Legenda i człowiek Cz VI: Uzurpator, rozdział 4

Autor/Author
Ograniczenie wiekowe/Rating
Fandom
New World 1990-1993,
Status
kompletny
Rodzaj/Genre
Romans, Przygoda,
Podsumowanie/Summary
bez jest jak opuszczony dom... Przynajmniej dla niektórych. Tutaj można robić wszystko i nie przejmować ę mieszkańcami. Chyba, że mają obrońcę. Szósta część opowieści o i Victorii.
Postacie/Characters
, de la Vega, Escalante, , Jamie , Luis Ramon,

Rozdział 4. Śledztwo

Informacje, jakich udzielił Ramiro Alvarez były, zdaniem Delgado, wystarczające, by udać się do don Oliveiry z bynajmniej nie towarzyską wizytą. Właściwie to wysłannik gubernatora zażądał od sierżanta, by ten wysłał patrol, aby sprowadzono tego na przesłuchanie w sprawie morderstwa. Mendoza jednak stanowczo odmówił, co poważnie zaskoczyło Cristobala, który nie spodziewał się po nim takiego oporu. Po dłuższej kłótni stanęło na tym, że sierżant złoży wizytę w hacjendzie, wraz z kilkoma żołnierzami i señorem Delgado. A także, ku większej złości tego ostatniego, w towarzystwie don Diego de la Vegi. Właściwie sierżant chciał zabrać ze sobą don , jako najznaczniejszego z , ale starszy de la Vega był zajęty na pastwiskach. Mendoza nie upierał się. Zamiast tego zaprosił do udziału w wyjeździe jego syna, pozornie ignorując wściekłą minę wysłannika gubernatora. Argumentował, że skoro don Diego umiał odgadnąć, jak zginął tamten nieszczęśnik, to teraz tym bardziej powinien być z nimi, gdy będą w miejscu, gdzie mogło się to stać. I być może młody de la Vega znów dostrzeże coś, co umknie jemu, sierżantowi Mendozie. Diego zaś nie miał wątpliwości, że miał być dla sierżanta oparciem i pomocą w niemiłej sytuacji.

Hacjenda don Oliveiry niewiele się zmieniła przez ostatnie lata. Wprawdzie deszcze zmyły już ze ścian ostatnie znaki pożaru i zniknęły stare, osmolone belki, ale wciąż sypiący się gdzieniegdzie mur otaczał prócz stajni obszerne ruiny starych zabudowań, gdzie tylko kilka pokoi na końcu jednego skrzydła było nakryte dachem. Od czasu sprzeczki z Luisem Ramone o prawo do wody don Esteban Oliveira wprawdzie kilkakrotnie doskonale zarobił na wyszkolonych koniach, ale dochody te wciąż przeznaczał na odkupienie kolejnych skrawków ziemi, które niegdyś sprzedał jego ojciec.

Delgado skrzywił się na widok rozsypujących się resztek ścian.

– Kto tu mieszka? – zapytał. – Czy ten Oliveira nie potrafi zadbać o swe gospodarstwo?

– Dba i to bardzo, . – Mendoza pośpieszył z natychmiastową odpowiedzią.

– Nie widać tego… – Delgado nie był przekonany. – No cóż, porozmawiajmy z tym gospodarzem.

Caballero, – wtrącił się Diego ostrzegawczym tonem. – Proszę o tym nie zapominać.

Delgado posłał mu ponure spojrzenie, jakby powątpiewając, czy caballero może mieszkać w tak zaniedbanym miejscu, ale już nie odzywał się, aż do chwili, gdy don Esteban i doña Margarita zjawili się w wejściu do domu. Ze spokojem także przyjął ich powitanie i zaproszenie do wnętrza, choć widać było, że czuje się z lekka zdegustowany. Faktycznie, oboje byli w codziennych, roboczych strojach, po których można było poznać, że Oliveira właśnie wracał ze stajni, a jego żona spędzała większą część czasu w ogrodzie. Dla kogoś obcego caballero i jego żona nie odróżniali się od pracowników.

Dopiero kiedy zasiedli przy stole, a służąca podała świeży sok, Delgado przystąpił do załatwiania sprawy.

– Czy znacie tego człowieka? – zapytał, kładąc przed don Estebanem rysunek.

Oliveira wziął kartkę w rękę i dłuższą chwilę przyglądał się widniejącej na niej twarzy, aż wreszcie podał ją żonie. Diego, siedząc z boku, mógł go bez kłopotu obserwować i miał nadzieję, że wysłannik gubernatora nie okaże się zbyt spostrzegawczy.

– Nie. Nie znam – odpowiedział wreszcie don Esteban.

– Ja również nie – dorzuciła jego żona.

– A to dziwne… – wycedził Delgado. – Choć mogłem się takiej odpowiedzi spodziewać.

– Czemu to?

– Ten człowiek został znaleziony martwy w . Jego przyjaciel zeznał, że był on waszym pracownikiem.

– To niemożliwe! – odparł natychmiast don Esteban.

– Niemożliwe? Czy też raczej wolicie się nie przyznawać?

– Do czego niby miałbym się przyznać?! Znam moich ludzi. Ten nigdy u mnie nie pracował!

– Nie zatrudnialiście go? Do postrzygania owiec?

– Owiec? Kiedy?

– Dwa tygodnie temu…

Don Esteban, pomimo irytacji, zaczął się śmiać.

– Doprawdy, tu nie ma powodów do śmiechu – warknął Delgado. – Nie mam wprawdzie prawa was aresztować, ale tu obecny sierżant reprezentuje władzę króla i jeśli…

– Nie musicie mi grozić. – Oliveira przechylił się nad stołem. – Cokolwiek powiedział wam ten jego przyjaciel, kłamał. Mam owce, ale postrzygaczy najmuję na wiosnę, nie teraz, u schyłku lata.

– Rzeczywiście! – rozpromienił się nieoczekiwanie . – To właśnie mi nie pasowało, Delgado. Czemu postrzygacze mieliby pracować teraz przy owcach, skoro to nie wiosna?

Delgado przez chwilę milczał, najwidoczniej usiłując się pogodzić z porażką.

– Pomimo wszystko, chciałbym, by reszta waszych ludzi zobaczyła ten rysunek. Może ktoś coś wie – stwierdził wreszcie.

– Na to mogę się zgodzić – kiwnął głową don Esteban.

Jednak wypytywani służący i vaqueros także zgodnie zaprzeczyli, by znali czy widzieli kiedykolwiek człowieka znanego jako Mauricio.

– Nie mogę uwierzyć – rozzłościł się Delgado. – Jakim sposobem ten człowiek mógł tak zniknąć?! Sierżancie, chcę, byście aresztowali tu obecnego Oliveirę!

– Co?! Kogo?! – Trudno było powiedzieć, kto pierwszy to krzyknął.

– Nie mogę nikogo aresztować! – zaprotestował Mendoza. – Za co?

– Za kłamstwo i wprowadzanie w błąd przedstawiciela władzy!

– Powiedziałem już, że nie znam tego człowieka. Nie pracował dla mnie i nie był tu gościem! – powiedział dobitnie don Esteban.

– Ale rozpoznaliście go na rysunku!

– Nie rozpoznałem…

– Nie kłamcie, ! Wystarczająco znam się na ludziach, by poznać, gdy ktoś mnie okłamuje. Skłamaliście mi, i wasi ludzie też kłamią! Już to wystarcza, by wszcząć śledztwo w sprawie zmowy czy spisku, a do tego powinniście znaleźć się pod strażą!

– Spróbujcie tylko! – Oliveira poderwał się na równe nogi i widać było, że zarówno on, jak i kilku obecnych vaqueros są gotowi, by bronić się siłą przed zatrzymaniem. Doña Margarita cofnęła się ku drzwiom, gdzie, jak Diego wiedział, w kredensie była przechowywana broń.

– Ramiro Alvarez też kłamał – odezwał się nieoczekiwanie młody de la Vega. On jeden się nie ruszył z miejsca i jego spokojny głos podziałał na wszystkich jak wiadro zimnej wody.

– Co?! – Obejrzał się Delgado.

– Powiedziałem, że Alvarez skłamał mówiąc, że szukał pracy postrzygacza. Ani on, ani Mauricio nie pracowali przy owcach.

– A skąd wy wiecie, de la Vega, że on skłamał?!

Przez moment Diego nie odpowiedział, patrząc tylko na wysłannika gubernatora z powstrzymywaną furią. Sierżant zauważył to spojrzenie i przełknął głośno ślinę. Don Diego był wściekły.

– Widziałem dostatecznie wielu postrzygaczy – przemówił wreszcie, a łagodny ton jego głosu tym bardziej kontrastował ze spojrzeniem sprzed chwili. – Możecie też wyjść na podwórze i sami zobaczyć kogoś, kto naprawdę zajmuje się owcami. Wystarczy, że spojrzycie na jego ręce. Zrozumiecie, o czym mówię.

Delgado przez kilka chwil sapał wściekle. Rozejrzał się wreszcie po pomieszczeniu. Don Esteban Oliveira patrzył na niego rozzłoszczony, podobnie jak jego żona. Sierżant kiwał tylko głową, wyraźnie wspominając rozmowę z Ramiro. wydawał się być lodowato spokojny, jakby nie było tego momentu furii i chyba to najbardziej zbiło wysłannika gubernatora z tropu.

– Możecie mi powiedzieć, de la Vega – wycedził wreszcie – czemu nie poinformowaliście mnie o tym wcześniej?

Diego machnął ręką w niedbałym, nieokreślonym geście.

– Trudno byłoby mi wytłumaczyć, bez przykładu, czym różnią się dłonie postrzygaczy od rąk vaqueros – stwierdził. – Uznałem, że lepiej będzie, gdy się o tym sami przekonacie, señor Delgado.

– Ale ten Alvarez…

– Mógł mieć inne, osobiste powody, dla których skłamał nam, że chciał się nająć tutaj do pracy. Nie musi to być nic niezgodnego z prawem. Ani istotnego. Możemy go o to zapytać, gdy wrócimy.

Don Diego, wasze podejście do niektórych rzeczy zawsze mnie zdumiewa – wtrącił się Oliveira. Diego potrząsnął głową.

– Nie spodziewałem się, że señor Delgado będzie tak pośpieszny w ferowaniu ocen – powiedział przepraszającym tonem. – Sądziłem, że po prostu chwilę przyjacielsko pogawędzimy, a chciałem też zapytać was, czy macie jakieś obiecujące źrebaki.

Przez moment wydawało się, że wysłannik gubernatora eksploduje ze złości. Opanował się jednak.

– O tym możecie porozmawiać bez naszego udziału – burknął. – Chcę wracać jak najszybciej do Los i przesłuchać jeszcze raz tego Alvareza.

Diego tylko wzruszył ramionami.

– Zatem musimy was przeprosić za to najście – uśmiechnął się do doñi Margarity. – Co do źrebaków, zajrzę może jutro czy pojutrze, jeśli nie będzie to zbyt uciążliwe.

Don Esteban tylko skinął głową, obserwując z niechęcią Delgado. Widać było, że jego wizyta była caballero wybitnie nie w smak, czy to z powodu rzuconych oskarżeń, czy też zamieszania, jakie wywołała.

X X X

Jeśli señor Delgado zakładał, że zdoła jeszcze porozmawiać z Ramiro Alvarezem po powrocie do Los Angeles, mylił się. Przybysza nie skusiła oferta darmowego noclegu i po szybko zjedzonym posiłku zniknął z pueblo, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy wysłannik gubernatora wraz z don Diego i sierżantem składali tę niefortunną wizytę w hacjendzie Oliveiry. Wiadomość o jego wyjeździe była pierwszą rzeczą, jaką oznajmiła doña wracającym.

– To jest po prostu niemożliwe! – rozzłościł się señor Cristobal. – Jak można pozwolić uciec komuś, kto być może jest przestępcą! Sierżancie, możecie być pewni, że gdy napiszę raport do gubernatora, następny kurier przywiezie wam degradację do szeregowego! Jak można być tak niekompetentnym!

– To wyście zdecydowali, że należy szukać informacji w hacjendzie Oliveiry, señor – wtrącił się don Diego. – Nie obciążajcie sierżanta winą za posłuszeństwo waszym poleceniom.

Don Diego, wy też mogliście…

– Mogłem? A czy wysłuchalibyście mnie, gdybym wam powiedział, co zauważyłem? Ostatnio nie byliście zbyt do tego skłonni. Starałem się, dzięki mojej żonie – tu Diego skłonił się lekko Victorii – zatrzymać tego człowieka w pueblo, ale skoro uznał on, że woli ruszać dalej…

Delgado sapnął wściekle i zwrócił się do Mendozy.

– Natychmiast wyślijcie patrole! Nie mógł daleko odjechać! Chcę go widzieć tutaj, za kratkami!

– Z jakiego powodu, señor Delgado? – odezwał się natychmiast Diego, nim sierżant mógł odpowiedzieć.

– Z powodu… – Delgado zaniemówił.

– Opowiedzenie kilku kłamstw o zmarłym człowieku chyba nie jest przestępstwem, señor – mówił dalej młody de la Vega łagodnym tonem. – Nie możemy tego człowieka uwięzić, gdy nie mamy dowodu, że w jakikolwiek sposób złamał prawo.

– Więc waszym zdaniem mam to zignorować?!

– Uważam, że żołnierze na patrolu mogą się za nim rozejrzeć. Ale też nie uważałbym już tego, co nam powiedział, za prawdę. Być może znał zmarłego, może kiedyś się widzieli – tłumaczył don Diego łagodnym głosem. – Zobaczył podobiznę i zainteresował się nią, a potem kłamał, gdy zorientował się, że tamten nie żyje. Jakkolwiek by nie było, wróciliśmy do punktu wyjścia. Nadal nie wiemy, kim był tamten zmarły i gdzie umarł. Ramiro Alvarez nam w tym już nie pomoże.

Delgado uspokoił się nagle.

– W porządku – powiedział. – Niech się wasze patrole rozejrzą za nim, sierżancie, ale rzeczywiście, nie ma podstawy, by go zatrzymywać. Dosyć na dziś. Żegnam państwa!

Odwrócił się i poszedł do swojej kwatery. Sierżant Mendoza westchnął głęboko.

– Dziękuję, don Diego. Nie wiem, co bym zrobił, gdybyście mi nie pomogli.

– Zrobilibyście to, co słuszne, sierżancie. – Don Diego poklepał żołnierza po ramieniu. – Jesteście przecież przedstawicielem króla w naszym pueblo. Do was należy dopilnowanie przestrzegania prawa i robicie to doskonale.

– Gdyby tylko señor Delgado nie był tak pewny siebie – westchnął sierżant i ruszył w stronę garnizonu.

Diego i zostali sami. W milczeniu poszli za gospodę, w milczeniu wyprowadzili ze stajni powozik i w milczeniu ruszyli w stronę hacjendy. Dopiero gdy brama pueblo została za nimi, odezwał się Diego.

– Jestem ci winny przeprosiny, Vi.

– A to dlaczego?

– Powinienem był być bardziej przewidujący i poprosić któregoś z żołnierzy o towarzystwo dla naszego gościa.

– Zrobiłam to – uśmiechnęła się doña de la Vega. Diego spojrzał na nią zaskoczony i odpowiedział uśmiechem. – Ale nawet Munozowi nie udało się go upilnować. Zwiał jak wystraszony królik.

– Nie dziwię mu się. Po spotkaniu z Delgado…

– Im dłużej ten człowiek jest w Los Angeles, tym bardziej mi się nie podoba.

– Im dłużej jest, tym bardziej przypomina mi Luisa Ramone – zauważył Diego ponuro. – Na razie jeszcze się hamuje, ale…

– Chyba nie jest aż tak zły!

– Nie wiem, Vi… Na razie wiem tylko, że nasz señor Delgado miał coś wspólnego z tym trupem i Alvarezem. A i Oliveira jest w to zamieszany.

– Jesteś pewien!?

– Niestety tak. I…

– Tak?

– Ktoś inny musi porozmawiać z don Estebanem.

przechyliła głowę, chcąc spojrzeć mężowi w oczy.

– Ktoś inny?

– Ktoś, kto nie reprezentuje prawa. Felipe chyba wrócił z pastwiska?

– Tak – mruknęła .

Resztę drogi przebyli w milczeniu.

CDN.

Related posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.