Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 21 Spęd bydła i ważne pytanie

Kilka dni później nadeszła pora spędu bydła. Wszyscy zajęci byli oddzielaniem sztuk przeznaczonych na sprzedaż oraz znakowaniem cieląt. Stada de la Vegów były bardzo liczne, więc Diego jak co roku pomagał przy tej ciężkiej pracy. Musiał tylko uważać, aby nie używać bicza i od czasu do czasu artystycznie spaść z konia, co wywoływało salwy śmiechu wśród vaqueros. Podejrzewał, że starsi z nich mogli domyślać się jego sekretu. W końcu znali go od dziecka i na pewno pamiętali jego psoty. Jednak był również pewny ich lojalności rodzinie. De la Vegowie traktowali ich z szacunkiem, co nie zawsze było normą w Kalifornii. Co więcej, rodziny vaqueros były związane z nimi od pokoleń. Najstarsi pamiętali jeszcze jego dziadka i wspólne trudne początki.

Niewątpliwą zaletą przygotowania do spędu, w porównaniu z sezonem deszczowym, był stały rytm dnia. Prosto z pastwiska Diego jechał codziennie wieczorem do hacjendy Cortezów z symboliczną różą. Zostawał na kolacji, a potem szli z Rosaritą do ogrodu. Na szczęście jego ojciec nie wspomniał nic don o koniecznej obecności przyzwoitki, więc młodzi cieszyli się dość dużą swobodą, gdy wuj senority udawał się do swojego pokoju po posiłku. Senior Cortez miał do Diego pełne zaufanie, że będzie zachowywał się stosownie, a poza tym po obejściu kręciła się wciąż służba.

Spacerowali właśnie, gdy ujął ją za rękę i pocałował. “Ros, bardzo cię przepraszam, że tak zaniedbałem uczenie dzieci w misji i cały wysiłek spada na ciebie.”

Dziewczyna uśmiechnęła się i wzięła go pod ramię. “Nie masz za co przepraszać, najpierw dochodziłeś do siebie po pobiciu, a teraz masz inne obowiązki. Poza tym pamiętaj, że szkołę prowadzą mnisi, a my tylko im pomagamy.”

od razu zrobiło się ciepło. Bardzo podobało mu się, że senorita oswoiła się z myślą, że są czymś więcej niż tylko przyjaciółmi i nie stroniła od okazywania mu drobnych oznak afektu. Nadal jednak był ostrożny i nie naciskał zbyt mocno.

“Wiem, ale nadal mi niezręcznie. Cały dzień spędzam w siodle, a wieczorem wymykam się tutaj.”

“Diego, głuptasie, spęd nie będzie trwał wiecznie. A po pracowitym dniu należy ci się chwila wytchnienia. Chodź, usiądziemy.”

Spoczęła na drewnianej ławce pośrodku różanych krzewów. Westchnęła z rezygnacją, gdy młody don, zamiast zająć miejsce obok niej, usiadł na ziemi i położył głowę na jej udzie.

, jesteś niemożliwy! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś przestał tak robić? Przecież nie…”

roześmiał się, a w oczach błyskały mu figlarne ogniki.

“…jestem tak upaćkany, że nie śmiem ubrudzić ci sukienki i tak zmęczony, że marzę o miękkiej poduszce, zamiast twardym siodle. A twoje kolana to najbardziej delikatna poduszka na świecie i te krótkie chwile dodają mi energii przez cały dzień. Łapiąc kolejne sztuki bydła, tęsknię do tych wieczorów z tobą, twoich pięknych oczu, pełnych warg, dołeczków w policzkach…”

Pokręciła głową z niedowierzaniem, ponieważ słyszała te argumenty każdego wieczora. Zaczęła głaskać go po włosach i bawić się kilkoma niesfornymi kosmykami. Głośno się do tego nie przyznawała, ale uwielbiała to robić. Powoli testowała granice ich bliskości i była wdzięczna, że młodzieniec pozwalał jej je określać. Nie próbował jej pocałować, chociaż widziała w jego oczach, że wiele razy miał na to ochotę.

Rozmawiali jak zwykle o wszystkim: jak spędzili dzień, o dzieciach z misji, o literaturze, sztuce, trochę o lokalnych plotkach, ale też polityce i sytuacji gospodarczej Kalifornii. Ucichli, gdy słońce chowało się za horyzont.

Diego pierwszy przerwał wygodną ciszę, bo wiedział, że nadszedł czas powrotu na pastwiska. “Benito stwierdził dzisiaj, że do końca tygodnia powinniśmy skończyć. Masz jakieś plany na niedzielę, czy dasz się zaprosić na przejażdżkę?”

Ta z pozoru śmiała propozycja była podszyta niepewnością. Ostatnio bez problemu ją wychwytywała z jego tonu i dostrzegała lekkie spięcie ramion. Ale tym razem postanowiła nieco poflirtować.

“Hmm, w niedzielę… Chyba jednak mam już plany.”

Mina mu zrzedła, ale próbował dalej. “A może w poniedziałek?”

“Nawet nie spytasz, co takiego ważnego będzie w niedzielę?”

Zwykle Diego był dobrym obserwatorem, ale w jednym miał rację. Przy Rosaricie tracił głowę i czujność. Nie zauważył lekko drgającego kącika jej warg.

“Dobrze, jak zamierzasz spędzić ten dzień?” Zapytał zrezygnowany.

“Od rana udam się na mszę, a potem oczekuję wizyty pewnego przystojnego . Na pewno go znasz. Jest szarmancki, czarujący, inteligentny, uzdolniony, odważny…”

Z każdym przymiotnikiem jego dotychczasowy dobry humor psuł się coraz bardziej, a ona niewzruszenie kontynuowała.

“… romantyczny, wysoki, dobrze zbudowany, czy wspominałam, że jest nieziemsko przystojny?”

Młody de la Vega przełknął ślinę i wykrztusił przybity. “Tak, na samym początku.”

Senorita nie mogła już wytrzymać i wybuchnęła śmiechem. To jakby otrzeźwiło Diego.

“Cały czas mówiłaś o mnie? I twierdzisz, że to ja jestem niemożliwy?”

Pokiwała głową i dodała. “Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać. Oczywiście, że z tobą pojadę w niedzielę, to będzie prawdziwa przyjemność.”

xxx xxx

Jednak nie wszystko, co młody de la Vega mówił ukochanej, było do końca prawdą. Zamiast od razu wrócić na pastwiska, codziennie zahaczał o swoją kryjówkę. Tam czekał już na niego Bernardo, który przekazywał mu wieści z , ale także dbał o .

Jeśli Diego nie był zbyt zmęczony, sam brał go na wycieczkę i rozruszanie, ale po cięższym dniu, obowiązek ten spadał na służącego.

“Buenos tardes, Bernardo. Co słychać w Los ? nadal wysyła za mną patrole?”

Niemowa pokiwał bez entuzjazmu głową, wzmożona aktywność żołnierzy oznaczała większa ryzyko przy ćwiczeniu czarnego rumaka. Ale zaczął pokazywać coś innego.

Narysował na skos swojej piersi wstęgę i udał, że jedzie konno. Zsiadł z niego, podnosząc wysoko do góry nogę. Zza pazuchy wyjął coś, co przekazał niewidzialnemu rozmówcy, wyprężył się na baczność i zasalutował.

Zrobił krok do przodu i obrócił się o pół obrotu. Sięgnął po przedmiot, złożył ręce razem, po czym je rozłożył i zaczął wodzić po nich wzrokiem. Następnie wyciągnął rękę, jakby czekał, aż ktoś mu coś da. Po chwili przełożył je do drugiej ręki i zważył pakunek w dłoni.

“Czy kurier od gubernatora z wysokością podatku już przyjechał?”

Bernardo zaprzeczył, wyciągnął rozłożoną dłoń i zaczął pokazywać po kolei palce. Po każdym wzruszał ramionami.

“Czyli w ciągu kilku dni, ale nikt nie wie dokładnie. A seniora ?”

Służący wzruszył ramionami i rozłożył bezradnie ręce.

“Jestem gotów się założyć, że maczała w tym wszystkim palce. Dała klucze złodziejom, może przekazała informacje o terminach i trasach dostaw. Gdybym nie poznał nieco samego kapitana, pomyślałbym, że też jest w to zamieszany. Ale szczerze wątpię. To, że Raquela starała się uwieść najlepszą partię w okolicy, to tylko pokazuje, że nie jest w tym wszystkim prostym pionkiem. Póki nie mamy na nią żadnego dowodu, pozostaje dalej ją obserwować.”

Bernardo wskazał na Diego, obrysował kształt kobiety, zrobił rozanieloną minę, westchnął, a potem spoważniał i napisał “z” w powietrzu.

jest kompetentnym i uczciwym dowódcą, a jego żonie w końcu podwinie się noga. będzie coraz mniej potrzebny. Chyba czas się ustatkować i dać w końcu ojcu te upragnione wnuki. zgodziła się na niedzielę. Poproszę, żebyś przygotował wszystko, o czym rozmawialiśmy.”

Niemowa wypiął dumnie pierś i uderzył się w nią pięścią.

“Tak, wiem, że mogę na ciebie liczyć. Nigdy mnie nie zawiodłeś. Jeśli Ros mnie nie odrzuci, będzie to także twoja zasługa.”

Starszy mężczyzna zaczął wysyłać całusy w powietrze, a potem jednego złapał dla siebie.

“O nie, nie , nie. Nie zamierzam się nią dzielić, nawet jeśli mi pomożesz.”

Dla podkreślenia swojego stanowiska wymierzył przyjacielski cios w żołądek Bernardo. Wkrótce jeden zamach przemienił się w małą bitwę na pięści, które oczywiście nie miały w sobie ani grama siły.

xxx xxx

Wbrew przewidywaniom Benita vaqueros nie zdążyli skończyć do niedzieli. Jednak zostało im już ostatnie stado, dlatego młody pół Indianin zaproponował, że pomoc Diego nie będzie już dłużej potrzebna. Sam podkochiwał się z wzajemnością w Elenie Torres, więc doskonale widział, z jaką niecierpliwością caballero wyczekiwał wieczora.

W niedzielny poranek, po mszy, młody de la Vega przywdział najlepszy garnitur i zebrał bukiet kwiatów. już na niego czekała z osiodłanym koniem.

“Buenos dias. Czy przyjmiesz ten skromny dowód mojego zachwytu dla najpiękniejszej senority w całej Kalifornii?” Ucałował ją w dłoń, a dziewczyna przyjęła wiązankę.

“Buenos dias. Dziękuję, są cudowne. Poczekaj chwilę, włożę je do wazonu i możemy jechać.”

Był piękny, słoneczny dzień, a delikatny wiatr sprawiał, że nie dokuczał im skwar. Jechali z pozoru bez celu, ale Diego kierował ich do szczególnego miejsca. W pewnym momencie odwrócił się do Rosarity i wyciągnął zza pasa, kawałek materiału.

“Dalej będzie niespodzianka, dlatego muszę zawiązać ci oczy. Chyba mi ufasz, prawda?”

Senorita Cortez uśmiechnęła się i nachyliła do niego. “Ufam, ale będziesz musiał prowadzić mojego konia. I nie zgubisz się po drodze?”

Młody de la Vega założył jej opaskę i dla pewności pomachał jej przed twarzą. “Tym razem wiem, gdzie jedziemy, byłem już tu wielokrotnie. I możesz zgadywać, jeśli chcesz, ale wątpię, czy trafisz.”

I bez jego zachęty miała zamiar spróbować i przez cały czas wysilała się, przypominając wszystkie ciekawe miejsca w okolicy. Trzymała się łęku, a Diego ostrożnie prowadził jej rumaka za wodze. Oboje śmieli się, gdy przywoływała mniej dorzeczne miejsca.

Po kwadransie i lekkim kluczeniu wjechali do urokliwej dolinki, z wodospadem i potokiem. Była na ziemiach de la Vegów i niewiele osób wiedziało o jej istnieniu.

“Jesteśmy na miejscu, ale nie zdejmuj jeszcze opaski.”

Don przywiązał konie do drzewa i jednym sprawnym ruchem podsadził ją z siodła na ziemię. pisnęła, bo nie spodziewała się tego. Duże, silne dłonie spoczywały na jej biodrach i z zaskoczeniem stwierdziła, że wcale nie ma ochoty, aby młodzieniec ją puścił. Czuła ciepło jego ciała i subtelny zapach drzewa sandałowego. Był blisko, a jego oddech owiewał jej twarz. W międzyczasie odruchowo oparła dłonie na jego piersi, gdzie serce biło mocno i szybko.

Jednak szczególny moment minął, Diego puścił ją i poprowadził za rękę, nawigując, żeby się nie potknęła na żadnym wyboju. W końcu zatrzymali się, a on stanął za nią.

Odwiązał opaskę, a dziewczyna zamrugała, oślepiona początkowo słońcem. Gdy jej wzrok przyzwyczaił się znów do światła, wstrzymała oddech z wrażenia. Spod jej stóp wiła się ścieżka aż do centrum dolinki, gdzie rosła większa kępa drzew. Cała trasa wysypana była płatkami róż i prowadziła do rozłożonego koca piknikowego, na którym czekało już na nich przygotowane jedzenie, butelka wina i gitara. Nie wiedziała, co powiedzieć. Odwróciła się i spojrzała na caballero, kilka razy otworzyła i zamknęła usta, ale nie wydostał się z nich żaden dźwięk.

“Skoro zaniemówiłaś, mam nadzieję, że niespodzianka ci się podoba.” Diego uśmiechnął się, zadowolony z siebie oraz z efektów pomocy Bernardo. Jeszcze nie zdarzyło się, żeby była bez słów. Włożył jej rękę w zgięcie swojego ramienia i poprowadził w dół.

Dopiero w połowie drogi, senorita odzyskała zdolność mowy.

“Diego, to jest najpiękniejsza niespodzianka, jaką otrzymałam w życiu. Wiedziałam, że jesteś romantyczny, ale to przerasta wszystko, co mogłabym sobie wyobrazić.”

Odpowiedział jej bardzo szeroki uśmiech i wdzięczne spojrzenie. “Dla ciebie wszystko, querida.”

zarumieniła się. Od czasu, gdy wyznał jej swoje uczucia, czasem ośmielał się ją tak nazywać, gdy byli sami. Było to może niestosowne, ale sposób, w jaki to wypowiadał, przyprawiało ją o uderzenie gorąca.

Gdy dotarli do koca i usiedli, caballero wziął gitarę i zaczął śpiewać jej piękną miłosną serenadę. A potem kolejne. Senorita była zasłuchana i zauroczona, nie tylko jego pięknym głosem, który już słyszała wcześniej, ale uczuciem, które wkładał w każdą linijkę. Gdy skończył, nadal wpatrywała się w niego zahipnotyzowana.

Don wziął jej dłonie w swoje i czule pocałował. “Diego, to było wspaniałe. .”

“Chodź, zjedzmy te smakołyki, które przygotowała dla nas nasza kucharka. A wiedz, że bardzo się starała.”

Jedli i przekomarzali się, chociaż Ros cały czas była pod wrażeniem jego pomysłów. Wychodził z siebie, żeby jej dogodzić.

Nagle caballero spoważniał.

“Pamiętasz, czym skończył się nasz poprzedni piknik?”

Senorita poruszyła się niespokojnie, bo nie były to miłe wspomnienia. “Dlaczego psujesz tak miły dzień? Trudno nie pamiętać, jak cię pobili, a potem przerzucili nas przez siodła jak worek kukurydzy i wywieźli na jakieś odludzie z zamiarem zabicia.”

“Przepraszam, nie chciałem rujnować nastroju, wręcz przeciwnie. Patrz, tam na tej dużej skale niedaleko miejsca, gdzie zostawiliśmy konie, widzisz?” Przysunął się bliżej, tak że mógłby ją objąć ramieniem i pokazał w tamtym kierunku. Na skale siedział człowiek i rozglądał się powoli na wszystkie strony. przestraszyła się trochę i wtuliła plecami w jego tors.

“Spokojnie, to tylko Bernardo. Ojciec nalegał, abym go zabrał, skoro wie, że chciałem zabrać cię na piknik. A ze swojej strony pomyślałem, że nie będzie źle, jeśli stanie na straży. Może jest głuchy i nie może mówić, ale wzrok ma dobry. A na tej skale jest porządny punkt obserwacyjny. Gdyby ktoś się zbliżał, da nam znać świstawką.”

Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na niego z wdzięcznością i podziwem. “Zaplanowałeś to wszystko z takimi detalami, zadbałeś nawet o kwestie bezpieczeństwa. Jak jakiś rzymski strateg.”

Diego zarumienił się aż po koniuszki uszu. Po prawdzie planował to już od dłuższego czasu, ale zawsze miło być docenionym za włożony wysiłek. Wiedział też, że nie będzie bardziej gotowy na to co musiało się wydarzyć.

xxx xxx

“Nie chcesz się przejść po posiłku? Chyba tradycyjna sjesta nie wychodzi nam najlepiej.” Zaproponował don z pozoru swobodnym tonem. Nie kontrolował jednak odruchów swojego ciała, a senorita od razu zauważyła, jak bardzo się spiął.

“Droga z płatków róż, piknik, strażnik, romantyczna sceneria i serenady, a teraz stężał, jakby miał go ktoś pobić… Czyżby w końcu zebrał się na odwagę?”

Od czasu pocałunku w hacjendzie de la Vegów, spodziewała się, że nadejdzie dzień, w którym będzie musiała podjąć ważną życiową decyzję. Diego był uczciwy i honorowy, nie bawiłby się jej uczuciami, gdyby nie miał poważnych zamiarów.

“Jasne, trochę ruchu dobrze nam zrobi. Pokażesz mi wodospad?”

Caballero podniósł się i wyciągnął dłoń, aby pomóc jej wstać, ale już jej nie puścił. I tak trzymając się za ręce, pospacerowali w stronę ściany wody i małego jeziorka u jego podnóża. Spadające krople tworzyły białą bryzę, a promienie słońca rozbijały się o nie, tworząc piękną i ulotną tęczę.

Stali chwilę podziwiając piękny widok. W końcu Diego odwrócił się twarzą do dziewczyny, wziął obie dłonie w swoje i przykląkł na jedno kolano. Odetchnął dla dodania sobie odwagi i spojrzał jej głęboko w oczy.

“Ros, gdy byliśmy dziećmi, mogłaś nie traktować poważnie moich oświadczyn. Ale odkąd pojawiłaś się w moim życiu ponownie, nie ma dnia, w którym nie myślę o tobie. Jesteś najpiękniejszą, najmądrzejszą i najodważniejszą senoritą, jaką znam i jest to dla mnie zaszczyt, że nazywasz mnie przyjacielem. Ale chciałbym ofiarować ci więcej niż przyjaźń. Kocham cię i zrobię wszystko, abyś była szczęśliwa. Czy uczynisz mi ten honor i zgodzisz się zostać moją żoną?”

Dziewczyna przyjrzała się mu uważnie. Cała jego postawa była tak pełna nadziei, jak niepewności. Nieświadomie zmarszczył czoło, czekając na odpowiedź. Na tak piękną prośbę, potrzebowała chwili, aby sformułować odpowiednią odpowiedź. W tym czasie młodzieniec spuścił głowę, ale wciąż mocno trzymał jej ręce, jakby były jego kołem ratunkowym. W jego głosie czuć było napięcie, gdy kontynuował.

“Błagam, tylko odpowiedz szczerze. Wiem, że nadal masz słabość do . Jeśli uczucie do niego jest silniejsze, nie wahaj się odmówić mi. Zależy mi na twoim szczęściu i jeśli wybierzesz jego, nie stanę wam na drodze.”

Po cichu zaś pomyślał. “Jeśli zdecyduje się na maskę, obaj ją stracimy. Ale nie ma innego wyjścia. Renegaci się nie żenią i nie zakładają rodzin.”

wyswobodziła jedną ręką i ujęła go pod brodę. Podniosła mu głowę do góry, tak, że ich spojrzenia znów się spotkały. Nie mogła znieść jego udręczonej miny, więc pospieszyła z zapewnieniem. “Może i mam słabość do Zorro, jednak legendę można kochać, ale nie z nią żyć. Zajęło mi trochę czasu zrozumienie tego. Diego, ciebie też kocham, ale to z tobą chcę spędzić resztę życia. Z radością zostanę twoją żoną.”

Gdy to mówiła, twarz dona wypogodziła się, a szeroki uśmiech wyrażał ulgę. Patrzył na nią z uwielbieniem. Wstał i wyciągnął z kieszeni kamizelki niewielkie aksamitne pudełko. Otworzył je i pokazał zawartość. W słońcu skrzył się piękny pierścionek. Wyjął go i nałożył na jej palec, a potem ucałował dłoń.

“To pierścionek zaręczynowy mojej matki. Jest w naszej rodzinie od czterech pokoleń. Dostałem go od ojca, abym mógł go podarować wyjątkowej dziewczynie, którą poślubię.”

położyła dłoń na jego piersi, a on ją objął w pasie. Senorita przyjrzała się drugiej ręce, ozdobionej teraz biżuterią.

“Jest piękny, pamiętam go z dzieciństwa. Kocham cię Diego.”

Przeniosła spojrzenie na jego twarz i piękne piwne oczy. Znała tę minę i wiedziała, czego chciał, a przed czym dotychczas się wstrzymywał. Wiatr rozwiał mu fryzurę, więc podniosła dłoń i poprawiła niesforne kosmyki. Gdy przyciągnął ją bliżej i pochylił się, wplotła mu rękę we włosy, pociągnęła w dół i przymknęła oczy w oczekiwaniu.

Tak, jak poprzednio caballero nie śpieszył się i był w pełni dżentelmenem. Pieścił jej usta, trzymał ją mocno i blisko siebie jednym ramieniem, a drugą dłonią gładził delikatnie jej policzek i linię szczęki. Jego dotyk wysyłał fale ciepła w głąb jej ciała. Spokój i cierpliwość doprowadzały ją na skraj szaleństwa. Wtuliła się w niego jeszcze bardziej i przeniosła dłoń z piersi na szyję.

Diego chciał nacieszyć się nią, dopóki mógł. Od miesięcy pragnął jej ust, jej dotyku, śnił o bardzo nieprzyzwoitych rzeczach, ale na to wszystko musiał jeszcze poczekać. Teraz pił z jej słodkich warg jak gdyby sączył nektar z kielicha, mając nadzieję, że ta chwila będzie trwać w nieskończoność. Aksamit jej skóry, którą pieścił swoimi palcami, sprawiał, że utrzymanie kontroli było coraz trudniejsze. Czuł każdy centymetr jej ciała na swoim, pełny i miękki biust, płaski brzuch i przyjemnie zaokrąglone biodra. Serce biło mu jak po długim biegu, gdy przesuwała dłoń po jego piersi i przeczesywała włosy, co uwielbiał, od kiedy zrobiła to pierwszy raz.

Tylko z pozoru był spokojny. Gdyby nie dobre wychowanie i głęboki szacunek dla ukochanej, kto wie, czy nie położyłby jej wśród kwitnących kwiatów i nie uczynił swoją jeszcze przed ślubem. A jej pieszczoty wcale tego nie ułatwiały. Gdy zaczęła sunąć dłonią z piersi, przez ramię do szyi, jęknął i pogłębił pocałunek. Jego ręce zaczęły z frustracją wodzić po jej plecach. I choć była to tortura tak dla niej, jak dla niego, oboje poddali się jej słodyczy.

Poczuła, jak jego ciało odpowiedziało na jej działania. A konkretnie pewna jego część. Przywarła do niego biodrami jeszcze mocniej, choć nie wiedziała, czy to w ogóle możliwe. Jednak Diego zorientował się, że jeśli będą kontynuowali, to straci resztki kontroli, które jeszcze posiadał. Dlatego po chwili zakończył pocałunek szybkim cmoknięciem w usta.

Oddychali ciężko i stali w swoich objęciach. Żadne nie miało zamiaru puścić drugiego. położyła głowę na jego piersi, tuż pod brodą. Pasowała idealnie.

Caballero przerwał ciszę, lekko zachrypniętym głosem.

“Querida, czy zdajesz sobie sprawę, że gdy zostaniesz oficjalnie moją żoną, skończą się wszystkie krzywdzące twoją reputację plotki? O tobie i jako parze? Będziesz doną de la Vega i nikt nie będzie śmiał więcej podnieść na ciebie ręki. Będziesz bezpieczna.”

Senorita odchyliła się w jego ramionach tak, aby spojrzeć mu w oczy. “Nie zgodziłam się wyjść za ciebie, aby uciąć plotki i być bezpieczną. Zgodziłam się, bo chcę z tobą być.” Argument poparła groźną miną i całkiem mocnym ciosem w bark.

Diego roześmiał się perliście. “Czym sobie zasłużyłem na takiego anioła jak ty?”

Nim zdążyła wymyślić odpowiedź, podniósł ją w górę za biodra i zaczął wirować wokół. Był szczęśliwy, a strach przed odrzuceniem i przegraniem rywalizacji z samym sobą wyparował. Był piękny dzień, przyroda wokół kipiała życiem, a kobieta jego marzeń właśnie powiedziała “tak” na jego oświadczyny.

Kręcili się chwilę, a senorita piszczała, gdy zakręciło się jej w głowie. Młody don nie zauważył kiedy wszedł w płytką wodę przy brzegu. Jeden źle postawiony krok na śliskim kamieniu spowodował, że stracił równowagę. Lecąc do tyłu, przytrzymał Rosaritę, aby nie stała się jej krzywda. Jednak nie uchronił jej od częściowej kąpieli.

Senorita Cortez zapiszczała jeszcze głośniej, gdy chłodna woda zmoczyła jej spódnicę. Oparła się rękoma na jego piersi, wpychając go głębiej do jeziorka.

“Ty wariacie, jestem cała mokra!” Ale ona również doceniała romantyczną scenerię i powagę tego, co się właśnie wydarzyło. Była szczęśliwa i nawet przypadkowa kąpiel nie była w stanie tego zepsuć. Śmiała się głośno, gdy Diego prychając, próbował się uwolnić i wstać.

“Hej, to był przypadek! Przestań!”

Odpowiedział mu śmiech i chlapanie wodą. Zauważył, że senorita nie miała mu za złe takiego lądowania. Jego łobuzerska strona charakteru wyszła na wierzch, gdy udało mu się w końcu usiąść i sam zaczął wysyłać w jej stronę fontanny kropel. Wodna bitwa trwała w najlepsze, a Diego skradł jej jeszcze kilka szybkich całusów, ukaranych wepchnięciem na większą głębokość.

xxx xxx

Jednak dobra zabawa musiała się kiedyś skończyć. Dzień był ciepły, ale płynąca woda dość chłodna. Diego zobaczył, że ma już gęsią skórkę na przedramionach, więc podniósł ją, podtrzymując pod kolanami i plecami, a ona zarzuciła mu ręce na szyję.

Niósł ją całą drogę do koca, a woda kapała mu z grzywki. “Puść mnie, potrafię chodzić, a ty tylko na mnie lejesz dalej wodę.”

Otrząsnął się jak pies, wywołując pisk senority i dalszą fontannę kropel. Uśmiechnął się łobuzersko i przytulił ją mocniej. “Wiem, że potrafisz, ale zbyt długo marzyłem, żeby trzymać cię w ramionach, żeby tak łatwo cię teraz puścić.”

Westchnęła zrezygnowana, ale również z uśmiechem na twarzy. “Skoro tak dobrze wszystko zaplanowałeś, to na pewno masz też dla nas zapasowe ubrania.” Podpuszczała go dalej.

“No tego akurat nie przewidziałem, przepraszam, następnym razem się poprawię. A tak na poważnie to zrobię ci z koca parawan, żebyś zdjęła te mokre rzeczy i będziesz mogła się nim okryć, dopóki nie wyschną.” Widząc jej niepewną minę, szybko dodał. “Obiecuję nie podglądać.”

dała mu buziaka w policzek, on ją postawił na ziemi, bo dotarli do miejsca piknikowego. Posprzątali wspólnie pozostałości jedzenia i naczynia, a młodzieniec wykorzystał najbliższą kępę krzaków i rozwiesił koc, tak aby tylko głowa jej wystawała. Senorita sprawnie wyswobodziła się z mokrej sukienki i podała mu, żeby rozłożył na słońcu.

Caballero odszedł i na trawie położył także swoją marynarkę, kamizelkę i pas, ale nadal pozostał w koszuli i spodniach. Musiała przyznać, że wilgotny materiał przykleił się do skóry i jej przyjaciel, “jej narzeczony” jak się poprawiła w myślach, wyglądał całkiem pociągająco. Dlatego senorita zawahała się. Pozostanie w mokrej halce groziło przeziębieniem, a przecież nie mogła tak, jak Diego, wystawić się na ciepłe promienie w bieliźnie.

“I tak niedługo będziemy małżeństwem, a Diego jest dżentelmenem.”

Zdjęła halkę i opatuliła się kocem, ale do wyschnięcia położyła ją nieco na uboczu. Caballero był odwrócony bokiem i udawał, że nie widział jej działań, ale spostrzegawczy Lis doskonale zdawał sobie sprawę z sytuacji i jej zawahania. Starał się nie dawać po sobie niczego znać, ale wyobraźnie podsuwała mu całkiem nieprzyzwoite obrazy.

Usiedli razem na brzegu i dalej przekomarzali się w wesołej atmosferze. Chociaż jego rozmarzone spojrzenie powodowało, że delikatny rumieniec nie schodził z jej policzków. O przeziębienie zupełnie się nie martwiła, a gorąco było jej wcale nie od koca.

Gdy nadeszło popołudnie, a ubrania wyschły, zebrała swoje rzeczy i ukryła się za krzakami. Caballero był odwrócony plecami i uczciwie nie podglądał, chociaż korciło go strasznie.

Wzięli wszystkie pozostałości po pikniku i idąc za rękę uśmiechnięci i szczęśliwi, dotarli do koni. Gdy Bernardo ich zauważył, pomachał przyjaźnie ze skały. Ros skinęła mu głową i podniosła do góry dłoń, prezentując pierścionek, który błyszczał w słońcu. Niemowa podniósł oba kciuki i pokiwał z aprobatą głową. On, w przeciwieństwie do przyjaciela, nie miał wątpliwości, że dziewczyna przyjmie oświadczyny.

Pomachali mu na pożegnanie i pojechali w stronę hacjendy Cortezów.

xxx xxx

“Diego, czy pytałeś wcześniej mego wuja o moją rękę?” zapytała zaciekawiona. Zgodnie z tradycją to swaci lub rodzice uzgadniali szczegóły, nie bacząc zwykle na wolę dzieci, a same oświadczyny młodzieńca były zwykłą formalnością. Dziewczyna zaś nie miała nic do powiedzenia, oprócz potulnego “tak”.

“Nie, ale chcę dzisiaj to nadrobić. Myślisz, że mi odmówi?” Caballero strapił się. dotąd był mu przychylny, ale…

“Wuj cię lubi, na pewno się zgodzi. Ale dlaczego nie pojechałeś najpierw do niego albo nie wysłałeś ojca?” Diego był przyzwyczajony do unikania odpowiedzi i półprawd dotyczących Zorro, ale teraz wił się bezskutecznie, aż senorita zatrzymała konia.

“Dlaczego?”

Nie miał innego wyjścia jak szczerze odpowiedzieć. Spuścił wzrok. “Gdybym poprosił oficjalnie o twoją rękę, mam wrażenie, że don Fernando i mój ojciec zorganizowaliby nam ślub. Ale nie byłem pewny, czy ty też tego chcesz.” Podniósł głowę i spojrzał na nią z miłością. “Tak, jak powiedziałem wcześniej, chcę, żebyś była szczęśliwa.”

była zaskoczona jego motywacją i szczerością. Wyciągnęła rękę i pogłaskała go po policzku, a on tę dłoń ucałował. “Niech no tylko wujek spróbuje ci odmówić! Potraktuję go patelnią, aż się zgodzi!”

Diego pamiętał, że jest to całkiem skuteczna broń w rękach senority, ale nie mógł tego głośno przyznać. Zamiast tego roześmiał się z ulgą.

Gdy dojechali do hacjendy, od razu udali się do salonu, trzymając się za dłonie. Wpadli przez drzwi i ujrzeli i seniora Corteza pogrążonych w poważnej dyskusji, o czym świadczyły zmarszczone czoła i zamyślone miny. Cała czwórka powiedziała w tym samym momencie.

“Mamy wam coś ważnego do powiedzenia.”

To rozluźniło atmosferę. Diego, jako młodszy, zamilkł w oczekiwaniu na nowiny, ale jego ojciec machnął na niego.

“Mówcie, o co chodzi, widzę, że jesteście podekscytowani.”

Młodzieniec spojrzał na narzeczoną z niemym pytaniem, a ona skinęła mu głową i uśmiechnęła się dla dodania otuchy i odwagi. Oczyścił gardło i zwrócił się do gospodarza.

“Don Fernando, zastępujesz obecnie ojca Rosarity jako jej opiekun. Dlatego zwracam się do ciebie z prośbą o jej rękę. Obiecuję otoczyć ją miłością i opieką, na jakie zasługuje.”

Czekał w napięciu na odpowiedź, a dwaj starsi mężczyźni spojrzeli na siebie, wybuchnęli śmiechem i jednocześnie zawołali. “No wreszcie!”. Senior Cortez odwrócił się do młodego de la Vegi. “Oczywiście Diego, że się zgadzam. Masz również błogosławieństwo od mojego brata, bo wspominałem mu w listach, że oczekuję, że niedługo mnie o to zapytasz. On także nie widzi przeciwwskazań.”

Po uściskach, gratulacjach i podziwianiu pierścionka starsi donowie spoważnieli. Diego wyczuł zmianę nastroju i krążył wzrokiem między nimi.

“O co chodzi? O czym chcieliście nam powiedzieć?”

“Dzisiaj do przyjechał kurier z listem od gubernatora i wysokością podatku.”

Ton, jakim to powiedział, nie wróżył niczego dobrego.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *