Legenda i człowiek Cz V: Doskonały plan, rozdział 26

Autor/Author
Ograniczenie wiekowe/Rating
Fandom
New World 1990-1993,
Status
kompletny
Rodzaj/Genre
Romans, Przygoda,
Podsumowanie/Summary
Pech czy los sprawiają, że nawet najlepszy plan może zawieść. Piąta część opowieści o i Victorii.
Postacie/Characters
, de la Vega, , Felipe, Jamie , Luis Ramon,

Rozdział 26. Błąd señory Chiary

Jesienne deszcze wreszcie nadeszły. Wypalone upałami wzgórza znów zazieleniły się od trawy, w licznych zaczęły szumieć potoczki i strumyki, w obniżeniach terenu pojawiły się lusterka wody. Jezioro za Los Angeles rozrosło się, na tamie dzień i noc szumiał wodospad. Nadchodziła zima, najpiękniejszy, najbardziej ukwiecony czas w Los Angeles.

Chiara nadal odwiedzała , przyjeżdżając niemal codziennie. Co bystrzejsi obserwatorzy zauważyli, że coraz częściej zjawiała się sama, bez swej podopiecznej, i za każdym razem cały czas spędzała z . On sam nie narzekał z powodu jej odwiedzin i można było dostrzec, że wita je raczej z radością. Na pewno zaś dzięki temu przestał pić tak, jak dotychczas.

Wizyty stały się też powodem do cichych plotek. Czy to możliwe, zastanawiano się, że znalazł kogoś, kto się nim zainteresował? Więcej, rozważano, czy to możliwe, by sam się zainteresował kobietą? Ci, którzy byli nastawieni do życia bardziej romantycznie, uważali tę parę za dowód triumfu miłości, która potrafiła dotknąć osoby nawet tak na pozór do niej niezdolne i twierdzili, że być może dzięki temu Ramone złagodzi nieco swoje podejście do puebla i jego mieszkańców. Inni, bardziej ostrożni, choć może należało nazywać ich realistami, byli zdania, że niezależnie od uczucia łączącego tych dwoje, z sytuacji tej nie wyniknie nic dobrego, a wątpiącym przypominali o charakterach i señory i ich poglądach na Los Angeles. Nie mogło być tak, mówili, że ta dwójka, razem czy osobno, zdziała coś dobrego dla pueblo. Gorzej nawet, gdy ci dwoje połączą swoje siły, Los Angeles naprawdę wpadnie w tarapaty.

Jaka jednak by nie była prawdziwa przyczyna, wspólne interesy, zauroczenie czy wzajemna miłość, faktem było to, że señora Chiara spędzała coraz więcej czasu z Luisem Ramone. Co za tym zaś szło, coraz mniej czasu poświęcała donnie , pozostawiając ją w hacjendzie don Escobedo, lub też, gdy przyjeżdżały razem, ignorując jej obecność. Być może nie wydawało się to jej zbyt wielkim zaniedbaniem, w końcu donna mieszkała w domu swego stryja, wraz z kuzynkami i można było pozostawić ją w tym towarzystwie. Niestety, Chiara albo nie wysnuła właściwych wniosków ze wcześniejszych wydarzeń, albo też, zauroczona możliwością spotykania się z kimś takim jak Ramone, najzwyczajniej zapomniała o pewnych sprawach. Możliwe było też, że po prostu do tej pory przymykała oczy na pewne cechy charakteru i zachowania swojej podopiecznej. Tak więc, gdy señora wraz z udawała się na przejażdżkę po okolicach pueblo czy siedziała wraz z nim nad szklaneczką cydru, donna Dolores, uwolniona od jej obecności, cieszyła się coraz większą swobodą.

Don Escobedo, tak jak wszyscy właściciele posiadłości jesienią i na początku zimy, zaprzątnięty sprawami gospodarstwa, także nie zwracał większej uwagi na to, czym obecnie zajmuje się jego bratanica. Być może liczył na swe córki, że one będą czuwać nad zachowaniem kuzynki i powstrzymają ją od najgorszych wybryków czy nierozsądnych posunięć. Zapomniał jednak, że już od dawna to Dolores nadawała ton całej trójce. Dziewczęta ją jedynie naśladowały i było dla nich nie do pomyślenia, by zwrócić jej na cokolwiek uwagę.

Tak czy inaczej, jaka by nie była tego przyczyna, donna Dolores Escobedo znalazła się poza jakąkolwiek kontrolą. Na skutki tego nie trzeba było zbyt długo czekać.

X X X

Diego de la Vega i Escalante dyskutowali właśnie nad koniecznością uzupełnienia zapasów wina w gospodzie przed zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, gdy na plac przed gospodą wjechał jeździec w takim galopie, że nie tylko oni, ale chyba wszyscy obecni w pobliżu przerwali swoje zajęcia i spojrzeli na niego z ciekawością. Nie często zdarzało się w Los Angeles, by ktoś wpadał do pueblo tak gwałtownie, a już na pewno nie wtedy, gdy jego jasne ubranie było zaplamione krwią.

– Manolito! – załamała ręce señorita Victoria. – Co się stało?

– Gdzie jest… – wydyszał Manolito – gdzie jest ?

– Pojechał do hacjendy don Oliveiry, dona Margarita źle się czuje – odpowiedział spokojnie don Diego. – Co się stało?

Don Mauricio umiera!

– CO?!

– Jest ciężko ranny, umiera… – powtórzył Manolito.

Diego rozejrzał się dookoła. Koń Manolito stał z ciężko spuszczonym łbem, wyraźnie wyczerpany galopem. Dokoła zaczynali już gromadzić się zaciekawieni mieszkańcy, od bramy garnizonu podążał . nie było, nieco wcześniej Diego widział go wyjeżdżającego z pueblo w towarzystwie señory Chiary.

– Ktoś musi pojechać do don Oliveiry – oznajmił głośno de la Vega. – Zawiadomić doktora Hernandeza, że jest potrzebny. Victorio – zwrócił się do señority. – Pozwolisz, że dokończymy naszej rozmowy później? Pojadę z Manolito do hacjendy da Silvy, może jakoś będę w stanie pomóc rannemu.

– Jedź, Diego. Ja wyślę Juanitę po doktora. Gdzie ma przyjechać?

– Do hacjendy – powiedział Manolito. – Don Mauricio tam jest…

X X X

Don Mauricio rzeczywiście był ranny i to dość ciężko, ale twierdzenie, że umiera, poważnie mijało się z prawdą. Rana była bolesna, chłopak, bowiem Mauricio da Silva niedawno dopiero wyrósł z lat chłopięcych, na przemian mdlał i przeklinał. Diego potrzebował całego autorytetu swojej wiedzy i sporo umiejętności w narzucaniu innym posłuszeństwa, by założyć opatrunek solidniejszy niż kilka pospiesznie zamotanych szmatek. Nim zjawił się doktor , don Diego zdołał także dowiedzieć się, w jaki sposób doszło do zranienia.

Konflikt pomiędzy dwójką młodych , don Mauricio da Silva i don Eduardo de Cabon trwał już kilkanaście tygodni i bez większego zdziwienia Diego usłyszał teraz od Mauricia, że jego źródłem i inspiratorem była donna Dolores Escobedo. Początkowo były to drobne sprzeczki, mniej lub bardziej przyjacielskie docinki i utarczki, ale w miarę upływu czasu wymieniane uwagi stawały się coraz dotkliwsze. Dodatkowo donna zdawała się czerpać pewną przyjemność z tego, że oto ci dwaj młodzieńcy rywalizują i ścierają się ze sobą w jej obecności i o jej uwagę. Wystarczało kilka słów, wypowiedzianych do jednego z nich w obecności drugiego, by wszelkie szlachetne postanowienia poprawy i zawieszenia broni szły w niepamięć. Już raz, podczas świętowania otwarcia tamy, doszło do poważniejszego starcia. Tamtego dnia interwencja i señory Chiary, wraz groźbą aresztu i grzywną, ostudziła trochę gorące głowy. Teraz jednak obaj młodzi ludzie byli rozdarci pomiędzy obowiązki nakładane im przez ojców, a chęć towarzyszenia donnie Escobedo. Ta zaś, pozbawiona od kilku tygodni towarzystwa señory Chiary, tego swoistego cienia i mimo wszystko głosu rozsądku, zaczęła ze zdwojonym zapałem wykorzystywać zaistniałe animozje. Krótko mówiąc, sprowokowała pojedynek. W jaki sposób, tego don Diego się nie dowiedział, bo don Mauricio albo za bardzo się wstydził tego, że przegrał starcie, albo przypomniał sobie, jakie zdanie miał młody de la Vega o donnie Dolores i wolał nie zdradzać jej sekretów. Dosyć, że obaj, Mauricio i Eduardo stanęli na ubitej ziemi, a starcie skończyło się raną jednego z nich, przerażeniem drugiego, przekonanego, że oto właśnie stał się mordercą i ucieczką tak jego, jak i samej Dolores.

W chwili, gdy młody da Silva opisywał, jak starał się dotrzeć do domu, zjawił się doktor Hernandez. Ocenił szybko stan rannego, zażądał gorącej wody i świeżego płótna na szarpie, a przede wszystkim, wyprosił z pokoju wszystkich poza jedną służącą, która miała mu pomagać przy badaniu i opatrywaniu rany.

Don Diego z roztargnieniem poklepał Manolito po ramieniu.

– Będzie dobrze, doktor Hernandez nie sprawiał wrażenia kogoś, kto widzi śmiertelnie rannego – powiedział. – Uratowaliście młodego pana. Nie wiecie może, skąd przyjechał z tą raną?

– Nie, de la Vega…

– Trudno.

Don Diego? – wtrąciła się Juanita. – Wiecie, co się stało?

– Wiem, ale nie sądzę, bym mógł teraz o tym mówić. Nie martw się, Juanita. Wszystkiego się niebawem dowiemy.

X X X

Po powrocie do Los Angeles Diego zastał w gospodzie tłok i mocno zdenerwowaną Victorię.

– Co się stało?

wrócił z przejażdżki – wyjaśniła. – Zaraz potem wpadł don Escobedo, z pytaniem czy señora Chiara wie, gdzie jest Dolores.

– Wnioskuję z tego, że donna Dolores nie wróciła do hacjendy.

– Tak. I nikt nie wie, gdzie się podziewa. Kuzynki myślały, że pojechała z señorą Chiarą do puebla, señora, że została w domu… A dziewczyna znikła.

– Była świadkiem pojedynku pomiędzy Mauricio da Silva, a Eduardo de Cabon – wyjaśnił Diego. – Chyba zdała sobie sprawę, że to zaszło zbyt daleko.

– Myślisz, że…?

– Myślę, że pewnie już wróciła do domu.

Victoria prychnęła tylko i ruszyła po sali z tacą w ręku. Dyskusje nad takimi wydarzeniami, jak zaginięcie donny Dolores, zwykle powodowały u mieszkańców Los Angeles zdwojone pragnienie i kubki wina były opróżniane znacznie częściej niż zazwyczaj. Zastanawiano się nad tym, jak mogło dojść do pojedynku pomiędzy dwójką młodych caballeros i jaka była w tym rola panny Escobedo, a także nad tym, gdzie mogła się ona teraz podziewać. Sporo osób podzielało zdanie señority Escalante, że donna Dolores już wróciła do hacjendy, do swego pokoju i teraz zapewne wypłakuje się w poduszkę, przestraszona tym, co sprowokowała.

Powrót doktora Hernandeza zbiegł się z ponownym przyjazdem don Escobedo. Donna Dolores jednak nie wróciła do domu i don Hernando przyjechał więc do pueblo, by domagać się od rozesłania żołnierzy na jej poszukiwanie. Ku jego nieprzyjemnemu zaskoczeniu, Luis Ramone stanowczo odmówił wszczęcia poszukiwań.

– Nie oczekujecie chyba, że będę wysyłał żołnierzy w pogoni za dziewczyną, która uciekła z kochankiem! – stwierdził kategorycznie.

– Nie macie dowodu…

– Nie potrzebuję – warknął Ramone. – Całe Los Angeles wie, że ta dziewczyna nie potrafiła się obejść bez męskiego towarzystwa. Zapomnieliście już, że ci dwaj nie tak dawno skoczyli sobie do oczu?

– Pamiętam o tym zdarzeniu – odpalił don Escobedo. – Ale to niczego nie dowodzi.

– Dajcie spokój… – Ramone machnął lekceważąco ręką. – Nawet jak pojechała gdzieś, wróci. Poczekajcie na nią spokojnie…

– Mam być spokojny, gdy nie wiem, co się z nią dzieje?

– Lepiej przygotujcie się na wesele. Może nawet tak będzie lepiej, po takiej ucieczce nie macie już wyboru. Ona musi wyjść za mąż.

– Tego nie musicie mi mówić!

– Chyba jednak muszę, skoro tak się domagacie, bym pozostawił pueblo bez garnizonu. Trzeba było jej lepiej pilnować, jeżeli nie planowaliście dla niej tak szybkiego zamęścia…

Don Escobedo przez chwilę nie odzywał się, tylko jego gwałtownie czerwieniejąca twarz świadczyła o tym, co przeżywał.

– Dolores miała opiekunkę – powiedział wreszcie lodowatym głosem. – Miała ją, póki ta nie zdecydowała się spędzać większości czasu tutaj, w pueblo!

Teraz przyszła kolej na Luisa Ramone, by wpierw zblednąć, a potem poczerwienieć. Spurpurowiał na twarzy tym intensywniej, że wśród zebranych dało się słyszeć cichy szmer komentarza do słów .

– Nie łudźcie się, że dzięki temu coś wskóracie – warknął wreszcie . Trzasnął kubkiem o blat baru i wymaszerował z gospody, starając się iść tak równo, jak tylko pozwalało mu na to sztywne kolano, a laska, na której się wspierał, z furią uderzała o deski podłogi.

Don Escobedo rozejrzał się bezradnie dookoła.

– Nie potrzebujemy żołnierzy, by przeszukać okolicę – odezwał się Diego. Zawtórowały mu potakiwania obecnych. – Zaraz zawiadomię vaqueros ojca. Może ją widzieli.

Don Diego…

– Jedźcie do hacjendy, don Hernando – poradził Diego. – Może rzeczywiście Dolores sama zdecyduje się tam wrócić, gdziekolwiek jest, a jeśli ktoś ją odnajdzie, odwiezie do was. I jeśli mogę coś doradzić… – Diego zawahał się przez moment. – Señora Chiara…

– Myślicie, bym nie robił jej wymówek?!

– Nie… Jedynie uważam, że jeśli ktoś jest teraz w stanie nakłonić do wysłania żołnierzy, to właśnie ona. Tyle tylko, że… – Diego znów się zawahał.

– Rozumiem… – don Escobedo pokiwał głową. Ramone mógł odmówić wysłania patrolu z własnej przekory, a Chiara mogła przekonać go, że jest to niezbędne. Pozostawało jedynie pytanie, jak bardzo poczuje się tym urażony i jak każe później komuś za to zapłacić.

Gdy pierwsi z gości gospody zaczęli wychodzić na zewnątrz, Victoria położyła rękę na ramieniu Diego.

– Masz zamiar jej szukać? – spytała.

– Czy cię zmartwi, jeśli powiem, że tak?

– Wolałabym, byś nie musiał tego robić – oświadczyła.

Ujął jej dłoń w swoje.

– Wiem, że nie jesteś tym zachwycona, ale don Escobedo to przyjaciel ojca – powiedział. – Niezależnie, ile racji było w twierdzeniu Ramone, jemu muszę pomóc.

– No tak… – westchnęła. – Ale obiecaj, że nie będzie miała potem powodów do opowieści – syknęła.

Diego nie mógł się nie roześmiać.

– Nie myślisz chyba, że Dolores zapomniała o paru sprawach, jakie się pomiędzy nami zdarzyły – powiedział. – Będę raczej musiał uważać, by spotkanie z nią nie skończyło się bijatyką.

Victoria spojrzała na niego zaskoczona, a chwilę potem uśmiechnęła się złośliwie. Ona także pamiętała, i to doskonale, jak zarówno Diego, jak i Zorro, potraktowali swego czasu donnę Dolores. Rzeczywiście, mogła się spodziewać, że będzie musiał bardzo uważać, by awanturnicza panienka nie spróbowała zrobić mu krzywdy w odwecie za tamto ośmieszenie.

CDN.

Related posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.