Legenda i człowiek Cz II : Sojusznicy, rozdział 4

Autor/Author
Ograniczenie wiekowe/Rating
Fandom
New World 1990-1993,
Status
kompletny
Rodzaj/Genre
Romans, Przygoda,
Podsumowanie/Summary
Czasem wrogowie muszą współdziałać... Choć porozumienie bywa kruche. Druga część opowieści o i Victorii
Postacie/Characters
, de la Vega, Escalante, , Jamie , Luis Ramon, kapral Rojas,

przyjechał późnym popołudniem, razem ze swym ojcem, objuczony dwiema czy trzema sporymi książkami i pomaszerował wprost do gospody, gdzie założono prowizoryczny sztab obradujący nad możliwymi planami obrony. Gdy wszedł, właśnie Ramone po raz kolejny usiłował przekrzyczeć wszystkich dookoła.

– Nie, nie, i jeszcze raz nie! – ryczał. – Nie ma mowy, bym rozdawał wszystkim broń i nie ma mowy, bym ustawiał żołnierzy przed garnizonem. Będą mi zbyt potrzebni wewnątrz.

– Dobry wieczór, – Diego wtrącił ę, gdy tylko Ramone umilkł, by zaczerpnąć powietrza.

– De la Vega, nareszcie – Ramone odwrócił się do niego. – Nie spieszyło wam się tutaj, co?

– Wybaczycie, , ale przyjechałem, jak tylko dowiedziałem się, że jestem potrzebny.

– Spokojnie, Diego, nie musisz się tłumaczyć – objęła narzeczonego. – Widać po tobie, że miałeś ciężki dzień…

Rzeczywiście Diego nie wyglądał najlepiej, nieuczesany i zakurzony. Widać było po nim, że ostatnie godziny spędził gdzieś wśród wzgórz.

– Naprawdę uważasz, że możesz nam coś doradzić? – Ramone nie zamierzał go jednak oszczędzać. Nie podobało mu się, że wyznaczył właśnie młodego de la Vegę na stratega. Nie podobało mu się, że musi współpracować z , a najbardziej nie podobało mu się to, że w praktyce to Zorro wszystkimi dowodził. – Czy kiedykolwiek dowodziłeś wojskiem?

– Nie, , – Diego pochylił lekko głowę z charakterystycznym dla siebie łagodnym uśmiechem. – Jednak znajomość Tukidydesa czy De bello gallico może się okazać pomocna… – uniósł wymownie książki.

– A kto to taki?

– Stratedzy. Dowódcy wojenni – uśmiech Diego nie osłabł nawet na chwilę. Ramone zmieszał się, zwłaszcza że inni, przysłuchujący się tej wymianie zdań, zaczęli się podśmiewać. Nie pierwszy raz zdradzał się ze swoimi brakami wykształcenia.

– Będą nam przydatni?

– Owszem. Pozwolę sobie zacytować: gdy jesteś blisko, udawaj, że jesteś daleko, gdy masz przewagę, udawaj, że jej nie masz…

– A gdy nie masz przewagi?

– Trzeba udać, że się ją ma – odparł Diego. – I to właśnie zrobimy.

Nie czekając, aż znów zaoponuje, Diego zwrócił się do Victorii.

– Będę potrzebował tego największego stołu. Możemy się zebrać dookoła niego? – I zanim wszyscy się rozstawili dookoła stołu, Diego zaczął na nim ustawiać dzbanki i talerze. Wskazał na dwa wbite w deski noże. – Brama wjazdowa do

X X X

Gdy zakończyli planowanie, na dworze zapadła już noc. jednak nie spało. Don rozmawiał jeszcze z kilkoma niezdecydowanymi , przekonując ich do konieczności wzięcia udziału w obronie. Peoni skupili się w rozgadane grupki, gdzieniegdzie zaczynała się już krzątanina przy budowaniu niezbędnych barykad. Nikt nie zwracał uwagi na dwie sylwetki, które wymknęły się do stajni za gospodą.

– Jakie mamy szanse, Diego? – otuliła się mocniej szalem. Wieczór był chłodny.

– Jakieś mamy – Diego objął ją za ramiona. – Gdybyśmy nic nie zrobili…

– Gdybyśmy nie zaczęli z tamtym wędrowcem…

– Nie wiedzielibyśmy, co na nas spadnie – w głosie Diega zabrzmiała stal. – Nikt nie może ręczyć, że nie zaatakowaliby puebla po napadzie na transport.

– Co się stało? Czego nam nie powiedziałeś?

– Nic ważnego dla nich… – spojrzał w bok.

– Diego! – wyprostowała się czujnie.

– Wpadłaś tamtemu w oko – przyznał. – Ten dzisiejszy atak był skierowany na ciebie. Gdyby to było możliwe, wywiózłbym cię do Monterey, albo chociaż ukrył jutro w hacjendzie. Inni może będą walczyć o , ale ja…

– Ty także! – tupnęła.

!

– Dam sobie radę. Nie musisz się o mnie martwić.

– Widziałem – Diego uśmiechnął się słabo. – Miej tę patelnię pod ręką, dobrze?

– Aż tak ci dopiekłam?

– Gdybym nie złapał cię za rękę, leżałbym na podłodze.

– Ale ty też uważaj, dobrze?

– Dobrze…

Przez chwilę nic nie mówili, wreszcie westchnęła.

– Boję się – przyznała. – Bałam się już wiele razy, ale to, co będzie jutro…

– Poradzimy sobie. Pamiętaj tylko o patelni.

– Diego! – oburzyła się. – Jak możesz tak żartować?

– Mogę. I chcę. Czasem tylko żart może nam pomóc…

– Też się martwisz?

– Trochę.

– Ja też… Ale myślę o czymś innym. Dziś pokazałeś , jak zbudować skuteczną pułapkę. Boję się, że któregoś dnia on ją powtórzy. – Gdy Diego nie odpowiedział, dorzuciła. – Nie pomyślałeś o tym? Że on kiedyś może tak rozstawić żołnierzy?

– Pomyślałem. Także o tym, że jutro będę na dole, na placu, kiedy wszyscy będą strzelać. Ale tylko tak możemy jakoś poradzić sobie z tymi bandytami. Będę musiał zaryzykować.

– Och, Diego! – nagle odwróciła się i wtuliła w narzeczonego. – Jesteś okropny!

– Ciii… kochanie, ciii… Jutro wszystko nam się uda, nie jest taki sprytny, a ja potrafię uciec z takich pułapek… Nic złego się nie stanie… Ciii…

To be continued…

Related posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.