Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 45 Nagroda

Czarny cień zastygł przy rogu budynku. Uważnie rozejrzał się w obie strony uliczki z boku garnizonu. Poczekał aż wartownicy na placu pomaszerują w drugą stronę. Bezszelestnie podkradł się do otwartego okna w sypialni komendanta i zajrzał do środka. Pokój spowijała ciemność, a łóżko było wciąż gładko zaścielone. Spod uchylonych drzwi do gabinetu dochodziło migotliwe światło zapalonej świecy. Mężczyzna wolno wyjął szpadę i podsadził się na parapet. W jednej chwili był przy drzwiach. Przez szparę zobaczył kapitana siedzącego w niedbałej pozie na fotelu po drugiej stronie pomieszczenia.

“Buenas noches, senior . Proszę, wejdź i nie obawiaj się, chcę tylko porozmawiać.” Powiedział żołnierz, wskazując jednocześnie ręką na biurko, gdzie leżała jego szpada z pasem i dwa pistolety

Renegat wolno otworzył drzwi i postąpił naprzód. Nie spuszczając komendanta z oczu, schował broń, ale pozostał w bezpiecznej odległości. Intuicja mówiła mu, że nie jest to pułapka, ale wolał być ostrożny.

“Buenas noches. Zastanawia mnie, co miałoby być tematem tej rozmowy. Tak długo, senior, przesłuchiwałeś Garcię, że znasz już chyba wszystkie szczegóły tego co się działo pod twoją nieobecność, łącznie z pełnym menu.”

roześmiał się serdecznie, choć jego wesołość nie udzieliła się Zorro, który poważnie kontynuował. “Mam nadzieję, że rozumiesz pobudki, dla których sierżant sprzymierzył się ze mną i nie będziesz wyciągał wobec niego niesprawiedliwych konsekwencji. Nie miał za bardzo innego wyjścia.”

Arturo machnął ręką i odpowiedział. “Faktycznie, gdy zaczął czytać raport, w pierwszej chwili chciał oskórować sierżanta. Dosłownie. W obliczu rewolucji zjednoczył się z bandytą o takiej nagrodzie za głowę?! Na szczęście, gdy minęła mu już pierwsza złość i wczytał się wnikliwiej w meldunki z innych pueblos, dokładniej przemyślał postępowanie Garcii. Szepnąłem mu też kilka ciepłych słów o tobie.”

stał wciąż nieporuszony i spięty, w przeciwieństwie do żołnierza, który był wyraźnie w szampańskim nastroju. Puścił oko do renegata. “Swoją drogą, raport z Los , to majstersztyk niedopowiedzeń. Dawno nie czytałem tak dobrej literatury. nie zwrócił na to uwagi, ale znam naszego poczciwego sierżanta. Lubię go i szanuję, ale do mistrzów pióra go nie zaliczam. Rozumiem, że otrzymał drobną pomoc przy redakcji, prawda? Tak, samo jak wcześniej, przy planowaniu całej akcji z Orłem?”

Mężczyzna w czerni nie zamierzał odpowiadać. “Po wyjściu z garnizonu Garcia nie wyglądał ani jak lubiany, ani jak szanowany podwładny. Myślę, że zdruzgotany i sponiewierany, lepiej oddaje to, jak został potraktowany. Nawet Monastario był dla niego milszy. Dobrze, że zlitował się nad nim i postawił mu butelkę wina.”

Słysząc wyraźny sarkazm i oskarżenie w głosie Zorro, kapitan westchnął. Podniósł dłonie w geście poddania. “Masz rację, potraktowałem go surowo i bezlitośnie. Nie jestem z tego dumny, ale ja też mam swoje rozkazy. Bezpośrednie i wyraźne. Od samego gubernatora.”

“Tak? Jakie?”

“Miałem dokładnie przesłuchać sierżanta, tak, żeby się porządnie spocił w trakcie tłumaczenia.”

“W celu?”

“Żeby mu do głowy więcej nie przyszło sprzymierzać się z bandytami. Innymi bandytami.” dodał, wyciągając zza pazuchy zrolowany dokument. Wstał i podszedł do Zorro, który ani drgnął. Spojrzał podejrzliwie na rulon.

“Co to jest?”

“Przeczytaj sam.”

Renegat zmierzył go jeszcze przez chwilę wzrokiem, ale wziął papier i rozwinął go. Komendant wrócił na fotel, który zajmował poprzednio.

Zapadła cisza, gdy studiował uważnie dokument, podpis oraz pieczęć. Z każdym słowem ciepło ulgi zalewało mu pierś. “Będę wolny, w końcu wolny. Ros, Sebastian, ojciec… Normalne życie, po tylu latach strachu.” Jednak euforia nie przyćmiła mu rozsądku i nabytej przez doświadczenie podejrzliwości. Wypranym z emocji głosem zapytał.

“Pardon? Wybacz, ale ciężko mi w niego uwierzyć. Mieliśmy tu już ostatnio podróbki i to naprawdę dobrze wykonane. Jeśli to przynęta, aby zwabić mnie w pułapkę…”

Kapitan przerwał mu w pół zdania. “Nie obawiaj się. Jakakolwiek próba schwytania cię, skończyłaby się moją sromotną porażką. Jakoś nie mam ochoty cerować munduru. To jest oryginał, osobiście byłem przy jego podpisywaniu. Jednak jeśli nie sprawi ci to różnicy, to chciałbym wręczyć ci go oficjalnie na jutrzejszym apelu.”

zrolował dokument i odłożył go na biurko. “Dlaczego pardon? Dlaczego teraz?”

uśmiechnął się. “Pozwól, że przybliżę ci obecną sytuację w całej Kalifornii. miał szeroką siatkę szpiegowską w całym regionie. Jego ludzie siali zamęt na wszystkie możliwe sposoby, głównie, aby zdestabilizować zaufanie do hiszpańskiej władzy. Odpowiedzią na to były oddziały ochotnicze.”

Były już renegat założył ręce na piersi, przysiadł na krawędzi biurka i uważnie słuchał. Jednak z wyrazu jego twarzy nie dało się nic wyczytać. Kapitan wiedział, że po historii z Garcią musi odzyskać jego zaufanie, więc kontynuował.

“Muszę oddać Orłowi, że był doskonałym strategiem. Nikt nie kwestionował podróbek rozkazów, które nosiły oryginalną pieczęć. Tak, sekretarz gubernatora też był w to zamieszany. Udało mu się wyprowadzić w pole z zegarmistrzowską precyzją wszystkich młodych mężczyzn i ich w większości zabić. Nie tylko znacznie osłabił oddziały ochotnicze, to przyłożył ostatni gwóźdź do wywołania zamieszek. Wiem, że tam byłeś i cieszę się, że przeżyłeś.”

Skinął głową i zauważył, że mężczyzna w czerni spiął się i po chwili rozluźnił. “Mów dalej.”

chciał zacząć przejęcie władzy od , a potem iść dalej na północ. Przesłuchiwani rebelianci przyznali, że cała operacja miała zająć tydzień, góra dwa. Ataki były doskonale zsynchronizowane, tak, że jeden garnizon nie miał szans przyjść z pomocą sąsiedniemu.”

W głosie w końcu zabrzmiała nuta zainteresowania. “A co z samym Monterey? Rebeliantów nie było chyba aż tylu, żeby atakować presido, szczególnie że w poszczególnych pueblos część musiała zostać?”

“Stolicy nawet nie zamierzali brać siłą. W takim tempie ani , ani komendanci nie mieliby czasu na zdecydowaną reakcję. dostałby kraj praktycznie pozbawiony wojska i z oddanym mu tłumem. Wystarczyłoby oblężyć Monterey w starym stylu. Garnizon jest tam silny, ale nawet oni poddaliby się w końcu, gdyby zostali odcięci od dostaw.”

pokiwał głową. Żałował, że tak genialny umysł nie został wykorzystany w lepszych celach. Podziwiał Orła, ale nie ubolewał mocno nad jego losem. Nie zmieniało to faktu, że coś mu umykało w tej układance. Tymczasem zbliżał się do końca opowieści.

“Na szczęście tu wkroczyłeś ty… i Garcia. Nie bądź taki zaskoczony. Nasz drogi sierżant podjął trudną i dla jego kariery ryzykowną decyzję. Wielu na jego miejscu po prostu by cię aresztowało i powiesiło bez mrugnięcia okiem. Jeśli byłeś poza oddziałem, mogliby potraktować cię jak dezertera, nawet nie słuchając tłumaczeń.

W każdym razie wróciłeś senior z zasadzki w rekordowym tempie, a Garcia ostrzegł garnizony i dał gotowy plan działania. W innych pueblach zamieszki nie wybuchły albo były bardzo niewielkie, a wszystkich spiskowców udało się wyłapać. Gdyby nie wasza owocna współpraca, los Kalifornii byłby przesądzony. Dlatego jutro sierżant dostanie promocję od razu na podporucznika i list gratulacyjny, a ty, senior Zorro, pardon.”

w masce aż zagwizdał. “Podporucznik? Awans o dwa stopnie? Miejmy nadzieję, że drogi Garcia nie zemdleje z wrażenia. Stanie się oficerem.”

“Obaj wiemy, że uczciwie na niego zasłużył. Ale widzę, że perspektywa zaprzestania oglądania się przez ramię, nie wywołała zbytniego entuzjazmu.”

nadal miał kilka wątpliwości. “Tak bez żadnych warunków? Bez konieczności zdemaskowania się? Trochę trudno mi w to uwierzyć. A łaska pańska na pstrym koniu jeździ.”

“Czytałeś treść pardonu, tam nie ma żadnych haczyków. Osobiście nawet nie chcę wiedzieć, kim naprawdę jesteś.” uniósł kącik ust w zawadiackim uśmiechu.

“No, może trochę jestem ciekawy, tak jak każdy w Los Angeles. Jednak przyznaję, że do tej pory działałeś senior efektywnie dzięki masce i lepiej niech tak pozostanie. Ułaskawienie zdejmuje ci nagrodę z głowy, więc ani wojsko, ani łowcy nagród nie będą cię już niepokoić.”

Były bandyta spojrzał uważnie i oceniająco w błękitne oczy kapitana, który wytrzymał wyzwanie i nie odwrócił głowy. Pomieszczenie zalała cisza, przerywana tylko skwierczeniem świecy.

W końcu cicho przemówił. “To wszystko pięknie brzmi, ale nie dałby dokumentu tak zupełnie za darmo. Wszystko ma swoją cenę, zwłaszcza w niespokojnych czasach.”

Arturo głęboko westchnął i zaczął tłumaczyć przepraszającym tonem. “W porządku rozgryzłeś mnie. Przekonałem gubernatora, że w obecnej sytuacji lepiej mieć cię za sojusznika niż wroga. Żołnierze muszą pomagać cywilom, bo po masakrze są najlepszą siłą roboczą, a poza tym złagodzi to dalsze niepokoje. Obniży się przez to ich zdolność bojowa, a i bandyci będą poczynali sobie śmielej. A umiejętności żołnierzy teraz już nie są rewelacyjne…”

“Więc jednak jest tam haczyk.” Diego czuł się rozgoryczony, że utopijne marzenie o normalnym życiu, nikły z każdą chwilą w pospolitym szantażu. Był wdzięczny za interwencję u władz i rozumiał, że kapitan prawdopodobnie został zmuszony pójść na kompromis. “Trenowanie lansjerów i współpraca z garnizonem, w zamian za zostawienie mnie w spokoju.”

“Wiem, jak to brzmi. Mogę jedynie dać ci słowo honoru, że z mojej strony jest to prośba o pomoc, a nie ultimatum. Cokolwiek postanowisz, pardon jest twój.”

W głosie żołnierza nie było fałszu, jedynie szczera sympatia. Dlatego odparł bez dotychczasowej rezerwy. “Potrzebuję to przemyśleć. Jeśli przyjmę twoją propozycję, kapitanie, pojawię się na apelu po odbiór dokumentu. Ale możesz zapomnieć, że kiedykolwiek zdradzę, kim jestem.”

uśmiechnął się szeroko z ulgą. “Nigdy na to nie liczyłem. Mam nadzieję, że zobaczymy się jutro.”

wstał i skierował się do sypialni. Gdy był przy drzwiach, tknęła go nagła myśl, więc spojrzał przez ramię na don Arturo.

“Seniora Raquela uczestniczyła w spisku. Co się z nią stało?”

podniósł lewą dłoń, pokazując ślubną obrączkę wsuniętą na serdeczny palec. “Zginęła w trakcie zamieszek, na własne życzenie. Stała po niewłaściwej stronie barykady.”

skinął głową. “Przykro mi, wiem, że ją kochałeś.”

I zniknął w mroku nocy.

xxx xxx

jechał cwałem przez prerię, okrężną drogą. W myślach rozważał wszystkie opcje. Z jednej strony na szali było jego poczucie odpowiedzialności i miłości do Kalifornii, którą uważał za swoją ojczyznę. poświęcił kilka lat życia i rozumiał trudne położenie, w jakim znaleźli się mieszkańcy.

Z drugiej strony natrętny głosik podpowiadał mu, że w końcu ma upragnioną wolność, ukochaną żonę i wspaniałego syna. Miał szansę zapomnieć o nocnych eskapadach, narażaniu zdrowia i wszelkich kłopotach, które nie były jego kłopotami.

“Mógłbym to wszystko rzucić w cholerę. Nikt nie zna mojej tożsamości. Garcia i ojciec zrozumieją.”

Zdradliwe myśli męczyły jego sumienie. “A co z adrenaliną? Czy będę umiał z niej zrezygnować? Do końca życia ukrywać umiejętności? Pojedynkować się tylko z i ojcem? Przecież to uwielbiam! Ale wtedy mógłbym zapomnieć o Zorro…”

Gdy w końcu dotarł do jaskini, wciąż miał więcej pytań niż odpowiedzi. Mimo tego, że ograniczały się wyłącznie do jednej kwestii: pomóc czy na zawsze schować się w cieniu.

No tags for this post.No tags for this post.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *