Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 7 Rekonwalescencja i pułapka

siedziała w ogrodzie wuja i słuchała porannego świergotu ptaków. Próbowała się zrelaksować, ale unieruchomione i obandażowane ramię nie ułatwiało jej zadania. Ból był znośny, ćmiący, ale czuła każdy pojedynczy szew, a nie było ich mało. Wcześniej próbowała czytać, ale nie mogła się skupić i teraz zapomniana książka leżała na stoliku obok.

Usłyszała skrzypnięcie drzwi do hacjendy i męskie głosy, ale nie zwróciła na to większej uwagi. Podniosła głowę, dopiero gdy w ogrodzie zabrzmiały zbliżające się kroki. Widok przyjaciela od razu poprawił jej humor. Tym bardziej że nie przyszedł z pustymi rękami. Położył bukiet róż obok książki i przysiadł obok niej na ławce.

“Ros, jak się czujesz? Miguel, nasz vaquero, wszystko mi opowiedział. Nawet nie wiesz, jak się martwiłem.” Jego wzrok błądził po jej sylwetce, szukając czy oprócz ręki, nie miała innych urazów. Poprzedniego dnia sprawdził tylko pobieżnie, nie zwracał uwagi na siniaki czy zadrapania. Ujął jej zdrową dłoń i ucałował na przywitanie.

Dziewczyna ucieszyła się z wizyty młodego de la Vegi, szczególnie że wyglądał na szczerze zaniepokojonego. Jednak, w skrytości ducha, czuła pewien niedosyt.

“Diego, wuj opowiedział mi, że go spotkaliście niedługo po tych przykrych wydarzeniach i pojechałeś za porywaczami. Mówisz, że się martwiłeś, ale widzę cię dopiero dzisiaj. Zawsze uważałam, że przyjaciele dbają o siebie nawzajem.” Nie zabrała dłoni, ale patrzyła z wyczekiwaniem na reakcję .

Zapytany spuścił wzrok na ich złączone dłonie i zaczął się tłumaczyć. Wymówka, którą przygotował, była dobra, ale stawiała go w niekorzystnym świetle. To, plus konieczność bezpośredniego kłamania senoricie, która skradła mu serce, nie przyszła mu łatwo, mimo że miał kilkuletnie doświadczenie w mijaniu się z prawdą w stosunku do ojca i całego puebla.

“Na początku ślad był wyraźny, ale potem… “. Zdecydowanie nie najłatwiejsze zadanie. “Potem, cóż. Zgubiłem się. Dopiero wieczorem mnie znalazł i uspokoił, że jesteś bezpieczna w domu. Było za późno na wizytę, więc przyjechałem dzisiaj najszybciej, jak się dało.” Najgorsze było już za nim, więc Diego spojrzał jej w oczy. “Nie odpowiedziałaś na pytanie. Jak się czujesz?”

“Dziękuję, całkiem nieźle, chyba nadal nie do końca dopuszczam do siebie, to co się stało. Na początku czułam się przerażona, szczególnie że porywacze obchodzili się za mną raczej brutalnie. Przez jakiś czas byłam nieprzytomna, a kiedy się budziłam w jakimś ciemnym wąwozie, myślałam, że to już koniec.” W tym momencie opowiadania Diego ścisnął jej rękę, żeby dodać otuchy. Znał doskonale przebieg zdarzeń, ale jako . Poza tym zawsze wierzył, że podzielenie się traumatycznymi doświadczeniami z drugą osobą przynosiło ulgę.

“Chcieli mnie …” piękna senorita zawahała się, ale w duchu stwierdziła, że Diego zawsze był dobrym i dyskretnym przyjacielem, i może mu ufać. “Chcieli mnie skrzywdzić, a potem zabić. Na szczęście przybył i szybko ich pokonał.” Dokończyła szybko, nie chcąc wdawać się w szczegóły.

Młody don z wyraźnym powątpiewaniem i wewnętrznymi wyrzutami sumienia wskazał na bandaż. “Może ich pokonał i ostatecznie cię uratował, ale nie zdołał… Nie wyszłaś z tego całkiem bez szwanku.”

oburzyła się. “Diego, jak możesz tak mówić! On był wspaniały! Pokonał ich w ciągu minuty. Wystarczyło jedno uderzenie i leżeli nieprzytomni. A potem, cóż potem początkowo byłam w szoku i nie pamiętam za wiele. Opatrzył mi ranę i odwiózł do puebla. Emanował takim spokojem, pewnością siebie i troską.” zauważył rozmarzone spojrzenie i lekki rumieniec, który wykwitł na policzkach dziewczyny. Szybko wróciła jednak do rzeczywistości. “A ty co byś zrobił, gdybyś mnie znalazł pierwszy, zamiast się zgubić?”

Nie brzmiało to, jak oskarżenie, raczej przyjacielska ciekawość, chociaż Diego czuł się nieco dotknięty. Jednak głównie z powodu jej zachwytu nad jego alter ego. “Przecież nie mogę powiedzieć jej prawdy.”

Zaczął nieco niepewnie. “Wiesz, z kilkoma bandytami nie miałbym szans, nie noszę też broni, więc… Jedynym rozsądnym działaniem byłoby sprowadzenie pomocy. Oczywiście, gdybym nie zabłądził w drodze powrotnej.” Dodał, żeby rozjaśnić nastrój i został nagrodzony lekkim szturchnięciem po ramieniu i serdecznym uśmiechem.

“Zawsze wiedziałeś jak poprawić mi humor. Wczoraj byłam w szoku, ale dzisiaj, w świetle dnia, czuję się już bezpiecznie, jakby to był zły sen. Jedna rzecz tylko psuje mi nastrój. Zaoferowałam padre pomoc w uczeniu dzieci z misji, a teraz nie mam jak się ruszyć z domu.”

“Na pewno słyszał o całej historii i zrozumie. Tymczasem, co mogę dla ciebie zrobić, aby ten piękny uśmiech nie schodził z twych ust?”

xxx xxx

Diego towarzyszył Rosaricie przez całe przedpołudnie, ale na sjestę wrócił zamyślony do domu. Przy niej starał się być beztroski i czarujący, odganiał ponure myśli. Jednak teraz siedział razem z w swoim pokoju i głośno myślał.

“Kim byli porywacze? Wiemy, że było ich pięciu, potem się rozdzieli. Pojechałeś tropem tych pozostałych trzech?”

pokiwał głową, ale potem wskazał długą drogę i wzruszył ramionami.

“No tak, na szlaku jest wiele śladów. Nikt nowy nie pojawił się w mieście?” Gdy zobaczył zaprzeczenie, wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju. Zawsze lepiej mu się myślało, gdy był w ruchu. “Mówiłeś, że patrol wysłany przez komendanta wrócił z pustymi rękami, chociaż znaleźli wąwóz. Coś mi tu nie gra, ogłuszyłem ich naprawdę mocno. Chociaż z drugiej strony powrót z Ros też zajął mi dłużej, niż przewidywałem. Tutaj chyba nic nie wymyślimy.”

Po przejściu jeszcze kilku długości spojrzał na zafrasowanego przyjaciela. lubił młodą senoritę i też chciałby rozwiązać zagadkę jej porwania. “Jaki mieli motyw? Okup odpada. Zwykły gwałt i zabójstwo? Wtedy, po co by się rozdzielali? Musimy mieć oczy i uszy otwarte, mam przeczucie, że to jeszcze nie koniec problemów.”

xxx xxx

Przez kilka kolejnych dni pilnował bezpieczeństwa Rosarity bardzo uważnie. Jako Diego codziennie ją odwiedzał i zostawał tak długo, jak tylko pozwalało na to dobre wychowanie. Czas spędzali na pozornie przyjemnych rozrywkach, chociaż młody don miał się na baczności. Jego napięcie nie zostało zauważone przez jego towarzyszkę. Senorita chciała jak najszybciej zapomnieć o dramatycznych wydarzeniach i szczerze cieszyła się ze wspólnego czytania, rozmów czy kwiatów, którymi Diego ją wręcz obsypywał. Mimo że pochlebiała jej uwaga, którą jej okazywał, jej myśli wciąż wracały do zamaskowanego wybawiciela.

“A wtedy odpowiedziałbym przed prawem nie tylko ja, ale też moi bliscy. – ciekawe kogo miał na myśli? Rodziców, rodzeństwo? A może ma żonę i gromadkę dzieci? Mam nadzieję, że nie!”

“Opowieści o nim nie były przesadzone, jest naprawdę wspaniały. Wysoki, przystojny, znający swoją wartość, ale przy okazji niewywyższający się. Chyba zacznę rozglądać się uważniej po okolicy. Na pewno go poznam bez maski, a wtedy będę miała okazję podziękować za ratunek. Może podpytam jeszcze Diego o jego przygody, coś, co da mi wskazówkę…”

xxx xxx

W biurze komendanta siedziało kilka osób — on sam, sędzia oraz zaufani żołnierze, którzy zaprzedali swoją lojalność Orłowi. Siedzieli i knuli.

“Mówisz, senior Galindo, że lisa można wykurzyć z nory, tylko będąc niesprawiedliwym wobec ludności i to nie w każdym przypadku? ” Upewnił się jeszcze raz .

“Tak, niesprawiedliwość lub zagrożenie, któremu nie podoła garnizon.” Przytaknął zapytany. “Jednak jest inteligentny, jeśli pułapka będzie zbyt oczywista, nie zjawi się albo uderzy z najmniej oczekiwanej strony. On często jest nieprzewidywalny.”

Kapitan potarł brodę zamyślony, a sędzia kontynuował. “Ma pan dwie, wzajemnie powiązane problemy do rozwiązania. Nie muszę chyba przypominać, że im dłużej senorita Cortez żyje, stanowi dla pana oraz całego przedsięwzięcia coraz większe zagrożenie. A skoro ją uratował, jestem przekonany, że ma na nią oko.”

“Tak, a druga to sam Zorro. Tylko on przeszkadza w wykonaniu planu Orła. Pomyślmy…” Ortega zwilżył gardło wyborną Malagą importowaną wprost z Andaluzji. “Skoro Lis pilnuje panienki, to będzie trudno się do niej dobrać, a z mojej strony wystarczy unikać publicznego pokazywania się i możemy to przełożyć na później. Jeśli zlikwidujemy Zorro, to nad bezpieczeństwem senority Cortez nie będzie czuwał już nikt.”

Sierżantowi zaświtał w głowie pewien pomysł. “Seniores, porywaczy wciąż nie znaleziono, więc może zorganizujemy poszukiwania, które bardziej będą nastawione na utrudnienie życia mieszkańców niż na faktyczny cel. Rewizje domów?”

“No wreszcie, pierwszy dobry pomysł dzisiejszego wieczoru” pomyślał jego zwierzchnik. “Domów nie, bo podniosą za duży raban, ale rewizje osobiste, czemu nie…” Wstał z bogato zdobionego krzesła i podszedł do wielkiej skrzyni stojącej w kącie. Chwilę pogrzebał w jej wnętrzu, wyciągnął sakiewkę i wręczył ją jednemu z żołnierzy.

“Macie przeszukiwać każdego, kto przyjeżdża przez rogatkę, nieważne obcego czy mieszkańca. Dokładnie i długo. Ma się tam stworzyć kolejka. Oficjalnie szukamy porywaczy, ale że nie mamy punktu zaczepienia, to wszystkiego podejrzanego.”

“A nieoficjalnie?” zapytał kapral.

“A nieoficjalnie, szukając myszy, znajdziemy szczura. W tej sakiewce są bardzo dobre podróbki klejnotów — rubiny, szmaragdy, diamenty. Nikt kto nie jest zawodowym jubilerem, nie ma prawa się na nich poznać. Macie podrzucić je kilku losowym peonom. Oskarżycie ich o kradzież i spisek, bo skąd biedny rolnik ma mieć takie cacka, a już kilku to zmowa.”

Wszyscy w lot zrozumieli plan i pokój wypełnił złośliwy śmiech. Żołnierz, który do tej pory nie brał udziału w rozmowie, zwrócił się do sędziego. “Senior Galindo, jaka jest kara za przywłaszczenie cudzej własności?”

“Chłosta, zwykle około 5-50 batów, w zależności od wartości. Cóż te cacka tutaj wyglądają na cenne.” W jego oczach nie było odrobiny litości. Przyszłe ofiary nie będą mogły liczyć na miłosierdzie czy sprawiedliwość. Wyrok na nich już zapadł.

xxx xxx

W dzień targowy Diego z Bernardem wybrali się do Los . Przez ciągłe wizyty w hacjendzie Cortezów dawno nie był w . Jego niemy przyjaciel był świetnym szpiegiem, ale rozmowa z sierżantem bywała równie owocna. Od ataku minął już tydzień, zraniona ręka goiła się tak samo dobrze, jak psychika młodej senority, więc nie miał powodu, aby dłużej odwlekać dochodzenie. Na pomoc garnizonu nie miał co liczyć.

“A i jeszcze może kupię Ros nowy szal? Swój ulubiony zniszczyła w trakcie porwania. Uwielbiam to zaciekawione spojrzenie, jakby chciała widzieć na wylot przez opakowanie, co jest w środku. A potem tę czystą radość, te iskierki w oczach, niezależnie czy jest to drobiazg, czy coś drogiego jak nowa suknia. Tak, zdecydowanie nowy szal, to świetny pomysł. Może w przypływie entuzjazmu dostanę całusa?” Młodego z marzeń na jawie obudziło pstryknięcie. Obrócił się w stronę Bernarda.

“O co chodzi przyjacielu?”

W odpowiedzi sługa wskazał na głowę, potem narysował kształt kobiety, a potem wisielca.

Diego pokiwał głową i od razu wrócił z obłoków na ziemię. “Masz rację. Cały czas myślę o Rosaricie, a nawet ostatnia aktywność dotyczy jej osoby. Nieuwaga zaprowadzi mnie na szubienicę.”

Klepnął go po ramieniu i dodał. “, nie wiem, co bym bez ciebie zrobił. Dziękuję ci.”

Starszy mężczyzna wzruszył ramionami i narysował kształt serca. “Tak, jestem zakochany, ale to nie powód, aby tracić rozsądek i być lekkomyślnym. Jak znów zawędruję w niebezpieczne rejony, kopnij mnie, proszę.”

Młody miał mieszane uczucia, gdy jego prośba spotkała się z entuzjastycznym potakiwaniem.

xxx xxx

Kilka chwil później ich oczom ukazał się niecodzienny widok. Przy rogatce stała ogromna kolejka ludzi, koni i powozów. Diego zsiadł z konia, wręczył wodze słudze i przepchnął się przez tłum do prowizorycznego szlabanu.

“Sierżancie, co tu się dzieje?” zapytał.

Garcia rozejrzał się i odciągnął go na bok. “Nowe rozkazy komendanta. Nie znaleźliśmy porywaczy senority Cortez i teraz przeszukujemy wszystkich wjeżdżających do puebla.”

“Szukacie czegoś konkretnego?” W jego serca wlała się odrobina nadziei, że w wąwozie pozostała jakaś poszlaka, którą zabrali ze sobą żołnierze. Przeszukał to miejsce następnego wieczoru po ataku, ale ślady były zadeptane i nic nie przykuło jego uwagi.

“Nie, , ale kapitan kazał patrzeć na wszystko, co wyda się nam podejrzane.” Sierżant nie miał zachwyconej miny, a rewizja osobista, zwłaszcza kobiet, była dla niego zawstydzająca. Może nie był dżentelmenem z urodzenia, ale rodzice wpoili mu szacunek do płci przeciwnej.

“Don Diego, to nie wszystko. Myślałem, że nowy komendant będzie lepszy niż poprzedni, poprawi nasze umiejętności, będziemy skuteczniejsi w wyłapywaniu bandytów. A zamiast prawdziwych ćwiczeń cały czas mamy zbędne musztry. I na patrole są wybierani tylko ci nowi żołnierze. Gdzie mamy zwiększać zdolność bojową garnizonu, gdy cały dzień maszerujemy po podwórzu?” Patrzył z nadzieją, czy może życzliwy coś mu doradzi.

Ten jednak ze współczuciem rozłożył ręce. “Nie wiem, nie znam się na wojskowości, sierżancie. Przykro mi, że nie jesteście równo traktowani, ale jest to sprawa wewnętrzna garnizonu i nawet jako don nie mogę się wtrącić. Może to jakaś nowoczesna metoda szkoleniowa, tylko my nie widzimy jej pełnego obrazu?”

“Nie wiem. Przepraszam, muszę już iść, rewidować dalej.” Garcia powłóczystym krokiem skazańca udał się do szlabanu, a Diego do czekającego pod koniec kolejki Bernarda.

Kolejne dwie godziny spędzili pośród utyskujących na upał i głupiego komendanta peonów, handlarzy, vaquero i caballero. Za pomocą znaków przekazał przyjacielowi mniej więcej treść rozmowy z żołnierzem i poprosił, aby miał oko na nową obsadę.

Cyrkowe umiejętności i bystry wzrok przydały się, gdy stali zaledwie kilka osób od szlabanu. Przyglądał się, jak kapral Sanchez przeszukuje jednego z peonów, a w trakcie badania wsunął mu mały przedmiot za pas. Kolejny żołnierz, który go obszukiwał, niemal natychmiast znalazł podrzucony spory rubin.

“Szeregowy, aresztować go i zaprowadzić do aresztu. Wezwij sędziego. To złodziej.” Kapral Sanchez nawet nie mrugnął, jak przerażony rolnik ukląkł i błagał go o litość. “Senior, pierwszy raz to widzę, nie jestem złodziejem, nigdy nawet nie miałem tego w ręku.”

Zaraz został brutalnie postawiony na nogi i zaciągnięty w stronę garnizonu. Żaden z żołnierzy Ortegi nie przejął się jego protestami. Rewizję wznowiono.

Diego wymienił z Bernardem znaczące spojrzenie i kilka znaków migowych. Coś zdecydowanie było nie w porządku. Gdy już udało im się przejść przez rogatkę i dotrzeć na plac, zastał ich mało przyjemny widok.

O ścianę koszar stało opartych pięciu mężczyzn w różnym wieku, wszyscy peoni. Za każdym stał żołnierz z przygotowanym biczem. Z bramy wyszedł sędzia w towarzystwie nowego sierżanta, rozwinął pergamin i głośno obwieścił skazanie złodziei klejnotów na 30* batów każdy.

Na placu zaległa cisza, nawet rozbrykane zwykle dzieci tuliły się do spódnic matek i nie odważyły się wydać dźwięku. Diego stężał z furii. “30 batów to jawna niesprawiedliwość, za kradzież sakiewki jest zwykle 5, góra 10. Po takiej chłoście nie będą mogli przez miesiąc pracować, o ile nie będzie komplikacji zdrowotnych.” Zacisnął dłonie w pięści, ale w tej samej chwili poczuł rękę na ramieniu. pokiwał przecząco głową.

To była robota dla Zorro. Stojący zawsze z dala od kłopotów Diego mógł co najwyżej opłacić im usługi doktora. Napięte mięśnie zrelaksowały się, pięści rozluźniły. Jednak każde uderzenie bicza wbijało się boleśnie w serce obrońcy puebla, który nie miał tym razem możliwości zareagować.

“Myślałem, że będziesz uczciwy Ortega. Tymczasem ty coś kręcisz. przywita cię wieczorem w naszym uroczym miasteczku.”

xxx xxx

Ciemna postać skradała się bezszelestnie. Szybkie podciągnięcie się na wystającym z budynku palu wystarczyło, aby znaleźć się na dachu aresztu. położył się, aby nie być widocznym na tle nieba i uważnie zlustrował podwórze garnizonu. Oprócz dwóch strażników przy bramie, który zwykle trzymali wartę, dostrzegł tu i tam rozstawionych żołnierzy.

“Tak, jak myślałem, to pułapka. Nie udało mu się wywabić mnie na placu, więc oczekuje, że zjawię się nocą. Cóż komendancie, nie zawiodę cię.”

Zręcznie zsunął się na tyły garnizonu i obszedł go dookoła. Chwilę później zaskoczony wartownik stojący koło bramy, poczuł chłód stali na swojej szyi i usłyszał cichy szept.

“Buenas noches . Jaka piękna noc na pełnienie straży, prawda?”

Szeregowy dobrze znał ten głos. Wiedział, że jeśli będzie współpracował, nie stanie mu się krzywda. Chociaż, po dłuższym okresie służby w , po ludzku chciał pomóc temu szlachetnemu bandycie, a nigdy nie zranił nawet Monastario. Był bezpieczny.

“Buenos noches, senior Zorro. Noc byłaby piękniejsza, gdybym nie miał szpady na gardle.” Powiedział to proszącym głosem. Ku swojej uldze ostrze odsunęło się na kilka centymetrów, ale wciąż było niepokojąco blisko.

“Ile ludzi w garnizonie ukryło się w zasadzce?” Człowiek w masce od razu przeszedł do rzeczy.

Uzyskał też odpowiedź, której mógł zaufać, ponieważ szeregowy był ze starej gwardii i nie miał powodu kłamać. “Wszyscy nowi, 15 osób plus ja i z drugiej strony, każdy ma muszkiet i dwa pistolety. Konie są osiodłane do pościgu. Nie wiem, gdzie dokładnie się poukrywali, bo stanąłem na warcie, gdy się rozchodzili.”

schował szpadę i poklepał przyjaźnie żołnierza po ramieniu. “Jak zwykle spotkanie z honorowym lancerem to sama przyjemność. A teraz wyświadcz mi przysługę, amigo, i podnieś alarm.”

Zdziwiona mina szeregowego była bezcenna. Była to ostatnia prośba, która przyszłaby mu na myśl. Kilkakrotnie otworzył i zamknął usta, nie wydawszy dźwięku. W końcu jednak zdobył się na słaby krzyk, który za trzecim razem nabrał już zwykłej mocy. ” Zorro, alarm. tu jest. Do broni!”

Przygotowani wcześniej żołnierze od razu dosiedli koni i wypadli przez bramę. Na skraju placu czekała na nich sylwetka renegata, który zasalutował i zaczął uciekać. Żołnierze popędzili za nim, od czasu do czasu któryś próbował szczęścia, oddając strzał. Czarny jeździec doskonale operował dystansem i wszystkie kule padały daleko za nim.

Pierwsza faza pościgu skupiała się głównie na szybkości rumaków. Jednak po kilku kilometrach zaczął się bardziej nierówny teren, poznaczony wąwozami i wzgórzami. stał się nieuchwytnym cieniem, przemykającym żołnierzom na granicy wzroku. Gdy nabrał pewności, że nowi, nieznający jeszcze za dobrze terenu wojacy, pogubili się w labiryncie wyschniętych koryt i dolinek, dyskretnie zawrócił w stronę puebla.

Zakradnięcie się do pustego garnizonu nie stanowiło żadnego wyzwania. Ortega pracował w gabinecie, poczuł zimną stal wbijającą mu się w plecy. Spiął się i powoli wyprostował. “Kim jesteś i czego chcesz?”

Usłyszał cichy śmiech. “Komendancie gościsz w naszym pueblo już kilka dni, ale nie miałem jeszcze okazji złożyć wizyty i się przedstawić. Proszę o wybaczenie za takie grubiaństwo, ale do tej pory nie było potrzeby, żebyśmy się spotkali.”

Ortega powoli i ostrożnie odwrócił się przodem do niespodziewanego napastnika, który cały czas trzymał go na końcu szpady. “Zorro, mogłem się tego domyślić. Gdzie moi żołnierze?” Słyszał nawoływania wartownika i początek pościgu, ale nie brał w nim udziału. Ufał kompetencjom swoim ludzi. Jak widać za bardzo.

Bandyta w masce uśmiechnął się z pewną dozą arogancji i nawet nie zamierzał odpowiedzieć na pytanie. “Jako że jesteś senior tutaj nowy, nie znasz lokalnych zwyczajów. Pozwól, że cię oświecę. Twoim obowiązkiem jest utrzymanie porządku w pueblo oraz pomoc mieszkańcom. Wtedy masz moje słowo, że spotykamy się po raz ostatni. Jeśli jednak będziesz niesprawiedliwy, a ludność gnębiona, będę zmuszony składać ci częste wizyty. A kończą się one tak.” W czasie, gdy mówił ostatnie zdanie, trzema wprawnymi ruchami nadgarstka, wyrysował piękne “Z” na całej szerokości munduru.

“Wiem, że twoi żołnierze podłożyli kosztowności peonom. Ostrzegam albo będziesz sprawiedliwy, albo będziesz martwy.” Spojrzał w dół na buty komendanta, który odruchowo również opuścił głowę. Gdy ją podniósł, wielka czarna pięść pozbawiła go przytomności.

szybko zaniósł nieprzytomnego kapitana do jego pokoju, gdzie przywiązał go do łóżka i zakneblował. Popatrzył na swoje dzieło i przykrył go kołdrą, bynajmniej nie ze względu na wygodę. Adiutant rano będzie myślał, że przełożony wciąż śpi.

Cień wyskoczył przez okno wprost na grzbiet wiernego Tornada i pognał w noc na zasłużony odpoczynek.

 

 

Notatki

* Sprawdzałam skalę wielkości chłosty. W krajach islamskich za cudzołóstwo można dostać obecnie 5-30 batów, w hitlerowskich obozach koncentracyjnych od 5 do 50, w skrajnych przypadkach do 100. Więc stwierdziłam, że 30 to będzie bardzo dużo.

Jeśli jest na sali lekarz/historyk z dokładniejszą wiedzą jak to wyglądało, to proszę podziel się uwagami 😀

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *