiedział, że broń musi być sprawna. Bernardo, daj kamienie.“

Zsunął się zwinnie do piwnicy przez okienko.

“Orzeł musi być bardzo pewny siebie, skoro ani razu nie widziałem strażnika. Chociaż może nie chce przyciągać uwagi?”

Dla pewności chwilę nasłuchiwał, czy nikt nie stoi po drugiej stronie drzwi prowadzących z parteru do piwnicy. Ale cały budynek był przesiąknięty ciszą, a z piętra dochodziło tylko stłumione pochrapywanie.

Podniósł jedną z beczek z prochem i podał przyjacielowi przez okno. Z powrotem dostał przygotowaną wcześniej w hacjendzie beczkę wypełnioną mieszanką prochu i popiołu. Zaszeleściły ubrania i usłyszał oddalające się kroki.

Zapalił ostrożnie świeczkę w lampie i postawił ją na podłodze w kącie, aby poblask światła nie był widoczny w szparze pod drzwiami. Brał muszkiet po muszkiecie i podmieniał krzesiwa przy panewkach na podobnie wyglądające kamienie. Jadąc do pueblo nie był pewny, co zastanie, ale przygotował się na kilka ewentualności.

“Kamienie nie skrzesają iskry, a nawet jeśli je szybko wymienią, proch zmieszany z popiołem spali się na panewce. To powinno załatwić kwestię strzelców na dachach, chociaż może uda się kilku obezwładnić wcześniej. Nadal pozostają pistolety, ale każdy nosi raczej swój przy sobie.”

Kilka razy musiał przerwać, ponieważ Bernardo albo jego ojciec przynosili gotowe beczki, a zabierali te z czystym prochem. W hacjendzie nie mogli przygotować więcej, ale przywieźli na wozie spory zapas popiołu. W jednym z opuszczonych domów kilka ulic dalej dosypywali odpowiednią ilość i mieszali całość równomiernie. Nie dość, że wszystko, co dostawało się do piwnicy, było bezużyteczne, ale pozostały proch uzupełnił ich prywatną rezerwę.

Cała trójka pracowała cicho i sprawnie. Wszyscy ubrani byli w ciemne stroje i mieli peleryny. nieco niepokoił brak jakiejkolwiek warty, dlatego odetchnął, dopiero gdy spotkali się w drodze powrotnej do jaskini.

zatrzymał wóz i kciukiem wskazał na miejsce za sobą. “Diego jesteś na nogach od świtu, ledwo się trzymasz w siodle. Nie bądź uparty i połóż się trochę. Przed tobą równie wyczerpujący dzień, zdrzemnij się trochę, a my z Bernardo zadbamy o resztę.”

To, że Zorro nie protestował, tylko bez słowa zsiadł i wykonał polecenie rodzica, mówiło samo za siebie.

xxx Zorro xxx

Kolejne dni były podobne, chociaż już bez nocnych wycieczek. Bernardo miał oko na pueblo i jego mieszkańców. Gdy młody de la Vega wracał obolały i zmęczony, zawsze czekała na niego gorąca kąpiel i pożywna kolacja. Nawet nie pytał, skąd niemowa wytrzasnął wannę i ile czasu spędzał na podgrzewaniu wody na ognisku, aby ją napełnić. Obaj zgadzali się, że korzystanie z wyposażenia pokoju kąpielowego w hacjendzie było zbyt ryzykowne.

Zanurzając się z ulgą w gorącej wodzie, Diego zwykle wypytywał przyjaciela o rodzinę. Sebastian najwyraźniej owinął sobie Bernardo wokół palca, bo wszystko, o czym młody ojciec mógł się dowiedzieć to zachwyty nad małością syna, jego maciupkich paluszków, uroczych fałdek i ogromnych oczu. I nawet płacze i nie najlepiej pachnące pieluchy nie mogły tych zachwytów umniejszyć.

“Amigo, kiedy ty masz czas na to wszystko? Śledzisz wydarzenia w pueblo, oporządzasz , przygotowujesz mi jedzenie na cały dzień, kąpiel, a jeszcze jesteś w stanie tyle uwagi poświęcić Sebastianowi. Czy ty w ogóle sypiasz?” Diego był pełen podziwu dla przyjaciela. Bernardo tylko machnął ręką, ale jego szeroki uśmiech zdradzał, że robił wszystko z przyjemnością.

“Na szczęście nie ja piorę pieluchy!” Pomyślał z ulgą.

xxx Zorro xxx

Trzeciego dnia wszyscy mieszkańcy byli ostrzeżeni o planie. Pozostało tylko czekanie. Zorro wrócił wcześniej i zdołał się nawet trochę zdrzemnąć. Jednak wiedział, że ocalali mogą wrócić lada dzień i tęsknił za żoną i synem. Postanowił ich dyskretnie odwiedzić, więc z powrotem przebrał się w . Było już późno i wszyscy domownicy dawno spali. Zakradł się cicho do sypialni, nie chciał, aby ktokolwiek go zauważył. Pochylił się nad kołyską i delikatnie pogłaskał syna po policzku.

Był tak zahipnotyzowany tym małym cudem, że podskoczył zaskoczony, gdy usłyszał szept dochodzący z łóżka. “Zorro, to ty?”

“Cholera, jak mam udawać, że oddałem syna Diego, kiedy się tak do niego zakradam w nocy?”

jakby czytała mu w myślach. “Nie uciekaj, proszę. Nie mam nic przeciwko, że przyszedłeś, naprawdę. W końcu to twój syn.”

Czarno ubrany bandyta odwrócił się częściowo w jej stronę. Również szeptem odpowiedział. “Wiem, i chcę nim nacieszyć oczy, póki mogę. Gdy Diego wróci, usunę się z waszego życia, ale obiecuję, że zawsze będę pilnował bezpieczeństwa rodziny.”

Nastała niezręczna cisza, a każde z nich biło się z własnymi wątpliwościami.

“Byłem nieostrożny, przychodząc tutaj. A gdyby jej powiedzieć? Mógłbym ją pocałować, przytulić, pokazać jak mocno ją kocham. Koniec z tajemnicami… ale… Co jeśli coś pójdzie nie tak z Orłem? Powiem jej na spokojnie, jak zostanie aresztowany.”

“Przyszłe relacje Zorro, Diego i Sebastiana nie będą łatwe. Dlaczego mi hijo nigdy nie dowie się, kto jest jego prawdziwym ojcem, a Zorro nie będzie miał możliwości uczestniczyć w życiu dziecka? To niesprawiedliwe!”

W końcu Rosarita zaproponowała. “Jeśli chcesz, możesz go wziąć na ręce.”

Zorro pochylił się nad kołyską i złożył delikatny pocałunek na czole noworodka. “Lepiej go nie budzić.”

Podszedł do łóżka i przysiadł na jego skraju. Noc była bezksiężycowa, więc oboje widzieli bardziej kontury postaci niż detale. Zorro z troską zapytał. “A jak ty się czujesz? Takie maleńkie dziecko wymaga dużo uwagi i pracy, a dopiero co rodziłaś. Ja się bezużytecznie szwendam po prerii, zamiast ci pomóc. To chyba nie najlepiej o mnie świadczy.”

Rosarita także usiadła na posłaniu. “Nie mów tak. Byłeś przy mnie przy porodzie, nie wiem, czy bez ciebie bym sobie poradziła. Poza tym, Bernardo, Maria, i oczywiście don , przy wszystkim pomagają.”

Coś w jej tonie głosu nie dawało mu spokoju.

“Nie odpowiedziałaś na pytanie. Jak się czujesz?”

Donia westchnęła. “Fizycznie dobrze, doktor kazał mi leżeć jeszcze dzień lub dwa.”

Zorro ujął jej dłoń i lekko ścisnął. “A poza tym?”

Przez chwilę zastanawiała się, ile mu powiedzieć. Nie chciała przyprawiać mu zmartwień, ale tęskniła za bliskością drugiej osoby. Nie poganiał jej i cierpliwie czekał, aż mu zaufa. W końcu zdecydowała się mu zwierzyć.

“Czuję się samotna. Przyzwyczaiłam się do obecności Diego, a teraz jego nie ma, a ty zawsze byłeś poza zasięgiem. Wiem, że mogę polegać na każdej osobie w tym domu, ale to nie to samo.”

Zorro puścił jej dłoń i rozłożył szeroko ramiona w zapraszającym geście. “Chodź tutaj.”

Widząc, że się waha, dodał. “Nie mam nic złego na myśli. Po prostu przyjacielskie przytulenie, nic więcej. Obiecuję.”

Rosarita otoczyła go w pasie rękami i położyła z ulgą głowę na jego piersi. Renegat objął ją i lekko kołysał. Poczuł wilgoć na przodzie koszuli, chociaż jej głos był stabilny, gdy wyrzucała z siebie swoje lęki i problemy. Ostatnie tygodnie były dla niej bardziej stresujące, niż dawała to po sobie wcześniej poznać. Niespodziewany zaciąg, szok, że Diego nie żyje, zapewnienie Zorro, że jednak nie została wdową, nieco przedwczesny poród i opieka nad dzieckiem, to wszystko odcisnęło piętno na jej równowadze wewnętrznej.

“W ostatnim czasie bardzo brakowało mi chwili zatrzymania, fizycznej bliskości, momentu, gdzie nie muszę być silna i zdecydowana. Pewnie żałujesz, że taki słabeusz jak ja, jest matką twojego dziecka, prawda?”

Zorro przytulił ją mocniej i pocałował we włosy. “Nigdy tak nie myśl. Sebastian ma najlepszą matkę na świecie. Każdy z nas potrzebuje drugiej osoby, a ty dzielnie sobie radziłaś przez ten cały czas sama. Zobaczysz, niedługo Diego będzie z powrotem i wszystko wróci do normy.”

Szczere zwierzenia w połączeniu z ciepłem jego ciała, kołysaniem i zapewnieniami sprawiły, że poczuła się bezpieczna i zmęczona. Nawet nie zauważyła kiedy zasnęła w jego ramionach.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *