Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 33 Plan walki

Gospoda pękała w szwach. Oprócz żołnierzy i caballeros byli prawie wszyscy ochotnicy z oddziału don . Przy stole ustawionym na samym środku stali sierżant, starszy de la Vega, i kilku znaczniejszych donów. Tematem zebrania było oczywiście ultimatum Ortegi.

Don prowadził właśnie głosowanie. Uznał, że jest to sprawa, która dotyczy wszystkich i dlatego każdy powinien mieć wpływ na ostateczną decyzję.

“Kto jest za tym, żeby przyjąć ultimatum, zapłacić okup i dostarczyć jeńców?”

Z niepokojem wodził wzrokiem po zebranych, bo ostatecznie chodziło o jego synową i nienarodzonego wnuka. Ulżyło mu, gdy nikt nie podniósł ręki.

“Kto jest za tym, aby się bronić?”

Tym razem zgłosili się wszyscy. Prawie wszyscy, ponieważ Diego stał w kącie przy kominku i nie zamierzał głosować w ogóle. Jednak uważnie się przysłuchiwał pomysłom i w jego głowie powoli formował się plan. Nikt nie zwracał na niego uwagi.

Ktoś z tłumu rzucił. “Tak naprawdę to, jaki mamy wybór? Nawet jeśli zbierzemy pieniądze, to skąd mamy wytrzasnąć żywego ? Komendanci nie byli w stanie go złapać, a nam nagle się uda?”

Potwierdzające pomruki przerwał . “Macie seniores rację. Uważam, że mógłby poddać się sam i poświęcić dla ogółu, ale byłoby to wysoce nierozsądne. Osobiście bym na to nie pozwolił. Wszyscy mamy wobec niego mniejszy lub większy dług wdzięczności, a bardzo często jest on naszą ostatnią deską ratunku.”

dodał. “Jako dżentelmeni nie możemy również oddać ciężarnej kobiety w ręce bandziorów. I nie mówię tego, tylko dlatego, że chodzi o donię Rosaritę.”

Starszy de la Vega skinął mu z wdzięcznością głową. Martwił się o synową, ale nie chciał w tak krytycznej sytuacji, żeby ktoś oskarżył go myślenie tylko o własnej rodzinie, zamiast o całej społeczności. Niesnaski były teraz najmniej potrzebne.

“Dobrze, w takim razie mamy prawie tydzień na wymyślenie i wdrożenie planu. Sierżancie, jakie mamy zasoby?”

Garcia wyjął z kieszeni kartkę i podsumował ilość dostępnej broni i amunicji. Mury były w dobrym stanie, ale nie były wysokie.

Gdy skończył, wtrącił się jeden z peonów. “ może się bronić, ale większość naszych domów i hacjend jest rozsianych w znacznej odległości.”

Rozgorzała ożywiona dyskusja, która dzięki wysiłkom sierżanta, de la Vegi i Torresa, nie przerodziła się w kompletny chaos. Padały propozycje wzmocnienia i podwyższenia murów, zgromadzenia okolicznych mieszkańców w , wzniesienia barykad, rozstawienia strzelców na rogatkach.

xxx xxx

Diego przysłuchiwał się rozmowom i doszedł do jedynej możliwej konkluzji. Proponowane rozwiązania siłowe były z góry skazane na porażkę. najwidoczniej założył, że przeciwstawi mu się garnizon i co najwyżej oddziałek caballeros, a nie całe pueblo. Jednak skoro twierdził, że posiada liczną bandę, która z łatwością rozprawi się z ewentualnym oporem, to młody de la Vega zamierzał mu w tej kwestii zawierzyć. Ostatecznie mógł się tylko miło rozczarować, jeśli to były tylko przechwałki.

Gdy zebranym powoli zaczęły kończyć się propozycje, odezwał się z kąta. “Załóżmy, że zbierzemy mieszkańców w pueblo i uda się nam obronić, kto zagwarantuje, że banda nie weźmie odwetu na okolicznych domach? Albo, że Ortega nie wróci kolejnego dnia, gdy nie będziemy przygotowani?”

Próba naprowadzenia rozmówców na inny tok myślenia spełzała na niczym. Jego przykrywka jako tchórzliwego i niezaangażowanego paniczyka była zbyt dobra. Rozległy się gwizdy i docinki.

“Wszyscy wiemy, że jesteś tchórzem, nawet nie wstąpiłeś do oddziału obywatelskiego. Masz jeszcze czelność zabierać głos? Jak zwykle podwiniesz ogon pod siebie i ukryjesz się za spódnicą żony.”

Don uciszył śmiechy. Nie miał wysokiego mniemania o synu, ale jako stary żołnierz uznawał celność tych pytań. Sam miał podobne. Dlatego zapytał “Co więc proponujesz, w takim razie?”

Diego ułożył już sobie plan działania, ale wiedział, że musi go dobrze przedstawić. Z wciąż założonymi rękoma podpierał ścianę i udawał, że nie słyszy śmiechów i docinków.

“Nie możemy odeprzeć ataku, bo go powtórzą. Poza tym nie wiadomo, ile osób by zginęło czy zostało rannych. Musimy złapać całą bandę, aby wyeliminować zagrożenie w przyszłości. Wtedy też żaden z nich nie będzie szukał zemsty na zabudowaniach w okolicy. Ortega i jego ludzie muszą poczuć się pewnie, jak zwycięzcy. Wtedy stracą czujność i dadzą wciągnąć się w pułapkę.”

Z boku odezwał się powątpiewający głos. “A niby jak chcesz to zrobić, ?”

“To proste. Trzeba im dać to czego chcą.”

Po kilku sekundach ciszy, gdzie wszyscy przyswajali rewelację, ostatnie zdanie wywołało istny huragan oburzenia.

“Chce oddać żonę bandytom, jest większym tchórzem niż myślałem.”

“Czyżby żona mu się znudziła?”

mu pewnie rogi przyprawił, jeśli chce się pozbyć obojga!”

“No tak, pewnie za niego wyszła, żeby ukryć ciążę z renegatem!”

“Kto wie, czy faktycznie jest ojcem?”

“Jak dziecko jest bastardem, to świetnie to sobie wymyślił, żeby donia i zginęli!”

Diego miał zaciętą minę,  słuchał wyzwisk i oszczerstw ze stoickim spokojem. Z kolei jego ojciec już taki opanowany nie był. Prawie wybuchnął, ale don Nacho położył mu dłoń na ramieniu i pokręcił głową. Przekaz był jasny: sprawy rodzinne de la Vedzy powinni rozwiązać w zaciszu hacjendy, nie na forum publicznym. głęboko odetchnął, próbując się uspokoić i zaczął uciszać zebranych.

“Seniores, seniores, kłótnie i emocje to nie są najlepsi doradcy. Proszę, żeby każdy przemyślał w domu, jakie mamy opcje i jutro spotkamy się w południe ponownie.”

Tawerna powoli pustoszała, ale stary usłyszał kilka niezbyt miłych pożegnań w stylu “Tylko syna nie przyprowadź jutro.”

xxx xxx

Don i Diego do hacjendy wrócili w pełnej napięcia ciszy. Gdy weszli do salonu, starszy de la Vega mógł w końcu powiedzieć na głos, co myślał o całej sytuacji i propozycji jedynaka. W innych okolicznościach młodzieniec próbowałby się ulotnić i przeczekać wybuch gniewu, ale zależało mu na przekonaniu ojca do swojego planu.

“Diego, twoje wątpliwości co do powtórnego ataku czy brania odwetu na okolicznych domach są zrozumiałe i z całym sercem się z nimi zgadzam. Ale co do cholery sobie myślisz, chcąc wydać w ich ręce Rosaritę!”

Don nalał sobie kieliszek wina na uspokojenie nerwów, ale nie zatrzymał nawet na moment swojego kazania.

“Czy naprawdę upadłeś aż tak nisko, że bardziej dbasz o swoją wygodę i bezpieczeństwo niż o życie Zorro? Nie wypominając ci, gdzie byłeś, gdy została porwana? Czy broniłeś jej, jak napadnięto ją w domu wuja? Czy szukałeś jej, gdy Ortega został zdemaskowany? Nie! Wylegiwałeś się w łóżku albo raczyłeś się gdzieś zgubić! to wszystko zrobił. Mógłbyś być mu wdzięczny chociaż trochę! A ty co robisz?! Składasz Zorro i żonę w ofierze, żeby tylko nie pobrudzić sobie rąk walką.”

Diego splótł dłonie za plecami, aby ojciec nie zobaczył, jak zaciska je w pięści. Twarz przykrywała maska obojętności.

“Gdybyś tylko wiedział, że wszystko to zrobiłem sam… Gdybyś wiedział, że nie rozmawiamy o życiu jakiegoś anonimowego renegata, ale o moim własnym…”

Podniesiony głos caballero przyciągnął uwagę Rosarity, która pod koniec tej tyrady weszła do salonu. “Ojcze, słyszałam krzyki. Co się stało?” Gdyby nie ostatnie zdanie, poparłaby męża, ale teraz była niepewna.

Odpowiedział jej Diego. “Querida, dzisiaj na plac przygalopował bandyta, który dostarczył list z żądaniami i uciekł. Dość duża banda zagroziła, że zabije wszystkich mieszkańców i spali całą okolicę, jeśli w przyszłą niedzielę nie dostaną 10 tysięcy pesos i dwojga jeńców. Pod żądaniami podpisał się Ortega.”

Zbladła, gdy usłyszała znienawidzone nazwisko. Popatrzyła między dwoma mężczyznami, nieprzyjemne uczucie zaczęło kiełkować w jej sercu. Teść pochylał się nad stolikiem, wyraźnie wzburzony, nawet bardziej niż podczas ostatniej kłótni. Diego miał najbardziej na świecie neutralny wyraz twarzy, ale cała jego postawa była spięta. Bała się zadać pytanie, które tylko potwierdziłoby jej podejrzenia.

“Kim mają być jeńcy?”

Odpowiedział jej don Alejandro. “ i ty.”

W ciszy, jaka nastała seniora przetrawiała nie tylko informacje, ale zasłyszane oskarżenie. Wiedziała teraz, o czym mówił teść, ale starała się zrozumieć motywacje ukochanego. Patrzyła mu prosto w oczy, a on nawet na moment nie odwrócił wzroku. Nie podszedł do niej pocieszyć czy obiecać, że znajdzie sposób, aby zapewnić jej bezpieczeństwo. Był tak odległy i nieosiągalny, że istniało tylko jedno wytłumaczenie.

“Więc wiesz. W końcu się domyśliłeś.”

Diego nie podszedł do żony, ponieważ nie był pewien, czy się nie złamie pod wpływem emocji. Miał misję i musiał się na niej skupić. O komfort Rosarity zadba wieczorem. Dlatego, teraz gdy zobaczył wyrzut w jej oczach i enigmatyczne stwierdzenie, zmieszał się.

“O czym mam wiedzieć?”

Dziewczyna pokiwała z rezygnacją głową.

“Skoro wiesz, że jestem w ciąży z Zorro, a nie z tobą, dlaczego mnie nie odprawiłeś? Dlaczego udawałeś, że jesteś szczęśliwym ojcem? Dlaczego chcesz zabić nie tylko mnie i moje dziecko, ale też twojego przyjaciela Zorro? Dlaczego Diego?”

W ostatnie pytanie włożyła całą swoją rozpacz i zwątpienie. Łzy cisnęły jej się do oczu, ale walczyła z nimi, aby zachować dumę. Jeśli mieszkańcy i jej rodzina postanowią wydać ją Ortedze, wiedziała, że czeka ją śmierć. Bała się, była przerażona, ale nie da im satysfakcji i nie będzie błagać o litość.

“Co takiego!? jest ojcem twojego dziecka?!”

Starszy caballero przybrał odcień surowego buraka. Trząsł się z wściekłości jak osika. Diego na niego zerknął, ale zwrócił się do żony. Tajemnica wyszła na jaw, nic nie mógł z tym zrobić. Widział, jaki efekt miały na nią nowiny i jak potrzebowała jego wsparcia i akceptacji. Podszedł i wziął ją za ręce, które czule ucałował.

“Querida, wiem, że to jest biologicznym ojcem. Wiedziałem od samego początku. Wcześniej nic nie mówiłem, żebyś nie czuła się niekomfortowo. Ale we dwóch uzgodniliśmy, że tak będzie lepiej. Gdyby ktoś się dowiedział prawdy, mógłby chcieć cię skrzywdzić, aby go zwabić w pułapkę. Nawet nie chcesz wiedzieć, z jakimi pomówieniami się muszę mierzyć w pueblo, a to tylko plotki. Obaj chcieliśmy ci tego oszczędzić i zagwarantować bezpieczeństwo. Rozumiesz?”

Kojące słowa, nieśmiały uśmiech i pełne adoracji spojrzenie odebrało jej mowę. Teraz rozumiała jego brak zazdrości oraz dlaczego ją uciszył, gdy chciała mu powiedzieć o ojcostwie. Kiwnęła mu tylko głową. Nie powstrzymywała już dłużej łez, a Diego mówił dalej.

“Poza tym, kocham ciebie i kocham to dziecko. Nie ważne kto je spłodził, chcę być dla niego ojcem w każdym wymiarze.”

Może wyznałby więcej, gdyby don nie odzyskał w końcu zdolności mówienia. Starszy don już nie krzyczał na swojego niewydarzonego syna. Mówił niskim jak grzmot tonem, wypełnionym jadem i gniewem.

“Wystarczy! Najgorszy kloszard ma więcej poczucia własnej godności niż ty. Jak mogłeś przyjąć czyjegoś podrzutka jako swoje dziecko? Jak śmiesz sugerować, że jakiś bękart będzie dziedzicem de la Vegów? I zamiast coś z tym zrobić, z zadowoleniem wchodzisz w taki układ! Jak kiepski musisz być w sypialni, skoro ona szukała przygód poza małżeńskim łożem! Do tej pory miałem dobre zdanie o Zorro, ale widzę, że jest łajdakiem bez honoru tak samo jak ty!”

Od początku tej tyrady Rosarita zauważyła, że napięcie znów powróciło do sylwetki Diego. Spuścił głowę, ale i tak widziała rumieniec wstydu i mocno zaciśniętą szczękę. Ścisnął mimowolnie jej dłonie tak silnie, że miała ochotę zaprotestować. Zamiast tego głaskała kciukami jego ręce w uspokajającym geście.

“A ty jak mogłaś się oddać komuś innemu niż mężowi?! Gdyby o tym usłyszała twoja biedna matka! Diego dawał ci wszystko, czego chciałaś, nieba by ci przychylił. I tak mu odpłacasz? Zdradą i bękartem! Faktycznie zasługujesz razem z twoim kochankiem, aby was wydać Ortedze.”

Przez łzy Rosarita zaczęła przepraszać i błagać obu o wybaczenie. Czuła, że w szorstkich słowach teścia tkwi sama prawda, a Diego miał pełne prawo chcieć się jej pozbyć. Przecież nie przeciwstawi się ojcu, tylko przez wzgląd na nią…

Tego było młodemu caballero za dużo. Przygarnął ją zdecydowanie do siebie, a gdy ukryła twarz w jego piersi, całował jej włosy i głaskał ją po głowie, próbując uspokoić. Już nie hamował furii, jaka w nim narastała od początku rozmowy. Tak wściekły nie był od czasu śmierci swojej matki, gdy winił cały świat, że odeszła.

“Dziecko jest moje i ja je wychowam. Nic ci do tego, jak i kiedy zostało stworzone. Ale nie pozwolę nikomu ubliżać mojej żonie i synowi. Jak ci się dziedzic nie podoba, to chętnie się wyprowadzimy. Będziemy szczęśliwi we troje na jakiejś skromnej farmie, a ty tu zostań sam, w wielkiej, pustej hacjendzie! Ojcze!”

To ostatnie “ojcze” dodał bardziej z nawyku i dobrych manier, niż dla okazania szacunku dla rodzica. Miał to być policzek dla don i tak został odebrany, bo starszy de la Vega ponownie zaniemówił.

Diego zignorował ojca i uspokajał ukochaną. “Ciii, querida, nie mam ci czego wybaczać. Mówiłem, że chcę, żebyś była szczęśliwa, pamiętasz? Chodź, wytłumaczę ci mój plan, nigdy bym cię nie wydał w ręce Ortegi, ani żadnego innego bandyty.”

Zbliżyli się do sekretarzyka, gdzie był papier i pióra. Młodzieniec lewym ramieniem obejmował Rosaritę, która mocno do niego przywarła i powoli się odzyskiwała równowagę duchową. Prawą ręką rozrysowywał schemat pułapki na Ortegę i jego ludzi. Im dalej szły wyjaśnienia, tym łzy dziewczyny wysychały, a gniew don wyparowywał.

“Banda ma wjechać w całości na rynek, nic nie podejrzewając. Tam będzie na nich czekać worek z jakimś żelastwem i pesos na wierzchu dla niepoznaki. Do tego zobaczą dwie związane osoby. Oczywiście będą związane na niby. Jedna z nich przebierze się za Zorro, a druga za kobietę z woalką. Naprawdę myśleliście, że będę ryzykował życiem Ros i Zorro? Querida nawet nie opuścisz hacjendy.

Wcześniej na dachach mają pochować się strzelcy, tu, tu i tu. Ortega na pewno będzie chciał osobiście sprawdzić łup. Gdy podejdzie bliżej, “niby Zorro” go zastrzeli, człowiek przebrany za kobietę będzie go osłaniał. Na umówiony znak pokażą się strzelcy, sami będą osłonięci murkami, a napastników będą mieli na dole jak na dłoni. Możemy dodać jeszcze przenośne barykady tutaj, tutaj i tam, żeby nie próbowali jednak uciec. Banda będzie okrążona, będą musieli się poddać.”

Diego widział, że jego ojciec już ochłonął i skupił na strategii, a Rosarita uspokoiła i też wpatrywała w rysunek. Pocałował ją w czoło i wyszedł do ogrodu. Sam musiał przemyśleć niespodziewany obrót zdarzeń.

xxx xxx

Po odejściu młodzieńca zapanowała niewygodna cisza. Mimo męskiej i rodowej dumy don wiedział, że tym razem temperament go poniósł zbyt daleko. Odchrząknął i najłagodniej jak umiał, zaczął się tłumaczyć, nie śmiąc spojrzeć synowej w oczy.

“Przepraszam za ostre słowa, nie powinienem nigdy tak powiedzieć. Po prostu kocham Diego i chcę, żeby był szczęśliwy. A idea wychowywania cudzego dziecka kłóci się z moim pojmowaniem szczęścia.” Dodał jeszcze z przekąsem “Chociaż widzę, że jemu to absolutnie nie przeszkadza.”

Rosarita przyjęła gałązkę oliwną. “Rozumiem, że dla nikogo ta sytuacja nie jest komfortowa, dla mnie również. Przykro mi, że tak to się potoczyło. Ale o jednym mogę cię zapewnić, ojcze, że nigdy nie zdradziłam Diego. Z byłam tylko raz, tuż przed ślubem, odtąd byłam wierna mężowi.”

nie skomentował tego wyznania. Dla niego zdrada była tak samo grzeszna, jak intymność między kobietą i mężczyzną, których nie łączył węzeł małżeński. Nawet nie dociekał, skąd cała trójka miała pewność co do ojcostwa. Dotąd cenił synową, ale tego dnia straciła w jego oczach prawie wszystko. Rozmowę zakończył drętwo. “Mam nadzieję, że niedługo postaracie się o prawowitego dziedzica.”

Pochylił się z powrotem nad rysunkiem. Rosarita zrozumiała, że jej pierworodny na zawsze pozostanie bękartem w hacjendzie de la Vegów. Postanowiła, że otoczą go z Diego miłością, aby nigdy nie odczuł niechęci dziadka.

mruczał pod nosem. “To jest genialny plan. Nikt postronny nie zostanie ranny, ciebie nawet tam nie będzie. Oczywiście jest to ogólny schemat, trzeba go dopracować w szczegółach. I nie jest wolny od wad, ci, którzy się przebiorą, nadal ogromnie ryzykują. Hmmm… Ale jest to jedyna jak dotąd propozycja, gdzie udaje się schwytać całą bandę bez większych strat własnych.

Spojrzał na synową. “Gdybym nie usłyszał tego z ust Diego, pomyślałbym, że sam go wymyślił. Tak chytrze zwabić ich w pułapkę. Tego się po moim synu nie spodziewałem. Jutro przedstawię to na zebraniu.”

Tknięta przeczuciem Rosarita uśmiechnęła się lekko. “Tylko nie wspominaj lepiej, że nie wymyśliłeś go samemu, ojcze. Nikt poważnie nie potraktuje planu Diego, a przecież chcemy, żeby wszyscy się na niego zgodzili, prawda?”

xxx xxx

Po półgodzinie Rosarita udała się na poszukiwania ukochanego. Kobieca intuicja jej nie zawiodła. Zobaczyła zgarbioną sylwetkę w najdalszym kącie ogrodu. Diego siedział zrezygnowany, plecami do hacjendy. Bez słowa przysiadła obok, ale młodzieniec nawet nie podniósł głowy. Popołudnie powoli zmieniało się w wieczór, a powietrze wypełniały ptasie trele i słodka woń róż. Mniej niż tydzień temu siedzieli tutaj po równie burzliwej awanturze z don Alejandro. Tym razem seniora dała mężowi czas, jakiego potrzebował, aby zacząć. To, co w końcu powiedział, kompletnie ją zaskoczyło.

“Ros, czy przyjmiesz moje przeprosiny i mi wybaczysz?”

“Diego, ja mam wybaczyć tobie? Nie mam czego. To raczej…”

“W pueblo szepczą, że wyszłaś za mnie, aby ukryć ciążę albo przyprawiłaś mi rogi w noc poślubną. Niektórzy powątpiewają w moje ojcostwo. Jakże głupi byłem, wierząc, że ślub położy kres plotkom. Od wesela faktycznie wszystko przycichło, ale teraz pojawił się Ortega i znów jesteś na językach ludzi. Nie zasługujesz na takie traktowanie. Moim obowiązkiem jest bronić ciebie i twojej reputacji. Przecież nie wyzwę ich na pojedynek! Ojciec mną pogardza i ma rację. Gdyby nie był ścigany przez prawo, nawet byś na mnie nie spojrzała. Wiem, że byłem drugim wyborem. On by nie puścił płazem żadnej zniewagi.”

Ta spowiedź wstrząsnęła Rosaritą. Wcześniej był zagniewany, zdołowany, miał w oczach łzy poniżenia, ale pokazywał jakieś emocje. Teraz mówił mechanicznie, jakby opowiadał o pogodzie. Dodatkowo zdała sobie sprawę, że ją jako kobietę omijały nieprzyjemności, ale mieszkańcy pueblo nie powstrzymywali szczególnie języka przy słabeuszu-pantoflarzu. Może nie były to bezpośrednio skierowane uwagi, ale bolały go równie mocno.

“Diego, o czym tym mówisz? To wszystko moja wina, że te plotki powstały. A ty wyrzucasz sobie, że nie podejmujesz bezsensownych pojedynków, w których przegrasz? Że nie dajesz się podpuścić do walki, gdzie możesz zostać ranny lub zabity? Masz rację, kiedyś drażniłam się z tobą, że nie podejmujesz działania, ale teraz to doceniam. Naprawdę!

Myślisz, że gdybym związała się z Zorro, to zasnęłabym spokojnie, wiedząc, że jeździ gdzieś i ryzykuje życiem? Osiwiałabym przed 30-tką!”

Z gardła wyrwał mu się chichot, gdy wyobraził sobie kruczoczarne włosy Rosarity zszarzałe w tak młodym wieku. Seniora odetchnęła z ulgą, że udało jej się sprowokować jakąś reakcję. Dała mu szybkiego całusa w policzek i kontynuowała.

“Kocham cię, tak samo jak twój ojciec. To dlatego tak gwałtownie zareagował. Nie mówiłam nic wcześniej, bo nie chciałam cię ranić. I… wiem, że jesteście przyjaciółmi. Stanęłam pomiędzy wami, ale przyjaźń zwyciężyła. Nie miałam pewności, czy wytrzyma także próbę, jeśli na szali znajdzie się dziecko. Wolałam milczeć.”

Diego uśmiechnął się, słysząc takie argumenty. Nie chciał, aby robiła sobie więcej wyrzutów. Chociaż wciąż miał niejasne przeczucie, że gdyby Monastario nie obwołał go przestępcą, kochający pokój don przegrałby w wyścigu o jej uczucia z zamaskowanym bohaterem.

“Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że dziecko jest Zorro, ale to nie jest ważne. Pokochałem je i zrobię wszystko, aby być dla niego dobrym ojcem. I nie obawiaj się o naszą przyjaźń, dzięki tobie jeszcze się umocniła.”

Nie było to całkowitym kłamstwem, ale wolał nie wchodzić w szczegóły. Skoro Rosarita ubzdurała sobie, że jest pomocnikiem renegata, nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu. Nie musiał już wymyślać tylu wymówek, a i okazyjnie mógł skorzystać z alibi, które mu chętnie dostarczała.

Dziewczyna spuściła oczy. “To ja powinnam prosić o wybaczenie. Gdy twój ojciec powiedział, że chcesz mnie poświęcić Ortedze dla dobra miasteczka, uwierzyłam jemu. Zwątpiłam w ciebie i twoją miłość. “

Caballero jednym sprawnym ruchem posadził ją sobie na kolanach.

“Ciii, to już nieważne. W każdym małżeństwie zdarzają się nieporozumienia. A jak dodasz do tego pewnego zrzędliwego teścia o gorącym temperamencie…”

Oboje wybuchnęli serdecznym śmiechem. Rosarita trzymała ręce na jego ramionach i czuła jak napięte mięśnie się rozluźniają. Beztroska mina i figlarne iskierki w jego oczach utwierdziły ją w przekonaniu, że najgorsze minęło. Pochyliła się i ich wargi spotkały się w pół drogi. To był długi, słodki pocałunek, przerywany jedynie chichotami i okazjonalnymi całusami w nos.

Gdy w końcu Rosarita wtuliła się w zagłębienie jego ramienia, z zaskoczeniem zauważyli, że jest już po zmroku, a niebo zdobią gwiezdne konstelacje. Siedzieli w ciszy i cieszyli się wzajemnym komfortem.

W pewnym momencie seniorę naszło pewne pytanie. “Diego, jak wpadłeś na tak sprytny pomysł? Twój ojciec powiedział, że jest godny planów Zorro, a przecież wróciliście razem do hacjendy…”

“Naprawdę ojciec tak powiedział?”

“Aha.”

“Cóż, czy uwierzysz mi, jeśli powiem, że…”

Dokończyła ze śmiechem za niego. “…z książek? Tak, akurat tobie uwierzę.”

Jednak caballero spoważniał i przytulił ją mocniej. “Niedzielę spędzisz w ukryciu. Nie zamierzam ryzykować. Nawet jakbym miał cię związać, jasne?”

“To groźba?”

“Obietnica.”

“Będę grzeczna. Nie, kiedy muszę dbać nie tylko o siebie.”

Spojrzała z czułością na ich splecione palce, położone luźno na zaokrąglonym brzuchu.

xxx xxx

Następnego dnia przedstawił plan syna jako swój, zgodnie z sugestią Rosarity. Niektórzy próbowali wprawdzie podśmiewywać się z nieobecnego Diego, ale starszy de la Vega szybko uciął wszelkie spekulacje. Oświadczył, że wczorajsza propozycja młodego dona naprowadziła go na obecny schemat. Nikt nie zgłosił niczego lepszego, więc rozpoczęły się przygotowania, rozdzielanie zadań i niecierpliwe czekanie.

Tym razem jednak nie naciskał na włączenie się w działania Diego. Założył, że bezpieczniej będzie, jeśli oboje ukryją się w hacjendzie.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *