Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 4 Dwa tygodnie urlopu dla Zorro

To, że coroczny raport dla gubernatora i wyjazd kapitana Monastario zbiegł się z wizytą Rosarity, był prawdziwym błogosławieństwem dla Diego. Mógł ze spokojną głową spędzać z nią całe dnie i wieczory. To były prawdziwe wakacje. Kilka razy wybrali się na przejażdżkę po okolicy i piknik, odwiedzili padre oraz złożyli wizyty zaprzyjaźnionym donom. Sporo czasu przesiadywali w ogrodzie i przydomowym sadzie, rozkoszując się rozmowami i kojącymi widokami.

Widząc młodzież tak często w swoim towarzystwie, don i zaczęli nawet snuć nieśmiałe plany matrymonialne, które tylko umocniłyby istniejącą przyjaźń między rodami. Ojciec Diego wiedział jednak, że sprawa jest delikatna i nie poruszał z nim tego tematu, ale powoli zaczął liczyć na wnuki.

xxx xxx

Diego z każdym dniem coraz głębiej wpadał w pułapkę uczuć. Rozsądek podpowiadał mu, że jego misja wymaga wyrzeczeń i małżeństwo nie jest mu pisane. Jednak serce nie sługa i młodzieniec z każdym dniem coraz bardziej tracił głowę dla pięknej senority. Ta jednak traktowała go jak najlepszego przyjaciela i jednocześnie wypytywała wciąż o tajemniczego i intrygującego . zaczynał zastanawiać się, czy dziewczyna może zakochać się w człowieku wyłącznie na podstawie opowieści o nim? Nawet kurtuazyjne gesty, jakie przystawały kawalerowi starającemu się o rękę ukochanej, traktowała jako wrodzoną szarmanckość. I jak tu rywalizować ze samym sobą?

Pewnego dnia młody nabrał nieco nadziei. Spacerowali właśnie po ogrodzie, gdy Diego zatrzymał się przy krzaku róży, posadzonym jeszcze przez jego matkę. Ostrożnie zerwał kwiat i usunął wszystkie kolce. Wplótł różę we włosy przyjaciółki i zatrzymał rękę na jej policzku, dłużej niż pozwalały na to wszelkie konwenanse.

Nie mógł się powstrzymać, a resztki rozsądku zostały zapomniane. Patrząc głęboko w jej piwne oczy, nachylił się i zauważył rumieniec wykwitający na jej obliczu. Ich usta prawie się spotkały, gdy usłyszeli trzask drzwi prowadzących do ogrodu. Zawstydzeni odskoczyli na przyzwoitą odległość. Jednak nikt nie nadszedł, a w sercu Diego zrodziła się nieśmiała nadzieja, że może nie jest jej aż tak obojętny. “Przecież walka nie będzie trwała w nieskończoność” – pomyślał.

xxx xxx

Ani jedno, ani drugie nie wracało do tego szczególnego momentu w ogrodzie. Na szczęście już chwilę potem niezręczne napięcie minęło i oboje znów czuli się komfortowo w swoim towarzystwie. Wrócili do zwykłych rozmów i przekomarzań.

droczyła się z przyjacielem, dlaczego pozwalał obcemu zamaskowanemu bohaterowi tak długo walczyć i się narażać. To młody powinien stać na straży sprawiedliwości. Padło nawet słowo “tchórz”, ale oboje wiedzieli, że nie było ono wypowiedziane w dosłownym znaczeniu. Dziewczyna rozumiała sytuację Diego i jego argumenty, co nie przeszkadzało jej, nieco mu podokuczać. I jednocześnie pozachwycać się czarno ubranym bandytą.

xxx xxx

Każdego dnia wieczorem, Diego odprowadzał przyjaciółkę do hacjendy Cortezów i szarmancko całował w rękę, życząc dobrej nocy. Jego czułe pożegnania i tęskne spojrzenie nie uszły uwadze don . Znał jednak młodzieńca i wiedział, że nie musi martwić się o reputację podopiecznej.

Być może miałby powód do niepokoju, gdyby słyszał potem rozważania Diego i .

“Wiesz Bernardo, nigdy bym nie pomyślał, że moja dziecięca narzeczona skradnie mi serce jako dorosłemu mężczyźnie. Niczego nie pragnąłbym bardziej niż ożenić się z nią, całować tych słodkich ust, uczynić moją na zawsze…” mówił lekko rozmarzony don. Zerknął z uwagę na rozmówcę, który uśmiechał się od ucha do ucha. “Nie śmiej się ze mnie, pierwszy raz w życiu naprawdę się zakochałem.”

pokazał jednak znak “Z”, kształt kobiety i westchnął, przewróciwszy oczami.

“A ona zakochała się w Zorro, nawet raz go nie spotkawszy.”

Sługa pokiwał głową. Wskazał palcem na , a potem machnął ręką.

“Masz rację, na mnie nawet nie spojrzała, ech… Każdego dnia jestem coraz bardziej zazdrosny o tego renegata. Tak, wiem, że nie mogę jej powiedzieć, że to ja. Rozsądek i serce. Diego i Zorro.” Don rozłożył ręce i ważył opcje. “Wkrótce wróci Monastario, wyjedzie, znów będzie potrzebny, a biedny Diego zostanie ze złamanym sercem.”

poklepał przyjaciela po ramieniu. Nie było co się martwić na zapas.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *