Zorro i Rosarita Cortez – rozdział 12 Koniec Ortegi, początek miłości

Nad ranem obudziło wycie kojota. Powoli otworzył oczy i rozejrzał się. Wciąż leżał na posłaniu z ukochaną w ramionach, w takiej samej pozycji, w jakiej zasnęli. Wyglądała tak niewinnie i uroczo, a po stresie z poprzedniego dnia, nie było nawet śladu. Pocałował ją delikatnie w skroń i wyswobodził się z jej objęć, nie chcąc jej zbyt wcześnie obudzić.

Usiadł i sprawdził stan opatrunku. Nie był przesiąknięty krwią, co było dobrym znakiem. Wciąż czuł ćmiący ból, ale nie był tak intensywny jak wczoraj. Nie miał gorączki, więc póki co nie wdało się zakażenie.

“Chociaż jest to jedyny czysty fragment mnie. Uch, śmierdzę jak skunks. Nic dziwnego, że Ros zasnęła tak szybko — zaczadziłem ją. Mam nadzieję, że nie zwróciła na to uwagi, w tym całym zamieszaniu.”

Spróbował wstać. Podobnie jak wieczorem opieranie ciężaru ciała na zranionej nodze nie było dobrym pomysłem, ale wspierając się ścian i mebli, mógł się ostrożnie poruszać po szałasie. Wziął wiadro, mydło i wyszedł na zewnątrz. Cicho zagwizdał i obudził . Koń podszedł i trącił go pyskiem.

“Spokojnie przyjacielu, już w porządku. Ta piękna senorita zaopiekowała się mną. Pomożesz mi dojść nad potok?”

już wielokrotnie przekonał się, że to inteligentny i lojalny towarzysz. We dwóch udało się im doprowadzić bandytę do stanu względnej czystości, nie mocząc opatrunku. Diego miał też możliwość, choć na chwilę, zdjąć maskę, bandamę i koszulę. Przepłukał je szybko i wysuszył na wietrze. Znalazł też sposób, aby sprawniej się poruszać, opierając na koniu.

Gdy wrócił, jeszcze spała. Przygotował śniadanie i zjadł swoją porcję. Dłużej jednak nie mógł zwlekać. Przysiadł na łóżku i gładził ją po policzku, aż otworzyła oczy.

“Senorita, buenos dias, pora wstawać.”

Uśmiechnęła się do niego, a wspomnienie pocałunku i wspólnie spędzonej, choć niewinnej, nocy, przywołały na jej policzki rumieniec.

“Buenos dias, senior , dziękuję, że zostałeś. Dzięki tobie już nic niemiłego mi się nie śniło.”

“Cieszy mnie to. Nikt się o tym nie dowie, jeśli to cię martwi. A teraz, jeśli mogę poprosić, zmienisz mi opatrunek? Pójdzie ci to sprawniej niż mi i mocniej zaciśniesz bandaż.”

“Oczywiście, połóż się.”

Ros chciała rozpalić ogień i zagotować wodę, ale z łóżka usłyszała ostrzeżenie. “W dzień nie pal ognia, dym będzie widać z daleka i zdradzi kryjówkę. Wczorajszą wodę zostawiłem w garnku, a maść jest w misce.”

W czasie zabiegu wyjaśnił swój dalszy plan. “W szafce masz zapasy żywności na kilka dni, do potoku jest niedaleko. O tej chacie wiedział tylko stary pasterz, który zmarł dwa lata temu. Przykro mi, ale dopiero po zapadnięciu zmroku możesz ugotować sobie coś ciepłego. Jesteś tu bezpieczna. A ja pojadę rozeznać się w sytuacji. Jak rana?”

Czuł, jak ukochana delikatnie zmywa wczorajszą papkę mokrą ścierką.

“Nigdy wcześniej nie widziałam postrzału, ale chyba dobrze. Przy szwach jest lekko zaczerwieniona, ale nie dużo. I nie ma opuchlizny, przed którą przestrzegałeś. Nałożę maść i zabandażuję. Moment, jesteś ranny i chcesz jechać? A ja mam tu zostać? I co niby będę robiła cały dzień oprócz zastanawiania się, czy nie natknąłeś się na jakiś patrol?”

Spojrzał z rozbawieniem do tyłu. Wiedział, że woli działać niż bezczynnie czekać. Już dość się wynudziła przy rekonwalescencji ręki.

“Wieczorem postaram się wrócić, ale nie martw się, jeśli coś mnie zatrzyma. Pamiętaj, że prawdziwy ja musi się publicznie pokazać, aby nikt nie odkrył, kim jestem. Nie wiem też, co zastanę. Ludzie Ortegi mogli już uciec albo się przyczaić i planować zemstę. Gotowe?”

“Gotowe.” Odpowiedziała, kończąc ostatni węzeł. “Ale…”

Usiadł i położył jej palec na ustach. Zrobiło się jej gorąco, w tęsknym oczekiwaniu na coś więcej. “Jestem ranny i gdybym przypadkowo spotkał się z żołnierzami, wolę, żeby miał jedną osobę na grzbiecie.”

Pokiwała powoli głową i pogładziła go po policzku. “Rozumiem. Tylko wróć bezpiecznie.”

Widział, że jej na nim zależało. Serce mu krwawiło, że afektem obdarzyła jego alter ego, a nie prawdziwego mężczyznę. Zdawał sobie sprawę, że romans z bandytą ściągnąłby na nią zagrożenie ze strony wojska, łowców nagród czy zwykłych rzezimieszków. Byłaby idealną przynętą, a on nie mógłby zignorować żadnej zastawionej pułapki. Jako nie mógł się z nią ożenić, a ostatnie czego chciał to pozbawienie jej czci i skazanie na ostracyzm społeczny.

Teraz w świetle dnia, nic nie gmatwało jego myśli. Jak bardzo miał ochotę po prostu wziąć ją w ramiona i całować, aż zabrakłoby im tchu, nie mógł sobie na to pozwolić. Musiał ponownie wznieść mur między nimi, dopóki nosił maskę. Zachowanie dystansu miało znaczenie także dla jego zdrowego rozsądku i trzeźwej oceny sytuacji.

Dlatego ściągnął jej dłoń z policzka, pocałował formalnie jej wierzch i bez słowa wyszedł z szałasu.

xxx xxx

Zorro niezauważony dotarł do jaskini pod hacjendą. Czekał tam bardzo zmartwiony , a po jego potarganej fryzurze widać było, że prawie rwał sobie włosy z głowy pół nocy. Na widok przyjaciela wyraźnie odetchnął z ulgą, widząc go żywego i w niezłej formie. Zanim renegat miał szansę cokolwiek powiedzieć, zaczął gwałtownie gestykulować.

“Spokojnie Bernardo. Rozumiem, że się martwiłeś, ale nie nadążam za tobą.”

Zsunął się ostrożnie z siodła i oparł na łęku. Służący zwolnił pokazywanie znaków.

“Tak, zostawiłem cię w mieście, żebyś miał oko na sytuację. Chłosta? Czy ktoś był po niej poważnie ranny?”

Ze smutkiem wyciągnął 15 palców, a potem potrząsnął otwartą dłonią i kolejne 20. Nieco oskarżycielsko wysunął palec wskazujący w stronę przyjaciela.

“Wiem, że nic nie zrobiłem, ale jestem tylko jeden. Uratowałem Rosaricie życie, znów był na nią zamach. Chwila dłużej i byłoby za późno. Nawet nie wiesz, jak dzielnie się broniła.” Powiedział nieco rozmarzony, powtarzając w myślach scenę z patelnią. Na ziemię sprowadził go wcale nie delikatny cios w ramię.

“Ej, jestem ranny, a ty mnie jeszcze bijesz?” Odparł z uśmiechem i opierając się na Bernardo, dokuśtykał do posłania, które jakiś czas temu zainstalowali w jaskini w razie nagłego wypadku.

Niemowa znów zaczął zasypywać go pytaniami. Pokazał kobiecy kształt, strzał pistoletowy, bójkę, kolejny strzał i jazdę konną z kobietą. Potem wskazał na Diego od stóp do głowy, jakby szukając rany. Młodzieniec zdążył zdjąć już maskę, bandamę, sombrero i rozpiąć koszulę.

“Wiedzieliśmy, że za wszystkim stoi , ale nie znaliśmy motywu. Dlatego … ekhm… przekonała mnie…ekhm… żebyśmy zrobili konfrontację.” Wymowne spojrzenie mówiło wszystko, co myślał o sposobie perswazji, jaki mogła wykorzystać senorita z taką skutecznością.

“Przestań patrzeć na mnie jak na łamacza serc. Jestem dżentelmenem.” Wyraz twarzy służącego nie zmienił się ani trochę.

“No dobra, pocałowała mnie, ale nic więcej! W każdym razie plan był taki, że Ortega jej nie zobaczy, ale puściły jej nerwy. Resztę widziałeś w tawernie i na placu. Swoją drogą, kto dokładnie we mnie strzelał?”

Sługa jedną ręką zasłonił sobie oczy jak opaską, a drugą udawał, że trzyma wagę. Potem upadł na kolano tak jak Zorro przed gospodą.

“Nasz drogi sędzia. Wcześniej podsłuchałem, jak obaj z Ortegą knuli przeciw Ros. Obaj są w zmowie z jakimś Orłem, który chce ogólnie wzniecać bunty i niepokoje społeczne w całej Kalifornii. Uroczy kapitan był tylko pionkiem w większym spisku. To już jest głębsza polityka, dlatego musimy mieć oczy otwarte. O postrzał się nie martw, miałem śliczną panią doktor. A wiesz, jakie miała czułe ręce, gdy nakładała maść?”

Mrugnął okiem zawadiacko, a przewrócił oczyma. był zakochany i beznadziejnie romantyczny. Diego zdjął spodnie i w samej bieliźnie położył się na brzuchu. Służący odwinął bandaże, sprawdził ranę i pokiwał z aprobatą głową. Poklepał przyjaciela po ramieniu i poszedł przygotować kąpiel i kolejną porcję lekarstwa.

Gdy Diego z ulgą zanurzył się w ciepłej wodzie, trzymając ranę poza balią, zaczął opowiadać o wydarzeniach po ucieczce Zorro z puebla.

xxx Zorro xxx

Gdy wszyscy otrząsnęli się z pierwszego szoku, zawlekli Ortegę do gospody i solidnie przywiązali do krzesła, zanim jeszcze się ocknął. W tym czasie żołnierze powlekli się do koszar, ale zanim osiodłali konie, po Zorro dawno nie było śladu, więc sierżant dał rozkaz zaniechania pościgu.

Gdy Garcia dowiedział się o zeznaniu Rosarity, natychmiast kazał kapralowi Reyesowi i jednemu z zaufanych szeregowców przetrząsnąć biuro komendanta w poszukiwaniu dowodów. Ci wrócili dość szybko, niosąc rozkaz o przekazaniu komendy.

W tawernie zebrał się tłum jeszcze większy niż poprzednio. Garcia obejrzał uważnie dokument, dał do sprawdzenia również kilku Donom. Wszyscy orzekli, że jest autentyczny. To zrodziło z kolei pytania, co się stało z prawdziwym Ortegą. Jeńca ocucono, ale ani prośbą, ani groźbą, nie udało się z niego nic wydobyć.

Ostatecznie noc spędził w celi pod baczną strażą połowy garnizonu, a skoro świt Garcia wysłał go w łańcuchach i z liczną eskortą do Santa Barbara. Podszywanie się pod komendanta i w ogóle żołnierza, było ciężkim przestępstwem, które musiało być zbadane przez sąd wojskowy. Biedny sierżant spisywał zeznania świadków, a potem całą noc  redagował raport.

O związanych jeńcach, pozostawionych w stajni za gospodą, nic nie słyszał. Ale kilku żołnierzy zdezerterowało. Dokładniej kilku, którzy przyjechali razem z Ortegą.

Garcia miał też twardy orzech do zgryzienia z odbudową drogi. Ostatecznie rano ogłosił, że wstrzymuje nowy podatek i oddał wszystkie pobrane dzień wcześniej pieniądze. Jednocześnie poprosił o dobrowolne wpłaty, ile kto może. Odwołał też prace przymusowe, ale poprosił o ochotników, którzy mieli poświęcić tyle czasu i wysiłku, ile byli w stanie zaofiarować. Do uszczuplonego garnizonu szybko dołączyło wielu wolontariuszy, którzy nie bali się już złego traktowania. Donowie wpłacili potrzebną sumę, a nawet peoni przynieśli po kilka centavos.

xxx Zorro xxx

Zanim zdołał pokazać całą historię, woda zrobił się już zimna. Diego ubrał się w koszulę do spania, a sługa założył najpierw opatrunek na ranę, a potem łupki dla niepoznaki.

W porze obiadu zajrzał do pokoju syna. Przywitało go ciche pochrapywanie.

“Po kim mój syn jest takim leniem i obibokiem?! Południe, a on wciąż śpi!”

Mimo rozczarowania i narastającej złości, delikatnie potrząsnął ramieniem młodzieńca.

“Diego, wstawaj, Garcia zbiera ochotników do budowy drogi, liczę, że wspomożesz społeczność i też się stawisz.”

Lis był zawsze czujny, nawet wyrwany z objęć Morfeusza, czy też słodkiej senority, o której śnił. Dlatego zapytał zdziwiony. “Ojcze, myślałem, że to wydaje rozkazy, a nie dobry sierżant. I jakich ochotników, przecież roboty są przymusowe?”

zirytował się jeszcze bardziej. “Nie dość, że leń, to jeszcze niedoinformowany!”

“Ortega został wczoraj zdemaskowany jako przebieraniec przez Rosaritę Cortez i Zorro. Teraz sierżant ma najwyższą władzę, więc zniósł przymus robót, ale szuka ochotników. Oczekuję, że dzisiaj obaj tam pojedziemy pomóc.”

Diego spojrzał żałośnie na rodzica i odkrył kołdrę, ukazując łupki. “Jak bardzo bym chciał mieć wkład w drogę, wczoraj skręciłem nogę i doktor kazał mi wypoczywać. Ale słyszę, że wiele mnie ominęło. Opowiesz mi dokładnie, co się stało? Czy z Ros wszystko w porządku?”

Starszy de la Vega westchnął z rezygnacją i streścił wczorajsze wydarzenia. Młodzieniec świetnie grał swoją rolę nieświadomego dandysa. W końcu opowieść dotarła do punktu, gdzie senorita Cortez odjechała ze znanym bandytą w nieznanym kierunku.

“Wiesz Diego, z jednej strony cieszę się, że w końcu pozbyliśmy się mordercy czyhającego na jej życie. Ale z drugiej… Zawsze uważałem Zorro za dżentelmena, a tutaj szarga jej opinię. Zamiast odwieźć ją do , porwał ją i gdzieś przetrzymuje. Nawet jeśli ma szlachetne zamiary, to jej reputacja będzie nadszarpnięta. Słyszałem, jak żołnierze ze sobą plotkowali, że mają romans. Synu, nic na to nie powiesz? Przecież wiem, że senorita nie jest ci obojętna.”

Diego zaczerwienił się po uszy, ale nie z powodu ostatniej uwagi. Zabierając ją z placu, a potem kłócąc się o dalszy plan, nie pomyślał o konsekwencjach dla jej reputacji. Miał na uwadze tylko jej bezpieczeństwo i zagrożenie ze strony Ortegi i jego wspólników. A gdyby ktokolwiek się dowiedział, że noc spędzili w jednym łóżku… Wyrzucał sobie także namiętny pocałunek, którego jeden z zabójców musiał widocznie być świadkiem i teraz rozsiewał plotki.

“Ojcze, nie jest mi obiecana i nie mam do niej żadnego prawa. Ale z twojej opowieści wynika, że Ortega miał kamratów, którzy mogą zechcieć się zemścić. Ze strony Zorro to chyba rozsądne, że ją ukrył. I jak wspomniałeś, jest dżentelmenem, na pewno nic między nimi nie zaszło. To tylko głupie plotki.”

“Dziwi mnie twój spokój. Gdyby to chodziło o twoją matkę, nie zszedłbym z siodła, dopóki bym jej nie odnalazł. Może senorita nie jest ci aż tak droga, jak deklarujesz.” Spojrzał jeszcze krytycznie na łupki i skierował się w stronę drzwi.

“Wezmę kilku vaqueros, którzy nie są zajęci przy drodze i poszukam jej. W twoim imieniu.” Dodał z przekąsem i wyszedł.

xxx Zorro xxx

Gdy tylko odjechał, Diego przy pomocy zszedł do jaskini i zaczął przebierać się w czarny strój, pochłaniając w międzyczasie świeżutkie enchilady wykradzione z kuchni. Jego przyjaciel nie był zachwycony pomysłem i pokazywał wszystkie możliwe sposoby, na które Zorro może umrzeć, gdy ranny, zostanie złapany. A trzeba przyznać, że miał całkiem bujną wyobraźnię. W końcu nie wytrzymał i poklepał go po ramieniu z uśmiechem.

“Bernardo, jestem ranny w nogę, nie głowę. Połowa garnizonu pojechała do Santa Barbara, druga wraz z dużą częścią mieszkańców pracuje przy drodze. Nawet jeśli natknę się na pojedynczego bandytę, po prostu ucieknę i nie będę wdawał się w żadne pojedynki. Jeśli nie zejdę z konia, niedyspozycja nie ma znaczenia.”

Służący nie dawał za wygraną. Postawił łokieć na stole i wyciągnął rękę w zaproszeniu do pojedynku. Diego dał się skusić na siłowanie, ale szybko przegrał.

“Dobrze, wiem, że straciłem sporo krwi i nie jestem w pełni sił. Żadnych konfrontacji, obiecuję.” zrezygnowany pokręcił głową i machnął rękami. Jednak, gdy przyjaciel odjeżdżał, życzył mu szczęścia, pokazując dwa podniesione kciuki.

xxx Zorro xxx

Droga do szałasu minęła bez niespodzianek. Gdy tylko usłyszała stukot kopyt i zobaczyła z ulgą, że to jej wybawca się zbliża, wyszła przed chatkę. Chciała go przytulić na powitanie albo chociaż pomóc wejść do środka, ale stanowczo odrzucił ofertę. Pokuśtykał sam, opierając się na dwóch laskach wziętych ze sobą.

Usiedli przy stole i Zorro streścił jej ostatnie wydarzenia oraz fakt, że może spokojnie wrócić do domu. Z całej siły starał się na nią nie patrzeć, bojąc się, gdzie chwila słabości może go zaprowadzić. Tym samym nie mógł zauważyć jej wyrazu twarzy. A tam malowało się niezrozumienie i żal.

Senorita przez prawie cały czas powracała myślami w kółko do poprzedniego dnia i nocy. Całował ją, trzymał w ramionach, także w nocy, odstąpił łóżko, mimo że był ranny i miał pełne prawo je zająć. Jego wcześniejsze tęskne spojrzenie kłóciło się wyraźnie z tym, jak traktował ją do rana. Nie umiała pojąć, dlaczego się tak dystansował.

Sprawnie posprzątała szałas. Tym razem Zorro wziął ją na siodło przed siebie, w cichym i nieco samolubnym pragnieniu trzymania jej w ramionach jeszcze trochę. Po drodze nie rozmawiali, cieszyli się swoim towarzystwem, aż podjechali niezauważeni od tyłu do hacjendy Cortezów.

stanął w cieniu drzewa, a odwróciła się twarzą do renegata i położyła rękę na jego policzku. Mimo wcześniejszego postanowienia, że nie pokaże jej żadnych uczuć, był odurzony jej bliskością. Nie musiał skupiać się na żołnierzach, zabójcach czy intrygach. Była tylko ukochana dziewczyna w jego ramionach, która jeszcze wczoraj mogła zginąć. Maska zawsze pozwalała mu na większą swobodę. Dlatego niewiele myśląc, zahipnotyzowany jej ustami, pochylił się i chciał ją pocałować.

Jednak w ostatniej chwili westchnął, pokręcił głową i wyprostował się. “Przepraszam, powinnaś już senorita pójść do domu.”

Jednak Ros nie poddawała się tak łatwo. Przesunęła kciukiem po jego rozchylonych wargach, co wywołało u niego dreszcz. “Chciałeś się pożegnać. Co cię powstrzymuje, senior?”

Intensywne spojrzenie brązowych oczu oraz intymna pieszczota łamała jego bariery jedna po drugiej. Zanim zdążył ugryźć się w język, słowa zakochanego młodzieńca popłynęły same. “Senorita, skradłaś mi serce i nic nie mogę na to poradzić. Widuję cię w , ale nie zwracasz uwagi na prawdziwego mnie. Jednak dopóki noszę tę maskę, nie wolno mi narażać cię na niebezpieczeństwo.”

Wziął obie jej dłonie w swoje i pocałował. Zanim dziewczyna miała szansę odpowiedzieć, kontynuował. Musiał ją przekonać do swoich racji.

“Wczoraj jeden z zamachowców musiał nas widzieć… razem i teraz wśród żołnierzy krąży plotka. Romans z poszukiwanym bandytą stawia cię w bardzo złym świetle. A do tego możesz zostać posądzona o współpracę i skazana na więzienie lub nawet śmierć, a tego nigdy bym sobie nie wybaczył.”

ścisnęła jego ręce i gwałtownie zaprzeczyła. Wiedziała, że jeśli nie powalczy teraz, ich drogi mogą się na zawsze rozejść.

“Plotki to tylko ludzkie gadanie, nie mają dowodów, nic mi nie zrobią. Chcesz poświęcić to, co czujesz… co czujemy… tylko dla mojej reputacji?”

Diego pod maską wiedział, co jest konieczne. Od początku zdawał sobie sprawę, że skończy się to dla niego wewnętrznym cierpieniem prędzej czy później. Jednak jej dobre imię i bezpieczeństwo było ważniejsze niż jego złamane serce. Nie przewidział tylko, że rozwinie uczucia do jego alter ego. Głośno przełknął ślinę.

“Musimy uciąć plotki teraz, zanim urosną do tragicznych rozmiarów i ktoś stwierdzi, że nie potrzebuje dowodów. Poza tym nie byłoby uczciwe z mojej strony zalecać się do ciebie w przebraniu. Zorro nigdy nie będzie wolny, aby kogokolwiek poślubić. Nalegam, abyś wróciła do Monterey jak najszybciej. I dla własnego dobra, zapomnij o mnie.”

To powiedziawszy, skierował wzrok w bok i puścił jej ręce, ponownie stawiając między nimi niewidzialny mur. Ostatnie dwa zdania kosztowały go wiele samokontroli i pozostawiły gorycz.

“Monastario był niesprawiedliwy, Ortega fałszywy, może nowy komendant będzie bez zarzutu? Nie będzie wtedy potrzeby przebrania. Daj nam szansę, bo ja nie umiem o tobie zapomnieć, nie po wczorajszym dniu.”

Otuliła dłońmi jego twarz i podniosła jego głowę, tak, aby na nią spojrzał. Widziała, jak w czekoladowych oczach odbijała się tęsknota i poświęcenie. Powoli przyciągnęła go do siebie, aż ich usta spotkały się w pocałunku. Nie było to jednak tak słodkie i upajające doświadczenie jak poprzednio.

próbowała włożyć w nie całą swoją determinację. Jej ręce zaczęły błądzić i pieścić jego szczękę, szyję i klatkę piersiową, z początku nieco nieśmiało, ale z każdą chwilą coraz pewniej. Chciała mu pokazać, jak bardzo jest jej drogi.

Zorro z wahaniem i dopiero po chwili objął ją. Każdy ruch warg powodował nowe fale wyrzutów sumienia. Doskonale zdawał sobie sprawę, że błędem jest całować ją w masce.

Jednak ostatecznie poddał się. Wplótł palce w jej włosy i przyciągnął bliżej. Wpił się z pasją w jej usta, jakby jutro miało nie nadejść. Za pomocą niecierpliwych dotknięć zapamiętywał kształt i miękkość jej ciała. Senorita nie pozostawała mu dłużna.

Gdy zaczęło brakować im już powietrza, oparli się czołami o siebie, próbując złapać oddech.

“Vaja con Dios, Rosarita. Wracaj do Monterey.” Od razu zauważyła, że był to pierwszy raz, gdy zwrócił się do niej po imieniu. Pokochała sposób, w jaki je wypowiedział. Zanim zdążyła zaprotestować, skradł jej jeszcze całusa i postawił na ziemi. Zawrócił w miejscu i pognał w prerię, nie oglądając się za siebie.

kasiaeliza

Mama dwójki Zorrątek. Trenowałam jujitsu japońskie i ociupinkę kendo. Lubię RPGi, planszówki, geografię, historię, piłkę nożną i książki. Nie wróć, książki to kocham. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *