Legenda i człowiek Cz V: Doskonały plan, rozdział 27

Autor/Author
Ograniczenie wiekowe/Rating
Fandom
New World 1990-1993,
Status
kompletny
Rodzaj/Genre
Romans, Przygoda,
Podsumowanie/Summary
Pech czy los sprawiają, że nawet najlepszy plan może zawieść. Piąta część opowieści o Zorro i Victorii.
Postacie/Characters
, de la Vega, Escalante, , Jamie , Luis Ramon,

Rozdział 27. Gdzie jest ?

O wschodzie słońca rozpaliła ogień pod kuchnią i nastawiła garnek na polewkę. Na werandzie siedziała już całkiem liczna grupa ów, vaqueros i , którzy poprzedniego wieczora wyruszyli na poszukiwanie panny Escobedo, a teraz przybyli na bardzo wczesne śniadanie. Mimo tego, iż część z nich spędziła w siodle całą noc, przejeżdżając szlaki od po wzgórza przy drodze do San Pedro i w stronę Monterey, wrócili z pustymi rękoma, zmęczeni i zgłodniali. Donna Dolores Escobedo znikła, jakby zapadła ę pod ziemię.

Escalante stawiała właśnie na stole kolejną tacę, gdy na plac wjechał patrol żołnierzy. Tak jak Diego przewidywał, wieczorem poprzedniego dnia, po interwencji señory Chiary, zdecydował, że jednak włączy załogę garnizonu do poszukiwań. Sierżant i kapral Rojas poprowadzili patrole. Sierżant dość szybko znalazł się z powrotem w garnizonie, ale oddziałek prowadzony przez kaprala wrócił dopiero teraz. Co ważniejsze, razem z żołnierzami przyjechał i don Eduardo de Cabon, drugi z pechowych pojedynkowiczów i zalotników donny Dolores.

Don Eduardo – krzyknął jeden z caballeros. – Gdzie donna Dolores?

– Nie wiem… – młodzieniec zsunął się z konia i ruszył w stronę werandy.

– Chwileczkę, don Eduardo – zatrzymał go kapral. – Najpierw musicie stawić się w biurze alcalde, takie mam rozkazy.

De Cabon westchnął tylko i posłusznie ruszył przez plac w stronę bramy garnizonu. odstawiła tacę na najbliższy stół i już bez słowa ruszyła za żołnierzami, a razem z nią poszła jeszcze spora grupa gości. Wszyscy chcieli się dowiedzieć, co się wydarzyło po pojedynku, i nikt nie miał wątpliwości, że Ramone przepyta o to młodego .

Alcalde nie sprawiał wrażenia kogoś, kto przespał noc. Nieogolony, z przekrwionymi białkami oczu, z trudem trzymał się na nogach. Nie było w tym nic dziwnego. Chiara odjechała do hacjendy don Escobedo późno w nocy, a wcześniej podzieliła się z Luisem Ramone swoimi obawami, co do losu podopiecznej. Z tego też powodu alcalde sięgnął po swoją zwyczajową wieczorną butelkę znacznie później niż zwykle i teraz cierpiał pozbawiony możliwości odespania.

Brak snu, oszołomienie po wieczornym popijaniu i ogólnie zły nastrój wywołany wypadkami dnia poprzedniego spowodowały, że nastrój Luisa Ramone był wręcz krwiożerczy.

– A więc to jest ten kochanek – burknął na widok wchodzącego wraz z kapralem młodego caballero. – A gdzie dziewczyna?

– Nie wiem – odpowiedział don Eduardo.

– Jak to, nie wiesz? – Ramone chciał krzyknąć, ale nagłe ukłucie bólu przypomniało mu, że powinien unikać zarówno hałasu, jak i gwałtowniejszych ruchów.

– Nie wiem…

Alcalde już bez słowa nalał sobie kubek wody. Wypił duszkiem i rozejrzał się po gabinecie. Dopiero teraz zauważył, że jest on bardziej niż zwykle zatłoczony.

– Czego tu chcecie? – spytał.

– Dowiedzieć się, co się stało z donną Dolores – odpowiedziała .

Błysk gniewu na twarzy Ramone zgasł równie szybko, jak się pojawił. Alcalde przypomniał sobie niemal natychmiast nie tylko to, że señorita Escalante jest właścicielką najbliższej jego gabinetowi piwniczki z winem, ale też, że jest ona osobą o niezwykle donośnym głosie i ostrym słownictwie. Nie miał ani siły, ani ochoty na kłótnię.

– Pytam jeszcze raz – zwrócił się do młodego de Cabon. – Co się stało z donną Dolores?

– Nie wiem – chłopak bezradnie rozłożył ręce.

– To sobie posiedzisz w celi, aż ci się przypomni! – wybuchł Ramone. Poderwał się zza biurka i natychmiast usiadł z powrotem, łapiąc się z jękiem za głowę.

Alcalde! – zaprotestował jeden z caballeros.

– Nie! – Luis tym razem podnosił się znacznie wolniej. – Dziewczyna zaginęła, a on był ostatnim, który ją widział. Posiedzi tak długo, aż zdecyduje się powiedzieć, co się z nią stało!

– Uciekła ode mnie! – krzyknął don Eduardo.

Ramone okręcił się wściekle. Był już wystarczająco rozdrażniony, by ból głowy przestał przeszkadzać, a stał się dodatkowym impulsem do wybuchnięcia gniewem.

– Jak to uciekła?! Dokąd? Gdzie i kiedy?

– Pojechaliśmy do Santa Barbara, do misji – jęknął de Cabon. – Chciałem, by została moją żoną, by mi ślubowała. Zabiłem dla niej i chciałem, by złożyła mi przysięgę, nim razem uciekniemy do Hiszpanii.

– Nie mogłeś uciekać sam?!

– Ona też widziała, jak zabijam… – Chłopak prawie płakał. – Mauricio był moim najlepszym przyjacielem, ale gdy stanął pomiędzy nami, musiał umrzeć… Nie chciałem, by Dolores…

– To czego ty nie chciałeś, nie ma znaczenia! – wywarczał Ramone. – Gdzie ta Dolores?

– Jak jej powiedziałem, po co przyjechaliśmy do misji, rozzłościła się i uciekła…

– Uciekła z Santa Barbara, tak?

– Tak…

– Łżesz de Cabon, łżesz jak pies. Co zrobiłeś z dziewczyną? – Z każdym pytaniem Ramone podchodził krok bliżej, a Eduardo się cofał.

– Mówię, że uciekła…

– Łżesz!

– Nie! – chłopak przycisnął się plecami do ściany. – Uciekła, przysięgam, że uciekła!

Alcalde, dosyć! – zaprotestowała señorita Escalante.

– Nie! – Ramone odwrócił się do pozostałych w gabinecie osób. Na moment przymknął oczy, gdy zdał sobie sprawę z bólu głowy, ale zaraz kontynuował znacznie spokojniej. – De Cabon zostaje w areszcie, póki nie odnajdzie się donna Escobedo. Możecie powiadomić o tym jego ojca.

– Czy stawiacie jakieś zarzuty, alcalde? – pytanie zadał ten sam caballero co poprzednio.

– Jeszcze nie – odparł Ramone. – Jeszcze don Eduardo ma czas, by powiedzieć prawdę. Może w towarzystwie ojca będzie bardziej rozmowny. A teraz… wyjść stąd. Wszyscy!

Alcalde

– Powiedziałem, wyjść! Sierżancie Mendoza! Usunąć mi z gabinetu tych intruzów.

– Chwileczkę! – señorita Victoria wywinęła się zręcznie spod ramienia sierżanta. – Proszę pozwolić mi przynieść jedzenie dla don Eduardo.

Ramone popatrzył na nią ponuro. Jego gniew osłabł, łupiący ból głowy wciąż narastał, więc perspektywa, że trzeba będzie znów podnieść głos, z każdą chwilą stawała się mniej pociągająca.

– Tylko zachowajcie ciszę – polecił. – A teraz wyjść stąd! Już!

Dyskusje zaczęły się dopiero za bramą garnizonu. Wiadomość, że donna Dolores dojechała aż do Santa Barbara, spowodowała, że spora część poszukiwaczy z poprzedniego wieczora klęła teraz, jedni cicho, inni całkiem głośno, na myśl o daremnych poszukiwaniach i nocnych godzinach spędzonych w siodle. Jeszcze inni współczuli chłopakowi i nie szczędzili gorzkich słów dziewczynie, która sprowokowała całe zajście. Wszyscy zaś zgadzali się co do tego, że można było tego uniknąć, gdyby donna Dolores nie wymknęła się spod kontroli. Siłą rzeczy rozmowy zeszły na temat señory Chiary i alcalde, a stąd znów wróciły do tego, co stanie się z don Eduardo. Większość była zdania, że Ramone wypuści go, może nawet jeszcze przed południem tego dnia, jak tylko pojawią się jego ojciec i don Escobedo z wiadomością, że niesforna dziewczyna wróciła do domu. Niektórzy jednak sądzili, że alcalde, z sobie wiadomych powodów, złośliwości czy poczucia winy, będzie próbował ukarać chłopaka za to, co się wydarzyło i nie będzie to jedynie kilka dni odosobnienia.

Dzień się ciągnął, słońce wznosiło coraz wyżej, a don Escobedo nie przyjeżdżał. Wreszcie kapral Rojas pojechał po niego do hacjendy i razem zjawili tuż po południu. Przyjechała także z nimi Chiara i don Augustino de Cabon, ale cała trójka miała dziwnie ponure twarze. Razem udali się do aresztu.

Ramone był już w znacznie lepszym stanie niż o świcie. Kilka godzin snu, napar z kory wierzbowej i lekkie śniadanie zdziałały cuda. Ogolony, czysto ubrany, czekał na gości w swoim gabinecie. Uprzejmie przywitał caballeros, z szacunkiem ucałował dłoń señory i poprowadził przybyłych do aresztu.

W odróżnieniu od niego, Eduardo wyglądał znacznie gorzej. Co prawda sierżant podał mu śniadanie dostarczone przez señoritę Escalante i przy tej okazji powiedział, że Mauricio da Silva jest tylko ranny, ale to najwyraźniej nie pocieszyło chłopaka, który, gdy weszli, siedział skulony na pryczy. Dopiero gdy ojciec się odezwał, Eduardo podniósł głowę, pokazując wymizerowaną twarz i podkrążone oczy.

– Coś ty sobie myślał?! – don Augustino przeszedł od razu do sedna sprawy.

– Ojcze…

– Mauricio był twoim przyjacielem, a ty go chciałeś zabić. Dolores nie była ci obojętna, wiem, ale nie miałeś prawa porywać jej i zmuszać do ślubu!

– Ojcze…

– Zapytajcie go, co się stało z Dolores – wtrącił się Ramone. – Do tej pory nie chciał nam powiedzieć.

– A więc, Eduardo?

– Uciekła ode mnie pod misją w Santa Barbara – odpowiedział pospiesznie chłopak.

– Kłamiecie! – krzyknęła Chiara. Nim ktokolwiek mógł zareagować, przepchnęła się obok don Augustino do kraty celi. – Kłamiesz, łajdaku! W żywe oczy kłamiesz! Mów mi natychmiast, co zrobiłeś z Dolores!

– Ucie… – zaczął Eduardo, ale rozwścieczona nie dała mu skończyć.

– Nie kłam! – krzyknęła znowu. – Porwałeś ją? Zamordowałeś ją jak tego biednego Mauricio?

– Nie,

– Może niech Eduardo opowie nam wszystko – rozległ się z tyłu spokojny głos.

– De la Vega! – odwrócił się Ramone. – Co wy tu robicie?!

– Przyjechałem dowiedzieć się, czy odnaleziono donnę Dolores – stwierdził spokojnie don Diego de la Vega. – Dzień dobry, , don Hernando, don Augustino. Widzę, że odnalazł się don Eduardo.

Ramone sapnął wściekle, ale skinął głową.

– No, de Cabon. Opowiadaj!

Chłopak objął się ramionami i popatrzył z rozpaczą na ojca, jednak don Augustino nawet nie drgnął, spoglądając na niego surowo i gniewnie.

– Umówiliśmy się, Mauricio i ja – zaczął Eduardo – że rozstrzygniemy nasze wątpliwości co do tego, który z nas może ubiegać się o względy donny Dolores. Spotkaliśmy się, a donna… Przyjechała za nami, by być świadkiem. Powiedziała, że tylko zwycięzca okaże się jej godny… Więc walczyliśmy i ja… – urwał na moment, wstrząsnął się, a po chwili kontynuował dalej. – Gdy Mauricio upadł, wiedziałem, że go zabiłem. W tamtej chwili chciałem być sam, jak najdalej od niego… Pobiegłem do koni, ona pobiegła za mną… Powiedziała mi, że jestem mężczyzną, że dowiodłem tego w walce… – Chłopak znów urwał i spuścił głowę. Po chwili podniósł ją i spojrzał prosto w oczy ojca. – Wiedziałem, że teraz muszę zadbać o nią, o jej dobre imię. Nie mogłem pozwolić, by źle o niej mówiono, żeby… – znów się zaciął, ale po chwili przemógł się i mówił dalej. – Pojechaliśmy do Santa Barbara. Zgodziła się mi towarzyszyć, uważała to za doskonałą wyprawę. Gdy jednak stanęliśmy pod misją, zapytała, po co tu jesteśmy. Wyjaśniłem jej, że teraz musimy wziąć ślub. Skoro wyruszyła ze mną…

– Po co jechaliście do misji? – odezwał się don Escobedo.

– Chciałem jechać do Monterey, do wuja . Powiedziałbym mu, co się stało, on pomógłby nam wyjechać do Hiszpanii… Tylko nie chciałem, by o Dolores mówiono, że podróżuje z obcym mężczyzną…

– Więc ślub?

– Tak – Eduardo dumnie uniósł głowę. – Jestem mężczyzną. Musiałem zadbać o jej dobre imię. Nie mogłem pozwolić, by ją obmawiano.

– Ty głupi dzieciaku – wysyczał don Augustino. – Ty durny smarkaczu… Gdybyś nie wyciągnął jej na tę wyprawę, nikt by jej nie obmawiał!

– Ależ…

– Powiedzcie, co było potem – polecił Ramone. Chłopak poczerwieniał.

– Rozzłościła się na mnie, gdy powiedziałem jej, po co tu jesteśmy. Nazwała mnie durniem. Wyśmiała, gdy mówiłem, że ją kocham… Uderzyła mnie w twarz i odjechała…

– Goniłeś ją?

– Tak… – Eduardo był wręcz purpurowy ze wstydu. – Ale dopiero po chwili… Koń mi się spłoszył, jak mnie zaatakowała, nie mogłem go złapać… Jak mi się to wreszcie udało, już jej nie widziałem… Szukałem jej – zapewnił. – Szukałem! Aż spotkałem patrol i mnie zabrali tutaj…

Don Augustino pokręcił głową.

– Ty durniu… – powiedział. – Ty durniu…

– Nie uwierzyliście mu chyba?! – prychnęła Chiara.

– Dlaczego by nie? – zdziwił się don Diego. – Wyjaśnił dość przekonywująco, co się wydarzyło…

– Ale Dolores nigdy by czegoś takiego nie zrobiła – zaprotestowała . – Nigdy nie zgodziłaby się jechać w nieznane! I to z obcym mężczyzną!

– Nie w nieznane – odezwał się Eduardo. – Powiedziałem jej, że pojedziemy do Monterey, do wuja, a stamtąd do Hiszpanii… I przecież mnie znała…

– Nieważne! Jak by nie było, nie pojechałaby z tobą…

– Chiara… – odezwał się don Escobedo. – Dolores mogła z nim pojechać. Wiesz doskonale, jak bardzo chciała wrócić do Hiszpanii. A co do towarzystwa… to był to jeden z twoich obowiązków – przypomniał.

Chiara poczerwieniała gwałtownie.

– Wiem, jakie są moje obowiązki – odpaliła.

– Doprawdy? – don Escobedo skrzywił się nieprzyjemnie. – Gdybyś pamiętała o swoich obowiązkach, Dolores by nie zaginęła!

Escobedo! – alcalde uznał, że należy się wtrącić. Don Hernando spojrzał na niego gniewnie, ale zmilczał. Prawdą było, że to Ramone stał za nieobecnościami señory, ale też teraz to od alcalde zależały dalsze poszukiwania dziewczyny i don Escobedo nie chciał go zrażać.

Señores, señores… – wtrącił się don Diego. – Może wpierw zastanowimy się, jak odnaleźć donnę Dolores, a potem porozmawiamy o winie, jeśli w tej nieszczęsnej sprawie ktokolwiek zawinił…

Jednak te pojednawcze słowa nie odniosły pożądanego skutku. Chiara poczerwieniała jeszcze bardziej, najwyraźniej biorąc je do siebie, podobnie jak alcalde. Don Augustino nie odrywał spojrzenia od swego nieszczęśliwego syna.

Don Escobedo odetchnął głęboko.

– Co zamierzacie zrobić, alcalde? – spytał.

Zanim Ramone zdołał odpowiedzieć, odezwała się Chiara.

– Ten przeklęty morderca powinien zapłacić za śmierć Dolores! Powieście go, alcalde!

– Chiara! – jednocześnie zawołali don Escobedo i de Cabon.

– A czy nie jest mordercą? – zaatakowała . – Może i namówił ją, by pojechała z nim do Santa Barbara, ale gdy odmówiła ślubu…

– Nie zabiłem jej! – krzyknął przerażony Eduardo. – Nie zabiłem! Ojcze… uwierz mi, nie zrobiłem jej nic złego… Kocham ją…

– A Mauricio? – nie dała dojść do głosu. – On był twoim przyjacielem, a go zamordowałeś!

– Nie!

– wtrącił się Diego. – To był pojedynek o rękę kobiety, nie morderstwo. A don Mauricio żyje.

– A co wy możecie wiedzieć o czymś takim?! – prychnęła Chiara.

– Sporo – uśmiechnął się Diego. – Swego czasu rozstrzygałem taki dylemat z Zorro…

– Nie…

– On mówi prawdę, Chiara – odezwał się don Escobedo.

Przez chwilę panowało milczenie. Señorze Chiarze wspomnienie Zorro odebrało mowę, alcalde i caballeros także się nie odzywali. Rzeczywiście, don Diego musiał swego czasu stawić czoła Zorro, by móc ubiegać się o rękę señority Escalante. To, że przeżył tamto starcie, a co więcej, pozostawał nadal w przyjacielskich stosunkach z zamaskowanym banitą, świadczyło aż za dobrze o jego umiejętnościach. Może nie szermierczych, ale na pewno perswazji.

Chwilę ciszy wykorzystał don Augustino.

– Nie ma dowodów, że mój syn okazał się mordercą. Może i zrobił z siebie durnia, ale trudno mi uwierzyć, że potrafiłby zabić dziewczynę.

– Ale jednak Dolores nie wróciła do hacjendy – zauważył Ramone. – Santa Barbara nie jest aż tak daleko, by nie zdążyła zjawić się w domu przed świtem.

– Mogło coś się jej przytrafić, alcalde – wtrącił się Diego. – Choćby natknęła się na taką bandę, jak ta co była tu ostatnio… Flor Pereira przecież mieszka koło Santa Barbara…

Ramone poczerwieniał. Wspomnienie o desperados, którzy zabarykadowali się w gospodzie i których rozgromili Zorro i Juan Checa, nadal było dla niego drażliwą sprawą.

– Sądzicie, don Diego…? – spytał don Escobedo.

– Sądzę, że coś musiało się stać i nie pomożemy donnie Dolores stojąc tu i kłócąc się o winę Eduardo. Żywa czy martwa, musimy ją odnaleźć.

– Jeśli ją zamordował… – zasyczała Chiara.

– Dosyć! – don Escobedo odciągnął kobietę od kraty. – Alcalde? Za waszym pozwoleniem, oddalę się, by zorganizować poszukiwania.

– Ja także będę jechał – włączył się Diego. – Nasi vaqueros mogą przeszukać tereny w stronę Santa Barbara. Im więcej szukających, tym większe szanse, że ją odnajdziemy.

Ramone pokiwał z roztargnieniem głową, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś innym.

Alcalde, jeśli pozwolicie – wtrącił się don Augustino – zabiorę syna…

– O, nie! – warknęła Chiara. Wyszarpnęła ramię z uścisku don Escobedo i stanęła przed Ramone. – Luis, jeśli pozwolisz, by ten morderca…

, chciałem zabrać syna, by wskazał nam, gdzie ostatni raz widział donnę Dolores i pomógł w poszukiwaniach…

– Nie! – stwierdził Ramone. – Jest oskarżony o próbę zabójstwa don Mauricio i prawdopodobne porwanie i zamordowanie donny Dolores. Nie mogę pozwolić, by skorzystał z okazji i zbiegł.

Don Augustino kiwnął głową.

– Słyszałeś, Eduardo. Jesteś oskarżony.

– Ojcze…

– Ani słowa więcej. Zostań tu. Może areszt pozwoli ci się zastanowić nad tym, co do tej pory zrobiłeś i dostrzeżesz swoje błędy.

– Ojcze…

– Jeżeli donna Dolores zginęła, to nie będzie dla mnie miało znaczenia, czy zabiłeś ją własnoręcznie, czy stało się na skutek twoich błędnych decyzji. Będziesz winnym jej śmierci. Zrozumiałeś to, Eduardo?

– Tak, ojcze…

Młody caballero cofnął się w głąb celi i usiadł ciężko na pryczy, nie patrząc już w stronę wychodzących.

CDN.

Related posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.