Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 39 Nowy de la Vega

wrócił do jaskini i rozsiodłał . Ogier od razu podszedł do Luny, więc młodzieniec postanowił oporządzić go później. Pogrążony w myślach, nieśpiesznie zdjął pas z pochwą, pelerynę i kapelusz, położył je na stole. 

“Spotkanie z Garcią poszło nadspodziewanie dobrze. Na duszy też mi lżej, że mogłem podzielić się tym wszystkim, z kimś innym niż . Jeszcze kilka dni i sprawa się rozwiąże, w jedną lub drugą stronę. Miejmy nadzieję, że w tą lepszą.”

Już miał zdjąć maskę, gdy tknęło go nagłe przeczucie, a żołądek związał się w supeł. Kierowany szóstym zmysłem pomieszanym z tęsknotą, tak jak stał, ruszył ku tajnemu korytarzowi. Na parterze domu usłyszał obce głosy dochodzące z salonu. Zaintrygowany spojrzał przez wizjer i cicho zaklął, że zostawił szpadę w jaskini. Cofnął się do biblioteki, ale tam także kręcili się obcy. Wrócił z powrotem do ścianki za salonem i uważnie obserwował, gotowy zdradzić tajemnicę hacjendy, gdyby jego rodzina znalazła się w prawdziwym niebezpieczeństwie.

xxx xxx

stała na środku pokoju i groźnie patrzyła na intruzów. Była wsparta na ramieniu teścia i częściowo przez niego zasłonięta. Lekko spanikowany Bernardo był krok za nimi i nerwowo rozglądał się, szukając wyjścia z sytuacji. Zaś najchętniej wyzwałby napastników na pojedynek, ale obiecał Diego, że będzie strzegł jego żony jak oka w głowie. Dlatego na razie toczył wewnętrzną walkę z własnym temperamentem, aby nie pogorszyć ich położenia.

Grzecznie zapytał mężczyznę, który najwyraźniej był przywódcą. “Senior, gdy do hacjendy przychodzą goście, w dobrym tonie jest się przedstawić. Grożenie rodzinie gospodarza również nie wydaje się przejawem posiadania dobrych manier.”

Pięciu celujących w de la Vegów napastników zarechotało, a za ścianą poczuł przypływ dumy z ojca. Jeszcze rok wcześniej bez zastanowienia by ich zwyzywał i zaczął walczyć.

“Moje nazwisko nic ci, senior, nie powie. A stojąc po tej stronie pistoletu, gdzie obecnie się znajdujesz, w dobrym tonie jest odpowiadać na pytania, a nie je zadawać. Szczególnie że nie przyszedłem usłyszeć ich od ciebie, tylko od seniory.”

Przeniósł wzrok na Rosaritę i warknął. “Kim jest i gdzie jest obecnie? I nie zaprzeczaj, że o niczym nie masz pojęcia, bo wiemy, kto ci brzuch zrobił.”

Po tak wulgarnym pytaniu poczerwieniał. Gdyby synowa nie ścisnęła go mocno w zgięciu łokcia, prawdopodobnie zrobiłby coś, co mogłoby się skończyć tragicznie. Podobne odczucia miał Diego, ale głęboko odetchnął, aby się uspokoić.  “Poddanie się emocjom i gniewowi nam nie pomoże.”

Seniora podniosła dumnie głowę, zupełnie niedotknięta pomówieniem. “Nie wiem, kim jest . Obecnie jest w drodze do obozu treningowego, co jest powszechnie wiadome. A ojcem mojego dziecka jest mój mąż, a jemu tak daleko do Lisa jak słońcu do księżyca, co również jest powszechnie wiadome. Niepotrzebnie, seniores, fatygowaliście się w ten upał.”

Przywódca podszedł do niej bliżej i ujął ją mocno pod brodę. Rosarita znów uścisnęła teścia, aby nie interweniował. Atmosfera zrobiła się napięta, że można było powietrze kroić nożem.

“Taka śliczna buzia, a taka wyszczekana. Twój mąż faktycznie musi być głupi, skoro przez tyle czasu nie nauczył cię szacunku. Może ja udzielę ci kilku lekcji?”

Opuścił rękę i odwrócił się do towarzyszy, którzy znów wybuchnęli złowieszczym śmiechem. Wtedy spomiędzy fałd jego koszuli wysunął się charakterystyczny wisiorek. Od razu przyciągnął wzrok de la Vegów. Lider bandy zwrócił się znów do pobladłej nagle Rosarity.

“Skąd masz ten wisiorek?”

“O chyba lekcje nie będą potrzebne. Sama wzmianka wystarczyła, żebyś poznała swoje miejsce. A teraz pytam ostatni raz. Kim jest i gdzie się ukrywa?”

wpatrywał się w pierś mężczyzny jak zahipnotyzowany, a Rosarita drżącymi ustami powtórzyła pytanie.

“Skąd masz ten wisiorek?”

Napastnik wzruszył ramionami i odpowiedział nonszalancko. “Znalazłem przy jakimś trupie, który leżał przy trakcie. Jemu już nie był potrzebny. Pytam ostatni raz: kim jest …”

Nie zdążył dokończyć zdania, gdy seniora z krzykiem “Nie, Diego!” zemdlała. Na szczęście ją złapał i przy pomocy Bernardo ułożył na kanapie. Wściekły rzucił gromy i wrzasnął. “Wynocha! I jeśli zobaczę jeszcze gdzieś twoją gębę, wypatroszę bez uprzedzenia. Wynocha!”

Intruzi wzruszyli ramionami, czekając na reakcję przywódcy. “Nieprzytomna i tak nic nie powie. I chyba faktycznie nic nie wie. Wracamy muchachos.”

xxx xxx

Po usłyszeniu trzaśnięcia frontowych drzwi Diego odczekał jeszcze minutę dla pewności i wpadł przez szafkę do salonu. usłyszał szmer i odwrócił się. Krew szumiała mu w głowie, nogi miał jak z galarety, oczy płatały mu makabryczne figle, a w umyśle była pustka.

Usłyszał uspokajający głos jedynaka “Ojcze, żyję, nic mi nie jest.”

Kamień spadł mu z serca i mocno przytulił syna. Łzy leciały mu z oczu, gdy do świadomości powoli przebijało się ciepło ciała pod czarną koszulą. Gdy ostatni raz płakał, ciało ukochanej osoby było zimne. Diego był ciepły, żył.

Po kilku minutach starszy de la Vega uspokoił się, cofnął o krok i zmierzył pierworodnego wzrokiem. uśmiechnął się. “Naprawdę, nic mi nie jest. Trochę siniaków i bolących mięśni. Gdy kradli mi wisiorek, udawałem martwego, żeby mnie nie zabili. Opowiem ci potem. Teraz widzisz, ojcze, dlaczego jej nie powiedziałem? Jej niewiedza ją chroni.”

pokręcił głową i wciąż nieco ochrypłym głosem odpowiedział. “Wiesz, że się z tobą nie zgadzam w tej kwestii, ale to twoja tajemnica. Ale co tu robisz, w domu? Zdezerterowałeś? Dlaczego…”

Potok pytań, który niewątpliwie wypłynąłby z ust zestresowanego de la Vegi, został przerwany przez jęk dochodzący z kanapy. Bernardo wachlował Rosaritę chusteczką, zupełnie niezaskoczony obecnością panicza.

Twarz dziewczyny skrzywił grymas bólu, a oczy gwałtownie otworzyły się. Złapała się za brzuch i wydała kolejny jęk. Bernardo odsunął się, zostawiając miejsce dla przyjaciela. przyklęknął przy kanapie i również położył rękę na wydętym brzuchu. Drugą dłonią gładził jej policzek.

“Oddychaj głęboko, o właśnie tak, wdech i wydech.”

Gdy atak minął, objęła go bez zastanowienia i schowała zapłakaną twarz w jego koszuli. Nie obchodziło ją, kto ich widzi, gdzie są i co się dookoła dzieje. Ufała mu i potrzebowała go. “Teraz gdy nie ma Diego… był jedyną osobą na świecie, na której mogła się oprzeć w żałobie. Wiedziała, że ją zrozumie. 

Przeczesywał jej włosy i czekał aż się uspokoi. Po dłuższej chwili usłyszał jej ciche słowa, zduszone przez materiał koszuli. “On miał wisiorek, który dałam Diego w dniu wyjazdu. Powiedział, że zerwał go z trupa na gościńcu. Diego, nie ma go. Nie żyje. Diego nie żyje.”

przytulił ją mocniej i kołysał jak małe dziecko. “To nieprawda. Diego żyje, sam widziałem. Gdy mu zrywali wisiorek, był nieprzytomny, myśleli, że zginął. Ale on przeżył. Może minąć trochę czasu, zanim wróci do domu.”

Nie spodziewał się łkania i nowego potoku łez. Ostatecznie była to dobra nowina.

“Wierzysz mi?”

Poczuł na piersi kiwanie głową.

“Wiesz, że nie pozwoliłbym, żeby stała mu się krzywda, prawda? Wróci razem z innymi, obiecuję. Teraz nie martw się, Diego mówił mi, że w ciąży nie wolno cię denerwować. Wszystko będzie dobrze.”

Jednak, zamiast rozluźnić się, Rosarita stężała i zaczęła często i płytko oddychać. odsunął się, aby lepiej jej się przyjrzeć. Zacisnęła zęby i oczy, ale widać było, że walczy z bólem. Mocno ścisnęła jego dłoń i razem przetrwali kolejny atak.

Młodzieniec podniósł oczy na ojca, niepewny objawów. , który pamiętał dokładnie wielki dzień narodzin pierworodnego, potwierdził jego podejrzenie. “Najlepiej będzie, jeśli przeniesiemy Rosaritę do jej łóżka, a Bernardo pojedzie po doktora. Chyba te niespodziewane nowiny przyspieszyły wszystko o kilka dni.”

wziął seniorę ostrożnie na ręce, a ona wtuliła się w jego pierś. Starszy de la Vega otwierał im po drodze drzwi, a potem zostawił samych.

Diego w masce położył ukochaną na łóżku, wyprostował się i nie za bardzo wiedział, co ma dalej zrobić. “Zdemaskować się? A jak jej się pogorszy? Nie wybaczyłbym sobie. Ale wtedy będzie wiedziała, że jestem tutaj, bezpieczny, ucieszy się… Iść czy zostać? Mężowie są zwykle wypraszani, a jako nie jestem nawet rodziną.”

Widząc jego niepewną minę i rozbiegany wzrok, Rosarita wybawiła go z dylematu.

“Zostań, proszę. Nie chcę przez to przechodzić sama.”

Bez słowa usiadł przy niej i objął ramieniem. Drugą ręką trzymał jej dłoń, którą mocno ściskała co jakiś czas. Przy każdej serii skurczów starał się wpierać ją i mówił kojące słowa. Gdyby było to możliwe, z chęcią przejąłby cały jej ból. Na szczęście między skurczami następowały dłuższe momenty odpoczynku, a jedną z nich donia wykorzystała, aby przebrać się w koszulę nocną za parawanem.

Nic dziwnego, że był tak zaabsorbowany sytuacją, że przestał udawać. Na jego szczęście, skupiona na własnych doznaniach seniora nie zauważyła pocałunków we włosy ani czułych określeń, jakie wymsknęły mu się, gdy szeptał jej do ucha słowa zachęty.

Godzinę później przyjechał doktor, a po piętach deptali mu zaaferowani Bernardo i Alejandro. Lekarz spojrzał tylko na parę w łóżku i szybko ocenił sytuację. Był zaskoczony obecnością Zorro, ale nic nie skomentował. Postawił swoją torbę lekarską i odwrócił się do domowników.

“Teraz kiedy przyjechałem, proszę, aby nam nie przeszkadzano. Poczekajcie na dole, za pierwszym razem to trochę trwa. “

Zobaczył, że na balkonie zbliża się Maria, kucharka de la Vegów, z naręczem ręczników. Zastawił sobą drzwi i odebrał pakunek. “, dalej już sobie poradzę.”
Kobieta chciała zaprotestować, asystowała już przy kilku porodach wśród służących i zamierzała pomóc lubianej pani domu. Jednak doktor był stanowczy. “To wszystko. Jeśli potrzebowałbym pomocy, zawołam.” Po czym zamknął za sobą drzwi.

cicho zapytał. “Czy też mam iść?”

Lekarz machnął na niego ręką. “Zostań, przydasz się. Rób tylko dokładnie to, co mówię.”

xxx xxx

Po kilku długich i intensywnych godzinach Rosarita była zlana potem i nie miała więcej energii. Kto wie, czy nie zaczęłaby złorzeczyć na mężczyznę, który był odpowiedzialny za jej obecny stan, jak wiele kobiet przed nią i niejedna po niej. Na jego szczęście, był przy niej i wspierał ją, chociaż z bezradnością patrzył na kolejne fale skurczów.

Lekarz klęczał przy rancie łóżka. “Jeszcze raz, tym razem z całej siły!”

Tym razem coś się poruszyło i na wyciągnięte dłonie doktora wyślizgnęło się dziecko, które od razu zaczęło głośno płakać.

“Gratuluję donia Rosarita, masz zdrowego syna.”

Oczyścił maleńkie ciałko, zabezpieczył pępowinę, owinął go w pieluszki i becik. Spojrzał na rozpromienioną twarz stojącego obok i podał mu kwilący pakunek. Zwrócił się z powrotem do zmordowanej, ale wyraźnie szczęśliwej pacjentki.

“To już prawie koniec. Jeszcze parę minut musisz popracować nad łożyskiem. Dasz radę?”

Rosarita nie miała siły mówić, więc pokiwała głową. W międzyczasie obserwowała, jak renegat chodził po pokoju i kołysał delikatnie malucha, starając się go uspokoić. W tym momencie nie był śmiertelnie groźnym bandytą z nagrodą za głowę, który przeciwstawiał się całemu garnizonowi. Z jego twarzy emanowała miłość i duma. Był tak skupiony na chłopcu, jakby świat poza pokojem nie istniał.

“Ciii, Sebastianie, za chwilę oddam cię mamie, ale musisz być cierpliwy i jeszcze moment poczekać. Trochę ją wymęczyłeś, wiesz? Jesteś naprawdę dużym nino. Cichutko.”

Rosarita od razu zauważyła więź między nimi i z zaskoczeniem usłyszała imię, które wybrała z Diego niedługo przed odjazdem. Poczuła jeszcze jeden mały skurcz i doktor zaczął sprzątać brudne ręczniki i pozostałości po porodzie.

Po chwili zebrała się na szczerość. “Zorro, wiesz, że to jest…”

Przerwał jej łagodnie. “Tak, wiem. Umiem liczyć. To nie zmienia to faktu, że renegaci nie mają przywileju posiadania dzieci, nie to, co majętni caballeros.”

“Nikomu nie wspominaliśmy o imieniu. Kiedy Diego ci powiedział?”

Młodzieniec pod maską podjął decyzję. Doktor i tak prawdopodobnie wiedział, a poza tym obowiązywała go tajemnica zawodowa. W ciągu ostatnich godzin mógł stracić ukochaną, tak samo jak stracił lata wcześniej matkę. Teraz najgorsze niebezpieczeństwo minęło, a Rosarita miała prawo wiedzieć.

Poprawił becik na jednym przedramieniu i sięgnął do węzła maski. Ale po drugiej stronie łóżka lekarz intensywnie się w niego wpatrywał i nieznacznie pokręcił głową. To tylko utwierdziło w przekonaniu, że Avila znał sekret. Ręka opadła mu bezwładnie, gdy odpowiedział, już bez uśmiechu.

“W międzyczasie, na postoju.”

Doktor kiwnął z aprobatą, a serce młodzieńca krwawiło. Ze smutkiem spojrzał na spokojną twarzyczkę i duże, ciekawe oczy niemowlaka. Pogładził go palcem po policzku. Tymczasem lekarz wesoło zakomenderował.

“To był męczący dzień, a pierwszy poród zawsze jest trudny. Zalecam dać małemu zjeść i odpocząć. Przyjadę jutro na kontrolę, ale gdyby coś niepokojącego się działo, przyślij donia służącego po mnie.”

“Dobrze, gracias doktorze.”

xxx Zorro xxx

Avila ledwo zdążył wejść do salonu, gdy został zasypany pytaniami przez gospodarza i nerwowe miganie służącego. W duchu zaśmiał się “To zwykle ojcowie są nerwowi przy pierwszym porodzie, a nie doświadczeni dziadkowie. A tu proszę, na odwrót — Diego był bardzo opanowany i pomocny, a panikuje. Może nie wie, że jego syn to Zorro? Jeśli tak, to z jego perspektywy pozwoliłem obcemu renegatowi zostać w pokoju, a jego, rodzinę, wyprosiłem… Najważniejsze, że wszystko gładko poszło. O resztę musi zadbać sam Diego.”

A na głos dodał. “Przyjacielu spokojnie, daj dojść do słowa. Masz zdrowego i ładnego wnuka. Doni również nic nie jest. Teraz trzeba ją zostawić w spokoju, żeby odpoczęła. Jutro przyjadę na kontrolę.”

“Wnuk? Chłopiec! Jestem dziadkiem! Chodź, musimy to uczcić!”

Doktor ze zdumieniem patrzył na radość starszego de la Vegi i Bernardo, którzy okazywali ją jak mali chłopcy. “Cóż ostatecznie to pierwszy wnuk, a w tym zdominowanym przez mężczyzn domu, Rosarita jest ich oczkiem w głowie. Mały toast przed drogą mi nie zaszkodzi.” 

xxx Zorro xxx

Gdy zamknęły się za doktorem drzwi, Zorro pocałował syna w czoło i podał go ukochanej. Sebastian instynktownie wiedział co robić, więc po chwili słychać było tylko jego ciche ssanie. Dumny tata pocałował Rosaritę we włosy i patrzył jeszcze przez chwilę na swoją małą rodzinę. Jednak pierwsza euforia zaczęła opadać i przypomniał sobie, że w czarnym stroju powinien zachowywać się jak Zorro, a nie Diego.

Mimo że bardzo chciał wyznać prawdę, zrozumiał ostrzeżenie, że nie był to najlepszy moment. Dlatego stanął przy oknie i odwrócił się do niej plecami, dając jej nieco prywatności.

Rosarita zdążyła zauważyć jego rumieniec i roześmiała się. “Nie zobaczysz niczego, czego już wcześniej nie widziałeś.”

“Widziałem. I nawet robiłem więcej. Ale wtedy byłaś senoritą, a teraz jesteś żoną Diego, który jest moim przyjacielem. Nie chcę nadwyrężać jego zaufania.”

Donia spoważniała, ale wciąż zerkała z radością w oczach na mały cud w jej ramionach. “Od jak dawna Diego ci pomagał? Nie jest waleczny, no przynajmniej jako dorosły. Ale zawsze wiedziałam, że jest odważny i wspierał cię.”

Młodzieniec nie chciał jej kłamać dalej, więc po chwili wahania odpowiedział tak blisko prawdy, jak to było możliwe. “Od samego początku Diego był moimi oczami i uszami w . Jestem dumny, że będzie ojcem Sebastiana. Nie martw się, jest bezpieczny, ale wróci dopiero za kilka dni.”

W pokoju zapadła cisza, przerywana tylko odgłosami jedzenia.

“Oby tylko Diego miał do czego wracać. Muszę wymyślić plan, jak powstrzymać Orła. Tak bardzo chciałbym zostać z nimi cały czas, ale nie mogę pozwolić sobie na ten luksus. Ros będzie pod dobrą opieką, ja zajmę się zagwarantowaniem nam przyszłości.”

Pół godziny później Sebastian głośnym odbiciem obwieścił koniec kolacji. Zorro poczekał na szelest koszuli i odwrócił się. Nieśmiało zapytał, “Czy mogę go jeszcze przez chwilę potrzymać? Zanim odejdę?”

Rosarita podała mu zawiniątko i zsunęła się niżej na poduszki. Patrzyła, jak renegat z czułością szeptał i głaskał policzek dziecka, aż zasnęło. Całodzienny wysiłek i błoga świadomość macierzyństwa sprawiły, że jej oczy też zaczęły się kleić.

Gdy Zorro spojrzał na nią następnym razem, drzemała z uśmiechem na twarzy. Na palcach wyszedł tajnym przejściem i udał się w stronę salonu. siedział przed kominkiem, pogrążony we wspomnieniach z własnych pierwszych chwil ojcostwa. Ocknął się, gdy usłyszał zamknięcie przejścia za szafką.

“Ojcze, chciałbym przedstawić ci twojego wnuka. Sebastian de la Vega.”

przejął ostrożnie niemowlę. “Sebastian? Skąd wyście wzięli takie imię? Dlaczego nie Alejandro?”

“Żeby odziedziczył twój temperament? Chociaż muszę powiedzieć, że sytuację z tą bandą obsłużyłeś, ojcze, po mistrzowsku.”

“No, no! Nie pozwalaj sobie na za dużo, hijo! Ale może i masz rację, Sebastian to też ładne imię. A jak Rosarita?”

“Śpi. Chciałem jej wyznać prawdę, ale mi zabronił. To był wyczerpujący dzień dla wszystkich. Na pewno masz dużo pytań i na wszystkie odpowiem, ale daj mi się trochę przespać.”

zapytał z niepokojem. “Wracasz do jaskini?”

“Tak, jak powiedziałem Ros — Zorro wrócił, ale Diego potrzebuje jeszcze kilku dni. I wolałbym, żeby moja obecność pozostała na razie tajemnicą. Obiecuję, rano wszystko opowiem. Ale teraz padam z nóg, dobranoc.”

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *