Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 38 Powrót i ostrzeżenie

Jak co dzień skoro świt, zszedł do jaskini, aby dać jedzenie i potrenować z nim. Minęły trzy tygodnie, odkąd Diego wraz z innymi poborowymi opuścił , więc dbanie o formę czarnego rumaka spadło całkowicie na niego. Na szczęście nie musiał błąkać się po okolicy w przebraniu , bo wszyscy zdawali sobie sprawę, że anioł stróż także jest w drodze do obozu szkoleniowego.

Jednak, gdy wyszedł z ciemnego korytarza, nagle przystanął. Myśląc, że wzrok go zawodzi ze względu na wczesną porę, przetarł pięściami oczy. Spojrzał jeszcze raz, ale nie, nie widział podwójnie. W zagrodzie obok czarnego jak noc , stała niższa, ale o takim samym kolorze sierści, piękna klacz.

Uwagę osłupiałego niemowy przykuł szelest ubrań. Kolejna niespodzianka czekała na niego na posłaniu. Plecami do niego leżał mężczyzna. Włosy miał tłuste i w nieporządku, widać było też fragment nieogolonego przez kilka dni policzka. Ubrania były zakurzone i miejscami poszarpane, trudno było nawet zgadnąć, jaką miały oryginalnie barwę. Na plecach odznaczała się ciemniejsza plama otoczona białym nalotem. Nieznajomy przykryty był od pasa w dół końską derką i kocem z łóżka.

“Kto to jest i jak znalazł jaskinię? Czy skojarzył, że to kryjówka Zorro?”

na palcach podszedł do stojaka z bronią i wyciągnął szpadę. Szturchnięciem ostrego końca w plecy  obudził mężczyznę.

Z mocnego i pokrzepiającego snu bez marzeń wyrwało Diego dźgnięcie. W jednym momencie był przytomny i świadomy otoczenia. Znajdował się w jaskini, więc napastnikiem mógł być tylko jego przyjaciel.

“Spokojnie, , to ja, Diego.”

Podniósł powoli otwartą dłoń w geście poddania i odwrócił się. patrzył na niego z niedowierzaniem i wciąż gotową do zadania ciosu szpadą. Po chwili odetchnął głęboko i opuścił broń. Zmierzył wzrokiem od stóp do głowy i wskazał na jego wygląd.

“Wszystko ci opowiem, ale najpierw potrzebuję jedzenia, picia i porządnej kąpieli. A i jakbyś potem zadbał o naszą nową klacz, byłbym wdzięczny. Gdyby nie ona, nadal spałbym gdzieś na prerii.” Po krótkiej pantomimie przyjaciela roześmiał się.

“Też zauważyłeś? Tak, zasługuje na swoją drugą połówkę. I chyba mam dla niej imię — Luna. Co sądzisz?”

pokiwał głową. Potem wskazał na młodego de la Vegę, na ciemny korytarz prowadzący do hacjendy, a na koniec wyrysował kobiecy kształt.

“Nie. Jak bardzo chciałbym być znów z Ros, na razie nikt nie może wiedzieć, że wróciłem. Jestem świadkiem ludobójstwa i zamachu stanu, powiem ci, jak będę jadł. A czy ona już…?”

Zmartwiony i zaintrygowany wieściami niemowa pokręcił tylko głową i pokazał przed sobą pękaty brzuch.

Zajęło im kolejne trzy godziny doprowadzenie Diego do stanu używalności i wymiana nowin. Młodzieniec wciąż był obolały i osłabiony po długotrwałym wysiłku. Jednak gładko ogolony, czysty, najedzony i wypoczęty, czuł przypływ nowej energii.

W międzyczasie dowiedział się, że od jakiś dwóch tygodni do gospody zaczęli przyjeżdżać nowi, nieznani ludzie. Niektórzy zatrzymywali się w tawernie, inni zajmowali opuszczone domy na przedmieściach lub wynajmowali pokoje w budynku, gdzie kiedyś rezydowała Raquela . Nie mieli żadnego znanego biznesu, a powody przyjazdu, które podawali Garcii, były wymówkami. Wydawali się w większości znać ze sobą , ale unikali się zbyt starannie, żeby nie wzbudziło to podejrzeń u takiego uważnego obserwatora jak Bernardo.

xxx xxx

W tym czasie do jednego z mieszkań w budynku przy placu wszedł mężczyzna. Był średniego wzrostu i przeciętnej urody. Spod rozchełstanej koszuli vaquero wystawał mu wisiorek z połyskującym medalionem, który kłócił się stylem z resztą stroju. Odchrząknął, aby zwrócić na siebie uwagę gospodarza.

Za biurkiem siedział José Sebastian Vargas. W przeciwieństwie do gościa można go było uznać za przystojnego. Mimo że dawno już przestał być młodzieńcem, wciąż miał czarne włosy, gęste bokobrody i sprężyste ciało. Twarz o klasycznych rysach emanowała pewnością siebie i nutką władczości. Niejedna kobieta oglądała się za nim, gdy szedł ulicą. Jednak jego największą zaletą nie był wcale wygląd. Za brązowymi oczyma krył się bystry umysł, który właśnie przygotowywał się do rozstrzygającego starcia w sieci intryg przygotowywanych przez ostatnie lata.

Rozpoznał przybysza i bez grzecznościowego przywitania, od razu przeszedł do sedna.

“Jak wam poszło z oddziałem z Los ?”

Spiskowiec, który wcześniej udawał sierżanta i dowodził zamachem, odpowiedział pewnie, choć z widocznym szacunkiem.

“Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Ocalała garstka, może ze 30, nie liczyliśmy specjalnie trupów. Dopilnowaliśmy, żeby na pewno widzieli mundury i wyciągnęli odpowiednie wnioski. Powinni wrócić w ciągu kilku dni.”

“Doskonale. Gdy rozniosą wieści i zbuntują przeciwko żołnierzom, wystarczy, że pojawię się jako rozjemca i wybawiciel. No, ale nie po to przydzieliłem cię do tej grupy poborowych, żebyś sobie postrzelał. Co z Zorro?”

“Uważnie obserwowałem wszystkich całą drogę, a wiemy, że nie było dezerterów przy wymarszu. Albo nie pochodzi z okolicy, albo dobrze się kamuflował. Nikt nie wydał mi się podejrzany, więc nie mogę zagwarantować, czy przeżył, czy nie.”

Zadowolony uśmieszek zszedł z ust don Jose. Oczy błysnęły mu niebezpiecznie, a podwładnemu zrobiło się nagle gorąco i duszno.

“Baboso! Oczekiwałeś, że podejdzie do ciebie na pierwszym postoju i powie “Hola, jestem Zorro, a ty?” Znając szczęście tego łajdaka, muszę założyć, że uniknął śmierci. Ale wiem, jak go wykurzyć z nory, kiedy wrócą niedobitki. I zemścić się przy okazji.”

Fałszywy sierżant odchrząknął i już mniej pewnie odpowiedział.

“Czy mogę pomóc w tym planie?”

Senior Vargas wykrzywił się w drapieżnym grymasie, wstał i nalał wina do dwóch kieliszków, po czym jeden podał rozmówcy.

“Tak, nawet oczekuję, że pomożesz. Siedzisz w tym po uszy, pamiętaj. Nasza droga Raquela po przymusowej ucieczce z opowiedziała mi o pewnej uroczej senoricie, obecnie doni de la Vega. Okazuje się, że była blisko związana z Zorro, który ją kilka razy uratował.”

“Jak blisko? Będzie przydatna?”

“Czy jak wspomnę, że na dniach spodziewa się urodzić dziecko, a ślub odbył się niecałe 9 miesięcy temu, to będzie to wystarczająco bliska relacja? Myślisz, że często udaje się panu młodemu spłodzić potomka w noc poślubną?”

Gość rozluźnił się i roześmiał. Gniew dowódcy nie był skierowany na niego, a wizja wzięcia odwetu na legendarnym Lisie kusiła. Szczególnie jeśli w sprawę zamieszana była piękna kobieta. A wątpił, żeby najbogatszy kawaler w Kalifornii wziął sobie brzydulę za żonę. Może młody de la Vega był głupi, że wziął kukułcze jajo do gniazda, ale na pewno nie był ślepy.

xxx xxx

Czarno ubrany mężczyzna przemykał zaułkami pueblo. Było jeszcze grubo przed południem i po ulicach wciąż kręcili się mieszkańcy. Jednak uważał, że posiadane przez niego informacje nie mogą czekać do sjesty. Na szczęście udało mu się przekraść do bocznej ściany garnizonu niezauważonym.

Ostrożnie zajrzał przez okno sypialni komendanta. Pomieszczenie było puste. Z cholewy buta wyjął nóż i już miał podważyć ostrzem haczyk łączący skrzydła, gdy usłyszał zbliżające się kroki. Przeklinając pod nosem, przebiegł na drugą stronę uliczki i ukucnął za stertą skrzyń za sklepem szewca. Nie była to najlepsza kryjówka, normalnie wspiąłby się na daszek ganku i położył na płasko. Wtedy nie miałoby znaczenia, jaką trasę obiorą przechodnie, i tak byłby dla nich niewidoczny. Jednak wciąż nie odzyskał pełni sił po powrocie.

odetchnął z ulgą, gdy kroki zaczęły się oddalać i w końcu ucichły.

“Było blisko.”

Dla pewności odczekał jeszcze chwilę i podjął kolejną próbę dostania się do kwatery komendanta. Tym razem nikt mu nie przeszkodził. Delikatnie rozchylił okiennice, wślizgnął się do środka i przymknął skrzydła z powrotem.

Chwilę rozważał, czy przywitać Garcię szpadą, ale ostatecznie zdecydował się na dyplomację. Gdyby przyszło co do czego, i tak rozsądniej było uciec niż walczyć. Wiedział, że sił będzie potrzebował za kilka dni, i nie zamierzał ich marnować.

Po kilku minutach nasłuchiwania nabrał pewności, że sierżant jest w gabinecie sam. Ostrożnie uchylił drzwi. Jego oczom ukazały się szerokie plecy puszystego żołnierza pałaszującego właśnie śniadanie z głośnym mlaskaniem.

“Ciekawe, które to śniadanie?” pomyślał z uśmiechem.

“Buenos dias, . I smacznego.” wyszeptał, aby nie przestraszyć lansjera.

Garcia podskoczył, gwałtownie się odwrócił i wykrzyknął głośno “Zorro!” Po czym zakrył usta obiema dłońmi. Gdy je opuścił, dodał szeptem “Zorro?”

Przez drzwi do gabinetu wpadł z podwórza wartownik z gotowym do strzału muszkietem. Rozejrzał się czujnie po gabinecie, ale zobaczył tylko ogromną postać przełożonego, więc opuścił lufę. “Wołaliście, sierżancie?”

Wciąż ukryty w sypialni Lis spiął się, gotowy do ucieczki, ale nie ruszył się z miejsca. Wierzył, że prostoduszny Garcia nigdy nie chciał go złapać i nie wyda teraz jego obecności. Nie pomylił się.

“Nie, tylko głośno do siebie mówiłem, szeregowy. To pomaga na myślenie, nie słyszałeś o tym?”

Zdezorientowany żołnierz pokręcił przecząco głową. Garcia wypiął z dumą pierś, podniósł nieco podbródek i z mądrą miną oświadczył.

“To dlatego ja jestem sierżantem, a ty jesteś szeregowym. Odmaszerować na posterunek i proszę mi nie przeszkadzać do obiadu.”

Wartownik wyprężył się na baczność, zasalutował i opuścił pokój.

Garcia odwrócił się w stronę sypialni i usłyszał. “Rozejm, amigo? Musimy porozmawiać i wolałbym nie robić tego, trzymając koniec szpady na twoim sercu.”

Pełniący obowiązki komendanta odsunął krzesło i wskazał zapraszająco.

“Nawet gdybym chciał cię złapać, to obaj wiemy, jak to się kończy. Jakoś nie mam ochoty prać i cerować munduru. Czy mogę ci zaproponować coś do picia w ten gorący dzień?”

z rozbawieniem zauważył, z jaką gasnącą nadzieją sierżant patrzył na ostatnią porcję wina w butelce, która stała na biurku. Odkąd został dowódcą garnizonu, jego maniery znacząco się poprawiły, ale jego miłość do dobrego jedzenia i trunków była wciąż niezmienna.

Lis rozsiadł się nonszalancko na krześle i poprosił “Skoro proponujesz, to poproszę wodę. Ale nie przeszkadzaj sobie i dokończ posiłek. Nie mogę pozwolić, aby komendant chodził głodny przez moje niezapowiedziane najście.”

W duchu uśmiechnął się na widok błogiej ulgi, jaka odmalowała się na obliczu żołnierza. Garcia podał mu wody i zasiadł w fotelu za biurkiem.

“Ale senior Zorro, co tutaj robisz? Przecież wszyscy młodzi mężczyźni poszli na szkolenie? Osobiście sprawdzałem listę poborową…”

“Przynoszę niewesołe nowiny i przejdę od razu do sedna. Rozkaz werbunku był sfałszowany, chociaż wiem, że i inni caballeros nie odnaleźli w nim nic podejrzanego.”

Garcia odłożył widelec, który był już w połowie drogi do jego ust, i poruszył się niespokojnie.

“Ale… ale… nie rozumiem! Po co, ktoś sfałszował dokument od gubernatora, i to z taką dokładnością? Chyba że…”

dał mu czas na samodzielne dojście do własnych wniosków.

“… chyba że chciał pozbawić młodych mężczyzn do obrony. Ale to było tygodnie temu! Od tamtej pory nic złego się nie stało.”

Żołnierz spojrzał na śmiertelnie poważnego i smutnego renegata. W jego oczach nie było zawadiackich iskierek.

“Nic złego nie stało się w pueblo. Po przekroczeniu rzeki Kolorado stanęliśmy na postój w wąwozie. W pewnym momencie zauważyłem brak eskorty wśród obozujących i skrawek munduru na szczycie. Zaciekawiony odszedłem na bok i to uratowało mi życie.”

Mężczyzna w czerni zamilkł, wypił duży łyk wody i zapatrzył się w szklankę. Opowiadał to już raz Bernardo, ale wspomnienia wciąż były świeże.

Garcię przeszły ciarki po plecach. zbyt często patrzył śmierci w oczy, aby być tak poruszonym zamachem na siebie. Dlatego zapytał z delikatnością “Co było dalej?”

“Żołnierze wspięli się niezauważeni na górę kanionu i zaczęli ostrzeliwać bezbronnych ludzi na dole. Gdy skończyli salwę z muszkietów, rzucali bomby Szrapnela. To taki nowy wynalazek, do środka zamiast prochu wkłada się setki kul, które przy wybuchu są rozrzucane wokół.”

Sierżant przełknął głośno ślinę i odsunął całkowicie talerz. Jakoś stracił kompletnie apetyt.

“Ilu?”

“Ilu zginęło czy ilu przeżyło?” Sarkazm nie był w stylu Zorro, ale nadal czuł się rozbity. W końcu podniósł głowę i spojrzał na przyjaciela. Garcia był żołnierzem, widział bitwy w przeciwieństwie do Bernardo, który był raczej świadkiem pojedynków. Może właśnie dlatego był w stanie lepiej zrozumieć ogrom masakry.

“Wiem o kilkunastu osobach, ale komuś jeszcze mogło się udać. Żołnierze dobijali rannych do wieczora, potem odjechali. Najpierw ocalali uciekli, ale część wróciła, żeby pochować zabitych.”

“Żołnierze… nie wierzę… Wiem, że musimy słuchać rozkazów, ale to było czyste morderstwo. Żaden z nich nie miał sumienia? Żaden się nie sprzeciwił?”

odetchnął i pokręcił głową. “Koniec użalania się, przyszedłeś w interesie” zganił się, a na głos dodał “To nie byli prawdziwi żołnierze. To byli rebelianci, którzy chcą przejąć władzę w Kalifornii. Ich macki sięgają bezpośredniej administracji gubernatora, skoro rozkaz miał oryginalną pieczęć.”

“I chcą to osiągnąć, masowo mordując ludność? To bez sensu.”

Sierżant był nieco skołowany, co wywołało uśmiech u bandyty. Zaczął cierpliwie tłumaczyć dalekosiężne plany spiskowców, aż dostrzegł błysk zrozumienia u przyjaciela.

“Uciekinierzy są przekonani, że strzelali do nich żołnierze, więc będą wściekli na obsadę garnizonów i pomogą przejąć władzę rebeliantom. Jeśli to samo dzieje się ze wszystkimi pueblos w całej Kalifornii… a słyszeliśmy, że pobór był także w innych miejscowościach…”

Garcia kręcił głową w zaprzeczeniu, a kiwał swoją tak samo intensywnie, potwierdzając wnioski lansjera.

“Madre de Dios! I co my teraz zrobimy?”

zrobiło się ciepło na sercu na użycie liczby mnogiej.

“Przyznam szczerze, że jeszcze nie wiem. Myślę, że powinieneś, senior, napisać listy do pozostałych garnizonów i wyjaśnić sytuację, przynajmniej będą ostrzeżeni. Wyślij je jak najszybciej i dyskretnie. Zanim ocalali wrócą pieszo i bez zapasów, mamy kilka dni do namysłu i działania. Obawiam się agresywnej postawy mieszkańców, więc musimy zdemaskować Orła wcześniej. Najgorsze jest to, że znamy jego pseudonim, ale nie nazwisko. Może nim być każdy, kto ostatnio zawitał do .”

“Listy napiszę natychmiast. Ostatnio kręci się tu bardzo dużo obcych, a powody przybycia podają czasem takie, jakby wątpili, czy się z osłem na rozumy nie pozamieniałem. Tych szczególnie mam na oku, ale póki co nie mogłem nikomu nic zarzucić. Senior Zorro, proszę wymyśl coś! Inaczej… wolę nawet nie myśleć!”

“Czy to oznacza przedłużony rozejm?”

“Absolutnie! Poza tym wciąż trzymamy się tej cichej umowy kapitana Toledano, prawda?”

roześmiał się, tym razem szczerze i beztrosko.

“Prawda. Jeśli będziesz chciał porozmawiać, to opuść flagę do połowy masztu. Przyjdę przy najbliższej okazji. A teraz adios.”

Garcia z niewesołą miną patrzył, jak czarna peleryna znika w jego sypialni. “Adios, amigo.”

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *